Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

Powitanko, 6 lat, AA

Moderator: Moderatorzy

hannibal_lectourer

Posty: 6


Rejestracja:
01-01-2019 20:52

Dzieci: 6,5 autyzm atypowy

Ja: ZA po dziadku

Post 01-01-2019 21:27

Powitanko, 6 lat, AA

Czołem ! Odkryłem to forum przedwczoraj, a odkąd się tematem zajmuję od jakichś 4 lat, dotąd tu nie trafiłem. A, że zwyczajem zdaje się tu przedstawienie historii zmagań to wklejam moje posty z maja 2017 (gazetowy inny świat http://forum.gazeta.pl/forum/w,10034,16 ... _far_.html ) i z grudnia zeszłego już roku ( http://forum.gazeta.pl/forum/w,10034,16 ... pich_.html ). Kto chce, to sobie doczyta resztę na forum gazetowym, bo przecież nie będę kopiował całych drzewek.
Jeszcze jedna dyskusja tycząca się mojego dziecia była w temacie http://forum.gazeta.pl/forum/w,10034,16 ... trach.html (gdzieś w 1/5 drzewka od dołu) ale dotyczyła spraw formalnych. Generalnie "wpraszam" się na to forum bo inny świat póki co leży z ilością aktywnych użytkowników, a tu widzę sporo kontynuacji wątków na przestrzeni lat całych i być może będę potrzebował konsultacji za te kilka dni, kiedy mamy combo psychiatra/psycholog, gdzie pewnie będzie poruszony temat rediagnozy.
Dobra, to teraz miesko:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,10034,16 ... _far_.html

