Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

Niecne przygody Jasia i Stasia

Moderator: Moderatorzy

Żona Dreptaka

Wsparcie

Posty: 6424


Rejestracja:
14-03-2005 21:39

Post 04-09-2012 15:51

Anchen pisze:Wychyliłam się zza drzew i zobaczyłam, jak Jaś i Staś wychodzą zza zakrętu. Szli, trzymając się za ręce, Jaś bliżej drogi, Staś bliżej rowu, jak ich nauczyłam, obaj obdarci, opaleni, z wypłowiałymi od słońca włosami, i śpiewali "Kiedy szliśmy przez Pacyfik..."
... ten obraz, jak idą razem poboczem, cali zadowoleni, i śpiewają, jest idealnym podsumowaniem tych wakacji.

Też mam podobne wspomnienie: dwóch smyków idących razem w pełnej zgodzie, z malującym się na twarzach poczuciem odpowiedzialności odpowiednim do powagi zadania.

Tak mają: na codzień mogą się kłócić, bić, wyzywać, wyzłośliwiać, itp.
Ale jak przychodzi Bardzo Poważne Zadanie, potrafią współpracować wspaniale.

Prorokuję, że jeszcze kilka razy w życiu podobny obrazek zobaczysz :OK:

irena

Awatar użytkownika

Żelazna baba/super rodzic

Posty: 3423


Rejestracja:
07-10-2005 21:20

Lokalizacja: Szczecin

Dzieci: syn 27 lata, syn 26 lat-ADHD, córka 23 lata- ZA, córka 22lata

Ja: Tylko zakręcona, mąż ZA

Post 04-09-2012 17:28

Żonka ma rację, jeszcze nie raz ujrzysz taki widoczek.
Dla mnie to są najcudowniejsze obrazki i wspomnienia.
Moi też są bardzo opiekuńczy i odpowiedzialni w stosunku do siebie (bracia chwilami wręcz nadgorliwi :twisted: ). Co nigdy nie przeszkadzało im się brać za łby i to w dowolnej konfiguracji.

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 23 lata, Piotr 31 lat

Post 04-09-2012 17:49

Nie wiem, jak Ty to, Anchen zrobiłaś :OK: . Moi synowie, gdy byli młodsi - niemal ciągle byli w stanie wojny. :roll: Takiego obrazka, jak opisujesz, nigdy nie zobaczyłam, więc aż mi się łezka zakręciła ze wzruszenia i trochę z zazdrości...

Na wypadek, gdybym nie była odosobniona, śpieszę pocieszyć ewentualne mamy ciągle kłócącego się rodzeństwa: to z czasem może się zupełnie zmienić. :OK: U nas od dobrych kilku lat trwa całkowite zawieszenie broni, a od czasu, gdy starszy się wyprowadził - częściej się kontaktuje ze swoim bratem niż ze mną, już dwa razy zaprosił go do siebie na wakacje i pamięta o jego urodzinach. Młodszy oczywiście przepada za swoim bratem, jest z niego bardzo dumny i uważa, że wszystko co się dzieje u niego - jest lepsze niż u nas w domu. :wink: W przeszłości miałam wciąż na to nadzieję, ale niemal nie wierzyłam, że taka przyjaźń między nimi będzie możliwa.
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i obaj usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak pomóc dzieciom, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 05-09-2012 10:42

MamaExpresika pisze:Chłopakom i Tobie życzę udanego roku szkolnego. A za rok podejrzewam, iż nasi Panowie spotkają się na pewnej kolonii :wink:


Dziękuję, ale co do kolonii, to jeszcze nie wiem, jak to będzie. Chłopcy wprawdzie wrócili zachwyceni i szczęśliwi (tylko na wpół pożarci przez komary), ale nasze Podkarpacie jest bardzo podobne do tych kolonii, też mamy las, rzekę, rowerowe wycieczki po okolicy i wspólne łowienie ryb. Dotąd ich wysyłałam na kolonie, żeby mieli trochę takiego zwyczajnego, nieedukacyjnego odpoczynku i swobody, ale w przyszłym roku trzeba się będzie zastanowić, bo jak to rozplanować. Ich trenerka od aikido już w tym roku widziała ich na obozie, młodszy biadoli, że chce wrócić do jazdy konnej, a ja mam na tyle elastyczną pracę, że mogę się z nimi na miesiąc wynieść w góry i podejmować małoletnich gości. Tylko muszę jakoś lepiej zorganizować sprawy bytowe, bo w tym roku miałam moment załamania, kiedy pewnej soboty mieliśmy furę gości i wszyscy serdecznie nam pomagali, kopali dołki pod sadzonki, koszyczkowali moje narcyzy (bo po wyprowadzce żmij nornice śmiało wychyliły łeb spod murawy), szaleli z piłą elektryczną i palili konary - a ja tarłam ziemniaki na kolację dla całego towarzystwa i nagle zdałam sobie sprawę, że od tygodnia głównie gotuję :lol:

Poza tym jeszcze jedna rzecz mnie męczy w związku z tymi koloniami - dotknęłam tego lekko w poprzednim wpisie. Z potworkami pojechał ich młodszy kumpel, niespełna sześcioletni. To bystre i kochane dziecko, ale, nie ukrywajmy, trudne, o bardzo silnym, dominującym charakterze, ale słabych umiejętnościach społecznych, który by mu te wodzowskie zapędy pozwalały realizować. Był najmłodszy i o ile mogłam się zorientować, starsi chłopcy zdrowo mu dokuczyli. Pomijam już kwestię słownictwa, które z rozkoszą przyswoił, ale nie chcieli się z nim bawić, przezywali, zamykali się przed nim w pokoju. Mały chodził do dorosłych się skarżyć, oni karcili starsze dzieci, ale nie rozwiązywało to sytuacji i ten maluch wprawdzie wrócił ponoć zadowolony i oznajmił swoim rodzicom, że w przyszłym roku też jedzie, ale powiedział też, że tylko moi chłopcy mu nie dokuczali (a raczej mój młodszy dokuczał mu czasami, bo mój mały machiavelli bardzo dobrze wie, skąd wieje wiatr i wszystkie gierki grupowej hierarchii ma w małym palcu). Mam też takie luźne i raczej intuicyjne spostrzeżenie, że tam niespecjalnie zaskoczyło między tym zaprzyjaźnionym malcem a dorosłymi, bo to dziecko jest poznawczo bardzo rozbudzone, ciekawe świata i urocze, ale ma kilka nawyków mocno utrudniających życie i prowadzenie grupy. Nie ma podzielnej uwagi - jeśli jest czymś zajęty, a trzeba zająć się czymś innym, oderwanie go od pierwotnego zajęcia wymaga ogromnych nakładów energii. Wpada łatwo w histerię, co jest o tyle problemem - i to już mówię z moich późniejszych doświadczeń, bo pilnowałam całej gromadki - że nie wiadomo, czy wyje, bo sobie nogę skręcił, czy dlatego że wypadł mu patyk z ręki. Bardzo testuje granice. Wchodzi w chłopięce licytacje - słuchajcie, dzieci usiłowały mi się pobić o to, kto bardziej lubi jakiegoś bohatera Ninja go! czy jak się tam to cudo pisze! - ale jest malutki, więc szybko osiąga taki pułap absurdu, że inne dzieci się z niego śmieją, więc wpada w szał i usiłuje rozwiązywać sprawę ręcznie, a jest bardzo wyrośnięty i silny, co też jest źródłem problemów, bo wielu ludzi instynktownie oczekuje od niego zachowania adekwatnego do wzrostu. Ja go bardzo lubię i chyba radzę sobie z nim nieźle, ale jestem powszechnie znanym zamordystą, a na dodatek instynktownie przełączam się na takich wyjazdach w tryb harcerski, co wymusza na dzieciarni pewne zasady i kolektywność.

W każdym razie kiedy mój Jaś pojechał pierwszy raz na te kolonie, był w porównywalnym wieku i odebrałam go bardzo zadowolonego, z komunikatem, że jak na takiego malucha poradził sobie świetnie, ale też bawił się głównie sam. Jaś nie jest specjalnie skłonny do zwierzeń i w ogóle widzę po obu moich chłopaczkach, że zaczynają mnie przed pewnymi wiadomościami chronić, bo widzą, jak się przejmuję - co jest o tyle urocze, o ileż kłopotliwe. Niemniej mam wrażenie, że jemu też nieźle starsi dokuczyli, tyle że on przylgnął bardzo do pani organizującej kolonie i ogromnie się polubili, bo on w ogóle chwyta ludzi za serce, lubi się przytulać, prawi komplementy i potrzebuje sobie pokonwersować z dorosłymi, więc przychodzi, taki malutki i poważny i prosi, żeby z nim porozmawiać. W tym roku wychowawczyni jego grupy kolonijnej ze śmiechem opowiadała, jak przyszedł wieczorem do pokoju opiekunów, zapytał uprzejmie, czy może im zadać pytanie, a następnie indagował, które polskie okręty podwodne wyrwały się w '39 z Bałtyku, bo on nie pamięta i w związku z tym nie może zasnąć (opiekunowie zapisywali sobie pytania zadawane przez Jasia :lol: ). W ogóle Jaś jest bombowy i posiada maniery, więc podczas wizyty kolegów męża z pracy w naszej posiadłości zwrócił się do nich tymi słowy: Nie chcę Państwu sprawić przykrości, ale wydaje mi się, że Państwa syn trochę sepleni - i rodzice popłakali się ze śmiechu. Ale wracając do kolonii: kiedy nasi znajomi zadzwonili w połowie kolonii, żeby zapytać, jak sobie ich maluch radzi, usłyszeli odpowiedź, że kwestią nie jest, jak on sobie radzi, tylko jak oni (wychowawcy) poradzą sobie z nim. Ja nigdy czegoś takiego nie usłyszałam i dziwactwa moich dzieci, też przecież kłopotliwe i niebagatelne, były przyjmowane z ogromnym zrozumieniem, więc jak mi minie sajgon z rozpoczęciem roku szkolnego, zadzwonię do organizatorów i dopytam się, co się wydarzyło, a potem dam Ci znać, żeby mieć całkiem czyste sumienie.

