Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

Oświatowe życie...

Moderatorzy: małgosia, Moderatorzy

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:12

Oświatowe życie...

Historia zamiast wf - lekarze biją na alarm

"Rzeczpospolita": Minister edukacji Roman Giertych chce zmniejszyć liczbę godzin wychowania fizycznego i w to miejsce wprowadzić dodatkową historię. Lekarze biją na alarm - pisze Sylwia Szparkowska.
- Ze sprawnością młodzieży już dziś jest fatalnie. Potrzeba dodatkowych obowiązkowych zajęć wychowania fizycznego w szkołach. A oprócz tego trzeba pilnie popularyzować sport - komentuje profesor Andrzej Zieliński, krajowy konsultant ds. epidemiologii.

Dziś uczniowie mają cztery godziny wf. tygodniowo, minister chce im zostawić trzy. - Lekarze długo walczyli, by tych zajęć przybyło, rok temu były tylko trzy godziny. Tak naprawdę powinno być przynajmniej pięć - mówi Krzysztof Kuszewski, specjalista od zdrowia publicznego. Epidemiolodzy alarmują, że aż 8 procent dzieci w szkołach jest otyłych. - Wśród młodzieży jest mnóstwo alergii, fatalnie powykrzywiane kręgosłupy, coraz częściej chorują na cukrzycę - mówi Maria Stolz-Stein, lekarka, która wiele lat oceniała zdrowie poborowych. Przyczyny? - Zamiast się ruszać, młodzi ludzie grają w gry komputerowe, podgryzają czipsy, popijają coca-colą i obrastają tłuszczem. Odbieranie im tej odrobiny ruchu, którą mają w szkole, to jakieś nieporozumienie - oburza się Maria Stolz-Stein.

Lekarze przyznają, że coraz większe problemy młodzieży ze zdrowiem to problem krajów rozwiniętych. - Ale w Europie i w USA lekarze starają poradzić sobie z tym, właśnie wprowadzając dodatkowe zajęcia fizyczne - dodaje Krzysztof Kuszewski.
Ostatnio zmieniony 21-10-2006 07:54 przez małgosia, łącznie zmieniany 2 razy
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:17

Roman Giertych zna może historię Polski, ale nie pamięta przesłania wieszcza: "Widzisz świat w proszku, nie obaczysz cudu".

Marcin Markowski: Minister edukacji dzieli historię na dwa oddzielne przedmioty - historię Polski i powszechną. To dobrze?

Barbara Matusiak, polonistka w XV LO w Łodzi: Źle. Szufladkując wiedzę, utrudniamy uczniowi zrozumienie przeszłości i teraźniejszości. Już Mickiewicz pisał: "Widzisz świat w proszku (...), nie obaczysz cudu!".

Pani - zamiast dzielić - łączy przedmioty, w dodatku odległe, jak polski i matematyka.

- Wiersz "Liczba pi" Szymborskiej łatwiej zinterpretować, wiedząc coś o tej dziwnej liczbie. Uczniowie rozumieją wtedy, dlaczego poetka dostrzega w niej wieczność i wszechobecność - w numerze telefonu, w obwodzie bioder etc. I że ten wspaniały wiersz by nie powstał, gdyby Szymborska nie znała choć pobieżnie matematyki. Często łączę język polski z historią i filozofią, bo łatwiej zrozumieć średniowieczne malarstwo w parze ze światopoglądem teocentrycznym. Wiedza historyczna potrzebna jest też do zrozumienia hymnu. Uczeń nie będzie wiedział, dlaczego "Czarniecki dla Ojczyzny ratowania wrócił się przez morze", jeśli nie usłyszy na lekcji choćby kilku zdań o kampanii duńskiej. Lubię też uczyć jednocześnie polskiego i angielskiego, porównując np. monolog Makbeta w oryginale z tłumaczeniem. Uczniowie przekonują się, że to samo słowo w dwóch językach znaczy coś innego, funkcjonuje w różnych idiomach. Poznając angielski - poznają polski. Literatura czerpie inspirację nawet z fizyki i astronomii. Znając teorię Galileusza, łatwiej pojąć koncepcję losu człowieka w poezji Daniela Naborowskiego i na odwrót - wiersz jest kluczem do świata nauki.

Minister Giertych chce na lekcjach historii Polski uczyć patriotyzmu. Nie obawia się Pani, że następnym krokiem będzie podzielenie języka polskiego na literaturę polską i powszechną?

- Nie wyobrażam sobie tego. W literaturze trwa nieustanny dialog między epokami, tradycjami, autorami, konkretnymi dziełami. Zbigniew Herbert mówił o naszych polskich, współczesnych sprawach językiem antycznych symboli. Nie dostrzeżemy oryginalności "Pana Tadeusza", nie omawiając go w kontekście "zagranicznych" eposów. A "Quo vadis" Sienkiewicza to literatura polska czy powszechna? A Gombrowicz? Cała współczesna twórczość oparta jest na cytacie, parafrazie, polemice. Podzielić to wszystko znaczy spłycić, nie zrozumieć.

Jakie będą konsekwencje podziału historii na dwa przedmioty?

- Te wymierne to kłopoty ze zdaniem matury. Przygotowując do niej, szkoła kładzie nacisk na problemowe widzenie świata, szukanie przyczyn, skutków, kontekstów. Osobie, która gimnastykuje umysł i potrafi przenosić wiedzę z jednej dziedziny na inne, łatwiej znaleźć pracę, odnieść sukces. Pewien fizyk, odbierając Nobla, wyznał, że nigdy nie dokonałby swojego odkrycia, gdyby nie wiedza humanistyczna. I jeszcze jedno: wydarzenia w Polsce wpływały często na historię Europy, jak np. odsiecz wiedeńska, wojna polsko-radziecka czy powstanie "Solidarności". Poznawane w izolacji karłowacieją. Paradoksalnie więc pomysł, który ma dać młodym Polakom poczucie dumy narodowej, może ją odebrać.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:19

Wiceminister radzi przylać dziecku z ADHD .

Jak poradzić sobie z ADHD? Sprawić dziecku lanie - uważa wiceminister zdrowia, poseł PiS Bolesław Piecha

"Ostatnio spotykamy się z coraz większym naciskiem firm farmaceutycznych, które kreują nam choroby, na przykład ADHD - najmodniejszą chorobę współczesnej Europy. Ja też miałem ADHD, ojciec mi wlał - takie było leczenie, to jest kwestia nadpobudliwości" - powiedział Piecha posłom z sejmowej komisji zdrowia podczas jednego z kwietniowych posiedzeń. - To szokująca niekompetencja. Gdyby moi rodzice, którzy nigdy o ADHD nie słyszeli, bili mnie - jak radzi pan minister - to ja po prostu byłbym dzisiaj bandytą - nie kryje wzburzenia Andrzej Moroz, który prowadzi w Lublinie grupy wsparcia dla dzieci z ADHD, jeden z przedstawicieli Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji i Inicjatyw ADHD, terapeuta zajęciowy ze Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublinie. - Oczekujemy oficjalnych przeprosin od wiceministra Piechy.
- Bicie może tylko pogorszyć sytuację i zwiększyć ryzyko wystąpienia agresji - potwierdza dr hab. Tomasz Wolańczyk, kierownik Kliniki Psychiatrii Wieku Rozwojowego Akademii Medycznej w Warszawie.
Minister Piecha nie ma sobie nic do zarzucenia: - Nie zachęcałem do bicia dzieci chorych na ADHD, po prostu podałem swój przykład. Jest niebezpieczeństwo, że zdrowe dzieci, z którymi rodzice nie potrafią sobie poradzić, są diagnozowane jako chore. Leczenie farmakologiczne jednego chorego dziecka kosztuje od 200 do 300 zł miesięcznie. Na to nas nie stać.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:22

Szkoła nie wie, co zrobić z agresywnym uczniem.

Michał Kopiński 12-06-2006, ostatnia aktualizacja 13-06-2006 11:04

Drugoklasista z Gimnazjum nr 57 powinien uczyć się w domu, problem w tym, że on tego nie chce.

W ubiegłym tygodniu z "Gazetą" skontaktowała się matka Piotra*, jednego z uczniów Gimnazjum na Grunwaldzie. - Proszę sobie wyobrazić, że mój syn został pobity i to na terenie szkoły - mówiła zdenerwowana kobieta. - We wtorek, około południa, szkolny terrorysta uderzył go bez powodu pięścią w twarz. Wiem, że wcześniej ten sam chłopak próbował zaczepiać innych uczniów. Zainteresowałam się całą sprawą i okazuje się, że napastnik jest w szkole doskonale znany, również nauczycielom. Podobno od dwóch lat nikt nie może sobie z nim poradzić. Wszyscy zwyczajnie się go boją. Przecież to nienormalne!

Udało nam się ustalić szczegóły tego zdarzenia. Za pobiciem stoi Marcin*, uczeń II klasy. Zaraz po incydencie do szkoły została wezwana policja. Obaj chłopcy zostali przesłuchani. Z rodzicami Piotra rozmawiali już nauczyciele. Podobnie jak ze świadkami całego zdarzenia. Marcin rzeczywiście nie pierwszy raz pobił kogoś na terenie szkoły.

- Mamy z nim problemy od dwóch lat, czyli od momentu, kiedy do nas trafił - rozkłada ręce Grażyna Gieżyńska, dyrektorka Gimnazjum nr 57. - Marcin ma ADHD [zespół nadpobudliwości psychoruchowej - przyp. red.], jest bardzo agresywny. Już trzykrotnie zdarzyło mu się użyć wobec innych siły na terenie szkoły. A to dopiero namiastka jego występków, więcej na pewno powiedzą panu policjanci z Grunwaldu.

- Oczywiście, że go kojarzymy - mówi Przemysław Marciniak, szef grunwaldzkiego komisariatu. - Pobicia, wymuszenia rozbójnicze, groźby... Jego kartoteka, jak na nastolatka, jest bardzo gruba. Właśnie kierujemy do sądu kolejną sprawę z jego udziałem.

Matka pobitego Piotrka twierdzi, że niektórzy rodzice zaczynają bać się o swoje dzieci. - Ja osobiście zastanawiam się nawet, czy warto posyłać przed wakacjami syna do szkoły - mówi. - Nie mam zamiaru narażać go znowu na dostanie w twarz. Właśnie odebrał w Warszawie nagrodę zdobytą w konkursie historycznym. Niestety, jechał tam z obitą buzią.