Dużo historii tu czytałem, dołożę swoją.
Syn, obecnie kończy 5 lat, przez 2,5 roku miał oboje rodziców w domu (ja w domu pracuję, mamie skończyło się zastępstwo i umowy nie przedłużono). 10 Apgar, urodzony o czasie, badanie słuchu ok, lekka żółtaczka. Wstał jak miał 7 miesięcy, siedział prosto jak miał 9. Określany w przychodni jako silne dziecko (jakbym nie był czujny to w trakcie badania by spadł z kozetki, bo w tym wieku "Tak szybko nie pełzają"). Nie mówił ("Paanie, chłopcy zawsze później mówią"), jak coś się nie podobało to wrzeszczał, obsesja na punkcie piłek i wody.
W wieku 2,5 lat idzie do przedszkola prywatnego - nowy budynek, nowe przedszkole, pierwsza i jedyna podówczas grupa. Po jakimś czasie konsultacje z wychowawczynią i jednocześnie dyrektorką d/s pedagogicznych. Na konsultacjach zatroskana mina i tekst "Wie pan, to może być autyzm", po czym następuje lista rzeczy jakie według Pani są nie w porządku, a u mnie banan na gębie bo mi kobita listuje rzeczy jakie ja sam pamiętam z dzieciństwa w przedszkolu i nie są one dla mnie czymś dziwnym. Ale ok, żyjemy w społeczeństwie, gdzie każdego można udupić jak się znajdzie pretekst to dla jej spokojności i mojej, żeby nikt nie zarzucił zaniedbywania dziecka, Pani umawia mnie na wizytę na Półkolu z obietnicą (istotne dla wątku), że "Tam panu dziecko _zdiagnozują_ (potwierdzą/wykluczą autyzm)".
Ok, jadymy (uzbrojeni w opinię logopedyczną i pedagogiczną z przedszkola)- na Półkolu psycholog, logopeda, pedagog oglądają sobie dziecia radośnie skaczącego do basenu z kulkami w sali nr 7 (chyba do IS). Na tym pierwszym spotkaniu wywiad, podpisanie wniosku o pomoc pedag/psych. - i "My tu raczej nie widzimy autyzmu, ale z mową jest problem i się jeszcze spotkamy". No to idziemy na następne spotkanie. Teraz już sama pani psycholog i dalsza część wywiadu, w międzyczasie dzieć skacze do "basenu" z kulkami. Trzecie spotkanie, o, Pani psycholog w końcu próbuje nawiązać jakiś kontakt z synem, poprzez nakłonienie go do posprzątania piłek, które w czasie skakania do baseniku wypadły na podłogę. Jedna prośba, brak reakcji, druga, podniósł jedną piłkę i wrzucił po czym wrócił do skakania. Następne pół godziny Pani spędziła na wszelkich możliwych namowach i prośbach, tarasowała nawet dostęp do basenu, w końcu nawet usunęła na bok schodki. Spociła się tylko a dzieć (wtedy 3 lata) nie raczył już żadnej kulki podnieść. Przez cały czas kombinował tylko jak się dostać do basenu odwracał jej uwagę, że to niby siądę przy stoliku, że to niby się pobawię jakąś zabawką i jak ją tylko od basenu odciągnął to myk z powrotem do zabawy w skakanie. Następne spotkanie - znów skakanie do "basenu", ale już pani nic nie robi, tylko zapisuje kolejne moje opowieści o funkcjonowaniu dziecia. Piłki znów zaczęły wypadać a ja od niechcenia rzuciłem - "Zeniu, piłki ci uciekają" i od tego momentu jak tylko jakaś wypadła to od razu biegł, podnosił i wrzucał z powrotem do basenu.
Pomiędzy spotkaniami propozycja zajęć logopedycznych w poradni. Ok, trochę daleko ale da się. Trafiamy na miłą osóbkę, neurologopeda i psycholog na etacie logopedy. Zajęcia standardowe, ale ja nic nie dostaję do przepracowania w domu a co drugie, trzecie spotkanie sobie rozmawiamy na tematy autyzm/asperger. W końcu umawia mnie na spotkanie z psychiatrą na Półkolu i pisze do niego 1,5 strony opinii (w międzyczasie ja dostarczałem coraz to nowe opinie z przedszkola już od nowej wychowawczyni, a ona napisała opinię dla przedszkola bo dyrekcja chciała).
Spotkanie z psychiatrą (dziecko w tym czasie 3 lata, 10 miesięcy) - dr. Grymek, szef poradni na Strzeleckiej, członek zespołu orzekającego na Półkolu. Na początku trochę drętwo, bo ja czekam aż on zacznie, ja czekam aż on. W końcu się pyta z czym przychodzę, 15 minut rozmowy i pada stwierdzenie autyzm atypowy. Ok, pytam się czy to diagnoza? "Ależ skąd, nigdy bym nie śmiał diagnozować w tak krótkim czasie, to tylko taka sugestia, bo my tu nie diagnozujemy." I przysłowiowy h.j bombki strzelił. Ja po roku się dowiaduję, że Półkole nie diagnozuje, gdzie do tej Poradni Specjalistycznej zostałem skierowany z przedszkola na _diagnozę_ (błędne pojęcie czym się zajmuje ta poradnia u wychowawczyni z przedszkola).
W międzyczasie przedszkolnym (od początku na Półkolu do grudnia 2015) katar, kaszel zwalane przez pediatrę na karb alergii (mama alergiczka), ale w końcu coś z uchem (u pediatry) i laryngolog. Pierszy nic nie znalazł, uszy czyste, sprawdził też migdałki żeby nie było, że 150 zeta za sprawdzenie uszu. Migdałki w porządku. Miesiąc później następny laryngolog - i siurpryza, znaczny przerost trzeciego migdałka, do wycięcia bo przytyka trąbki słuchowe. No to mamy trop do zaburzenia mowy. Logopeda sceptyczna, może być autyzm, może być związane ze słuchem plus informacja, że przez ten czas pracy więcej by się o synu dowiedziała jakby mu dała te wszystkie pomoce i zabawki jakie wykorzystuje w terapii i usiadła sobie cicho w kąciku.