Co jeszcze ważne, dzieci trzeba do takich kolonii przygotowywać i tłumaczyć im, żejednak jest to wydarzenie grupowe. Znowu się odwołam do moich ostatnich podkarpackich doświadczeń, bo mnie uderzyła jedna sytuacja. Byłyśmy tam w dwie matki z czwórką dzieci, w tym jednym niespełna dwuletnim, czyli nadal mocno przyrośniętym do mamy. Na ostatni weekend przyjechali tatusiowie i przy śniadaniu, pierwszy raz zresztą, jedno z dzieci odmówiło jedzenia mleka z płatkami. Bo ono chce jajeczko. Ale jajeczek w domu już nie było, bo przed wyjazdem czyściłyśmy lodówkę, żeby nie wieźć góry żarcia do Wwy, więc tatuś, wytęskniony za pierworodnym, oznajmił, że nie ma sprawy, to oni teraz pójdą razem do sklepu i kupią jajeczka. I poszli. Zanim wrócili, dziecię zmieniło koncepcję i musieliśmy te jajeczka wieźć do grodu stołecznego, ale nie o to chodzi w tej uroczej historii. Gdyby to nie był ostatni weekend, musiałabym się ostro postawić, bo w poniedziałek dziecię wycięłoby identyczny numer, ale już nie byłoby tatusia chętnego maszerować godzinkę do sklepu. I pozostałe dzieci też miałyby świetne kulinarne pomysły, nie wątpię. I uważam, że takich rzeczy nie można robić nawet nie dlatego, że sprawia się kłopot opiekunom, bo oni sobie dadzą radę, ale dlatego że utrudnia się życie własnemu dziecku, które potem się stawia i rzuca rejtanem po trotuarze, więc trzeba przywracać hierarchię, co nie jest specjalnie przyjemne.

Więc mam jeszcze jeden pomysł - zrobię taki uroczysty, duży regulamin Wiśniowego Wzgórza, na dużej płachcie kartonu, którą dzieci ozdobią i która będzie wisiała na ścianie. I którą każdy małoletni gość będzie własnoręcznie podpisywał. Howgh.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 05-09-2012 11:16

Anchen. Dziękuję Ci serdecznie, że tak szczerze opisałaś sytuacją związaną z kolonią. Po przeczytaniu twego wpisu o wakacjach zupełnie zapomniałam o tym słownictwie i innych uwagach ... Niekoniecznie bym chciała, żeby Młody się tak bardzo w tej dziedzinie wyedukował. Poza tym mój Expresik też ma swoje powiedzmy - nawyki i trudności. Lubi się przytulać, jest bardzo otwarty i serdeczny dla innych oraz głęboko przeżywa wszelkie doznane krzywdy. Zdaję sobie sprawę, że nie uchronię go przed całym złem tego świata, ale nie chciałabym rzucić na zbyt głęboką wodę. Trochę inny miałam obraz tego wyjazdu i naiwnie wierzyłam, że jadą tylko pięknie ułożone dzieci :roll:
W wolnej chwili napisz proszę czego jeszcze się dowiedziałaś, bo po tym twoim poście raczej jestem na NIE. Z drugiej strony wszyscy mi mówią o tej pępowinie i chciałabym gdzieś synka wysłać. Jednak absolutnie nie za wszelką cenę.
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 06-09-2012 08:52

MamaExpresika pisze:Zdaję sobie sprawę, że nie uchronię go przed całym złem tego świata, ale nie chciałabym rzucić na zbyt głęboką wodę. Trochę inny miałam obraz tego wyjazdu i naiwnie wierzyłam, że jadą tylko pięknie ułożone dzieci :roll:
W wolnej chwili napisz proszę czego jeszcze się dowiedziałaś, bo po tym twoim poście raczej jestem na NIE. Z drugiej strony wszyscy mi mówią o tej pępowinie i chciałabym gdzieś synka wysłać. Jednak absolutnie nie za wszelką cenę.


Ale dotykasz tu czegoś istotnego, bo cena zawsze jest, prawda? I zawsze jest przerażenie, jak oszacować teraźniejsze koszty korzyści, które mogą być odroczone w czasie i które ostatecznie płacimy nie my, tylko nasze dziecko. U nas jest tak, że w przypadku Stasia właściwie kosztów nie ma, bo on ma bardzo bojowy charakter, chce być duży, chce się sprawdzać, lgnie do ludzi i świetnie się z nimi dogaduje. Natomiast Jaś, który jest starszy i który ma ZA, płaci za kontakty z rówieśnikami więcej niż Staś, więc wydaje mi się, że rozumiem nieźle Twoje dylematy (wśród najbliższych przyjaciół potworków jest troje dzieci adoptowanych, więc ten dodatkowy pakiet obaw, myślę, też ogarniam). Bardzo wcześnie było wiadomo, że to dziecko potrzebuje dodatkowej ochrony i wsparcia, a jednocześnie rozumieliśmy, że trzeba tę cieplarnię stopniowo otwierać, bo przygotowujemy go do życia w świecie i to życia bez taryfy ulgowej.

Cieplarnią było przedszkole, cieplarnią jest szkoła. Małe grupy, prywatne placówki. Rodzice się znają, współpracują ze sobą, spora część się lubi i spotyka poza szkołą. Owszem, zdarzają się różne sytuacje, ale nie ma wiele przemocy, braku szacunku, agresji werbalnej. W porównaniu z ulicą - wersal, o czym przekonałam się, kiedy posłałam Jasia po pierwszej klasie na półkolonie letnie w naszej szkole rejonowej. Oj, nauczył się tam wielu nowych słów. Oj, ja się nasłuchałam od nauczycielek o jego zachowaniu.

Czasami zastanawiam się, czy nie wymagamy od niego zbyt wiele, bo nieustannie popychamy go do przodu i stawiamy nowe wyzwania. Dwa dni temu dostaliśmy wyniki egzaminu Cambridge, do którego podchodził z dwoma naciągniętymi kręgami szyjnymi, na środkach przeciwbólowych. Ma ponad 90%, ale ważniejsze, że spiął się i poszedł, bo pracował na ten rezultat ciężko i długo. Ale nic by się przecież nie stało, gdyby nie zdawał, jeszcze jest przecież taki malutki. I nadal nie wiem, czy dobrze zrobiłam.

Wczoraj rozmawiałam długo z Jasiem o tych koloniach (całą bułkę paryską konkretnie, bo zastosowałam prymitywne przekupstwo, żeby coś z niego wyciągnąć). Jaś uważa, że ten maluch-kolega był za mały do niektórych zabaw i psuł im (czyli starszym, do których Jaś należy) zabawy, niszczył miasta z mułu (z rozkoszą ochrzczone przez dziatwę Gównogrodem), więc mu nie pozwali w tych zabawach uczestniczyć. Wkurzony maluch łapał wtedy za drąga i usiłował ręcznie wymuszać prawo i sprawiedliwość, co nie poprawiało jego pozycji społecznej. I tu też każdy sam musi oszacować, kiedy jego dziecko jest wystarczająco dorosłe i wystarczająco gotowe, żeby stawić czoło oderwaniu od rodziców, nowej grupie kolegów w różnym wieku, ustalaniu hierarchii, wszystkim tym rytuałom dziecięcym.

No i ostatnia sprawa: wysyłanie dzieci gdziekolwiek ogromnie dużo mnie kosztuje. Może tego na forum nie widać, ale bardzo się o nich boję, a wyobraźnię mam zdecydowanie nadczynną, więc dla mnie straszna nie jest nawet chwila kryzysu, bo wtedy akurat reaguję precyzyjnie i racjonalnie do bólu, tylko wyobrażanie go sobie. A rodzicielstwo to nieustanny lęk o dzieci. Mogłabym ten lęk zdławić, nie stawiając dzieci w obliczu niebezpieczeństw i wyzwań, ale to dobre dla mnie, nie dla nich. Mój lęk nie może ich osłabiać. Pamiętam, jak kiedyś pojawiła się tu mama bodajże dziewczyny u progu dorosłości, którą mama nadal odwoziła do szkoły, bo bała się, że młoda, a miała niewyparzony jęzor, coś komuś powie, że źle oceni sytuację, źle wybierze. I mam wrażenie, że ta mama, przy najlepszych intencjach, nie potrafiła odplątać swojego dobra od dobra dziecka i dać dziecku możliwości popełniania błędów oraz uczenia się na nich. Lęk ją blokował.

MamoExpresika, tylko nie myśl, że Cię do czegokolwiek namawiam, po prostu mnie sprowokowałaś do opisania moich dylematów. Różnie tu ludzie decydują i wszystkie te decyzje są trudne. Mnie ogromnie imponuje, jak dzieci prowadzi Irena. Jej dziewczyny są waleczne jak rosomaki, tyle że Irena, założę się, nieraz płacze w poduszkę ze strachu.

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13318


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 06-09-2012 09:43

To może wyślesz swoje potworki z nami?
W przyszłym roku też będą kolonie! U nas były same oryginały i nikt się nie uszkodził, a dzieciaki wróciły zadowolone!

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 06-09-2012 10:00

Dreptaku, a mojego Potworka też zabierzesz? :)
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13318


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 06-09-2012 10:02

możemy spróbować, może najpierw byśmy obejrzeli egzemplarz :)

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 06-09-2012 10:09

Na żywo czy na fotce? :hmmm: I czy na lekach czy bez ...
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13318


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 06-09-2012 10:11

Na żywo, słoneczko, na żywo.
A czy na obóz pojedzie na lekach czy bez?

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 06-09-2012 10:16

W wakacje nie podawaliśmy. Dałabym tabletki, żeby brał, gdybyś jakimś cudem go nie ujarzmił :lol: Ale naprawdę nie ma się czego obawiać to jest super chłopak. Towarzyski, koleżeński, nie agresywny. Tylko ma turbodoładowanie i problemy z koncentracją.
Jak na żywo to kiedy i gdzie? :)
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

danuta2002

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 897


Rejestracja:
12-09-2011 19:34

Dzieci: Asia ADHD,ZA a może całkiem coś innego ?

Post 06-09-2012 10:36

Anchen pisze:No i ostatnia sprawa: wysyłanie dzieci gdziekolwiek ogromnie dużo mnie kosztuje. Może tego na forum nie widać, ale bardzo się o nich boję, a wyobraźnię mam zdecydowanie nadczynną, więc dla mnie straszna nie jest nawet chwila kryzysu, bo wtedy akurat reaguję precyzyjnie i racjonalnie do bólu, tylko wyobrażanie go sobie. A rodzicielstwo to nieustanny lęk o dzieci. Mogłabym ten lęk zdławić, nie stawiając dzieci w obliczu niebezpieczeństw i wyzwań, ale to dobre dla mnie, nie dla nich. Mój lęk nie może ich osłabiać. Pamiętam, jak kiedyś pojawiła się tu mama bodajże dziewczyny u progu dorosłości, którą mama nadal odwoziła do szkoły, bo bała się, że młoda, a miała niewyparzony jęzor, coś komuś powie, że źle oceni sytuację, źle wybierze. I mam wrażenie, że ta mama, przy najlepszych intencjach, nie potrafiła odplątać swojego dobra od dobra dziecka i dać dziecku możliwości popełniania błędów oraz uczenia się na nich. Lęk ją blokował.