- Ja też nie jestem szczęśliwa, że mam w szkole takiego ucznia, ale nie mogę nic z tym zrobić, bo obowiązuje nas rejonizacja - tłumaczy dyrektor Gieżyńska. - Już dwukrotnie informowałam kuratorium o tym, że Marcin stanowi niebezpieczeństwo dla kolegów i koleżanek.

- Zgadza się - potwierdza Marta Niedziela, wizytator z poznańskiego Kuratorium Oświaty. - Po tych sygnałach skontaktowałam się z szefem poradni pedagogiczno-psychologicznej, do której uczęszcza chłopiec. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że Marcin powinien uczyć się w domu, w trybie indywidualnym, tak żeby nikomu nie zagrażał. Na takie rozwiązanie muszą się jednak zgodzić jego rodzice.

Z tym jednak jest problem. Rodzice już kilka razy zgadzali się, by chłopak nie chodził do szkoły. Jednak, jak ustaliliśmy, najczęściej po kilku tygodniach taką zgodę cofali. Dlaczego? Oficjalnie wiadomo, że w domu Marcina nie rządzą jego rodzice, tylko... on. - Wiemy, że kurator sądowy, który ma nadzór nad chłopcem, stara się o umieszczenie go w zakładzie zamkniętym, gdzie mógłby się uczyć pod stałą opieką wychowawczą, ale to bardzo odległa perspektywa - usłyszeliśmy w Kuratorium Oświaty.

Nieoficjalnie wiadomo, że uczniowie będą musieli przemęczyć się ze swoim agresywnym kolegą jeszcze rok, czyli do końca jego nauki w gimnazjum.

* Imiona chłopców zostały zmienione
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:27

Wychowawco, ubezpiecz się od ciąży!
--> --> -->
Piątek, 14 lipca (06:51)

Nastoletnia burza hormonów, wakacyjna atmosfera i brak rodzicielskiej kontroli sprzyja kolonijnym miłościom. Jeśli taka znajomość zakończy się niechcianą ciążą, odpowiedzialność za nią ponosi również opiekun.

Pilnowanie romansujących małolatów to chleb codzienny wychowawców kolonii piszą "Super Nowości".

Wojtek dwa razy był na kolonii w Myczkowcach i widział, jak szybko rodzą się tam miłostki. - Wychowawcy dobrze nas pilnowali, sprawdzali w pokojach, czy nie siedzimy u dziewczyn albo one u nas - przyznaje Wojtek. Upilnowanie zakochanych wychowanków nie jest proste. Opiekunowie obserwują, podsłuchują, przeszukują pokoje, a nawet stoją pod drzwiami najbardziej rozbrykanych nastolatków. Kiedy małolaty nie słuchają poleceń, stosują kary.

- Jak nie było spokoju po ciszy nocnej, robiliśmy pompki, przysiady, szorowaliśmy ubikacje - śmieje się Wojtek. - Czasem trzeba było dwa razy przejść tip-topkami cały korytarz. Wszystko po to, by małolatom wybić z głowy miłostki i uniknąć odpowiedzialności, jeśli niewinny romansik dzieciaków skończy się ciążą.

Nastoletni Rafał jeździ na kolonie dwa razy w roku: zimą i latem. Jego mama jest spokojna i wie, że na obozie do niczego nie dojdzie. - Ufam mojemu synowi - mówi Ewa Skowrońska-Barnat z Rzeszowa. - Poza tym znam jego opiekuna. Jest odpowiedzialny, wymagający i surowy. Wiem, że pod jego opieką mojemu dziecku nie przyjdą do głowy żadne głupoty.

Nie każdy opiekun potrafi upilnować rozbrykaną młodzież. Jeśli dziewczyna zajdzie na kolonii w ciążę, rodzice nastolatki mają prawo żądać od wychowawcy odszkodowania. Wychowawcy mogą się zabezpieczyć przed taką sytuacją, wykupując w towarzystwie ubezpieczeniowym specjalną ofertę OC dla kolonistów-wychowawców. Kosztuje ona od 19 do 40 zł. OC gwarantuje nie tylko uniknięcie zobowiązań finansowych w przypadku ciąży, ale chroni w przypadku, gdy wychowanek kolonisty nabroi lub zdemoluje ośrodek.

- Takie ubezpieczenie ma wiele zalet - mówi pracownik jednego z towarzystw. - Jeśli rodzice ciężarnej nastolatki wnoszą roszczenie, powołujemy prawnika, który zbada, czy wychowawca nie zaniedbał swoich obowiązków. Niestety, to OC nie cieszy się u nas dużym zainteresowaniem - przytaczają opinię "Super Nowości".

Źródło informacji: PAP
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:30

Giertych przeciwny matematyce na maturze.

"Dziennik": Nowemu ministrowi edukacji nie podobają się reformy opracowane przez jego poprzednika z PiS. Gazeta dowiedziała się, że Giertych poważnie rozważa wycofanie się z planów wprowadzenia matematyki do obowiązkowego zestawu przedmiotów maturalnych.
Zdaniem ministra matematyka znacznie utrudniłaby młodzieży zdanie matury. Roman Giertych sam zdał ten przedmiot na trójkę, co obniżyło jego średnią ocen na świadectwie maturalnym - napisał "Dziennik".

Według informacji "Dziennika" termin pojawienia się nowego obowiązkowego egzaminu maturalnego ma zostać przełożony na 2010 rok. Roczne opóźnienie zostało uzgodnione z byłym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem. Ministerstwo będzie się teraz zastanawiać, czy w ogóle jest sens wprowadzać ten przedmiot na egzamin dojrzałości. Środowisko naukowe nie zostawia na szefie MEN suchej nitki. Eksperci twierdzą, że doprowadzi to do całkowitego upadku polskiego systemu edukacji, gdyż matematyka nie tylko opisuje wszystkie zjawiska w otaczającym nas świecie, ale uczy też logicznego myślenia i dyscyplinuje w nauce.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:33

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3478451.html

Słabe matury niepokoją uczelnie. - Szkoła natychmiast potrzebuje pomocy i dobrych nauczycieli. My wybierzemy najlepszych kandydatów, ale ci słabsi trafią na inne uczelnie. I co z tego, że skończą studia, jeśli jakość ich wykształcenia będzie marna - mówi prof. Tomasz Borecki, rektor SGGW. Rektora zaniepokoiły słabe wyniki z biologii. - To podstawa, żeby skończyć studia na mojej uczelni. Rozważam wprowadzenie semestru uzupełniającego wiedzę - mówi.

Politechnika Warszawska już podjęła decyzję. - Nowi studenci będą mieć zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki.
Od pewnego czasu przychodzą do nas kandydaci z brakami wiedzy na poziomie szkoły średniej. Potem nie radzą sobie z uniwersytecką matematyką czy fizyką - mówi doc. Bohdan Utrysko, pełnomocnik rektora Politechniki Warszawskiej ds. rekrutacji.

Uniwersytet Warszawski zamierza przeprowadzić badania, które pokażą, na jakim poziomie są studenci, którzy dostali się na UW dzięki nowej maturze.
- Obserwujemy luki w wykształceniu kandydatów. Wynikają pewnie ze sposobu uczenia w szkołach średnich, gdzie nauczyciele skupiają się na przekazywaniu informacji, a nie na kojarzeniu faktów. Więcej o kandydatach z nową maturą powiedzą nam wyniki badań. Porównamy osiągnięcia studentów, którzy w zeszłym roku jeszcze zdawali egzamin wstępnych i tych, którzy dostali się dzięki nowej maturze - zapowiada prof. Konstanty Adam Wojtaszczyk, prof. UW.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 14-07-2006 19:37

3 lipca 2006
Czwartego WFu nie będzie.:

Czwarta, obowiązkowa godzina wychowania fizycznego będzie zlikwidowana, ale nie zastąpiona godziną historii. W zamian resort edukacji sfinansuje dwie godziny sportowych zajęć nadobowiązkowych - poinformował w czwartek wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski.

Jak podkreślił minister Roman Giertych, jeżeli dyrektor szkoły podejmie taką decyzję, to dodatkowe dwie godziny sportu będą mogły być obowiązkowe. Podstawową rolą tych zajęć jest jednak umożliwienie uzdolnionym sportowo uczniom treningów pod okiem nauczyciela. Jedną z przyczyn podjęcia tej decyzji był słaby występ reprezentacji Polski na tegorocznych mistrzostwach świata w piłce nożnej.

Roman Giertych wyraził też opinię, że wynik, jaki osiągnęła reprezentacja wskazuje, że powinien się zmienić skład Polskiego Związku Piłki.

Zwrócił też uwagę na potrzebę propagowania sportu wśród dzieci i młodzieży. "Rozważamy wraz z ministrem sportu powrót do idei szkół mistrzostwa sportowego. Te szkoły, które kiedyś uczyły mistrzów sportu, dzisiaj zostały zaniedbane i właściwie nie funkcjonują. Chcielibyśmy aby w niektórych dziedzinach, w niektórych miastach te szkoły zostały odtworzone" - powiedział Giertych.

Źródło: PAP
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 15-07-2006 08:10

Maturzyści, którzy w tym roku nie zdali jednego z przedmiotów, a mieli w sumie średnią powyżej 30 proc., dostaną świadectwo dojrzałości - dowiedziała się "Gazeta". Nie wiadomo, ilu uczniów obejmie amnestia. Wiemy, że 60 proc. tych, którzy nie zdali, oblało przez jeden przedmiot. To ok. 50 tys. osób.

Skąd ten pomysł? Egzaminy dojrzałości poszły słabo (nie zdało 21 proc. uczniów), a niektóre testy były źle przygotowane. Biologii nie zdało 23 proc. zdających (w 2005 r. - 2 proc.). Do MEN płyną sygnały, że niektórzy uczniowie świetnie zdali np. cztery przedmioty, z piątego zabrakło im jednego punktu i z matury nici.

Są też obawy, że ci, którzy nie zdali, wyjadą z Polski. Pomysł MEN ma ich zatrzymać. Tacy spóźnieni maturzyści nie będą mogli startować na studia w naborze lipcowym, ale we wrześniowym - owszem.