Ja dalej nie widzę autyzmu, bo młody biega, jeździ na hulajnodze i wspina się na wszystko co ma punkt zaczepienia. Z dziećmi się raczej nie bawi, panią w przedszkolu olewa, ale jest w "gangu" ganiających się dzieciaków. W marcu zeszłego roku operacja wycięcia migdałka, zero strachu, sam wszedł na salę i położył się na stole, przy usypianiu żadnych problemów. Bez komplikacji, z jedzeniem po operacji nie ma problemu. Mowa trochę ruszyła. Dziecko do obserwacji logopedycznie i dalsza "terapia". W tym samym czasie, z końcem marca spotkanie podsumowujące z psycholog prowadzącą i logopedą. Wniosek końcowy - mniej bajek i piosenek z tv (u nas z kompa) i jak już to raczej po polsku niż po angielsku. Jak będzie się miał mniej bodźców to może zacznie szybciej mówić i pojawią się zabawy "na niby" (dla mnie bez sensu, sam się tak nie bawiłem).
W międzyczasie logopeda kusi wizją subwencji oświatowej na dziecko z autyzmem i proponuje Zacisze albo Maltańczyków. Ok, rozglądam się ale terminy... Przychodzi maj, już po rekrutacji i pewnego dnia rozmowa z wychowawczynią (i trzecią dyrektor d/s pedagogicznych z kolei) że ona myślała o nauczycielu wspomagającym (ale słowa o potrzebie orzeczenia nie powiedziała). Za kilka dni tekst, że pani Dyrektor (już publicznego ale niesamorządowego przedszkola) nie będzie chciała ze mną przedłużyć umowy. Zdziwko, mogła powiedzieć wcześniej. Łapię ją akurat jak z siatami leci do samochodu (mieszka w tym samym budynku co przedszkole) i umawiamy się na 12. Spotkanie, pytam czemu nie było nic wcześniej, tylko teraz po rekrutacji do publicznych. Coś kręci, ale umowę na 2016/2017 podpisuje.
Ja wtedy wiedziałem tyle, że jak jest orzeczenie o kształceniu specjalnym to się z tym idzie do wydziału edukacji i oni zapewniają miejsce w odpowiednim przedszkolu, sprzedałem tą informację dyrektor przedszkola i pewnie dla tego podpisała, myśląc, że pozbędzie się "problemu".
Tu dygresja, dla mnie dziecko było w porządku, kontakt z nim miałem (i mam), mowa szła do przodu, nie był agresywny w przedszkolu i w domu a że nie chce z dziećmi siadać w kółeczku, cóż, ja też nie siedziałem...
Papier to papier, terminy terminami, ale potrzebne coś na szybko - no myk, telefon do informacji medycznej o pierwszy wolny termin u psychiatry dziecięcego. Trafiłem na Danutę Zyblikiewicz, nestorkę krakowskiej psychiatrii dziecięcej. Dwie wizyty przed informacją o niepodpisywaniu umowy, trzecia już bez dziecka, do wypisania papierka na druku z Półkola ("Jeśli Pan uważa że to dziecku pomoże"). Diagnoza na kwicie - CZR. Na Półkolu zostałem osadzony w sekretariacie, że musi być autyzm, inaczej mi nawet wniosku o KS nie przyjmie. No to uprzejmie trzasnąłem drzwiami i ze stwierdzeniem, że wy tu wszyscy macie autyzm pożegnałem się z Półkolem.
Pożegnałem się w sensie _diagnostycznym_, do logopedy dalej zawoziłem dziecko. Umowę na nowy rok miałem podpisaną, statut przedszkola opanowany, dziecka łatwo nie da się wyrzucić (określone warunki ciężko by było przedszkolu spreparować - miałem stos dokumentacji z przedszkola, w której było podkreślone, ze dziecko nie jest agresywne, odbierałem o czasie, zaległości z płatnościami nie było). Przyszły wakacje, z logopedy z końcem sierpnia zrezygnowałem bo miał był znowu w przedszkolu od września. We wrześniu niespodzianka -nowa pani dyrektor d/s pedagogicznych i jednocześnie nowa wychowawczyni grupy mojego dziecka (czwarta z kolei w tej grupie), druga nauczycielka również dla grupy nowa, poprzednia przeszła do grupy młodszej. Obiecane konsultacje się przeciągały, logopeda się przeciągał, psycholog, o jakiego starała się Pani dyrektor d/s pedag. też się przeciągał.
W końcu przyszły konsultacje, "Dziecko robi postępy, mowa idzie szybko (dostałą informację o operacji w marcu), ale mamy trudności, nie słucha się robi wszystko po swojemu a polecenia wykonuje tylko jak chce. I w ogóle to ja miałam kiedyś taką dziewczynkę, z którą trudno się pracowało,i jej mama chodziła po wielu specjalistach i w końcu przyniosła karteczkę jak z dzieckiem skutecznie pracować, proszę się nie zniechęcać, jak pan pójdzie do kilku specjalistów to w końcu coś doradzą... ". Poprzednie opinie czytała, ale według niej to były takie kopiuj/wklej. No nic; syn w listopadzie łaskawie zaczął kolorować i malować farbami (poprzednio tylko "kolorował" wodę) i mieszał kolorowe plasteliny na szarą masę. Nagle zaczął robić ślimaki z plasteliny (47 na raz) plus jakaś zabawa "na niby" - wałek z plasteliny na ołówku i mówi, że ma helikopter. Ale panie zaczęły zwracać uwagę, że nie chce wykonywać zadań, że jak dzieci mają coś zrobić to on często czeka aż się do niego podejdzie i wytłumaczy a one nie mają czasu.