Anchen, ładnie to ujęłaś. Będąc matką ,nadopiekuńczą :( ciągle mam problemy, żeby ten parasol ochronny jednak już zamknąć, ale w tym roku ( po trzech latach odprowadzania do szkoły ), powiedziałam koniec i ...chodzi sama. Masz rację lęk blokuje i działa strasznie destruktywnie, a najgorsza jest wyobraźnia, ta niestety działa u mnie " na wysokich obrotach". Masz rację, że trzeba wybrać co dobre dla dziecka...a nie dla rodzica. Pamiętam jak w córka była w pierwszej klasie, kiedy już byłam wykończona sytuacją w szkole, na wizycie u pani psycholog spytałam czy nie lepiej wybrać NI. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że owszem, ale to będzie dobre tylko dla mnie, nie dla dziecka. Chciałabym chronić ją ( żeby jej było łatwiej...bo w końcu jest taka inna) , ale wiem, że wtedy skrzywdziłabym ją najbardziej.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 06-09-2012 12:44

Anchen pisze:MamoExpresika, tylko nie myśl, że Cię do czegokolwiek namawiam, po prostu mnie sprowokowałaś do opisania moich dylematów.

Anchen nie czuję się w tej chwili, ani namawiana, ani zniechęcana :) Analizuję ...
Wiesz ja sobie zdaję sprawę, iż jestem bardzo drżącą mamuśką i miewam szereg wizji (a co się to nie stanie, gdy mnie nie będzie tuż obok). Poczyniłam jednak pewne postępy, a kolejnym krokiem ma być właśnie samodzielny wyjazd Expresika. Do tego pomysłu absolutnie nie jest przekonany mój mąż, ale jestem w trakcie tzw. urabiania ... :roll:
Małymi kroczkami, ale bezwzględnie muszę luzować i pozwolić wypłynąć Młodemu na szerokie wody. Inaczej się samodzielności w życiu nie nauczy i będę go wozić do pracy :wink: (szczęśliwie blisko, bo chce być strażakiem - a to rzut beretem).
Zdaję też sobie sprawę, że lepiej będzie, gdy na pewne rzeczy sama mu pozwolę niźli miałby z czasem przede mną coś ukrywać i okłamywać. Mam świadomość, iż długo go na tej króciuteńkiej smyczy już nie utrzymam, bo to urodzony ekstrawertyk. On potrzebuje ludzi jak powietrza.
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 23 lata, Piotr 31 lat

Post 06-09-2012 12:52

MamaExpresika pisze:bezwzględnie muszę luzować i pozwolić wypłynąć Młodemu na szerokie wody. Inaczej się samodzielności w życiu nie nauczy i będę go wozić do pracy :wink: (szczęśliwie blisko, bo chce być strażakiem - a to rzut beretem).
No i oplułam monitor. :lol: A tak przy okazji - piękne :OK:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i obaj usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak pomóc dzieciom, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13318


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 06-09-2012 13:33

Na obozach mieliśmy co najmniej połowę dzieci, które pierwszy raz wyjeżdżały bez rodziców.
Więc da się. Trzeba tylko odrobinę samozaparcia :)
Rozłąkę rodzicom umilał codzienny serwis publikowany na specjalnych stronach. Dzięki temu nawet zbyt często nie dzwonili :OK:

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 06-09-2012 14:11

dreptak pisze:To może wyślesz swoje potworki z nami?
W przyszłym roku też będą kolonie! U nas były same oryginały i nikt się nie uszkodził, a dzieciaki wróciły zadowolone!


Fajny pomysł i wrócimy do niego wiosną, bo teraz to dzielenie skóry na niedźwiedziu. W tej chwili dzieci na potęgę umawiają się na wakacje z kumplami, co jest bardzo miłe, ale musielibyśmy mieć ze cztery miesiące wolnego i walizki pieniędzy, żeby te wszystkie plany zrealizować. Co zabawne, matki chłopców z klasy Jasia też knują, żeby całe towarzystwo wysłać wspólnie na jakieś kolonie (i porządnie zmęczyć, jeśli dobrze rozumiem intencję). Staś zakłada, że się na krzywy ryj wepchnie do starszaków. Wzruszający jest w tym przeświadczeniu.

Dosiu, moje dzieci sporo rzeczy robią razem. Wczoraj wieczorem przeczytałam im sześć rozdziałów "Małego Lu i czarodzieja Bulibara", ale na więcej nie miałam już czasu, więc Jaś podprowadził mi laptop, wpełzli obaj w piżamkach do jego łóżka i czytał przed snem bratu. A potem Staś powiedział, że nie chce wracać do swojego łóżka piętrowego, bo lubi spać z bratem i przyzwyczaił się do tego na wakacjach. Ale to zalety irlandzkich bliźniąt - miedzy nimi jest tylko 18 miesięcy odstępu.

A poza tym jestem w ciężkim szoku, bo dostałam listę lektur Jasia, klasa III, sześciolatek w szkole. Oto ona:

1. Sempe, Goscinny „Mikołajek” 160 stron - do 21.09
2. Ursula K. Le Guin „Kotolotki” 45 stron – do 28.09
3. Ian Whybrow „Księga straszliwej niegrzeczności napisał Wilczuś z wielkiej złości” 120 stron – do 12.10
4. Joanna Olech „Pompon w rodzinie Fisiów” 140 stron – do 26.10
5. Cecylia Niewiadomska „Podanie o Lechu”, „Podanie o Popielu”, „Piast” oraz Jan Kasprowicz „O śpiących rycerzach w Tatrach” (do wspólnego czytania w klasie)
6. Wiera Badalska „Ballada o uprzejmym rycerzu” (do wspólnego czytania w klasie)
7. Grzegorz Kasdepke „Mity dla dzieci” (wybrane fragmenty do wspólnego czytania w klasie)
8. Joanna Papuzińska „Asiunia” (do wspólnego czytania w klasie)
9. Tomasz Trojanowski „Kocie historie” 130 stron – do 09.11
10. Joanna Kulmowa „Wybór wierszy dla dzieci” (do wspólnego czytania w klasie)
11. Józef Ratajczak „Ziarenka maku” (do wspólnego czytania w klasie)
12. Vera Ferra-Mikura „Zwierzyniec Państwa Sztenglów” 180 stron - do 30.11
13. Mira Jaworczakowa „Oto jest Kasia” 180 stron – do 20.12
14. Kinga Preibisz-Wala „Woda” 25 stron – do 10.01
15. Jacqui Bailey, Matthew Lilly „Kropla w morzu. Opowieść o wodzie” 30 stron (do wspólnego czytania w klasie)
16. Czesław Centkiewicz „Anaruk, chłopiec z Grenlandii” – do 17.01
17. Wanda Chotomska „Dzieci Pana Astronoma” 30 stron – do 24.01
18. Clare Compton „Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami” 280 stron – do 22.02

19. Anna Onichimowska „O kangurku, który został listonoszem” 20 stron – do 01.03
20. Astrid Lindgren „Dzieci z Bullerbyn” 390 stron - do 04.04
21. Astrid Lindgren „Ronja, córka zbójnika” 200 stron - do 25.04

22. Roman Pisarski „O psie, który jeździł koleją” – do 10.05
23. Agnieszka Osiecka „Dixie” 50 stron – do 20. 05
24. Hugh Lofting „Cyrk doktora Dolittle” – do 03.06
25. Astrid Lindgren „Pippi Pończoszanka” – do 17.06
26. Od 19.06 śr do 26.06 śr dzieci przedstawiają w klasie wybraną przez siebie książkę.

No i zaparło mi dech. Większość tych książek jest fajna i widać, jak dobrze nasza pani się orientuje w literaturze dla dzieci. Przy niektórych będą skowyty, bo pierożki z wiśniami z pewnością mojemu Jasiowi nie podejdą - to bardziej dziewczyńska lektura. Niektórymi będzie zachwycony. Na kolorowo zaznaczyłam te książki, które już znamy. Ale wciąż zachodzę w głowę, czy ja jakoś źle oceniam, czy tego jest naprawdę dużo. A "Oto jest Kasi" nie cierpię.

maciej

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 2715


Rejestracja:
09-01-2008 17:16

Lokalizacja: Inowrocław

Post 06-09-2012 16:19

Faktycznie jak na III klasę to trochę dużo.
Michał 18 lat ADHD

anka-niko

Awatar użytkownika

Wsparcie i Łowca Talentów

Posty: 8543


Rejestracja:
27-04-2008 16:50

Lokalizacja: warszawa, Żoliborz

Dzieci: młody dorosły z ADHD (wbrew pozorom)

Ja: takie sobie coś ;)

Post 06-09-2012 16:26

Kurcze.. chyba przesadzili! W końcu dzieciaki będą albo w szkole, albo odrabiać w domu lekcje, albo czytać... A kiedy zabawa? zajęcia dodatkowe? normalne pobyczenie się/odreagowanie?? Że o spotkaniach towarzyskich nie wspomnę...To nie jest dobre dla zdrowia i psychiki żadnego dziecka!
Obrazek
mama super syna - KĄT-owicza z ADHD, dysgrafią... i pasją

Jerzy Liebiert
Uczyniwszy na wieki wybór// w każdej chwili wybierać muszę... Jeździec

Uczę się ciebie człowieku.//Powoli się uczę, powoli.//Od tego uczenia trudnego//Raduje się serce i boli. *** (Uczę się ciebie, człowieku...)

Żona Dreptaka

Wsparcie

Posty: 6424


Rejestracja:
14-03-2005 21:39

Post 06-09-2012 17:43

Czy matematyka jakakolwiek jeszcze się obok tego zmieści?

aja

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 362


Rejestracja:
26-07-2012 22:40

Dzieci: Kasia 10 lat ADHD, Basia 3 lata zapowiada się nie lepiej

Ja: prawdopodobnie ADHD

Post 06-09-2012 18:21

Anchen chcesz mnie dobić kobieto?? :shock:
Moja w III kl jeszcze zebrania nie było, ale w tym roku chce wymusić listę lektur wcześniej. Bo w zeszłym roku różnie z czytaniem u młodej bywało :roll:

danuta2002

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 897


Rejestracja:
12-09-2011 19:34

Dzieci: Asia ADHD,ZA a może całkiem coś innego ?

Post 06-09-2012 19:37

My w IV klasie mamy w pierwszym semestrze 4 lektury i to dla mojego dziecka jest strasznie dużo :)

patik

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 179


Rejestracja:
01-08-2012 14:49

Dzieci: Bliźnięta 10 lat - pierwszy prawdopodobnie ZA, drugi raczej norma

Post 06-09-2012 20:18

W jakiej to szkole prowadzą taką szklarniową hodowlę humanistów? Mam jedno dziecko w publicznej (było w 3 klasie), jedno w prywatnej - i takich cudów w żadnej nie było - a to było w zeszłym roku, więc bym pamiętała.
Może jednak większość będzie czytana urywkami na lekcjach? U nas było zwykle tak, ze jedna książka na jeden miesiąc. Może trzeba by z rodzicami porozmawiać i wspólnym frontem z Panią, bo jeśli ma TAAAAKIE ambicje - to skutek będzie przeciwny - część dzieciaczków się zrazi do czytania.