Stosowne rozporządzenie szef MEN Roman Giertych podpisze w przyszłym tygodniu i będzie obowiązywało także w następnych latach. To zdaniem MEN jedyna furtka do wprowadzenia obowiązkowej matury z matematyki - w przeciwnym razie ten egzamin byłby rzezią maturzystów.

- Jestem po stronie maturzystów, to będzie dla nich wspaniała niespodzianka, ale z drugiej strony nie wolno było tak zrobić, bo to naginanie prawa i chęć przypodobania się uczniom - ocenia Irena Dzierzgowska, wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 15-07-2006 23:51

Amnestia" dla maturzystów - nauczyciele i eksperci protestują

Uczniowie są zachwyceni, ale większość ekspertów krytykuje dzisiejsze decyzje resortu edukacji. Giertych powiedział, że osoby, które oblały jeden maturalny przedmiot i miały średnią wyższą niż 30 proc., dostaną świadectwo maturalne.
Wicepremier Roman Giertych zaznaczył, że amnestia obejmie mniej więcej połowę osób, które nie zdały matury - ponad 40 tysięcy abiturientów.

Uzasadniając decyzję, wyjaśnił, że chce zapobiec emigracji tych, którzy nie zdali matury. Dodał, że pierwsze roczniki zawsze płacą cenę za nowe rozwiązania i słabe wyniki tegorocznych matur są tego przykładem. Trzeba zrobić wszystko, aby maturzyści nie ponosili konsekwencji nowych rozwiązań - podkreślił wicepremier.
Minister edukacji zastrzegł jednocześnie, że tegoroczne wyniki matur są bardzo niepokojące, gdyż świadczą o poważnym kryzysie systemu edukacji i polskiej szkoły.

Szefowa Związku Nauczycielstwa Polskiego na Dolnym Śląsku Mirosława Chodubska krytykuje decyzję ministra Giertycha. Jej zdaniem minister chciał się przypodobać uczniom i ich rodzicom przed wyborami samorządowymi. Mirosława Chodubska zwróciła również uwagę, że protestować mogą teraz ci pechowi maturzyści, którym w dwóch egzaminach zabrakło po zaledwie jednym punkcie.

Profesor Maria Szewczyk, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. studenckich podkreśla, że nawet po amnestii, ogłoszonej przez ministra Giertycha, osoby ze słabymi wynikami i tak nie dostaną się na dobrą uczelnię. Profesor Szewczyk przypomniała, że o przyjęciu na uczelnię decyduje ranking ocen. Podkreśliła też, że nie do końca rozumie, w jaki sposób osoby, które nie zdały egzaminu, mają otrzymać świadectwo dojrzałości.

Prof. Tadeusz Luty z Politechniki Wrocławskiej podkreśla, że jest to praktyka dotychczas niespotykana, aby wysokiej rangi polityk oceniał coś co jest zarezerwowane dla egzaminatorów maturalnych. Według niego, jeśli ocena jest negocjowana to znaczy, że państwo staje na skraju korupcji. Profesor Luty zapowiedział, że będzie w tej sprawie interweniował u premiera i prezydenta.

http://wiadomosci.onet.pl/1356700,11,item.html
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

deprim

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 533


Rejestracja:
30-04-2006 17:19

Post 16-07-2006 08:47

A jakie pedagodzy jest Wasze zdanie na ten temat?

Moim zdaniem to kpina z tych co maturę zdali normalnie bez amnestii.
Obrazek

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 16-07-2006 08:54

deprim pisze:A jakie pedagodzy jest Wasze zdanie na ten temat?
Moim zdaniem to kpina z tych co maturę zdali normalnie bez amnestii.


Ja też tak uważam. Jak może otrzymać świadectwo dojrzałości ten, co matury nie zdał? Absurd.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 16-07-2006 09:01

PiS zaskoczony decyzją Giertycha - "Minister nieco się zapędził"


"Roman Giertych nieco się zapędził. Wszyscy w PiS-ie byliśmy zaskoczeni decyzją ministra edukacji" - tak wczorajszą decyzję o swoistej "amnestii" dla części maturzystów, którzy nie zdali matury, skomentował Michał Kamiński z PiS.
Chodzi o ustalenia, według których osoby, które na maturze nie zdały jednego przedmiotu, dostaną świadectwo dojrzałości, pod warunkiem, że średnia z egzaminów przekroczyła 30 proc.

"U źródeł tej decyzji leży coś co nazywamy "powodami PR-owskimi";. Reguł nie powinno zmieniać się w trakcie gry" - mówił Kamiński w Radiu ZET w programie Moniki Olejnik "Siódmy dzień tygodnia"."W zasadzie można w tej sytuacji zadać pytanie "po co się uczyć", skoro i tak będzie amnestia. To jest zła decyzja. Młodzieży trzeba pomagać, ale nie na takich zasadach" - twierdzi Waldemar Pawlak z PSL.

Wojciech Olejniczak z SLD uważa, że "obniżanie poziomu matur powoduje, że w trudnej sytuacji są rektorzy", ponieważ matura jest także egzaminem wstępnym na studia wyższe. "To jest demoralizacja młodzieży" - mówił Olejniczak, i dodał - "Giertych chciał wkupić się w łaski uczniów".

Jan Rokita z PO uważa, że jeśli do budowania wizerunku Romana Giertycha używana jest szkoła, to jest to ze wszech miar naganne.

"Została przekroczona pewna granica, polegająca na tym, że decyzją ludzi rządzących można zamienić maturę niezdaną na zdaną. Za chwilę się okaże, że wyrok skazujący można zamienić na nieskazujący lub odwrotnie. To jest jakieś szaleństwo władzy" - mówił w Radiu ZET Jan Rokita.

http://wiadomosci.onet.pl/1356749,11,item.html
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

golombek

Wsparcie

Posty: 1953


Rejestracja:
19-09-2005 09:32

Post 16-07-2006 09:05

Ja bym poszedł dalej i dał maturę tym, co nie przystąpili do niej w 1985 roku, myślę o sobie oczywiście :lol:

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 16-07-2006 09:10

"Profesor Tadeusz Luty z Politechniki Wrocławskiej podkreśla, że jest to praktyka dotychczas niespotykana, aby wysokiej rangi polityk oceniał coś co jest zarezerwowane dla egzaminatorów maturalnych. Według niego, jeśli ocena jest "negocjonowana" to znaczy, że państwo staje na skraju korupcji. Profesor Luty zapowiedział, że będzie w tej sprawie interweniował u premiera i prezydenta."
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 16-07-2006 15:35

Burza wokół "amnestii" Giertycha ws. matur

PAP :

Większość polityków skrytykowała decyzję wicepremiera i ministra edukacji Romana Giertycha, zapowiadajacego amnestię dla części maturzystów, którzy oblali tegoroczny egzamin dojrzałości. Zaskoczenia nie kryją politycy PiS, jak również otoczenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Michał Kamiński (PiS), uczestniczący w niedzielnej audycji w Radiu Zet "Siódmy dzień tygodnia" przyznał, że jego partia była zaskoczona decyzją Giertycha.

Myślę, że tak ważne decyzje muszą być przedmiotem ustaleń rządu, przedmiotem ustaleń koalicyjnych - powiedział. Dodał, że w jego opinii Giertych "nieco się zapędził".

Zdziwiona decyzją Giertycha była też szefowa Gabinetu Prezydenta Elżbieta Jakubiak.

Jestem zdziwiona, bo myślałam, że będzie można zdawać we wrześniu (...), żeby się poprawić. Jestem zwolenniczką tego wrześniowego terminu. Uważam, że taka skrócona droga jest zawsze niebezpieczna - powiedziała w Radiu Zet. Dodała, że po zakończeniu matur rozmawiała z Giertychem i jej zdaniem miał wtedy lepsze pomysły, niż skracanie drogi maturzystom.

Jakubiak nie chciała jednocześnie powiedzieć, czy jej zdaniem decyzja Giertycha powinna zostać utrzymana, czy jednak zmieniona np. na posiedzeniu rządu. Uznała, że w tej sprawie powinien rozstrzygać premier Jarosław Kaczyński.

Z kolei podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Krawczyk powiedział w "Salonie politycznym" w radiowej Trójki, że prezydent Lech Kaczyński będzie musiał uwzględnić cały kontekst sprawy. To znaczy także to, że ta decyzja już stała się faktem społecznym. Teraz takie proste nieuznanie tego faktu spowoduje jeszcze większe komplikacje.

Decyzję Giertycha ostro krytykują posłowie opozycji.

Zdaniem Jana Rokity (PO), decyzja Giertycha wpisuje się w pewien sposób podejścia rządzących do państwa, który polega na tym, że każdego dnia przekonujemy się, że przez to, że się wygrało wybory i objęło jakiś urząd, można wszystko.

Kim jest człowiek, który wyobraża sobie, że wskutek tego, że zasiadł przy jakimś biurku i jeździ jakimś samochodem służbowym i dzwoni z komórki za państwowe pieniądze, a nie za własne, może w związku z tym powiedzieć, że ci co nie zdali matury, jednak ją zdali, albo odwrotnie. To jest jakieś szaleństwo władzy - powiedział w Radiu Zet.

Izabela Jaruga-Nowacka (SLD) uznała, że minister edukacji jest niepopularny i tą decyzją próbuje młodzież "przekupić", co - jej zdaniem - pogorszy jakość kształcenia. Jest to gest niezmiernie demoralizujący, bo pokazuje, że nie decyduje wiedza, ani umowa co trzeba zrobić żeby zdać egzamin, tylko minister - mówiła.

W opinii posła Marka Sawickiego (PSL), wyniki tegorocznych matur pokazały słabość reformy edukacyjnej, która - jak mówił - zakładała, że 100% młodzieży to będą maturzyści, a następnie absolwenci wyższych uczelni. Rezygnacja z kształcenia w systemie szkół zawodowych była błędem - ocenił.

Decyzji Giertycha bronił Daniel Pawłowiec z LPR. Podkreślił, że obejmie ona tylko tych, którym niewiele zabrakło, żeby zdać maturę. Nienaturalne wyniki wymusiły niestandardowe zachowanie. Argumentem podstawowym było tych 21% (maturzystów, którzy nie zdali matury)". Dodał, że pomysł Giertycha jest "jednorazowy".