Nastał marzec tego roku. I wypadki potoczyły się dość szybko. Najpierw w końcu zjawiła się psycholog z Chmielowskiego mówiąc, że im dopiero w lutym to przedszkole wyskoczyło w systemie (a przedszkole ma status publicznego od listopada 2015). Ona widzi jakiś problem i umówimy się na spotkanie. W kwietniu wezwanie na rozmowę z dyrektor przedszkola i nauczycielkami. I prosta informacja, ze ja z panem umowy na ten rok nie podpiszę plus pogadanka o deficytach i mowie (ciągle idzie do przodu ale odstaje od grupy, dzieci go lubią, ale on się nie chce z nimi bawić i na pewno jest jakiś problem). Plus "zaburzenia emaptii" bo jak biega to nie patrzy czy komuś zrobi krzywdę. (ale do pani dyrektor przedszkola oczywiście nie poszła informacja, że takich dzieci jest kilka i tworzą gang biegających nie do opanowania - zweryfikowane przez obserwację zza szyby).
No to ok, nie to nie, ale żeby mieć pewność, że dziecko dostanie się do odpowiedniej placówki w pobliżu, przedszkola publicznego z grupą integracyjną, żeby miał więcej opieki i ktoś nad nim stał w czasie wykonywania zadań (nauczyciel wspomagający) trzeba mieć orzeczenie. I tu już do tematu podszedłem zadaniowo. Po raz pierwszy w końcu zapoznałem się z kryteriami diagnostycznymi autyzmu skoro mi tyle osób na czele z Grymkiem sugerowało autyzm u dziecia. I zonk - po tygodniu zapoznawania się z kryteriami plus czas na ich zrozumienie (znać a rozumieć to dwie różne sprawy) spasował mi i autyzm, autyzm atypowy i jeśli by się mowa zgadzała to i asperger (ten ostatni to zapewnie ja - tyle że ja miałem nadpobudliwość bo Aspergera dopiero tłumaczyli na angielski jak byłem w przedszkolu i byłem wygadany). Teraz należało szybko uzupełnić papiery o aktualną informację z przedszkola (musiałem złożyć żądanie pisemnie opierając się na konkretnych punktach statutu bo pani wychowawczyni stwierdziła, ze jak psycholog z Chmielowskiego będzie chciała info to się do niej zwróci). Info z przedszkola, ładnie napisane i rzeczowo napisane dostałem przed pierwszą wizytą na Chmielowskiego, Pani psycholog dała dziecku zabawki, porysowali i umówiliśmy się na test na IQ. Tyle że pani nie chciała słuchać mojej podpowiedzi żeby na czas badania wynieść z pokoju zabawki, wśród których był zielony smok z czerwonym językiem, którego z kolei dzieć sobie bardzo upodobał i w czasie badania udawał że coś robi, a tak naprawdę od początku do końca zerkał i skradał się do pudła z zabawkami. Wynik niepewny bo nie wiadomo czy dziecko nie chce czy nie umie zrobić zadań plus bzdura totalna - zaburzenia motoryki dużej bo nie chciał iść wzdłuż liny (po krawężnikach chodzi) czy nie chciał skakać na zawołanie obunóż (a skacze i na jednej nodze jak klauna z przedszkola udaje). Ale kolejny papier jest - aktualna opinia psychologiczna.
Wcześniej oczywiście rejestracja na Strzeleckiej plus szczęśliwe ominięcie o dwa miesiące kolejki.
Uzbrojony w kserokopie wszystkich opinii i z przedszkola i z półkola i tej psychologicznej i wiedzę w jaki sposób psychiatrzy pracują (byłem przekonany że jest kupa testów z dzieckiem i obserwacja, ale kilka osób wyprowadziło mnie z błędu) stawiłem się o czasie na wizytę u psychiatry. Po ponad godzinie rozmowy i przeczytaniu najnowszego info z przedszkola i opinii psychologicznej spytała się mnie czego od niej oczekuję. Wyjąłem z teczki kwit z Pólkola do diagnozy na potrzeby orzeczenia i powiedziałem że oczekuję wypełnienia tego kwitu diagnozą autyzm atypowy jak chciał dr Grymek jako diagnozy wstępnej i zapisania się do poradni w celu potwierdzenia diagnozy lub różnicowania do czegoś innego. Wypełniła, powiedziała, że będziemy sobie różnicować do Aspergera (stwierdziła też, że ta mowa to niekoniecznie w tym przypadku musiała być bo w grę wchodzi opóźnienie spowodowane niedosłuchem).
Z papierkiem i nowym wnioskiem plus oryginałami dokumentacji pojechałem złożyć to wszystko w sekretariacie na Półkolu (sekretarka z bólem serca wypisanym na twarzy przyjmowała kompletny wniosek). Tego samego dnia telefon od dyrektor Półkola, że oczywiście dostaniemy orzeczenie bo to już dość długo trwa ( w domyśle teczka odpowiednio spuchła żeby mieli podkładkę w razie kontroli) i żebym od razu złożył wniosek w WWR. Pojechałem, złożyłem, wcześniej się oczywiście upewniłem, że jest wolne miejsce w nowym przedszkolu w grupie integracyjnej. Po tygodniu na zespole orzekającym znajome twarze - logopeda, z którą miał młody zajęcia w roli psychologa i dr Grymek. Przedszkole koniecznie chciało żeby w orzeczeniu był logopeda (mają w przedszkolu) i konieczność SI (mają salę i panią od tego). Wpisali co chciałem, dołożyli hipoterapię w zaleceniach i KS i WWR bo to ja z kolei chciałem.
W przedszkolu najpierw po terminie zespołu jak już miałem pewność orzeczenia wypełniłem kartę zgłoszenia, po odebraniu papierów w zeszły wtorek pisaliśmy wniosek do wydziału edukacji o skierowanie do KS w oddziale integracyjnym w tym przedszkolu.
I tyle na razie. W nowym przedszkolu dzieć na zajęciach był już dwa razy, zero problemów, sprzedałem mu to jako salę zabaw bo jakbym użył słowa przedszkole to pewnie by chciał chodzić na zmianę tu i tu a wybuchy histerii jak czegoś chce i nie dostanie potrafi mieć książkowe.
Często tu czytam, ze diagnoza była szokiem, że jest potrzebny czas na pogodzenie się z nią... W moim przypadku diagnoza była środkiem do celu jakim jest zapewnienie mojemu dziecku jak najlepszej opieki i nic w moim podejściu do syna nie zmienia.