A co do listy chętnych na obóz o którym wspominał Dreptak - to mam rozumieć że lista już otwarta? My oczywiście jedziemy. Nawet żelazna konsekwencja Dreptaka nie zdołała Młodemu obrzydzić chęci wyjazdu w kolejnym roku. Ba - na drugi turnus chciał wracać. :lol:
Od zawsze wiedziałam, że mój synek jest INNY. 21 sierpnia 2012 potwierdziło się, że to AS i jak każdy AS wyprzedza swoje czasy, bo AS to ewolucyjnie człowiek XXII wieku. I tego się będę trzymać!

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 06-09-2012 20:41

patik pisze:W jakiej to szkole prowadzą taką szklarniową hodowlę humanistów? Mam jedno dziecko w publicznej (było w 3 klasie), jedno w prywatnej - i takich cudów w żadnej nie było - a to było w zeszłym roku, więc bym pamiętała.
Może jednak większość będzie czytana urywkami na lekcjach? U nas było zwykle tak, ze jedna książka na jeden miesiąc. Może trzeba by z rodzicami porozmawiać i wspólnym frontem z Panią, bo jeśli ma TAAAAKIE ambicje - to skutek będzie przeciwny - część dzieciaczków się zrazi do czytania.


Nie, te do czytania na lekcjach i we fragmentach są wyraźnie zaznaczone. A szkoła prywatna, z naprawdę fajną panią, ale faktycznie profilującą już ich bardziej humanistycznie, a ja bym, jak Żonka, wolała mieć jeszcze trochę czasu na ścisłe. Na dodatek pani od angielskiego zaczęła zadawać codzienne prace domowe, niby małe, ale dzieciaki są rozżalone, bo pani się zmieniła (dawna pani objęła klasę Stasia, więc przynajmniej rodzina nadal z niej czerpie pożytki, bo bardzo fajna) i bez dania racji wprowadziła nowe porządki. Ponoć daje im minusy za gadanie na lekcji, a jeśli są minusy - klasa dostaje pracę domową. I jeśli to jest prawda, to porozmawiamy sobie z panią na wywiadówce, czy nauka faktycznie jest karą, bo przekaz właśnie ładuje w głowy naszym dzieciom.

Poza tym potworki po pierwszym dniu z nowym cateringiem - a takie wiązałam z nim nadzieje! - zgodnie zażądały przywrócenia obiadów domowych i udaliśmy się do sklepu, żeby rytualnie kupić Stasiowi termos. Niby mój sukces jeśli już nie wychowawczy, to kulinarny, ale jak się nim delektuję o 6.30 nad garami, to mi się płakać chce. I jakoś jestem straszliwie umęczona tym pierwszym tygodniem, może też dlatego, że potworki się realizują towarzysko i codziennie składamy lub przyjmujemy wizyty, bo się wszyscy za sobą ogromnie stęsknili przez wakacje. I to jest akurat bardzo promienny aspekt całej sprawy, bo mają kumpli i świetnie się z nimi bawią.

I jeszcze się pochwalę, że Jaś poczynił wielkie postępy w analizowaniu ludzkich zachowań. Przychodzi dzisiaj i powiada, że nie zaprosi na swoje urodziny dwóch kolegów, bo przyuważył, że podpuszczają jego najlepszego kumpla, żeby mu dokuczał i go przezywał. Brokułowym Widelcem na przykład (brokuły były w dzisiejszym termosie, nie doceniłam, że prawdziwi macho nie jadają warzyw). I kumplowi wybaczy, ale im nie, bo szczują. A jak go wyzywali od tych Brokułowych Widelców, to postanowił się śmiać razem z nimi, bo co się będzie bił, zupełnie się to nie opłaca.

patik

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 179


Rejestracja:
01-08-2012 14:49

Dzieci: Bliźnięta 10 lat - pierwszy prawdopodobnie ZA, drugi raczej norma

Post 06-09-2012 21:13

Anchen - i tego Ci (raczej Twoim chłopcom) strasznie zazdroszczę: tych kontaktów towarzyskich i właściwej reakcji na dokuczanie. U nas to jest źródłem całego zła. Młody natychmiastowo wpada w szal gdy ktoś go przezwie. Nie docierają podparte nawet słowem pisanym (poradnik jak sobie radzić z gnębicielami) rady właśnie w stylu - sam śmiej się z tego.
Dzisiaj ponoć "zaprzyjaźnił" się z J. - bo J. też zna się na broni. Czy przyjaźń będzie trwać jeszcze jutro? Do tej pory przyjaźnie Młodego trwały max jeden dzień.
Od zawsze wiedziałam, że mój synek jest INNY. 21 sierpnia 2012 potwierdziło się, że to AS i jak każdy AS wyprzedza swoje czasy, bo AS to ewolucyjnie człowiek XXII wieku. I tego się będę trzymać!

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 08-09-2012 09:30

Reakcja na dokuczanie to dopiero teraz zaczęła się pojawiać, po pięciu latach gęgania i ze dwóch latach bezwzględnego egzekwowania "Innych dotykamy tylko za ich zgodą" - młodszy się pisać nauczył na tym zdaniu.
Koledzy natomiast są już wynikiem celowego działania, bo zastanawiałam się - mąż jest w tym względzie mniej pomocny, to złoty chłopak, dusza towarzystwa, wszędzie ma kolegów, wszyscy go lubią, nie buntował się, nie wpadał w złe towarzystwo i nie prezentował całego wachlarza zachowań, oględnie mówiąc, niebezpiecznych - co mi pomogło przetrwać szkołę, a potem okres dorastania. Wymyśliłam dwie rzeczy: przyjaciół i pasje. I właśnie na zapewnieniu ich Jasiowi bardzo mocno się skoncentrowaliśmy, chociaż wymagało to sporo trudu. W przypadku przyjaciół tak naprawdę na początku wybierało się rodziców, nie dzieci, a i teraz, kiedy te sympatie rówieśnicze zaczynają się mocniej rysować, ogromnie ważne jest, żeby potencjalny przyjaciel miał fajnych rodziców, o w miarę kompatybilnym systemie wartości i wychowawczym, no i żeby byli chętny do kontaktów. Przy pasjach też nie nakładaliśmy ograniczeń, trudno, można znaleźć coś fascynującego nawet w silnikach wysokoprężnych i łowieniu ryb.

Jaś wczoraj skończył osiem lat. Przyprowadził po szkole najlepszego kumpla, Staś - swojego. Bawili się parę godzin. Kiedy przybyli po nich rodzice, okazało się, że nie mam co postawić na stole, bo dzieci wyżarły całe ciasto jogurtowe z malinami. A potem siedziałyśmy chwilę z mamą kumpla Jasia, bo bestie nie chciały się rozstać, mówiąc sobie, jakie mamy fantastyczne dzieci. I udało się ich rozdzielić dopiero obietnicą nocowania u siebie nawzajem. Wieczorem Jaś zażądał urodzinowego filmu, "Indiany Jonesa" konkretnie, więc opatuliliśmy się kocem, piliśmy kakao i wspólnie oglądaliśmy, a przed snem Jaś powiedział: "Mamo, to były fantastyczne urodziny" (chociaż tę właściwą imprezę urodzinową zaplanował wspólną z dwiema koleżankami z klasy i już się umówili, że będzie w parku linowym). A późnym wieczorem rozmawialiśmy z mężem, jaką ogromnie długą drogę przebyliśmy od czasu, kiedy mieliśmy wyjącego, gryzącego knypka, który porozumiewał się ze światem echolaliami i w ogóle nie interesował się innymi ludźmi, ba, nie interesował się niczym poza maszynami. Ale o tym to już innym razem :OK:

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 13-09-2012 21:07

Zebranie

Mieliśmy dzisiaj zebranie organizacyjne w szkole - a nawet dwa zebrania, bo jedno Jasia, a drugie Stasia. Ja byłam u Jasia. Zrobiliśmy program obowiązkowy, pogadałam z wychowawczynią o książkach obrazkowych, pogadałam z mamą koleżanki, z którą Jaś chce mieć wspólne urodziny, domówiłam z inną mamą nocowanie kumpla, pogardłowałam sobie w sprawie etyki, bo ku mojemu zdumieniu nie można ponoć chodzić i na religię, i na etykę (interpretacja ministerstwa jest inna i będziemy ją mieć), przedyskutowaliśmy kwestię SKS-ów i kółka matematycznego.

I wiecie, co do mnie znienacka dotarło? Przestałam się bać. Pięć lat temu Jaś zaliczał dramatyczną porażkę przedszkolną, kiedy byliśmy - głównie on, ale rodzice też swoje zebrali - obwiniani o wszystko. Po tym doświadczeniu przez lata przedszkole i szkoła budziły we mnie reakcje lękowe. Zwłaszcza szkoła, bo do kolejnego przedszkola trafiliśmy, jak wielokrotnie pisałam, cudownego. A w szkole zaczęły się wymagania, bywało różnie - i cały czas czułam się jakoś słabsza. Matka odmieńca, tego trudniejszego dziecka, które ucieka na przerwach i wybucha płaczem, kiedy dostanie piłką w grze w zbijaka. Matką, która dostaje duszności, kiedy jej dziecko niezobowiązująco bąknie, że koledzy nazywają go debilem, chociaż dobrze wie - w każdym razie na racjonalnym poziomie - że wszystkie dzieci się przezywają. Matka, która budzi się w nocy, bo jej przyśniło, że wywalili jej dziecko ze szkoły przy akompaniamencie wrzasków rodziców tych wspaniałych zdrowych dzieci, którzy domagali się - we śnie - natychmiastowego rozwiązania problemu.

Kurcze, i przeszło mi. Sama nie nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że się z jego wychowawczynią lubimy - na tyle, na ile nauczyciel może się lubić z rodzicem, bo to zawsze trudna relacja. Pewnie też dlatego, że wiem, że dyrekcja ceni to, co robię, mam w szkole drugie dziecko i nie pozbędą się nas bez namysłu. Pewnie i dlatego, że lubimy się szczerze z częścią rodziców i niektórzy nawet wiedzą o ZA Jasia, co im zupełnie nie przeszkadza, i w razie konfliktu pewnie znalazłabym kilku sprzymierzeńców. Pewnie i dlatego, że Jaś robi niewiarygodne postępy i kochane z niego małe stworzenie, chociaż zapewne jeszcze niejeden raz będę tu na nim wieszała psy. Ale kiedy tak siedziałam w ławce Jasia, poczułam, jak pęka ten przerażający, zimny lęk, który mnie parę lat trzymał.

No mówię Wam, strasznie fajnie się tak nie bać.