W Zielonej Górze minister edukacji Roman Giertych zapowiedział, że każdy kto zda co najmniej cztery z pięciu części matury (egzamin pisemny z języka polskiego, języka obcego i wybranego przedmiotu oraz egzamin ustny z języka polskiego i języka obcego), a łączny wynik z egzaminu wyniesie co najmniej 30 proc., zaliczy maturę i otrzyma świadectwo dojrzałości.

Tegorocznej matury nie zdał prawie co piąty maturzysta. Decyzja ministra, wg szacunkowych danych MEN, ma dotyczyć ok. 50 tys. osób. Tegoroczni maturzyści objęci nowymi wytycznymi ministra edukacji otrzymają świadectwa maturalne we wrześniu, tak by mieli szansę złożyć jeszcze dokumenty na studia. (mj)
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

Marta

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 2037


Rejestracja:
15-06-2005 13:56

Lokalizacja: Kraków

Post 17-07-2006 14:03

golombek pisze:Ja bym poszedł dalej i dał maturę tym, co nie przystąpili do niej w 1985 roku, myślę o sobie oczywiście :lol:



o dupa blada!
ja sie wtedy dopiero urodzilam!
Alez ty jestes mlody duchem golombku!
Jutro to dziś,
tylko że jest jutro.

wiola

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 237


Rejestracja:
30-11-2005 15:00

Lokalizacja: dolnośląskie

Post 17-07-2006 23:02

Nie zdałam matmy w 1983 i mam nadzieję, że minister Giertych ogłosi amnestię 25 lat do tyłu :lol:
Ja - ?, mąż - ADHD, do którego nie przyznaje się, córka (16 lat) - ADHD?, syn (12lat) - zdiagnozowane ADHD

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 27-07-2006 06:32

Zimny prysznic tegorocznej matury.


System oceny i awansu nauczycieli jest nieskuteczny, gdyż zabezpiecza miernoty ze stażem, a hamuje nauczycieli rozwojowych.

MICHAŁ WOJCIECHOWSKI

Złe wyniki nowych matur wywołały dwojakie reakcje. Po pierwsze, zaskoczenie. Po drugie, stwierdzano nieco bezosobowo, że reforma oświaty się nie udała. Oba te podejścia są chybione, gdyż marny stan polskich szkół jest dobrze znany, a jego przyczyny najzupełniej uchwytne. Niewykluczone, że najmniej wiedzą o tym niektórzy eksperci. Zapatrzeni w swoje reformy, nie chcą przyjąć do wiadomości stanu faktycznego. Ale gdyby nawet wyeliminować chciejstwo i maskowanie własnych porażek, to często tak bywa, że sytuację lepiej widać z zewnątrz niż z wewnątrz.

Nie brak obserwacji w skali mikro, świadczących o pogorszeniu wyników szkoły. Widzą to pogorszenie rodzice, którzy pamiętają poziom i wymagania swoich szkół. Widzą je uczniowie, wciąż potrzebujący korepetycji - w tym również ci zdolniejsi, jeśli marzą w przyszłości o dobrych studiach. Widzą je starsi nauczyciele, którym trudniej dziś utrzymać w klasie dyscyplinę i czegoś nauczyć. Widzą profesorowie wyższych uczelni, gdy porównują poziom kandydatów na studia teraz i kilkanaście lat temu.

Wyniki w testach międzynarodowych wskazały, że na tle Europy Polska zostaje w tyle, a przecież w krajach zachodnich poziom szkolnictwa też raczej się obniża. Krajowe testy dawały niezłe wyniki, ale były one umyślnie za łatwe. Dowodem na to jest rozkład wyników, którego krzywa odbiega od rozkładu normalnego i jest silnie pochylona w stronę wyników dobrych. Pożytek z takich testów jest tylko taki, że pozwalają wykryć regionalne i lokalne różnice poziomu nauczania.

PRZYCZYNY SŁABOŚCI
Przyczyny słabości szkolnictwa w Polsce można podzielić z grubsza na dwie grupy: zewnętrzne i wewnętrzne. Te pierwsze to kolejno: biurokratyzacja życia społecznego (która sprawia, że absolwentowi szkoły bardziej jest potrzebny papierek, matura czy magisterium niż rzeczywiste umiejętności); ogólny stan gospodarki (ubóstwo środków); kryzys dyscypliny i wymagań w rodzinach. Nie rozwijając tego tematu, wskażę, że mimo tych barier przyzwoita szkoła wydaje się możliwa.

Na przeszkodzie stoi tu jednak kilka szkodliwych decyzji i zaniechań. Odpowiedzialność za nie ponoszą zwykle konkretni twórcy ustaw, ministrowie i eksperci. Dla dziennikarza o zmyśle śledczym znalezienie i podanie do wiadomości odpowiednich nazwisk nie byłoby trudne. Ale że nim nie jestem, wskażę tylko, o jakie błędy chodzi.

W klasach młodszych promuje się od dawna prawie wszystkich. Nic dziwnego, że pod koniec podstawówki kilka procent dzieci nie umie czytać i pisać, a dalsze kilkanaście procent ma z tym istotne trudności. Niekoniecznie chodzi tu o dzieci kwalifikujące się do szkół specjalnych. Po prostu bez wymagań nie ma też wyników. Pod pozorem niekrzywdzenia dzieci maskuje się więc złe wyniki szkoły. Celem szkoły nie jest jednak szczęśliwe dzieciństwo, lecz udane dorosłe życie. Gros dzieci oczywiście zdobywa w szkole podstawowe umiejętności, ale ich poziom jest w tym systemie niższy, niżby mógł być. A gorszy start to także gorszy wynik na maturalnym finiszu.

Nieuzasadnione promocje w szkołach zostały bardzo ułatwione przez wprowadzenie oceny miernej, poniżej dotychczasowej dostatecznej. Potem przemianowano ją zręcznie na dopuszczającą (ktoś te decyzje podpisał!). W ten sposób do zaliczenia przedmiotu i promocji wystarcza dawniejsze "dwa z plusem". Regulaminy bardzo utrudniają postawienie oceny niedostatecznej.

Rzecznicy praw obywatelskich i praw dziecka zwrócili też ostatnio uwagę na nagminną praktykę marnowania w szkołach znacznej części godzin zajęć przewidzianych w czasie roku szkolnego. To także rzutuje na poziom i jest wyłączną winą szkół.

Pod pozorem troski o dzieci i ich prawa poważnie naruszono dyscyplinę w szkole. Pracę nagminnie zakłócają praktycznie nieusuwalne dzieci patologiczne. Chroniąc ich prawo "do nauki" (a ściślej do przebywania w klasie) oraz "do godności" (czyli do bezkarności), utrudnia się naukę dzieciom normalnym, a więc znacznej większości. Zwiększa to też ich zagrożenie przez agresję i narkotyki. Zmuszanie dzieci do przebywania w takim towarzystwie uważam za poważne naruszenie praw ludzkich. Skądinąd łączenie w młodszych klasach dzieci zdolnych i słabych wynika z przesłanek ideologicznych, a szkodzi efektywności nauczania i jednych, i drugich. Tenże skutek ma rejonizacja.

Bardzo dyskusyjne okazało się wyodrębnienie gimnazjum. Jest to bowiem szkoła, w której skupiono najbardziej kłopotliwą wychowawczo grupę wiekową, dotąd rozdzieloną między szkołę podstawową a średnią.

System oceny i awansu nauczycieli jest dotkliwie zbiurokratyzowany, a jednocześnie nieskuteczny, gdyż zabezpiecza miernoty ze stażem, a hamuje nauczycieli rozwojowych. Podobne są rezultaty działań związków nauczycielskich.

ZAŚWIADCZENIE O DYSLEKSJI
Jawną kapitulacją była długotrwała rezygnacja z matematyki na maturze. Maskowano w ten sposób jej upadek. Tymczasem gdzie są dziedziny dorosłego życia, w których nie potrzeba umiejętności liczenia, kalkulowania i logicznego myślenia, wyrabianych przez ten przedmiot? Rozwój szkolnej informatyki nie jest tu wystarczającą rekompensatą.

Źle stoi drugi przedmiot kluczowy, język ojczysty. W starszych klasach polega on głównie na przerabianiu historii literatury na podstawie dość tradycyjnego kanonu lektur. Jest to podwójna pomyłka. Po pierwsze, za mało czasu poświęca się na posługiwanie się językiem, komunikację. Po drugie, funkcja książki jest dziś inna niż kilkadziesiąt lat temu i nie ma co marzyć o tym, że skłoni się młodzież do zainteresowania nią na przykładzie nudnego Żeromskiego. Trzeba zredukować wspólny dla wszystkich kanon, a dobierać książki indywidualnie do ucznia. Ale czy nauczyciele to potrafią?

Śmieszne, ale szkodliwe jest upowszechnienie zaświadczeń o dysleksji. Może je dostać prawie każdy, kto się po prostu ortografii nie uczył. Rzeczywiste zaburzenia tego typu występują, ale dodatkowy wysiłek zwykle pozwala je przezwyciężyć. Mniej zdolny do języków obcych musi się więcej uczyć, mniej zdolny do ortografii także!

Jeśli chodzi o programy, można też wytknąć przeładowanie teorią i próby wepchnięcia w przedmiot szkolny wprowadzenia do studiów akademickich z danego przedmiotu. Potem np. licealista z klasy biologicznej nie rozpoznaje pospolitych roślin i ptaków. Kolejna kapitulacja to zepchnięcie w kąt języków klasycznych, eliminowanych za komunizmu, a w szkole zachodniej uważanych, i słusznie, za fundament europejskiej kultury humanistycznej. W sumie jednak mniej jest problemów z podstawą programową itp., a dużo więcej z jej realizacją.

Biorąc to wszystko pod uwagę, wyniki matur przeprowadzanych przez niezależne komisje są chyba i tak stosunkowo dobre, chociaż przyjęto je jako zimny prysznic. Nie był to bowiem egzamin specjalnie trudny, skoro do zdania przedmiotu wystarczało 30 proc. prawidłowych odpowiedzi. Sztucznym ułatwieniem jest zwłaszcza prezentacja ustna z polskiego, którą uczniowie masowo kupują albo ściągają z Internetu.