I teraz post z tego roku (grudzień)

http://forum.gazeta.pl/forum/w,10034,16 ... pich_.html

Czołem, 1,5 roku mnie tu nie było, piszę pod ciut innym nickiem bo się nie pamiętało hasła,w nawiązaniu do tematu
forum.gazeta.pl/forum/w,10034,163952538,163952538,My_road_so_far_.html
Na początek - w nawiązaniu do tematu wykrzyczeć swój strach, gdzie była dyskusja z panią M. na temat uwalenia orzecznia z PPP w celu posłania 6 latka do szkoły (co oczywiście nie było do tego potrzebne, co pani M. wytłumaczyły forumki (forumowiczki?). Miałem możliwość, bo diagnozę gotowości szkolnej zaliczył. Obecną podstawówkę znam tylko z ematki, brak doświadczeń wśród znajomych. Nie idę za stadem, ale jak wyszło w rozmowie z vice dyr. przedszkola, że oni zostawiają to stwierdziłem że rzeczywiście nie ma się co śpieszyć i drugi rok "zerówki" (ale z innym podręcznikiem) nie zaszkodzi, a może pomoże zniwelować pewne niepożądane zachowania w grupie, tudzież dzieć nauczy się kontrolować w większym stopniu niż obecnie. Tzn. ja wiem, że nauczy się kontrolować bo już trochę rzeczy przyjął i stosuje, ale na to potrzeba po prostu czasu.
Tytuł wątku natomiast stąd, że czeka nas rediagnoza na Strzeleckiej (wstępną był autyzm atypowy na podstawie zebranych papierów - przedszkole/Półkole i 20 min. wywiadu - nie żebym zarzucał brak profesjonalizmu, po prostu kryteria pasowały do objawów i czasu było mało (rekrutacja do grupy integracyjnej w nowym przedszkolu)). Teraz już "objawy" nie pasują do kryteriów, nie ma "trójcy" i zostaje zasugerowany na pierwszej wizycie na strzeleckiej asperger. Przy czym nadmieniam, że mnie osobiście nie zależy na diagnozie jako takiej bo ja z dzieciem nie mam żadnych problemów i przedszkole (szkoła już może - zależy od nauczycielki) generalnie też nie, ale chciałem opisać kilka rodzajów zachowań i poprosić się o odniesienie się do nich mam aspich czy dorosłych aspich (brynhild?). Czyli nie potrzebuję "zbić" argumentów na spotkaniu z psychiatrą ani nie potrzebuję argumentów żeby dziecia w aspergera "ubrać", po prostu luźny wątek o tym czy dane zachowanie/schemat zdarza się u aspich (dzieci czy dorosłych).. Przy czym zastrzeżenie, że ja w niektórych zachowaniach przypominam brynhild - m.in. zadaniowy system pomocy - nigdy nie dzwonię z pytaniem "jak tam" do rodziny, o co rzeczona ma pretensje, ale jak mi powiedzą co trzeba zrobić to nie ma sprawy. Ale nie czuję ani wrodzonego ani wyuczonego przymusu pytania się "jak się sprawy mają" ani rodziny ani sąsiadów, a wręcz peptalk w windzie doprowadza do wyuczonego wytłumienia gwałtownej werbalnej reakcji.
To lecimy (nie chronologicznie)
1. Wrzesień tego roku - pierwsze zajęcia karate (tradycyjnego). Pani Sensei po krótkim wykładzie n/t karate jako defensywy pyta się sześciolatków dla czego na treningu kłaniamy się w określony sposób (pochylając się od bioder w górę, ale podnosząc jednocześnie głowę by przy otwartych oczach mieć widok na przeciwnika/partnera, a nie kłaniamy się pochylając głowę. Sekunda po tym odpowiedź dziecia - "Bo to może być niebezpieczne". Sensei na to w zupełnie naturalnym tonie, że bardzo dobrze, bo jak się kłaniamy i nie widzimy przeciwnika to "Ten samurai może odciąć nam głowę" - dawno nie miałem tyle radochy z młodego i z poznania nowej osoby (sensei). I terazki pytanie - czy aspi przejawiają takie "dorosłe" odpowiedzi na proste pytania?
2. Odpowiadanie wraz z podniesieniem ręki. Czyli zasady zna - trzeba podnieść rękę- ale ich nie respektuje - czyli z odpowiedzią na zadane pytanie nie czeka na pozwolenie od nauczycielki, tylko od razu mówi jeśli wie jak brzmi czy powinna brzmieć odpowiedź.
3. Zawieszanie się w trakcie obowiązkowych zajęć/opóźniony zapłon (jak to okresliła jadna z Pań) (podstawa programowa) - jest dyskusja o jakimś zagadnieniu , w trakcie której dzieć się widocznie wyłącza bo myśli o wersji piosenki do gumisiów w dziesięciu językach jaką wczoraj sobie znalazł czy o rodzajach muchomorów jakie sobie wczoraj wyczytał w atlasie. Ale jak przechodzą do następnego zagadnienia to niezapytany odnosi się sensownie do poprzedniego, w trakcie omawiania którego "bujał w chmurach".
4. Zero strachu jeśli chodzi o zobaczone czy przeczytane historie. Nie chodzi na religię, ale w końcu jak dostał prikaz własnoręcznego wpisywania w youtube haseł, którymi jest zainteresowany to wpisał jezus i mu wyskoczył fragment pasji Gibsona z drogą krzyżową, a później był ten epizod w wersji lego oglądany. Raz czy dwa wyskoczył z tekstem, że mnie teraz będzie biczował, ale to tak w czasie zabawy. Potem trafił na kanał grzesia opowiadającego o mitycznych/słowiańskich/ z gier potworach i też zero reakcji poza zainteresowaniem, a wcześniej (przed jezusem) miał etap egiptu z historią tutenhamona i całym procesem mumifikacji (znaczy przed jezusem bo sobie wpisał egipt na youtube bo mieliśmy tabliczki z hieroglifami na ścianie i się dopytywał). Obecnie jest na etapie tzw. creepypasta, czyli takie tam sobie makabreski opowiadane w konwencji oryginalnych baśni Grimm, czyli marte ciała, dużo krwi i śmierć. O istnieniu koszmarów powiadomiła go psycholog na strzeleckiej niefortunnym pytaniem czy ma koszmary (a jak śpi to się chichra) , Po czym zaczął wynajdować coraz to nowe przykłady "koszmarów" bo pani powiedziała... Strachu dalej nie ma, jest odpowiedź na pytanie w przedszkolu co mu się śniło (po przyniesieniu bestiariusza słowiańskiego) - "jakieś dwa ciała w grobie przykryte kwiatami" - to po wizycie na cmentarzu z racji początku listopada - wymuszone przez babcię.
4. Czyta bo wcześnie zaczął poznawać literki sam sobie musiał wpisywać co chce oglądać, z pisaniem (ręcznym) kiepsko bo leń, ale rysowanie poszło do przodu po 5. urodzinach i ma własną galerię w p-kolu.
5. Streotypii brak, zafiksowań też- creepypasta/muminki/gumisie/asterix/mityczne stwory/samurai jack na zmianę z misiem uszatkiem, pingu, chwilami powroty to egiptu (proces mumifikacji), czy do mitologii nordyckiej;
6. Zero zainteresowania bajkami o których dzieci mówią w przedszkolu; miał etap kucyków, ale to sobie sam znalazł i wyeksploatował co ciekawsze bajki.
7. Totalna niezgoda na niebycie najlepszym. Musi być najlepszy/pierwszy, inaczej odlot. W trakcie zwykłej gry w planszówkę gdzie się zbiera grzybki wychodzi atawizm z zatykaniem uszu i próbuje oszukiwać rzucając kostką dwa razy jak się zwraca uwagę to prawie ryczy;
8. Jedynym sposobem na okiełznanie dziecka w przedszkolu jak już wpadnie w "świrowanie" jest "wyrycznenie" go (niestabilność emocjonalna), ale tu akurat są do dyspozycji dwie panie z doświadczeniem i po 3. minutach jest jak nowy;
na dziś tyle


zdrówko

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13314


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 01-01-2019 23:13

przeczytać taki kilometr to dramat!!!
dla człeka nadpobudliwego wręcz niewykonalne!

hannibal_lectourer

Posty: 6


Rejestracja:
01-01-2019 20:52

Dzieci: 6,5 autyzm atypowy

Ja: ZA po dziadku

Post 09-01-2019 00:27

dreptak pisze:przeczytać taki kilometr to dramat!!!
dla człeka nadpobudliwego wręcz niewykonalne!