Przyszłam do domu, bestie na mnie czekały pośrodku apokaliptycznego bałaganu, bo babcia pozwoliłaby im rozwlec nawzajem swoje flaki, gdyby mieli akurat taką fanaberię. Jak się okazało, wydobyli skądeś "Ostatniego bohatera" Terry'ego Pratchetta, wersję ilustrowaną, i chcieli, żeby im poczytać, co jest bezczelnością, bo Jaś czyta nader biegle. Zrobiłam kolację i wyraziłam zgodę.
- A na kolankach można? - zapytał Jaś, który waży 30+
- Można - zgodziłam się łaskawie i zaraz przywaliło mnie 50 kilo, bo Staś też się magicznie zmaterializował.
Potworkom ogromnie się spodobał koncept oddania bogom tego, co ukradł im pierwszy bohater. Oj,a koncept beczki magicznego prochu wręcz je zachwycił. A ja ogromnie lubię tę książkę, w niektórych miejscach zalewam się łzami jak fontanna, więc fajnie mi się czytało. Ale popatrzcie, moje dzieci czytają Pterrego! Jego tłumaczem jest nasz bardo bliski przyjaciel, więc jak Jaś się urodził, dostał od niego w prezencie "Naukę Świata Dysku" z dedykacją Pterrego "Naucz się, chłopie, czytać!". No i strasznie szybko mu poszło.

Aha, i dowiedziałam się, że nasza działka w górach jest już zagospodarowana. Bo skoro mamy tej ziemi tak dużo, wydedukował najlepszy kumpel Jasia, to na części oni z Jasiem zrobią fabrykę klonów, żeby pokazać tym amerykańskim naukowcom (cytuję z zeznań). Pokazano mi biznesplan wraz ze stosownymi rysunkami i schematami - pierwszy klon ma się pojawić w roku 2017. Ale nie lękajcie się moi mili, sklonowany zostanie kolega z klasy, bo on, jak mi wyjaśniono, fajny jest i przyda się go więcej.

Strach pomyśleć, co to będzie, jak oni podrosną :)

Żona Dreptaka

Wsparcie

Posty: 6424


Rejestracja:
14-03-2005 21:39

Post 13-09-2012 22:13

Anchen pisze:No mówię Wam, strasznie fajnie się tak nie bać.
Jak ja Ci tego zazdroszczę.
Nawet jak już skończyłam szkołę :roll:

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 23 lata, Piotr 31 lat

Post 14-09-2012 01:49

Anchen pisze:Kurcze, i przeszło mi.
Serdecznie Ci gratuluję, Anchen :OK:

Anchen pisze: Sama nie nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że się z jego wychowawczynią lubimy - na tyle, na ile nauczyciel może się lubić z rodzicem, bo to zawsze trudna relacja. Pewnie też dlatego, że wiem, że dyrekcja ceni to, co robię, mam w szkole drugie dziecko i nie pozbędą się nas bez namysłu. Pewnie i dlatego, że lubimy się szczerze z częścią rodziców i niektórzy nawet wiedzą o ZA Jasia, co im zupełnie nie przeszkadza, i w razie konfliktu pewnie znalazłabym kilku sprzymierzeńców. Pewnie i dlatego, że Jaś robi niewiarygodne postępy i kochane z niego małe stworzenie, chociaż zapewne jeszcze niejeden raz będę tu na nim wieszała psy.
Zapomniałaś o przyczynie podstawowej. Nasze forum tak właśnie działa :OK: :wink:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i obaj usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak pomóc dzieciom, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 24-09-2012 10:01

Nic...

...się nie dzieje. Nie wiem, co mam o tym myśleć :)

Oba potworki z rozkoszą biegają do szkoły. Staś, z którym w zeszłym, jeszcze przedszkolnym, roku były o poranku zwykle monstrualne problemy - a on ma taką przewagę nad nami, że śpi na łóżku piętrowym, więc jeśli nie współpracuje, naprawdę jest go ciężko wywlec na Boży świat - teraz zrywa się jak skowroneczek i jeszcze nas popędza, bo chce do szkoły, chce do kumpli, chce się przed lekcjami pobawić klockami na świetlicy. Bardzo to zabawne. Na przerwie zwykle brakuje mu czasu na zjedzenie śniadania, a zagadywany przez wychowawczynię, dlaczego nie je, odpowiada bezczelnie, że ma za mało czasu. Ma w klasie ulubionego kumpla z przedszkola i jest przeszczęśliwy. Wczoraj z własnej inicjatywy i bez nadzoru zrobił na komputerze trzykrotnie sam wszystkie ćwiczenia z całego 1 Unitu z angielskiego, przy czym - i tu dochodzę do części, która, nie ukrywam, nieco mnie przeraża - przekonaliśmy się przy okazji, że dzieci dzielą się na dwa rodzaje: te, które chcą wiedzieć (to Jaś) i te, które chcą być najlepsze (to Staś). Podobno na początku roku szkolnego podreptał do pani z pretensją, że nie dostają pracy domowej. Teraz, kiedy już dostają, wyrzeka, że ma mniej niż brat, który jest dwie klasy wyżej. W ogóle czasami mnie to dziecko napawa strachem.

Jaś przeczytał "Mikołajka" w dwa dni, więc niniejszym urbi et orbi odszczekuję swoje narzekania na listę lektur: wychowawczyni wiedziała lepiej i młody da radę. Bez większej rozpaczy siada do lekcji i robi je z prędkością światła. Niesamowite, jak się to podczas ostatnich dwóch lat zmieniło, bo na początku pierwszej klasy musiałam go zaganiać do tych ćwiczeń jak opornego kozła, darł się, desperował, żądał przerw co pięć minut, a teraz jakby dotarła do niego idea, że jeśli szybko załatwi lekcje, to będzie miał czas na sprawy ważniejsze. Na przykład poczyta sobie o wojnie na Pacyfiku albo zbuduje bazę z klocków lego, albo polepi w piasku w piaskownicy, bo w tym dziecku wszystko jest przemieszane - niektóre lektury ma już nastoletnie, ale chwilę później wsiąka w budowanie zamków z piasku. Z kolegami w szkole układa mu się nieźle i mam wrażenie, że jakoś przez wakacje dojrzał nam i okrzepł. Wydaje się spokojniejszy i bardziej pewny siebie. Jego najlepszy szkolny kumpel jest nieodmiennie zafascynowany klockami lego, więc planują jakieś twierdze, plany, rysują bitwy, umawiają się na spotkania. Fajnie, naprawdę fanie.

W piątek pierwszy raz w życiu (co dla Stasia nie jest wielkim osiągnięciem, ale Jaś był sumiennym uczniem przez ponad dwa lata) nie poszli do szkoły z powodów towarzyskich: przyjechali ich kuzyni, z którymi się ogromnie lubią, ale widują ze dwa razy w roku, i to przyjechali tak późno w czwartek w nocy, że nie miałam sumienia całej tej dzieciarni powiedzieć, że będą się widzieli przez pół godziny. Szampańska zabawa trwała przez pół nocy i cały piątek. Nie bili się, nie kłócili, nie obrażali. Jaś nadal potrzebuje nieco więcej przestrzeni niż inne dzieci, są takie momenty, kiedy odchodzi i bawi się sam, a potem wraca i znowu się przyłącza do całej hordy - i myślę, że tak już mu zostanie, po prostu taki typ. Ale coraz lepiej rozumie konwencje społeczne, metafory, rytuały. Żartuje, przekomarza się, bardzo dobrze potrafi zastosować nawiązania literackie - na przykład w niedzielę przy stole, kiedy go poprosiłam, żeby się odsunął, bo nie mam miejsca, a trwała właśnie rozmowa o Mikołajku, oznajmił, że on też zna pewnego Alcesta, tylko jest on akurat płci żeńskiej (mąż mu potem długo a starannie tłumaczył, że w naszej kulturze nie ma wielu obelg straszliwszych dla kobiety niż nazwanie jej grubasem). Nawet potrafi się zniżyć i zasymulować zainteresowanie Monster High, żeby się podlizać kuzynce. I wiecie, bardzo jestem z niego dumna! Symulowanie zainteresowania bardzo mu się w życiu przyda. I coraz lepiej negocjuje. Czasami z dziecięcego pokoju dobiegają mnie zdania w stylu: "Jeśli nie chcesz mi zrobić przyjemności, to ja Tobie tez potem nie zrobię" albo " To może najpierw ja będę wybierał, a potem Ty", albo "Tak się nie zachowuje dobry brat!".

W przyszłym tygodniu Jaś będzie miał klasowe urodziny, które urządza wspólnie z dwiema koleżankami-sierpniówkami. Dzieci się same dogadały. Dzieci same wpadły na pomysł, żeby zabawa była w parku linowym. Rodzicom pozostało już tylko podzielenie się obowiązkami i zakupami oraz wypiekami. Gdyby mi ktoś pięć lat temu powiedział, że tego dożyję, nie uwierzyłabym.

Niesamowicie mnie zaskakują. Tak się zabawnie składa, że Jaś urodził się tego samego dnia, co jego chrzestna, acz oczywiście parę lat później. I kiedy chrzestna, którą obaj bardzo lubią, odwiedziła nas w parę dni po urodzinach, Jaś wywołał mnie z poważną miną do korytarza i rzekł, że on musi teraz na chwilę wyjść. Nie powie, po co, ale zaraz wróci i nie idzie daleko. Dobra, dałam mu Stasia jako obstawę. Po paru chwilach panowie zjawili się z pękiem ogromnych mieczyków, które Jaś zakupił za własne kieszonkowe. Staś dorzucił wykonany przez siebie w przedszkolu witrażyk-krajobraz (z napisem "Kochanej mamie" - też zostałam nim wcześniej obdarowana, więc rozumiecie, dlaczego jestem spokojna, że to dziecko daleko zajdzie), który pospiesznie capnął z półki. Wręczyli cioci prezenty i poszli się bawić, zostawiając nas z totalnym opadem szczęki. I to też jest dla nas ogromne osiągniecie, bo jeszcze całkiem niedawno na dźwięk domofonu Jaś meldował się przy drzwiach i stanowczym głosem pytał wchodzącego "Co dla mnie masz?", a już w okolicach rozmaitych prezentowych okazji wręcz reagował wyciem na brak prezentów. Musieliśmy wprowadzić całkowite embargo na dary i powolutku uczyć ich, że prezentem jest sama obecność gościa i możliwość spędzenia czasu w miłym towarzystwie. Potworki wyciągnęły wprawdzie z tej nauki własne wnioski i teraz rzucają się na naszych znajomych, proponując im wspólne gry w planszówki albo inscenizacje gwiezdnowojennych potyczek, więc trochę ukręciliśmy bicz na samych siebie.

Oczywiście stary dobry Jaś nadal jest z nami. Wczoraj umówił się z wujkiem-histopatologiem na czwartkowe popołudnie. Mają oglądać pod mikroskopem preparaty oraz zgłębiać fascynującą lekturę pt. "Tajemniczy świat chorych komórek człowieka" :smiech_na_calego: Swoją drogą, uważam, że autor tej cennej publikacji miał osobliwe poczucie humoru.

I nie chce chodzić na religię. Oznajmił, że katechetka traktuje ich jak dzidziusiów i nie wie, w jakim języku napisano Biblię.