GODZINA PRAWDY POWINNA NADEJŚĆ
Godzina prawdy powinna jednak nadejść. Trzeba powiedzieć absolwentom szkół, że umieją za mało! Głównym celem oceny stawianej ludziom dojrzałym jest bowiem poinformowanie ich o stanie ich wiedzy (moich studentów teza ta dosyć dziwi...). Dlatego negatywnie oceniam pomysł przyznania matur tym, którzy oblali jeden przedmiot, chociaż rozumiem jego motywy, niechęć do zrzucania na uczniów win całego szkolnictwa. Stanowi to jednak naruszenie prawa i kolejne obniżenie poprzeczki.

Anulowanie szkodliwych decyzji, o których mówiłem wyżej, to niestety za mało. Po pierwsze, mleko się już wylało, po wielu latach szkoły bez dyscypliny przywrócenie w niej ładu wymaga długiej walki. Ci, którym jest na rękę demoralizacja w szkole (czyli rozwydrzony i głupi przyszły wyborca), już próbują wyprowadzić uczniów na ulicę.

Po drugie, system państwowej szkoły jest ze swej natury typu nakazowo-rozdzielczego, biurokratyczny, skostniały. Dobre sygnały z centrali będą w nim grzęzły. Rozmontować go można tylko przez prawdziwy czek (bon) oświatowy w połączeniu z szeroką decentralizacją i prywatyzacją szkolnictwa. W większości przypadków umożliwi to rodzicom wybór szkoły, spowoduje zniknięcie szkół pozornych i zarażonych patologiami, zmusi do walki o wyniki.

MICHAŁ WOJCIECHOWSKI, teolog świecki, profesor UWM w Olsztynie, napisał m.in. "W ustroju biurokratycznym", ekspert Centrum im. Adama Smitha

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_7.html
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 27-07-2006 06:41

Język angielski już od pierwszej klasy

Resort Romana Giertycha ma kolejny projekt zmian w nauczaniu

Ministerstwo Edukacji chce wprowadzić obowiązkową naukę języka obcego dla pierwszaków – dowiedziało się ŻW. Prawie we wszystkich szkołach będzie to język angielski.

Nauką języka obcego pierwszoklasiści mają zostać objęci w roku szkolnym2008/2009. – A od czwartej klasy szkoły podstawowej obligatoryjny będzie drugi język – informuje rzecznik resortu edukacji narodowej Kaja Małecka. Ministerstwo chce zobowiązać szkoły, by jednym z tych dwóch języków był angielski, a w miarę możliwości pierwszym.

Czy dwa lata wystarczą, by nauką języka objąć pierwszoklasistów? Pracownicy ministerstwa są optymistami. Były minister edukacji narodowej prof. Edmund Wittbrodt obawia się jednak, że to optymizm urzędowy. – Pomysł jest godny poparcia, bo im wcześniej dziecko zacznie się uczyć języka obcego, tym lepiej. Niestety, sądzę, że do realizacji tego pomysłu może zabraknąć kilku tysięcy nauczycieli – uważa.Z braku kadry zdaje sobie sprawę również Ministerstwo Edukacji Narodowej. ŻW dowiedziało się, że resort chce za pomocą funduszy unijnych opłacać dodatkowe studia nauczycielom niemającym wystarczających uprawnień. Ministerstwo liczy też na to, że w obliczu niżu demograficznego i rosnącego bezrobocia nauczycieli będą oni przekwalifikowywać się na własną rękę.

– Moim zdaniem, czasu na zbudowanie kadry jest za mało – mówi prof. Wittbrodt. – Zapewne skończy się to tak, że resort po prostu obniży wymagania dla kadry. W efekcie nauczycielem języka angielskiego będzie mogła zostać osoba posiadająca niewiele wart certyfikat językowy – dodaje.

To kolejny kontrowersyjny projekt resortu edukacji kierowanego przez wicepremiera Romana Giertycha. W sobotę zapowiedział on obniżenie wymagań dla tegorocznych maturzystów. Ogłosił, że lada dzień wyda rozporządzenie, w myśl którego każdy, kto zdał cztery z pięciu części matury, a jego łączny wynik wyniósł co najmniej 30 proc., będzie miał zaliczony egzamin, dostanie świadectwo i będzie mógł starać się o przyjęcie na studia. Łącznie ministerialną amnestią ma zostać objętych około 50 tysięcy maturzystów.

– Uczniowie, testujący nowe systemy egzaminów, płacą swNauką języka obcego pierwszoklasiści mają zostać objęci w roku szkolnym2008/2009. – A od czwartej klasy szkoły podstawowej obligatoryjny będzie drugi język – informuje rzecznik resortu edukacji narodowej Kaja Małecka. Ministerstwo chce zobowiązać szkoły, by jednym z tych dwóch języków był angielski, a w miarę możliwości pierwszym.

Czy dwa lata wystarczą, by nauką języka objąć pierwszoklasistów? Pracownicy ministerstwa są optymistami. Były minister edukacji narodowej prof. Edmund Wittbrodt obawia się jednak, że to optymizm urzędowy. – Pomysł jest godny poparcia, bo im wcześniej dziecko zacznie się uczyć języka obcego, tym lepiej. Niestety, sądzę, że do realizacji tego pomysłu może zabraknąć kilku tysięcy nauczycieli – uważa.

Z braku kadry zdaje sobie sprawę również Ministerstwo Edukacji Narodowej. ŻW dowiedziało się, że resort chce za pomocą funduszy unijnych opłacać dodatkowe studia nauczycielom niemającym wystarczających uprawnień. Ministerstwo liczy też na to, że w obliczu niżu demograficznego i rosnącego bezrobocia nauczycieli będą oni przekwalifikowywać się na własną rękę.

– Moim zdaniem, czasu na zbudowanie kadry jest za mało – mówi prof. Wittbrodt. – Zapewne skończy się to tak, że resort po prostu obniży wymagania dla kadry. W efekcie nauczycielem języka angielskiego będzie mogła zostać osoba posiadająca niewiele wart certyfikat językowy – dodaje.

To kolejny kontrowersyjny projekt resortu edukacji kierowanego przez wicepremiera Romana Giertycha. W sobotę zapowiedział on obniżenie wymagań dla tegorocznych maturzystów. Ogłosił, że lada dzień wyda rozporządzenie, w myśl którego każdy, kto zdał cztery z pięciu części matury, a jego łączny wynik wyniósł co najmniej 30 proc., będzie miał zaliczony egzamin, dostanie świadectwo i będzie mógł starać się o przyjęcie na studia. Łącznie ministerialną amnestią ma zostać objętych około 50 tysięcy maturzystów.

– Uczniowie, testujący nowe systemy egzaminów, płacą swoistą karę, że są pierwszymi rocznikami. Tak być nie może. Trzeba patrzeć na człowieka – argumentował na konferencji w Zielonej Górze Giertych.

2006-07-17

http://www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?p ... s_id=91077
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 27-07-2006 07:03

Giertych chce "przywrócić porządek w szkołach" i wprowadzić mundurkiPAP, IAR24-07-2006, ostatnia aktualizacja 24-07-2006 16:56

Możliwość wprowadzenia w szkołach jednolitych strojów przewiduje projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty przygotowany przez resort edukacji.

Zarys projektowanych zmian przedstawił w poniedziałek na konferencji prasowej wicepremier, minister edukacji Roman Giertych. Jak powiedział minister, zgodnie z propozycją o tym, czy w danej szkole będą wprowadzone jednolite stroje i jak będą one wyglądać będzie decydować każda szkoła samodzielnie.

Projekt przewiduje także m.in. nadanie nauczycielom statusu funkcjonariuszy publicznych, obligatoryjnego tworzenia w szkołach rad rodziców, wprowadzenia monitoringu w szkołach oraz obowiązku zabezpieczenia komputerów szkolnych przed niepożądanymi treściami przez instalowanie bramek internetowych.

Giertych: Przywrócić elementarny porządek

Wicepremier wyjaśnił, że główną zasadą, którą kierowało się ministerstwo była chęć przywrócenia elementarnego ładu w polskim szkolnictwie. Stąd, między innymi, projekt, aby nauczyciele, podczas pełnienia obowiązków służbowych, podlegali takiej samej ochronie jak funkcjonariusze publiczni. Ma to zapobiec ewentualnym aktom chuligaństwa, wymierzonym przeciwko kadrze nauczycielskiej. Roman Giertych podkreślił, że w ten sposób podniesiona zostanie ranga zawodu nauczycielskiego a także zaostrzone kary za znieważenie nauczycieli.

Resort edukacji chce też zwiększyć kompetencje Rad Rodziców w szkołach, które będą mogły uczestniczyć w uchwalaniu programu wychowawczego w danej placówce i decydować o planowaniu finansów w szkole. Roman Giertych podkreślił, że chce doprowadzić do sytuacji, że Rada Rodziców będzie działała w każdej szkole.

Ministerstwo edukacji chce też, by każda szkoła mogła wprowadzić obowiązek noszenia jednolitych strojów. Decyzję podejmowałby dyrektor szkoły lub Rada Rodziców. Szef resortu podkreślił, że w ten sposób łatwiej będzie zauważyć obcą osobę, która wchodzi na teren szkoły.

Roman Giertych poinformował też, że nowelizacja obejmie też wprowadzenie monitoringu w szkołach oraz bramki internetowe, uniemożliwiające uczniom dostęp do treści pornograficznych i przemocy w internecie.

Propozyzcja ustawowa resortu edukacji obejmuje 11 punktów. Resort edukacji będzie się starał, aby Sejm przyjął te zmiany we wrześniu lub październiku, tak aby od września 2007 roku wcielić je w życie.


http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,3504290.html
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 30-07-2006 08:12

26 lipca 2006
Coraz więcej polskich belfrów w Anglii.:

Kilkuset nauczycieli z Polski (60 proc. na ogólną liczbę 1,4 tys. zarejestrowanych z nowych krajów UE) znalazło zatrudnienie w szkołach w Anglii i Szkocji - pisze wtorkowy dodatek edukacyjny "Guardiana".

Według cytowanych przez gazetę przedstawicieli agencji zatrudnienia dla nauczycieli, pracują oni zwykle na niższym stanowisku nauczyciela pomocniczego, ale otwierającym możliwość zdobycia pełnoprawnego statusu nauczycielskiego (tzw. NQT), gdy biegle opanują angielski. W. Brytania uznaje zawodowe kwalifikacje nauczycielskie wszystkich nowych krajów UE.