Oj tam, oj tam, zapisz się na szkołę dla moderatorów to dasz radę ;)
Pojutrze spotkanie combo psychiatra/psycholog mające mi uświadomić konieczność zapisania do integracji, a ja na to spotkanie taką laurkę dostałem od nauczycielek (wychowania przedszkolnego plus wspomagająca, po oligofreno - i to widać, cała piątka w grupie w nomie intelektualnej a ona traktuje dzieci jakby cały czas czekała na potencjalne zachowania adhd (te najpoważniejsze opisywane tu na forum) plus rzeczywiste deficyty intelektu)).

początek cytatu

Chłopiec posiada orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na autyzm. Jest dzieckiem pogodnym, uśmiechniętym.
XXX zna litery, czyta. Ma dobrą pamięć. Aktywnie uczestniczy w zajęciach dydaktycznych oraz w zabawach ruchowych i muzyczno-ruchowych. Przejawia aktywność do poznawania otaczającego go świata. Chętnie pracuje przy stoliku z wykorzystaniem różnego rodzaju narzędzi pisarskich, kleju oraz nożyczek. Tworzy rysunki wg wzoru i pamięci, wycina. Jego rysunki są kreatywne i głównie odzwierciedlają zainteresowanie światem zwierząt. Lubi czytać i oglądać książki, na określone tematy. Nie zawsze kończy rozpoczętą pracę, ma czasem gorsze dni i wtedy szybciej się męczy, nie koncentruje się na dokończeniu zadania, wymaga wtedy pozytywnych wzmocnień. Lubi być chwalony, doceniany. Potrafi samodzielnie zorganizować sobie aktywności typu plastycznego i manualnego.
Samodzielny w czynnościach samoobsługowych. W tym roku, chłopiec chętniej spożywa posiłki, próbuje nowych potraw, jego dieta jest bardziej urozmaicona.
Chłopiec komunikuje się werbalnie. Zgłasza nauczycielowi swoje potrzeby i trudności. XXX nie zawsze rozumie pytania i polecenia kierowane do grupy, w wielu sytuacjach wymaga instrukcji indywidualnych. Nie zawsze wypowiada się na zaproponowany przez nauczyciela temat, zwykle są to wtrącenia nieadekwatne do tematu. Chłopiec w wypowiedziach słownych nie stosuje się do zasady czekania na swoją kolej, sam decyduje o tym kiedy coś mówi (choć widać w tym zakresie znaczną poprawę, po kilkukrotnym przypomnieniu zasad zgłaszana się do odpowiedzi, potrafi zastosować się do tej reguły).
XXX nie zawsze przestrzega norm i zasad obowiązujących w grupie przedszkolnej. Ma tendencje do buntu i złości. W złości często wypowiada niekulturalne słowa oraz obraźliwe zwroty (zaczerpnięte z bajek lub oglądanych filmów), które są kierowane do dzieci lub pracowników przedszkola. Chłopiec jest bardzo niecierpliwy, zawsze chce być pierwszy, próbuje wymuszać, stawia opór, bywa agresywny. Próbuje dominować i narzucać swoje warunki współpracy i zabawy.
Chłopiec ma trudności w inicjowaniu i podtrzymywaniu kontaktów społecznych, słabo rozumie sytuacje społeczne, często popada w konflikty. Chłopiec ma trudności z samodzielnym organizowaniem sobie zabaw dowolnych na dywanie. Ma silna potrzebę kontaktów z rówieśnikami. Kiedy jest zapraszany do zabawy chce być w niej "najważniejszy" oraz żeby wszystko obywało się na jego warunkach i zasadach. Ma trudności z przyjmowaniem porażek i niepowodzeń. Nie potrafi zaakceptować tego, że nie zawsze w proponowanych zadaniach dla grupy musi być pierwszy, najlepszy. Chłopiec nie radzi sobie ze swoimi emocjami - w sytuacjach trudnych reaguje złością, buntem, zaczyna płakać, chowa się i zasłania uszy. Poszukuje pocieszenia u osób dorosłych.
Aktywnie bierze udział w występach artystycznych w przedszkolu. Podczas wyjść poza przedszkole jest zdyscyplinowany, bardzo zainteresowany, zadaje pytania.
Chłopiec dobrze pracuje w kontakcie "jeden na jeden".