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 29-10-2012 10:20

Krótki podręcznik rodzicielskiej rewolty

Październik okazał się miesiącem tak pełnym emocji, że zabrakło mi czasu na opisanie wyczynów potworków. Szkolny debiut Stasia nadal przebiega zwycięsko - konkretnie przypomina pochód Atylli, Huna. Staś gada na lekcjach, robi krzywe szlaczki, pracuje niestarannie (bo się spieszy do ważniejszych zajęć), nie potrafi wiązać butów (fakt, kiepską ma motywację, bo zawsze znajdzie ofiarę, która zawiąże za niego - kiedyś go przydybałam, jak mu ochroniarz szkolny wiązał!), nie zjada śniadań (bo jest zajęty gadaniem) - a wszyscy są nim zachwyceni. Pewnego dnia, kiedy go odbierałam, jakiś inny niskopienny egzemplarz przyleciał do Stasia zasapany i powiada:
- Staś, Staś, to teraz, jak już idziesz do domu, to ja mogę objąć przewodnictwo po tobie? Mogę?
Staś łaskawie wyraził zgodę. Łaska wręcz wylewała mu się uszami.
No więc Staś dzierży przewodnictwo w klasie twardą ręką, a poza tym się obija i nauczyciele są zachwyceni. Nawet pani od religii mnie pewnego dnia zagadnęła, żeby pochwalić, jakie mam mądre i urocze dziecko, co mnie cokolwiek zaskoczyło, bo Staś wychowanie religijne ze wszech miar kontestuje, a w kościele z upodobaniem jęczy, że nuda. No, ale właśnie taki jest Staś. Czasami się przejeżdża na swojej chytrości - na przykład wtedy, kiedy postanowił skrupulatniej zatrzeć ślady po błędzie popełnionym w zadaniu i zmoczył książkę, żeby tym lepiej wytrzeć ją gumką, a następnie przetarł się gumką przez dwie strony, więc błąd stał się doprawdy niezauważalny - ale ogólnie wszyscy go uwielbiają. Patrzę na to z niejakim niepokojem.

Jaś całkiem chętnie chodzi do szkoły i to mnie, przyznam, zmyliło. Tym większa była moja irytacja, kiedy wyszło na jaw, jakieś to frapujące metody wychowawcze wprowadziła jego pani. Otóż w klasie Jasia jest dziewczynka, nazwijmy ją Kasia, która jest wykluczana przez inne dzieci z zabaw i w moim odczuciu prześladowania. Sytuacja trwa od początku szkoły, teraz dzieci są w 3 klasie. Pod koniec 2 klasy rodzice Kasi pojawili się w szkole, prosząc, żeby wychowawczyni "coś z tym zrobiła". Jak się okazało, pani wprowadziła "listę na Kasię", czyli alfabetyczną listę dziewczynek, które będą kolejno stały w parze z Kasią (bo dzieci zmieniły sobie ustawianie się w pary w drobny rytuał wykluczenia). A mój drogi Jaś pewnego dnia przyszedł do pani i oznajmił, że ponieważ on również nie ma często z kim stać w parze, to może by wprowadzić taką listę i na niego. Pani się łaskawie zgodziła, a ja się powiedziałam o całości przez przypadek, od mamy innego dziecka z klasy.

Zatkało mnie, przyznam się, bo naiwnie sądziłam, że skoro przytaszczyłam te wszystkie opinie psychologiczne, to warto ze mną niektóre urocze posunięcia wychowawcze skonsultować. Najpierw pomyślałam, że może dzieci coś pokręciły, więc napisałam do trzeciej mamy z klasy z prośbą, żeby pogadała z córką, bo to chyba niemożliwe. I okazało się, że możliwe. Co więcej, okazało się, że mama nr 3 też nic nie wiedziała na temat list i jako żywo nie jest nimi zachwycona. Napisałam w zeszycie do korespondencji do wychowawczyni, że niestety nie mogę się z nią dziś spotkać, więc bardzo proszę, żeby się zastanowiła nad tymi listami, bo nie jest to naszym (rodziców Jasia) zdaniem najlepsza forma integracji. Skracając całą opowieść, podczas weekendowych urodzin dzieci porozmawialiśmy z innymi rodzicami i okazało się, że sporo różnych dzieci ma kłopoty, nic dramatycznego, ale na tyle niepokojące, że postanowiliśmy się spotkać.

Doprowadziłam do tego, że niemal wszyscy rodzice z naszej klasy poprosili o spotkanie w sprawie konfliktów w klasie oraz metod ich rozwiązywania. Wychowawczyni, cóż, odebrała to jako atak, ale dyrekcja chyba z nią rozmawiała, bo ostatecznie nam zaproponowała najpierw indywidualne spotkania, a potem wspólne zebranie. Podejrzewam, że podczas indywidualnych spotkań inni rodzice wysłuchiwali, jaką jestem histeryczką, i byli przekonywani, że w klasie nic się nie dzieje, ale podczas tego wspólnego spotkania połowa z nich spokojnie mówiła o problemach swoich dzieci i prosiła o wprowadzenie rozwiązań integrujących. Wychowawczyni wprawdzie negowała różne obserwacje rodziców, nie widzi również potrzeby wpuszczenia do klasy psychologa, ale obiecała więcej pracy w grupach (dobieranych losowo), no i musiała wysłuchać obserwacji rodziców, które nie pokrywały się z jej obserwacjami. Przy okazji wyszło na jaw, że praktycznie wszystkie kłopoty w klasie są zamiatane pod dywan, a informacje nie są przekazywane rodzicom. Nawet na pewnym poziomie było to zabawne, bo mama chłopca, który rządzi i dzieli w klasie, zresztą przy pomocy przemocy werbalnej, dowiedziała się zdumieniem, że ma małego dominanta, a nie wycofaną ciapę, jak była dotąd przekonana.

Nie będzie już żadnych list, dzieci losują pary (chłopcy i dziewczynki wspólnie). Mają zostać wprowadzone jakieś mechanizmy integracyjne, będą mieli tygodnie poświęcane różnym wartościom i chyba punkty za koleżeństwo etc. Ale największą wartością wydaje mi się, że rodzice zaczęli rozmawiać między sobą i przekonali się, że nie tylko ich dziecko płacze wieczorem w poduszkę. I chyba dopiero ta zmiana myślenia umożliwiła komunikację pomiędzy rodzicami, bo nagle okazało się, że chłopiec, który dość okrutnie przezywa dziewczynkę, sam wieczorami płacze, bo inni chłopcy otwierają go w toalecie, więc nie korzysta z niej podczas całego pobytu w szkole (czyli ponad 9 godzin). Rodzice chłopców organizują im wspólne spotkania poza szkołą.

Nie ukrywajmy, sporo przy tej sprawie straciłam, a byłam, z dumą przyznaję, prowodyrem buntu. Moje kordialne relacje z wychowawczynią kordialne już nie są, chociaż starałam się minimalizować straty. Straciłam też poczucie bezpieczeństwa, bo dotąd uważałam, że brak wiadomości ze szkoły jest dobrą wiadomością, a teraz już wiem, że mnóstwo rzeczy jest ukrywanych. Mnóstwo czasu też straciłam, co tu kryć. Po zebraniu czułam się podle, bo zaiste wiele zrobiono, żeby mnie pokazać innym jako matkę-wariatkę. Ale jednocześnie są niebagatelne korzyści:
- rodzice śmielej się między sobą komunikują i więcej wiedzą o dynamice relacji w klasie
- wychowawczyni wie, że my wiemy i niektórych rzeczy się już nie da ukryć
- sądzę, że bardziej się zastanowi przed wprowadzeniem kolejnych dyskryminujących strategii (jak na przykład ta lista)
- część rodziców angażuje się w działania integrujące w klasie, również poza szkołą.

Nie wszystko poszło tak, jak chciałam. Nie udało się wprowadzić do klasy psychologa ani zrobić im warsztatów ze współpracy - wychowawczyni nie widzi takiej konieczności. Jednak dla mnie to było właściwie budujące doświadczenie, bo dużo ludzi się zaangażowało w tę sprawę. I wielu rodziców powiedziało publicznie, że chcą wyeliminowania pewnych zachowań bez względu na to, czy ich dzieci są przezywane, czy przezywają - i części z nas udało się osiągnąć porozumienie na poziomie wartości. To ogromnie dużo. Mam takie poczucie, że wielu ludzi nam pomogło i to też jest niesamowite uczucie.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 29-10-2012 10:41

Anchen pisze: Mam takie poczucie, że wielu ludzi nam pomogło i to też jest niesamowite uczucie.
I Ci tego zazdroszczę. Żałuję też, iż nie jesteś mamą dziecka u nas w klasie. Miałabym towarzystwo. U nas niestety nikomu zupełnie nic się nie chce. Minimalizm do potęgo N. Jak staram się coś zrobić nie mam poparcia, nawet jak ktoś je deklaruje w cztery oczy, w grupie się wycofuje.
Walcz Dzielna Kobieto :OK:
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 29-10-2012 12:07

MamaExpresika pisze:Jak staram się coś zrobić nie mam poparcia, nawet jak ktoś je deklaruje w cztery oczy, w grupie się wycofuje.


Och, bo jesteś dopiero na początku drogi, ja jestem parę zakrętów z przodu. Gdybym próbowała organizować taką koalicję dwa lata temu, raczej by mi się nie udało.

Na tym wątku są chyba jeszcze moje marudzenia z początków szkoły: zdaje się, że patrząc na inne matki, pisałam, że czuję się jak Malinowski podczas obserwacji współuczestniczącej wśród zupełnie obcego plemienia - nie wiesz, czy Cię zaproszą na obiad, czy na obiad zjedzą. I nadal nie uważam, że się wszyscy gremialnie zaprzyjaźnimy i zaczniemy ze sobą wyjeżdżać na wakacje, bo dobraliśmy się zupełnie przypadkowo, poprzez dzieci w jednej klasie. Ale przez te dwa lata sporo się napracowałam, żeby mieć dobre relacje z każdym, kto tylko dawał mi na nie cień szansy. Zabieganie o cudzą uwagę jest wyjątkowo niewdzięcznym zadaniem, ale niestety nie mogę sobie pozwolić na bycie mizantropką-introwertyczką (choć czasami miałabym ochotę).