"W ostatnich dwóch latach zetknęliśmy się z dużą liczbą nauczycieli z krajów Europy Centralnej i Wschodniej, których profesjonalny standard jest bardzo wysoki" - mówi przedstawicielka agencji Education VIP zatrudniająca nauczycieli do prac dorywczych.

"Nauczycieli z nowych krajów UE charakteryzuje przeświadczenie, iż ich zawód musi budzić szacunek. Gdy mówią po angielsku, dbają o staranną wymowę, która jest łatwiejsza w zrozumieniu niż regionalne akcenty niektórych nauczycieli z anglojęzycznych krajów" - dodaje.

Przedstawicielka innej agencji - Connaught Education -Angela Forsyth zauważa, iż nauczyciele z nowych krajów UE są bardzo dobrze przygotowani z nauk ścisłych i matematyki, a więc przedmiotów, w których szkoły brytyjskie na ogół wypadają słabo w różnych rankingach.

Nauczyciele z nowych krajów UE są szczególnie mile widziani w Szkocji, gdzie dużym problemem jest starzenie się kadry nauczycielskiej. W najbliższych 10 latach na emerytury odejdzie 40 proc. szkockich nauczycieli.


Źródło: PAP
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 30-07-2006 08:12

25 lipca 2006
Lekcje historii w obozach zagłady.:

Szkolne zajęcia historii w obozach koncentracyjnych? Do tej pory prowadzono je jedynie w Izraelu, Szwecji i Holandii. Od września takie zajęcia czekają polskich uczniów.

Program rozpocznie się w 400 dolnośląskich gimnazjach. Uczniowie będą mieli lekcje w byłym obozie zagłady w Rogoźnicy. Zajęcia opracowane przez Dolnośląską Sieć Szkół Wspierających Uzdolnienia to nie tradycyjne wykłady, ale wycieczki i warsztaty wymagające od uczniów autentycznego zaangażowania.

Michał Sobelman, rzecznik ambasady Izraela, jest przekonany, że ta inicjatywa zbliży nasze narody.

Rodzice obawiają się jednak szoku, jaki może wywołać wśród uczniów wizyta w obozie. "Uczniowie muszą poznać obozowe realia. Lekcje przeprowadzane będą z dbałością o wrażliwość młodych ludzi, ale bez nadmiernego łagodzenia strasznej prawdy" – zapewnia Andrzej Pawluszek, wicemarszałek województwa dolnośląskiego.


Źródło: ŻW
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 07:59

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... 8-08-02-05

Prywatne uczelnie zarobią dzięki amnestii.

Magdalena Mańkowska 07-08-2006, ostatnia aktualizacja 07-08-2006 21:17

Minister edukacji Roman Giertych przysłużył się uczelniom prywatnym. Dzięki niemu w tym roku nie zabraknie kandydatów na płatne studia.
0-->
Szykuje się rekordowa rekrutacja w szkołach prywatnych. Już we wrześniu polskie uczelnie zacznie szturmować blisko 50 tys. abiturientów, którzy na maturze nie zdali jednego z przedmiotów. Na przełomie sierpnia i września dostaną swoje świadectwa i będą mogli starać się o indeks. Ale wtedy nie będą mieli szans dostać się na bezpłatne studia, np. na prawie czy ekonomii, bo na nie rekrutacja właśnie się kończy. Wybiorą płatne kierunki. - Będą studiować także na studiach zaocznych w państwowych uczelniach - podkreśla Marek Natalli, kanclerz Wyższej Szkoły Bankowej. Kanclerz Natalli uważa, że minister Giertych popełnił błąd, wprowadzając amnestię. - Pokazał, że wynik każdego egzaminu można podważyć - uważa Natalli.

Prof. Ludmiła Dziewięcka-Bokun, rektor Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Służb Publicznych "Asesor": - Przyjmiemy kandydatów z giertychowską maturą, jeśli zostaną nam miejsca. Jako szkoła humanistyczna pewnie wybierzemy osoby, które nie zdały np. matematyki. Wydam rozporządzenie w tej sprawie.

Prof. Robert Kwaśnica, rektor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji: - Amnestia stawia nas w kłopotliwej sytuacji. Nie możemy dyskryminować kandydatów, którzy w myśl prawa zdali przecież maturę.

Prof. Janusz Olearning, rektor Wyższej Szkoły Handlowej: - Nie histeryzujmy. Po prostu więcej młodych będzie miało szansę zdobyć wyższe wykształcenie. Prof. Olearning podkreśla, że tylko uczelnie publiczne starannie wybierają najlepszych kandydatów na studia bezpłatne. - My jesteśmy bardziej elastyczni i możemy przyjąć każdego. Jeśli zgłosi się więcej chętnych, po prostu zatrudnimy dodatkowych wykładowców - zapowiada rektor WSH.

Na pierwszym roku okaże się, czy młodzież z giertychowską maturą poradzi sobie na studiach. Tak czy inaczej nowi studenci najpierw zapłacą wpisowe, a potem nawet ponad 600 zł czesnego miesięcznie. Szkoła zarobi także wtedy, gdy student nie zaliczy egzaminów w pierwszej sesji.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 08:03

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... 8-09-09-05

Miasta walczą o studentów.


Studenci stają się dla miast bardzo cenni.

Angelika Swoboda, is 09-08-2006, ostatnia aktualizacja 08-08-2006 20:57

Mieszkania, praca w międzynarodowych koncernach albo pieniądze na rozkręcenie własnej firmy. Miasta prześcigają się w pomysłach, jak zdobyć i zatrzymać u siebie wykształconych młodych ludzi


Nagle okazało się, że w Polsce zaczyna brakować już nie tylko ślusarzy i tokarzy, ale też wykwalifikowanych inżynierów oraz informatyków. Wszyscy hurtowo wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszej pracy. Włodarze polskich miast zrozumieli, że warto ich zatrzymać, bo to inwestycja na przyszłość. I zaczęli wielką batalię o zdobycie i zatrzymanie studentów oraz absolwentów wyższych uczelni.

W Krakowie młodych ma zachęcić specjalny program (planowany do końca przyszłego roku), który zakłada m.in. profesjonalne szkolenia zawodowe, staże, a nawet pieniądze na założenie własnej firmy. Warunki: świeżo upieczony magister czy inżynier nie może mieć więcej niż 27 lat i musiał dostać dyplom nie później niż rok temu. W Wałbrzychu takich obostrzeń nie ma, byle tylko samorząd uznał, że młody i wykształcony fachowiec jest - jak zakłada uchwała rady miejskiej - niezbędny dla miasta. Jeśli przekona, że przyczyni się do jego rozwoju, może nawet liczyć na mieszkanie!

- Z tej możliwości skorzystało już kilkanaście osób, np. wykładowca Akademii Ekonomicznej, lekarz specjalista, prokurator i muzycy Filharmonii Sudeckiej. Czekamy na kolejnych chętnych - potwierdza Ewa Frąckowiak z wałbrzyskiego magistratu.

Nawet maturzysta na celowniku

"Zostaję w Łodzi" - to z kolei hasło akcji kampanii, która ma zatrzymać młodych w Łódzkiem. Tamtejszy urząd pracy chce ich skusić tworzoną właśnie bazą zawodów deficytowych. Na internetowej liście (na witrynie urzędu) wciąż przybywa ofert w najbardziej poszukiwanych specjalnościach. Baza ma służyć uczelniom, by te przyjmowały więcej chętnych na kierunki, których absolwentów jest za mało na rynku.

- Młodzi nie muszą wyjeżdżać do Warszawy czy za granicę, bo będą mogli żyć i pracować w naszym województwie. Międzynarodowe koncerny takie jak Philips, Gilette czy Bosch oferują im nie tylko zatrudnienie, ale i dodatki socjalne, a nawet ciekawe rozwiązania spędzania wolnego czasu po pracy - mówi Paweł Kozłowski z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi.

Najbardziej kuszące wydają się jednak pomysły wrocławian. Na dokładnie zaplanowaną kampanię, którą promują billboardy z hasłami "Wrocław Twoje klimaty" oraz "Wrocław miasto, które rozwija" przeznaczono kilkaset tysięcy złotych. A wszystko po to, żeby za mniej więcej trzy lata wystarczyło specjalistów na 100 tys. nowych miejsc pracy w międzynarodowych koncernach takich jak Volvo, Siemens, LG Philips i Whirpoool. Przedstawiciele tych firm objeździli autobusem duże miasta akademickie w Polsce i przedstawili studentom oferty pracy. Wrocław poszedł dalej, bo zagiął parol nawet na maturzystów i ich rodziców - przedstawiciele wyższych uczelni odwiedzili stutysięczne miasta i zachęcali do studiowania we Wrocławiu. Miasto pomyślało też o miejscowych maturzystach i ufundowało dla nich stypendia. Już w przyszłym roku każdy wrocławianin, który zda maturę z matematyki i wybierze się na kierunek ścisły, będzie dostawał stypendium przez cały semestr.

Wróć, dom czeka

Ale to nie jedyne bonusy dla młodych. - Mamy też program mieszkaniowy. Miasto przygotuje pod zabudowę 900 hektarów gruntów. W ten sposób w szybkim tempie będą mogły powstać domy dla 75 tys. osób - zapowiada Marcin Garcarz, rzecznik prasowy prezydenta Wrocławia.

Miasto ma też chrapkę na młodych, którzy wyjechali na Wyspy Brytyjskie. Od września podczas specjalnych koncertów będą zachęcani, by przeprowadzili się do Wrocławia. - To młodzi, wykształceni i dynamiczni ludzie, czyli tacy, którzy przyczynią się do rozwoju miasta - dodaje Garcarz.

Co na to młodzi? Są zadowoleni i bardzo zainteresowani bonusami. - Wielu moich znajomych już pracuje za granicą, ale ja nie chciałabym wyjeżdżać. Jednak boję się, czy znajdę pracę w Polsce, szczególnie po tak specyficznym kierunku. Jak skończę studia, chętnie skorzystam z pomocy mojego miasta - przyznaje Nina Skołucka, studentka IV roku Inżynierii Biomedycznej na Politechnice Wrocławskiej.

Jej koledzy przyznają, że coraz bardziej kuszące oferty miast pozwolą im podjąć decyzję: "Nie wyjeżdżam".