koniec cytatu

I teraz, żeby była jasność z tą "agresją" - to nigdy nie jest bicie innych dzieci czy nauczycieli, a agresja to u tej nauczycielki wspomagającej to słowo klucz do opisania buntu, zagrożenia zamienieniem w ropuchę i autoagresji (której dziecia oduczyłem słowem "mocniej" - jak już się kilka razy w głowę uderzył czy zaczął tłuc w ławkę to proponowałem uderzenie w kant ławki - w sumie szybko przeszło, trwało 2-3 miesiące). Nie wiem, może słowo agresja jest jakimś słowem-kluczem w opiniach, ale zastosowanie określeń złość i bunt to sam wymogłem.
W domu sobie radziłem z dzieciem, ale tak zupełnie intuicyjnie - bez żadnych systemów punktowych czy punktowęży. Zawsze uważałem i uważam, że to inni mają problem a nie moje dziecko. I jeszcze jedna uwaga wyczytana na tym forum względem integracji - rzeczywiście w tym przypadku "problemem" jest nauczyciel wspomagający. Nie to że się nie stara, nie to że nie potrafi, chodzi tylko o to, że na tle dwóch "głównych" pań z 20-sto letni doświadczeniem we wszelkich "dysfunkcjach" u dzieci, nie potrafi być nauczycielem, który po prostu da się dziecku w spokoju 3 minuty wyryczeć, zamiast go ciągle "pozytywnie wzmacniać". No ale ona jest tylko na niecałe 5 godzin plus ma dwie afazje do ogarnięcia to szkód nie narobi bo nie jest traktowana serio przez dziecia w przeciwieństwie do "stałych" nauczycielek, które i krzyknąć potrafią, i przytulić potrafią i na uszko puścić taki komentarz, że 2-3 minuty ocierania łez w łazience i dzieć jest jak nowy (przy czym te komentarze nie tyczą się zachowania dziecia tylko konsekwencji z tego zachowania wynikających - jak się będziecie dalej z XXX boćkać po udach nożyczkami to nie będziesz miał czasu dokończyć wycinania pasków do tygrysa i tygrys pójdzie na wystawkę bez pasków - i to już wystarczyło, żeby dziecię zasłoniło twarz książką i dostało spazmów, a po 2 minutach siadło z uśmiechem do kończenia pracy).
I tak z innej strony, to dzieć ze dwa dni temu miał pierwszą prawdziwą karę/konsekwencję. Z racji tego, że dobrze czyta i pisze na kompie chciałem zadbać o harmonijny rozwój i oprócz tego co lubi (rysowanie i kolorowanie takich dziwnych kolorowanek, gdzie na jeden rysunek przypada 300 pól) nacisnąłem na rozwój ręki bo pisze, ale bohomazy i nie trzyma proporcji, choć już dawno kwestię perspektywy przerobiliśmy i zrozumiał - po prostu nie chce mu się ćwiczyć. Mama, jak to mama już kilka razy zapowiadała, że będzie miał karę na komputer (nigdy nie zrealizowała), a jak padło na mnie, bo w końcu 9 miesięcy do szkoły i wypada "wytresować" dziecia względem odrabiania prac domowych, żeby później nie mieć combo - gadanie na lekcji bo ja umiem czytać i mi się nudzi plus kij wie jakie dzieci się trafią i stosunki społeczne... W każdym razie zagroziłem, że jak nie zrobi trzech szlaczków w książce (jakaś ćwiczeniówka z poczty) to wyłączam komputer (a tv nie mamy). Marudził i w sumie wystarczyło zamknięcie wszystkich okien firefoxa, żeby zrobił całą stronę szlaczków (ostatnie dwa na odp.. się, ale zrobił).
I tak w sumie nie wiem, czy jak się dzieć pyta czy mnie się to podoba, zanim zacznie coś oglądać (teraz akurat po słowiańskich potworach są zombiaki i jak przeżyć na bezludnej wyspie czy wydostać się z trumny jak cie żywcem pochowali) to znaczy że jestem jakimś autorytetem dla niego? Bo jak pisałem, ja działałem instynktownie bo dzieć jest taki jak ja i w domu nie ma problemów dłuższych niż 3 minuty (ale dzisiaj jak zaczął walić "mięsem" (i jednorazowo, w trakcie zabawy), plus z mojej winy się nakręcił i text ale ta pieprzona mama... , to jak dostał reprymendę, że on jest co prawda duży, ale jednak chłopiec a tylko dorośli mają prawo używać takich słów (bo sorry, ale się nasłuchał mięsa na boisku, czy na ławeczce przy sklepie jak robiliśmy zakupy będąc na wiosce na grzybach - a w przypadku dziecka to wystarczy jeden raz poparty emocjonalną reakcją, żeby zapamiętał), to widziałem jak łzy prawie ciekły, ale rozładowałem sytuację każąc otworzyć dziuba na syrop i przytulaskami. Wcześniej miał jeden taki przypadek - w przedszkolu sypnął tekstem "kurwa, ile piachu" jak przebierał buty po piaskownicy. I najlepsze jest to, że jakby się go ktoś zapytał skąd zna te słowa, to dzieć powie że to powiedział tatuś. Tylko nie wspomni, że był to tatuś innego dziecka na placu zabaw ;)
W sprawie drogi pisemnej też macie rację, przerobiłem to na studiach i tzw. "panie z sekretariatu" po pewnym czasie "stawały na baczność" jak tam wchodziłem, bo w pismach do rektora łączyłem logikę "gnębionego studenta" z całą powagą stosunków uczelnianych, jaką zawarł w swoich książkach Terry Pratchett.
I jeszcze raz kwestia integracji/masówka - tą akurat masówkę znam, są tam nauczyciele, który mnie uczyli, jest pedagog, która mieszka kilka pięter niżej i mimo, że wszystkie kobity ("na klatce") starsze ode mnie 20+ mówią mi na "TY" i ona akurat w każdej sytuacji mówi mi per "pan". Zawsze zdawała się być jakoś przybita, może to rezerwa w związku z obowiązkami w szkole.
W każdym razie dzieć idzie do masówkia, a pojutrzejsze combo starające przekonać mnie do integracji zostawię w zawieszeniu w rezerwie jakby się coś się ewidentnie nie do zaopanowania w pierwszej klasie zdarzyło (oczywiście po wyczerpaniu rozmów czy pism o zagrożeniu niewydolnością pedagogiczną wczesnoszkolnej nauczycielki).
A, i szkoła ma monitoring na korytarzach, także w razie "biega na przerwach" czy "uderzył na przerwie", to oprócz pytania na piśmie czy inni biegali i prośby o udostępnienie nagrań pojawi się pytanie, czy był prowokowany i jakie szkoła zamierza wyciągnąć konsekwencje wobec prowokatorów, żeby się to więcej nie zdarzało .
Ale tak z czwartej strony- ja nie nastawiam się na walkę- nastawiłem się na walkę z drugim przedszkolem i i okazało się to zupełnie niepotrzebne, ja po
prostu przygotowuję się na pewne opcje (nie będąc nastawionym z góry negatywnie). Traktuję tą sprawę bezoosobowo, chyba brynhild na innym swiecie tak miała jak opisywała sytuację kiedy aspi mieli by rządzić.