Ogromnie pomaga komunikacja między rodzicami. Myślę, że każdy rodzic trudniejszego dziecka powinien doprowadzać - zanim się zaczną kłopoty - do wymiany maili i telefonów rodziców z dzieci z klasy; łatwiej to zrobić, zanim zacznie się konflikt, bo wtedy są wszelkie poręczne preteksty w stylu "wiecie, jakbyśmy chcieli wspólnie kupować kwiaty". Pomagają spotkania poza szkołą: dla naszego syna każde jest niezwykle cenne. Pomaga angażowanie się w sprawy klasy: wcześniej z poświęceniem biegałam na próby przedkomunijne i angażowałam się w wymuszenie na szkole zmiany autokarów wyposażone w pasy. Pomagają również takie zwyczajne gesty, jak pączki na Tłusty Czwartek czy włączanie się w organizowanie pikników charytatywnych. Mnie prywatnie pomaga również głębokie przeświadczenie, że wszystkie dzieci i wszystkie rodziny z czymś się borykają, nie jesteśmy w naszych kłopotach wyjątkowi. To sprawia, że mówię o ZA syna bez większych emocji i ten punkt widzenia jakoś się innym udziela: widzą bardzo bystre acz nieco ekscentryczne dziecię z zacięciem naukowym.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 29-10-2012 12:51

Anchen ja się angażuję w działalność szkoły jak mogę. Już trzeci rok jestem w trójce klasowej. Ogarniam wszystkie imprezy okolicznościowe, prezenty dla dzieci i nauczycieli. Spotkania pozalekcyjne dzieci też skrzykuję (nie wszystkich). Z częścią rodziców niemalże codziennie rozmawiam. Jak są jakieś uwagi, mini konflikty - reagujemy. Rozmawiam też z dzieciaczkami.
Ale jest ale. Wiele osób chce mieć święty spokój i przestrzega 11 "nie wychylaj się". Poza tym gro rodziców uważa, że nauczyciel ma zawsze rację. Na aktualną panią Expressa nie będę narzekała. Kobieta naprawdę stara się i widać, iż sporo przeczytała na temat ADHD. Powiedziała, że na początku, po przeczytaniu opinii z PPP - była przerażona. Teraz już wie, że potrzeby mego synka są specyficzne. Nawet potrafi dostrzec zmęczenie czy znużenie w jego oczach (dekoncentrację). Docenia, że Młody się stara i rozumie, iż wiele rzeczy jest jakby od niego niezależnych. Ostatnio mieliśmy gorszy okres. Synuś działał dobrze w kratkę. Co drugi dzień nie był w stanie się wieczorami niczego nauczyć. Wspomniałam o tym Pani, a ona podziękowała za informację i naprawdę wzięła je pod uwagę.
Co do rodziców. Gro w naszej klasie uważa, iż wychowanie bezstresowe jest cool.
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 29-10-2012 15:22

MamaExpresika pisze:Anchen ja się angażuję w działalność szkoły jak mogę. Już trzeci rok jestem w trójce klasowej.


Bardzo Cię przepraszam, masz w opisie, że Expresik ma siedem lat, więc założyłam, że Wasza szkolna przygoda trwa krócej.

Rodzice w naszej klasie również nie mają wiele czasu i raczej nie zbywa im na ambicji, a metody wychowawcze stosują bardzo różne. Mama Kasi, tej wykluczanej z grupy, oznajmiła, że jej córka wprawdzie miała jakieś problemy, ale przelotne i teraz wszystko jest świetnie (choć odbierając moje dzieci widuję Kasię płaczącą samotnie na boisku szkolnym). Straciliśmy szansę, żeby temu dziecku pomóc. Część rodziców uwierzyła wychowawczyni, bo wygodniej jest wierzyć, że sytuacja pozostaje pod kontrolą i nie wymaga naszej bezpośredniej uwagi ani zaangażowania. Większość nie pochwala wychowania bezstresowego, ale niektórzy usiłują uprawiać bezosobowe, a właściwie bezrodzicielskie. Niekiedy coś się jednak wspólnie udaje osiągnąć, bo większość kocha swoje dzieci.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 29-10-2012 18:55

Anchen miał w lutym, jak się rejestrowałam na forum :)
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 23 lata, Piotr 31 lat

Post 29-10-2012 22:43

Anchen pisze:Niekiedy coś się jednak wspólnie udaje osiągnąć, bo większość kocha swoje dzieci.
Ale zwykle i tak potrzebują takich osób jak Anchen czy MamaExpresika, które nie przestrzegają 11 przykazania i chętnie się wychylają. :D

Anchen, serdecznie gratuluję :OK:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i obaj usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak pomóc dzieciom, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 16-11-2012 09:09

Ty debilu!

Mało w tym roku piszę, bo mi ta jesień przecieka przez palce, wszystko się dzieje w biegu, a na dodatek miesiąc przechorowaliśmy w zmiennych konfiguracjach i wczoraj pierwszy raz od trzech tygodni wyszłam na dwór - i zdziwiłam się, że tak chłodno i ludzie osobliwie poopatulani. Próba ogarnięcia podkarpackiej posiadłości też jest niejakim wyzwaniem, bo parę razy musieliśmy tam skakać w weekendy, co jeszcze bardziej utrudnia życie. Pamiętacie taką sobotę z nagłym atakiem zimy? Właśnie wtedy byliśmy umówieni na odbieranie drzew i mknęliśmy naszym granatowym szerszeniem z Wwy najpierw pod Kraków, potem pod Przemyśl, żeby zadekować się ostatecznie pod Krosnem, gdzie śnieżyca jeszcze nie dotarła, ale daliśmy się przekonać przyjaciołom i przenocowaliśmy nie w naszej uroczej, przewiewnej budce działkowej, tylko w ich nagrzanym na naszą część domku - i dobrze, bo kiedy się obudziliśmy, śnieżyło na dobre. A następnego ranka, już w śniegu, sadziliśmy z mężem ozdobne wiśnie i cebulki kwiatowe, i nie wiem, czy cokolwiek z tego urośnie, ale zostało nam zupełnie niezwykłe wspomnienie wspólnego szaleństwa. Drzewa owocowe zadołowane czekają na wiosnę, dosadziliśmy jeszcze parę krzaczków agrestu, kolczastego jak ciernie z zamku Śpiącej Królewny, bo tylko ten daje mglistą nadzieję, że nie wyżre go do cna miejscowa zwierzyna, która schodzi coraz niżej i ptaki na hacjendzie już się wymieniły: pory roku mają tam zupełnie inny wymiar niż w mieście.

Z nas wszystkich tylko Staś okazał się twardy jak bolszewik, oparł się wszelkim infekcjom, kiedy reszta rodziny prychała i zdychała, on tryskał energią, biegał na aikido i na basen, i - ku mojemu rozgoryczeniu - niestety nadal grają na flecie poprzecznym i chyba muszę się zacząć z tym godzić, bo ich nauczyciel kupił dwa cavaliery. Mam wrażenie, że przynajmniej Staś chadza tam w znacznym stopniu po to, żeby wymiętosić te psiaki, bo one są fatalnie urocze, jako zagorzała miłośniczka kotów muszę to z przykrością przyznać. Pieszczą się jak koty, włażą na ręce, całują - po prostu są rozkoszne. Skutek: kolejny wieczór mamy zajęty, zasuwamy jak w dziewiętnastowiecznej fabryce, od rana do nocy.

Jaś przechorował trzy tygodnie i powrót do szkoły miał dosyć trudny, bo w malutkiej grupie klasowych mężczyzn doszło do pewnych przetasowań i opornie się znów w to włączał. Ku mojemu ogromnemu przygnębieniu najbardziej po Jasiu jeździł jego kumpel, odpędzał go od innych chłopców podczas przerw i od wspólnego stolika podczas obiadu, przy czym oni się perfekcyjnie we dwóch nakręcają i oczywiście Jaś też nie jest bez winy, bo uroczo zagaja rozmowę, poklepując go po tyłku, a przezywany potrafi przylutować. Po tygodniu rozrób przycisnęłyśmy panów dwustronnie z mamą kumpla, bo - i to jest główny powód tego wpisu - panowie tak się zachowują tylko w szkole, w stadzie. W domu czy na wybiegu w parze bawią się jak dwa aniołki, w pełnej harmonii, natomiast w szkole kumpel Jasiowi dokucza i to momentami dość niewybrednie. Staś, czyli nasza młodsza neurotypowa pirania, podpatrzył taką sytuację, kiedy Jaś stał w grupce dzieci i spokojnie przyglądał się jakiejś dziewczynce grającej na komórce w grę, a następnie podszedł do niego kumpel i zaintonował "Odsuń się, debilu!" - i tak ze spokojem, nawet bez jakiejś agresji, ot normalna rzecz. Ponoć nie jest to jednostkowe zdarzenie i przyznam się Wam, że bardzo to przeżyłam, bo jest to jednak spełnienie moich najgorszych koszmarów. A jednocześnie ten młody człowiek uwielbia u nas bywać, przy czym to nie jest takie jednostronne i samolubne, bo planuje też nocowanie Jasia u siebie i wspólne gry komputerowe, ale jakby rozdziela tę przyjaźń na oddzielne pasma i moim zdaniem nie jest to głębokie wyrachowanie ani jakaś taka amoralna chytrość, on jeszcze po prostu nie łączy dobrze pewnych zachowań z konsekwencjami. I popatrzcie, Jaś jest kiepski z teorii umysłu, ciężko mu się wczuć w innego człowieka, ale mam wrażenie, że sporo niezdiagnozowanych dzieci również miewa z tym problem. Nie wiem, może to też taki wiek (mają po osiem lat), kiedy człowiek porozumiewa się z innymi głównie poprzez wyzwiska i małpie zabawy. W każdym razie obaj panowie mają w domu regularne kazania, natomiast dzisiaj zastanowimy się z jego mamą, jak doprowadzić do tego, żeby to oni ze sobą pogadali i powiedzieli, jakich zachowań u siebie nie lubią i co ich złości, bo na razie bardzo okrężnie to dekodujemy: ona wypytuje swojego, ja swojego, potem przekazujemy sobie informacje, każda to dekoduje i rozmawia z potomkiem. Ale przyznam, że Jaś sobie całkiem nieźle zaczyna radzić. Pojął, biedaczek, że pewne rzeczy należy robić i mówić za plecami nauczyciela, a na dodatek wyprowadza kumpla z równowagi, odbijając jego obelgi ze wzmocnieniem (Jesteś debil -> A Ty jesteś debil do kwadratu) i doprowadzając go do rękoczynów, za które, hm, kumpel obrywa kary od nauczycielki. Nie pochwalam tego oficjalnie, ale pokątnie jestem całkiem dumna, że kombinuje.

Postanowiliśmy też częściej zapraszać do domu również innych kolegów, żeby Jaś przestał tak strasznie wisieć na tym jednym koledze i w niedzielę robimy wielką sesję "Horroru w Arkham", bardzo jestem ciekawa, jak się potoczy, bo przychodzi troje rodzeństwa, kolega Jasia z klasy i jego brat kolega Stasia z klasy (fajne są te rodzinne szkoły!) i ich starsza siostra, mam nadzieję, że lubi planszówki, bo przecież nie będzie piekła ze mną focaccii, którą planuję na szybko wszystkich nakarmić, bo ja Arkham bardzo lubię. W przyszłym tygodniu w weekend kumpel, ten od debila, organizuje wielkie, całonocne granie w Minecrafta, a jakoś później my postaramy się zrobić noc ze "Star Trekiem", może nawet dla wszystkich chłopaków z klasy, pięciu ich jest.