Warszawa jest najlepsza

Lompart Artur, rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego: - Najlepszym miastem do studiowania i mieszkania jest Warszawa. Właśnie dlatego ja sam przyjechałem tu z Nowego Sącza i wciąż przyjeżdżają kolejni. W żadnym innym mieście w Polsce nie ma tylu wyższych uczelni, co w stolicy. Boję się, że podobne kampanie przestraszą tych, którzy chcą tu przyjechać. Pomyślą, że koszty utrzymania są dla nich za wysokie i zrezygnują, tymczasem to nieprawda. Nasi studenci mogą przecież także liczyć na pomoc uczelni.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 08:05

http://finanse.wp.pl/POD,2,wid,8461111, ... 416550.273

Nauczyciele w opałach .

05:10 12.08.2006

Aż 10 tys. pedagogów od września może pożegnać się z obecnymi zarobkami, a nawet pracą. Nie poprawili kwalifikacji zawodowych, a 31 sierpnia upływa termin, jaki dały im na to przepisy - pisze "Życie Warszawy".

Przepisy Karty Nauczyciela o tzw. stopniach awansu zawodowego weszły w życie w 2000 roku. Jedną z najważniejszych zmian było zaostrzenie wymagań wobec nauczycieli mianowanych. Pedagogom niespełniającym nowych wymogów, stopień (a tym samym wyższe pensje) pozostawiono, zobowiązując jednak do uzupełnienia kwalifikacji w ciągu sześciu lat. Tym, którzy tego nie zrobili, 31 sierpnia z mocy prawa wygasa stosunek pracy.

ZNP walczył, by dotychczasowy poziom wynagrodzenia dla tej grupy nauczycieli utrzymać. Resort nie podzielił argumentów związku, uważając, że sześć lat to wystarczająco długi czas na dokształcenie. Także część ekspertów uważa, że nauczyciele sami są sobie winni, jeśli leniuchowali przez ostatnie lata.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 08:07

w Życiu Warszawy:

Tysiące nauczycieli wyleci

Aż 10 tys. pedagogów od września może pożegnać się z obecnymi zarobkami, a nawet pracą. Nie poprawili kwalifikacji zawodowych, a 31 sierpnia upływa termin, jaki dały im na to przepisy.

Przepisy Karty Nauczyciela o tzw. stopniach awansu zawodowego weszły w życie 6 kwietnia 2000 roku. Jedną z najważniejszych zmian było zaostrzenie wymagań wobec nauczycieli mianowanych. Pedagogom niespełniającym nowych wymogów stopień (a tym samym wyższe pensje) pozostawiono, zobowiązując jednak do uzupełnienia kwalifikacji w ciągu sześciu lat. Tym, którzy tego nie zrobili, 31 sierpnia z mocy prawa wygasa stosunek pracy.

Najgorzej na wsi.

Problemy kadrowe może potęgować fakt, że zgodnie ze stanowiskiem resortu edukacji wysłanym do kuratorów oświaty nauczyciel musi mieć kwalifikacje do wszystkich przedmiotów, których uczy w ramach pensum. Przykładowo matematyk nie może uczyć fizyki nawet w szóstej klasie wiejskiej podstawówki.

Związek Nauczycielstwa Polskiego alarmuje: taka interpretacja spowoduje, że dyrektorzy będą zmuszeni odbierać nauczycielom część godzin, a ograniczanie wymiaru zatrudnienia to także obniżanie wynagrodzenia. – Później natomiast będą mieli problem ze znalezieniem nauczycieli z kwalifikacjami, którzy chcieliby pracować jedynie przez kilka godzin – przewiduje Janina Jura, wiceprezes zarządu głównego ZNP.

Na pewno w nadchodzącym roku brakować będzie nauczycieli do nauczania języków obcych, zwłaszcza angielskiego. Jak wskazują najnowsze dane z MEN, potrzebnych jest ok. 18 tys. nauczycieli, by lekcje języka odbywały się we wszystkich szkołach. Szczególnie trudna będzie sytuacja szkół w małych miastach i na wsiach.

– Obawiam się, że podobnie jak w latach 90. nauczyciele angliści będą podejmowali dobrze płatną pracę poza oświatą publiczną – mówi ŻW Jura.

Szewc bez butów.


31 sierpnia może też wiele zmienić w portfelach nauczycieli. Tego dnia mija bowiem termin, jaki na mocy rozporządzenia MEN nauczyciele po studium mieli na uzupełnienie wykształcenia przynajmniej do poziomu licencjatu. – W przeciwnym razie spadną w tabeli płacowej – mówi ŻW Barbara Grygorczyk z olsztyńskiego kuratorium oświaty.

ZNP walczył, by dotychczasowy poziom wynagrodzenia dla tej grupy nauczycieli utrzymać. Resort nie podzielił argumentów związku, uważając, że sześć lat to wystarczająco długi czas na dokształcenie. Także część ekspertów uważa, że nauczyciele sami są sobie winni, jeśli leniuchowali przez ostatnie lata.

Pieniądze na doskonalenie zawodowe są – od dwóch lat na ten cel przekazywany jest jeden procent z nauczycielskich pensji. Pedagodzy nie chcą z nich jednak korzystać. W kasie miasta w Kielcach jest jeszcze ponad 500 tys. zł, które miejscowi nauczyciele powinni wykorzystać, ale tego nie zrobili.

– To m.in. pieniądze dla tych, którzy nie posiadają wymaganych przez Kartę Nauczyciela kwalifikacji i od września będą musieli odejść z zawodu – mówi ŻW Jolanta Kamińska, kierownik referatu edukacji kieleckiego magistratu.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 08:09

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_6.html

Pilna amnestia.


Straszna sprawa: dziesięć tysięcy polskich nauczycieli nie dopełniło obowiązku uzupełnienia wykształcenia do 31 sierpnia, który nałożyła na nich ustawa o Karcie nauczyciela z 2000 roku. Po upływie tej daty automatycznie stracą prawo do statusu nauczycieli mianowanych, a więc dostaną niższe pensje, a nawet będzie ich można usuwać z pracy. To znaczy - teoretycznie. Bo mam nadzieję, że minister Giertych do tego dopuści.

Po pierwsze - ustawa z 2000 roku stała się już anachronizmem. Jeśli decyzją ministra matura należy się każdemu matołkowi, choćby napisał w teście, że Platon to proszek do prania, to jakiż jest sens kształcenia nauczycieli? Po drugie, dokształcanie nauczycieli wręcz zagraża polskiej szkole, bo jeśli coś będą umieli, to albo wyjadą, albo stracą szacunek u dzieci. Dotyczy to zwłaszcza anglistów, którymi uczniowie powszechnie gardzą, uważając, że ktoś, kto zna angielski i nadal jest w Polsce, musi być wyjątkową fujarą. Z tych samych względów nie ma co dzisiaj zwalniać niedouczonych pedagogów, bo i tak nie będzie ich kim zastąpić - większość utalentowanej młodzieży pojechała tam, gdzie się mniej o człowieka dba, ale więcej mu płaci. Po trzecie wreszcie, parafrazując klasyka, takie powinno być młodzieży chowanie, jaka Rzeczpospolita. Rzeczpospolita jest zaś taka, że nigdy jeszcze nikt nie stracił na tym, że na przykład, nie płacił długów albo nie podporządkowywał się jakiemuś prawu; dlaczego akurat nauczyciele mają być tymi pierwszymi?

O tym, że jest okazja zyskać sobie wdzięczność podwładnych, już tylko cichutko napomknę. Jakkolwiek patrzyć, minister Giertych ma właściwie tylko dwa dobre wyjścia. Albo szybko ogłosić kolejną amnestię, albo równie szybko zorganizować jednodniowy resortowy kurs korespondencyjny umożliwiający pedagogom uzupełnienie wykształcenia i kwalifikacji drogą esemesową. W końcu, jak kto się chce uczyć, to niech sobie wynajmie korepetytora.

Rafał A. Ziemkiewicz
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 08:11

MEN do nauczycieli: Trzeba było się uczyć


IAR 14-08-2006, ostatnia aktualizacja 14-08-2006 15:18

Kilka tysięcy nauczycieli może od września stracić pracę. Chodzi o osoby, które nie uzupełniły braków w wykształceniu, na przykład ukończyły studia, ale nie obroniły pracy magisterskiej lub nie mają wykształcenia pedagogicznego.

6 lat temu ówczesna nowelizacja Karty Nauczyciela dała czas na uzupełnienie wykształcenia do końca sierpnia tego roku. Teraz zwolnienia nie dotkną tylko nauczycieli zawodu i pedagogów po ukończonym studium nauczycielskim.

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski zapewnił w rozmowie z IAR, że mimo zwolnień nie będzie braków w kadrze. "Jest to niewielki problem. Każdy, kto jest nauczycielem powinien najlepiej rozumieć, że do wykonywania zawodu trzeba się odpowiednio wykształcić" - dodał.

O konieczności dokształcenia się od kilku lat informował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Jednak - jak mówi prezes Związku Sławomir Broniarz - część nauczycieli zlekceważyła ten obowiązek. "Sześć lat to wystarczający okres, by uzyskać kwalifikacje. Część naszych koleżanek i kolegów nie wykorzystała tego czasu w sposób należyty" - przyznał Broniarz.

W Polsce jest obecnie ok. 700 tysięcy nauczycieli. Ministerstwo edukacji ostrożnie szacuje, że we wrześniu uprawnienia straci co najwyżej niecały procent z nich. Równocześnie jednak powstaną nowe miejsca pracy dla osób, które właśnie ukończyły studia.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... 49497.html
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 08:12

Maturzyści powinni mieć prawo kserować arkusze egzaminacyjne

Warszawa (PAP) - Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) maturzyści powinni mieć możliwość kserowania rozwiązanych przez siebie arkuszy egzaminacyjnych sprawdzonych przez egzaminatorów, a także odwołania się od otrzymanej oceny.

Zastępca Rzecznika, Stanisław Trociuk napisał o tym w liście do ministra edukacji Romana Giertycha udostępnionym PAP w środę.

Rzecznik uważa, że przesłany mu przez resort edukacji projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty nie rozwiązuje tych problemów.

Według Rzecznika, nie ma przesłanek, by ograniczać prawo maturzystów do udostępniania im arkuszy egzaminacyjnych i zakazywać wykonywania ich kserokopii.

"Pełny dostęp do dokumentacji egzaminacyjnej przyczyniłby się do większej przejrzystości procedury egzaminacyjnej i zapewne wpłynął na ograniczenie spekulacji wokół zasady oceniania prac, a tym samym do zmniejszenia liczby skarg" - napisał RPO.