zdówko

hannibal_lectourer

Posty: 6


Rejestracja:
01-01-2019 20:52

Dzieci: 6,5 autyzm atypowy

Ja: ZA po dziadku

Post 10-01-2019 22:22

powitanko

Kurde, za dużo przyzwyczajenia do forum gazetowego, gdzie odpowiedź w danym temacie ma domyślnie ten sam tytuł.
Ale do rzeczy - spotkanie opóźnione o pół godziny czekania, co już rozdrażniło dziecia bo miała być krótka wycieczka. Psychiatra kliniczny, porozmawialiśmy sobie o dzieciu, przedstawiłem diagnozę z przedszkola (taką okresową) z września i opinię z "teraz". Gadka szmatka - zeszło na szkołę - powiadomiłem, że idzie do masówki i zapytałem, czy gdybym rozważał integrację i miał dziś formularz z PPP do wpisania diagnozy (na potrzeby orzeczenia o KS koniecznym do integracji) to co by wpisała. I wyszło, że na dzień dzisiejszy nic - z autyzmu atypowego nic nie zostało a do aspergera to jest "za mało poznawczo" - tu się tylko domyślam, że dzieć nie jest "standardowym" aspergerowym "małym dorosłym". Nie ma lęków, nie przenosi tych wszystkich ogladanych i czytanych potworów na życie codzienne (w przedszkolu rysuje teraz zwierzaki zamiast smoków - ale smoki to wcześniejsza kategoria zainteresowań, jeszcze przed jezusem i potworami). I, że w sumie jedyną rzeczą jaką przenosi do reala z takich typowo nie-dziecięcych rzeczy jest pytanie się innych jakie mają koszmary - ale tu oczywiście wspomniałem o "zasłudze" jej koleżanki psycholog z pokoju obok - do wyczytania w poprzednim poście.
Spotkanie z psycholog - jak zwykle luzik, zaciekawiona ogromnie książką dziecia - "Bestiariusz Słowiański" tom 2, którą to młody z uporem maniaka jej przedstawiał. W międzyczasie przyszła psychiatra coby skserowaną opinię dołączyć do akt i się skonsultowały - psycholog stwierdziła że opinia jest zła (ale to do psychiatry nie do mnie) - czyli w znaczeniu, że ta część opinii tycząca się zachowania dziecia na zajęciach obowiązkowych jest mało rokująca w szkole. Już miałem zaproponować asekuracyjnie badanie psychologiczne (bo to chyba można robić co 1-1,5 roku - i miałbym załatwione ewentualne problemy w szkole w czasie "adaptacji") ale sama zaproponowała, że zrobi takie badanie w marcu. Aż jestem ciekaw czy uda się jej to badanie przeprowadzić. Bo poprzednie (jakieś 2.5 roku temu) było porażką - po prostu pani psycholog z ppp przeprowadzała badanie w pokoju, w którym dzieć był drugi raz, a za pierwszym razem upatrzył sobie tam zabawkę, o której trajkotał tydzień po pierwszej wizycie i całą drogę na badanie odkąd rano się dowiedział gdzie jedziemy (a nie po co jedziemy bo to nie był jeszcze ten etap, żeby takie info na nim zrobiło wrażenie).
Ja wiem, że nie uzdrowiłem dziecia z "autyzmu atypowego" magicznym wpływem mojego postępowania, wiem, że będą kłopoty w szkole, bo znam deficyty dziecia. Jego plusy i minusy, bo są takie jak u mnie (choć wyszły dużo wcześniej z racji większego dostępu do mediów - bajki na żądanie na youtube, wszelkie potworaki i gry we flashu zamiast świerszczyka raz w miesiącu, dobranocki raz na dzień o tej 19 (co kompensowałem programami dla rolników od wczesnego ranka i zawsze wiedziałem ile w danym roku udało się zebrać kwintali pszenicy z hektara i coś tam jeszcze o burakach cukrowych) i teleranka). Ale na to, że będzie pyskaty jak go ktoś niesprawiedliwe potraktuje, odda jak ktoś uderzy czy adekwatnie (to jeszcze mamy przed sobą bo w przedszkolu wyzwisk nie ma) zwyzywa adwersarza to chyba (a chyba to się łódka na jeziorze jak dobrze wieje ;) ) jestem dobrze przygotowany. Na to, że będzie przeszkadzał w lekcjach nadaktywnością też jest już kilka przerobionych scenariuszy działania w zależności od reakcji ciała pedagogicznego. Opcja opinii z ppp też jest otwarta, ale to dopiero po okresie adaptacyjnym, bo bardzo chce iść do szkoły, już był na ślubowaniu klas pierwszych (taki zwyczaj przedszkola sąsiadującego z podstawówką). No, ale w sumie to takich strategii postępowania miałem opracowanych kilka jak już z orzeczeniem dziecia posyłałem do grupy integracyjnej w drugim jego przedszkolu i nie musiałem używać, a tylko z trudem się dostosować do uprzejmości i znajomości tematu "trudnych dzieci" ze strony nauczecielek wychowania przedszkolnego.
A jak mi wcisną religię w środku zajęć zamiast na skrajnych godzinach i młody będzie miał życzenie chodzić bo inni chodzą - w przedszkolu to 20 minut i teraz wychodzi z jednym ukraińcem - to już jest temat na osobny dżihad. Szkoła ma zapisane w statucie, że nie chodzących na religię wychowawca odprowadza do biblioteki. Jak wychowawcy nie bedzie szło wypełnianie postanowień statutu to równie dobrze i dzieć ma prawo do niewypełniania reszty postanowień statutu bo szkoła pierwsza dała ciała (oczywiście wszystko na piśmie).
No dobra, dość tego analizowania teorii gier, film czeka w kolejce do oglądnięcia.

zdrówko
zdrówko

Wróć do Dziecko z Zespołem Aspergera



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.