RPO uważa także, że maturzyści powinni mieć możliwość odwołania się od otrzymanej oceny. Zdaniem Rzecznika miałby o tym decydować dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (CKE).

Powinna istnieć także możliwość odwoływania się do sądu administracyjnego w sprawach dotyczących przeprowadzania i unieważniania egzaminów. Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty, od decyzji unieważnienia egzaminu będzie można odwołać się tylko do dyrektora CKE.

W grudniu RPO zwrócił się do ministra edukacji o pilne rozwiązanie kwestii "wprowadzenia procedur umożliwiających dochodzenie prawa do sprawiedliwej oceny w przypadkach błędów i zaniedbań egzaminatorów".

http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/? ... 6173345538
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 18-08-2006 08:18

Tanie podręczniki są, ale w internecie.

Aleksandra Przybylska, Poznań2006-08-18, ostatnia aktualizacja 2006-08-17 20:14:23.0

Samorządy przestały liczyć na MEN i same pomagają uczniom kupić tańsze podręczniki do szkoły. Pomysł jest bajecznie prosty - internetowe giełdy używanych książek
Do rozpoczęcia roku szkolnego dwa tygodnie, trzeba kupić dzieciom komplety podręczników do następnej klasy. Jeszcze rząd Kazimierza Marcinkiewicza obiecywał tańsze szkolne książki. - Miało być taniej, a wyszło jak zwykle - wzdychają rodzice w kolejkach i wydają po kilkaset złotych za komplet książek. Pan Piotr z Poznania na szkolnym kiermaszu wydał właśnie 400 zł za kilka podręczników do szkoły podstawowej.

Okazuje się, że można wymyślić, jak potanieć podręcznikowe zakupy. W niektórych polskich miastach działają już internetowe giełdy używanych podręczników. W Poznaniu wiceprezydent miasta Tomasz Kayser na ten pomysł wpadł przypadkiem. - Mam do książek wielki szacunek. Nie mogłem patrzeć, jak w domu zalegają sterty niepotrzebnych podręczników. Prosiłem synów, żeby odnieśli je do antykwariatu. Ale dzieci w ich wieku sporo siedzą w internecie, nie mają na nic czasu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, żeby uruchomić w sieci giełdę używanych podręczników - opowiada.

Giełda na oficjalnym serwisie poznańskiego magistratu pojawiła się na początku czerwca tego roku. Dwie doby po jej starcie było już 240 ofert książek na sprzedaż. Po miesiącu - ponad 2,7 tys. Wczoraj w samo południe - ponad 7 tys.! - Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania - mówi Wojciech Pelc zarządzający oficjalnym urzędowym serwisem Poznania w internecie. - Po reakcji poznaniaków i innych miast widać jednak, że giełda to strzał w dziesiątkę - dodaje.

Tymczasem pomysł Poznania kopiują już inne miasta. Pytali o niego samorządowcy z Lubina i Olsztyna. Na internetowej giełdzie używanych książek, która przed miesiącem ruszyła w Bydgoszczy, wczoraj rano było ponad tysiąc ofert. - Nieraz książki są tu oferowane za symboliczną złotówkę, nie ma porównania z cenami za nową książkę - mówi Marta Estkowska z bydgoskiego urzędu miasta.

PiS obiecywał tanie podręczniki jeszcze w kampanii wyborczej. Przed zawiązaniem koalicji z Samoobroną i LPR MEN wypracowało z wydawcami i księgarzami porozumienie o obniżeniu cen. Nauczyciele i rodzice mieli ustalić w szkołach listę obowiązujących podręczników. Dyrektor miał te książki zamawiać u hurtowników i księgarzy, którzy zaproponują najlepszą ofertę. Szkoły dostawałyby rabaty na hurtowo zamawiane podręczniki. Skorzystać mieli też wydawcy: drukowaliby tyle, ile potrzeba i nie byłoby kosztownych zwrotów. - Choć terminy były napięte, chcieliśmy realizować to porozumienie - mówi Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki. - Nie udało się ze względu na zmiany w MEN.

Po objęciu resortu przez Romana Giertycha porozumienie zerwano. - Gdy tylko minister Giertych objął resort, zapowiadał, że ma swój pomysł na tanie podręczniki i że będzie on realizowany od 2007 r. Szczegóły przedstawimy jesienią - mówi Kaja Małecka, rzecznik prasowy MEN. A co według resortu mają zrobić rodzice i uczniowie w tym roku? - Na razie szkoły powinny robić wszystko, oczywiście w ramach prawa, by zakup podręczników był tańszy - radzi Małecka.
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

małgosia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 687


Rejestracja:
27-05-2005 16:12

Post 04-09-2006 15:49

"Zapaść matematyczna


Z opracowania Stanisława Białasa „Matury i egzaminy wstępne” (Uczelniane Wydawnictwo Naukowo-Dydaktyczne AGH) wynika, że polska młodzież coraz gorzej zna matematykę. Opracowanie stanowiło materiał do rozważań na Zjeździe Nauczycieli Matematyki w Gdańsku. Nawet studenci studiów politechnicznych w większości nie radzą sobie z prostymi testami matematycznymi, bardzo słabo wypadła matura zewnętrzna z matematyki. Z roku na rok jest coraz gorzej.

Diagnoza
Przyczyn takiego stanu jest kilka.
Po pierwsze - zbyt obszerne programy. Zwiększając zakres programu, jednocześnie zmniejszono liczbę godzin przeznaczonych na ten przedmiot. Zmiany programowe nie uwzględniały możliwości uczniów, nauczycieli i szkół. Po drugie – kadra nauczająca. Nauczycielami są z reguły ludzie dobrze wykształceni, ale niekoniecznie dobrzy pedagodzy. Osobnym problemem jest niska jakość studiów wieczorowych i zaocznych oraz przeciążenie nauczycieli pracami dodatkowymi.
Po trzecie - nagminny jest brak zależności między oceną a umiejętnościami ucznia, co wynika przede wszystkim z tolerowania ściągania (w matematyce pokusa ściągania jest szczególnie silna). Administracja oświatowa dba raczej o statystyczne wskaźniki ocen, a nie o rzeczywisty poziom nauczania. Autor opracowania formułuje bardzo ostre wnioski: polska oświata jest chora, poziom nauczania matematyki zły. Powinny powstać warunki prawne i organizacyjne, aby oprócz szkół elitarnych powstały również elitarne klasy.(...) Nie każdy sprosta wymaganiom stawianym klasie elitarnej. Pod tym względem demokracja jest szkodliwa – stwierdza Białas.

Apelują rektorzy
Z diagnozą postawioną przez autora opracowania współgra apel rektorów uczelni technicznych. Młodzi Polacy są coraz słabiej wykształceni w zakresie nauk ścisłych - matematyki, fizyki. Tymczasem nauki te uczą logicznego, racjonalnego myślenia. W przyszłości cena, jaką zapłacimy za kiepski poziom matematyki i fizyki najpierw w szkołach, a potem na studiach, może być ogromna. Mała liczba rodzimych, wykształconych inżynierów to konieczność sprowadzania specjalistów z zagranicy, a w konsekwencji podrożenie kosztów produkcji. Rektorzy Politechniki Wrocławskiej i Gdańskiej, prof. Tadeusz Luty i prof. Janusz Rachoń, podkreślają, że wśród absolwentów mamy tylko 4,3 proc. absolwentów wykształconych w dziedzinie nauk ścisłych i 9,5 proc. absolwentów kierunków inżynierskich. Dla krajów UE wielkości te kształtują się odpowiednio - średnio 15 i 20 proc.
Dlatego też rektorzy zapowiedzieli utworzenie specjalnego, nieodpłatnego portalu, który byłby lekarstwem na niskie umiejętności i brak zainteresowania młodzieży naukami ścisłymi. Naukowcy poinformowali, że znajdą się tam: prezentacje, pokazy, wykłady, lekcje oraz ćwiczenia interaktywne. Przewidziano także multimedialny program dokształcania nauczycieli.
Specjalna witryna ma pojawić się na stronach pięciu polskich szkół technicznych, które zawiązały konsorcjum koordynujące działania w zakresie dokształcania młodzieży szkół średnich z matematyki i fizyki. Konsorcjum tworzą: Politechnika Gdańska, Łódzka, Warszawska, Wrocławska, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie. "


http://www.wsipnet.pl/oswiata/arts.php? ... 28&nid=987
"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi." /Albert Einstein/

anka-niko

Awatar użytkownika

Wsparcie i Łowca Talentów

Posty: 8543


Rejestracja:
27-04-2008 16:50

Lokalizacja: warszawa, Żoliborz

Dzieci: młody dorosły z ADHD (wbrew pozorom)

Ja: takie sobie coś ;)

Post 02-06-2013 09:42

O budowaniu relacji w klasie
Czy da się lubić wszystkie dzieci w klasie? Pewnie nie – uważa Rita Pierson, nauczycielka z 40-letnim stażem, zaproszona na konferencję TED, aby podzielić się swoim doświadczeniem w pracy z uczniami. Ale my, nauczyciele – nie możemy się do tego przyznać, musimy być dobrymi aktorami i budować świetne relacje z wszystkimi uczniami. Te relacje mają bowiem siłę zmieniania świata.
“Nie płacą mi za lubienie dzieci” – usłyszała kiedyś Pierson od swojego kolegi. Odpowiedziała: „Ale przecież dzieci nie uczą się od osób, które ich nie lubią”. Sukces w klasie zależy w dużej mierze od tego, czy uda się nauczycielowi przekonać swoich uczniów, że stać ich na więcej, że są dobrzy, że potrafią się zmobilizować, przekraczać samych siebie. Czy ktoś, kogo uczniowie nie polubili, jest w stanie osiągać takie rezultaty edukacyjne? [...]

Polecam cały art. i zamieszczony tam filmik :OK:
Obrazek
mama super syna - KĄT-owicza z ADHD, dysgrafią... i pasją

Jerzy Liebiert
Uczyniwszy na wieki wybór// w każdej chwili wybierać muszę... Jeździec

Uczę się ciebie człowieku.//Powoli się uczę, powoli.//Od tego uczenia trudnego//Raduje się serce i boli. *** (Uczę się ciebie, człowieku...)

Wróć do Bank pomysłów



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.