Nie wiem, czy dobrze to wszystko prowadzę, więc jeśli macie jakieś refleksje albo pomysły, będę bardzo wdzięczna za ich wypisanie. Wychowawczyni nie włączam celowo, bo zupełnie nie wierzę, że zrobi coś konstruktywnego oprócz kolejnej bezsensownej pogadanki.

Poza tym czuję już nadchodzące Święta, zrobiłam mincemeat, konfitury gruszkowe z cytryną i dziś wieczorem nastawiamy ciasto na świąteczne pierniczki, bo w Święto Niepodległości byliśmy zbyt chorzy, żeby tego dokonać zgodnie z tradycją. W tym roku będziemy ogromnie niecierpliwie czekać wiosny, a wiosną, wiosną sadzimy drzewa i jest w tym coś zupełnie niesamowitego. Aha, i zalały mnie książki dziecięce, absolutnie urocze, cudowne książki dla dzieci w rozmaitym wieku, jeśli będziecie szukali prezentów świątecznych, to jest na rynku nadzwyczajna obfitość cudów.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 16-11-2012 10:24

Trudna sprawa i te jakby rozdwojenie jaźni u kumpla ... Ten pomysł z zaproszeniem wszystkich kolegów super. Obawiam się tylko czy chłopiec przy innych znów nie będzie powielał zachowań szkolnych. Podziwiam Cię za umiejętność rozwiązywania trudnych spraw.
Myśmy mieli podobny problem z zachowaniem córki moich przyjaciół wobec Expresika. Na dodatek on był w niej zakochany ... Uczucie uczuciem, ale złego traktowania i wyzywania Młody nie zniósł. Pomimo, że ostatni incydent miał miejsce pół roku temu nadal nie chce jej widzieć. Znajomi są na nas obrażeni i przestali się z nami kontaktować. A mnie się już nie chce tłumaczyć, że nie jesteśmy rodziną wielbłądów.
Dodam, że Młoda super bawiła się z Expresikiem, ale wyłącznie w relacjach 1 na 1. W większym gronie zawsze starała się dobrze bawić, ale jego kosztem. Czego jej rodzice niestety nie dostrzegali.
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Lelum Polelum

Wsparcie

Posty: 105


Rejestracja:
06-10-2011 10:33

Lokalizacja: Landsberg

Dzieci: Tymek lat 9 ZA+ADHD i Francik naśladowca

Ja: zwyczajnie niezwyczajna

Post 16-11-2012 10:45

Nieśmiało podpowiadam - bo zwykle to ja korzystam na twych opowieściach ;)

Przeniesienie tej samej grupy w domowe pielesze, by tam spojrzeć na ich "gry wojenne" wydaje mi się strzałem w dziesiątkę, ale jednocześnie zastanowiłabym się nad jeszcze jednym posunięciem.

Otóż wydaje mi się, że może dobrze zrobić "najlepszemu koledze" odrobinę konkurencji. A gdyby tak popracować nad relacjami z jednym, dwoma innymi kolegami, którzy są Jasiowi nieobojętni. By dotychczasowy "najlepszy" musiał się liczyć z konsekwencją, jeśli w szkole pozwolę sobie na zbyt dużo, to może po szkole Jaś chętniej spotka się z Iksińskim, bo na mnie będzie wciąż wkurzony. Tak tylko się zastanawiam :hmmm:

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 16-11-2012 11:28

Dziewczyny (i chłopaki, jeśli sporadycznie czyta mnie jakiś mężczyzna), ja oczywiście nie jestem z kamienia i na wieść o debilu popłakałam się oraz zaliczyłam nieprzespaną noc, ale tak nieco bardziej racjonalnie myśląc, to wiem, że bardzo różne dzieci zaliczają takie przykre sytuacje, różne dzieci spotykają się z agresją werbalną, różne dzieci stają się kozłami ofiarnymi - i dlatego muszę reagować spokojnie, powtarzając dziecku "to się zdarza, poradzimy z tym sobie", bo jeśli zrobię wielką aferę z debila, uprawomocnię go jakoś i nadam mu jeszcze większe znaczenie. Chociaż w pierwszej reakcji oczywiście miałam ochotę postanowić przynajmniej czasowy szlaban na kontakty, żeby kolega poczuł, że jednak akcja rodzi reakcję i niech mu się nie wydaje, że będzie krzywdził moje maleństwo, o!

Mamy ogromne niewątpliwe szczęście, że koledzy naszych potworków mają fajnych rodziców i kiedy piszę do mamy jego kumpla o debilu, proszę ją bardzo serdecznie, żeby nie urwała mu łba, bo ona się bardzo przejmuje i pewnie też się popłacze, kochana z niej dziewczyna. Bardzo dużo rozmawiają z synem, dużo mu tłumaczą, że przyjaźń nie może być tylko poza szkołą, a w szkole to mordobicie i wyzwiska. Myślę też, że jest jej łatwiej, bo nie atakuję jej dziecka, jej syn jest bardzo impulsywny, łatwo się nakręca i daje podpuszczać, łatwo ulega wpływom i ma ogromną potrzebę społecznej akceptacji - myślę, że dla przynajmniej części z Was ten opis zabrzmi znajomo. Bardzo, naprawdę bardzo się staram, żeby inni rodzice nie odnieśli wrażenia, że atakuję ich dziecko, bo nawet jeśli zarzuty są prawdziwe, to jest ogromnie trudna psychologicznie sytuacja, więc raczej relacjonuję swoje obserwacje i emocje, proszę o pomoc i podpowiadam wszelkie możliwe wytłumaczenia na korzyść inkryminowanego dziecka. Jest to o tyle łatwe, że to zwykle małe dzieci, które nie radzą sobie z emocjami, a nie gromada przestępców.

I tak, Lelum Polelum, zaczęliśmy się umawiać z innymi kolegami. Myślę, że to powinno pomóc, bo masz rację, jeśli jakaś osoba jest na wyłączność, to łatwiej pozwalać sobie na więcej.

MamoExpresika, Jaś nie ma takich doświadczeń, on dosyć spokojnie zniósł fakt, że dziewczę, z którym wziął ślub, zakochało się w innym (nawet z innej klasy, o zdrajczyni!), wczoraj kiedy odbierałam go ze świetlicy, ze spokojem grał z niewierną żoną w planszówkę i nawet obdarowała go kawałkiem herbatnika ze sklepiku szkolnego, który - ma powierzchnię z 10cm2! - kosztuje tam cała złotówkę. Ale bardzo podobna historia przydarzyła się jego innemu kumplowi, w innej szkole. Zakochał się, dziewczynka świetnie się z nim bawiła poza szkołą, a w szkole się bawiła jego kosztem - i on też zrezygnował z tej znajomości. Ja się zwykle staram z moimi chłopakami rozmawiać i skłaniać ich, żeby dawali "zdrajcy" drugą szansę, bo sami też popełniają błędy i chcieliby mieć szansę je naprawić. A jednocześnie nauczyłam się dosyć jasno zakreślać we własnym domu granice. Mój bratanek bardzo wyraźnie preferuje Stasia, wypychając Jasia z zabaw - i tutaj nie mam już pełnego rodzicielskiego porozumienia ani nocnego knucia za plecami dzieci, jak z mamą tego szkolnego kolegi, więc po prostu asertywnie oznajmiam dorosłym i dzieciom: To jest mój dom. W moim domu wszystkie dzieci bawią się razem. Jeśli ktoś płacze, to nie jest dobra zabawa. Jeśli nie ma dobrej zabawy, to macie problem i rozchodzicie się, żeby się zastanowić, jak go rozwiązać. Mój dom, moje zasady, co egzekwuję ze spokojem i uśmiechem, acz długo uczyłam się zwracać uwagę cudzym dzieciom, trudne to dla mnie. No ale dzieci mają prawo popełniać błędy, nawet takie paskudne. To bawienie się cudzym kosztem i poprawianie swojej pozycji towarzyskiej poprzez wyśmiewanie się z innych jest wyjątkowo plugawe, ale dorośli też tak robią, choć oczywiście bardziej subtelnie: znam sporo par uprawiających takie pokpiwanie z małżonka, niby to dobroduszne i dowcipne, a podszyte obrzydliwością.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 16-11-2012 12:45

Anchen pisze: Bardzo, naprawdę bardzo się staram, żeby inni rodzice nie odnieśli wrażenia, że atakuję ich dziecko, bo nawet jeśli zarzuty są prawdziwe, to jest ogromnie trudna psychologicznie sytuacja, więc raczej relacjonuję swoje obserwacje i emocje, proszę o pomoc i podpowiadam wszelkie możliwe wytłumaczenia na korzyść inkryminowanego dziecka. Jest to o tyle łatwe, że to zwykle małe dzieci, które nie radzą sobie z emocjami, a nie gromada przestępców.

Tylko niestety najpierw trzeba uspokoić emocje własne czyli na tzw. żywo - jeszcze sytuacja psychologiczna jeszcze trudniejsza.
Myśmy mieli w szkole rok i dwa lata temu konfliktowe sytuacje. W jeden Expresik i drugi kogucik nie potrafili wzajemnie sobie ustąpić - każdy z nich chciał, aby jego było na wierzchu. Dochodzili swoich racji również przy użyciu pięści ... Poza tymi "incydentami" świetnie się ze sobą bawili. Jednak w znacznym stopniu przeszkadzali Pani w prowadzeniu lekcji. Gdy jeden zaczął (np. piać), drugi z radością natychmiast dołączał. Spotkaliśmy się my rodzice i oni - dzieci. Powiedzieliśmy co nam się nie podoba i wysłuchaliśmy ich punktów widzenia. Zarządziliśmy tabelkę z plusami i minusami (ocena całego dnia). Ten który ewentualnie uzbierałby więcej minusów miał od września zmienić klasę. Zostali w jednej, ale w nowym roku zupełnie stracili sobą zainteresowanie. Mój spotulniał, ale upatrzył sobie niestety koziołka (nie tylko on, ale to żadne usprawiedliwienie) - chłopca odmiennego pod względem temperamentu :( Śmiał się z niego i jego powolności. Rozmawiałam z moim ancymonkiem. Mocno podkreślałam, że kolega potrzebuje wsparcia i on Expresik powinien kolegi bronić. Następnie przeprowadziłam konfrontacje. Nadal co jakiś czas zgarniam Młodych i pytam jak ich wzajemne relacje. Taka rola mamy agresora.
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 16-11-2012 22:17

Anchen pisze:zalały mnie książki dziecięce, absolutnie urocze, cudowne książki dla dzieci w rozmaitym wieku, jeśli będziecie szukali prezentów świątecznych, to jest na rynku nadzwyczajna obfitość cudów.

Tak się "zajęłam" aspektem psychologicznym, że zupełnie mi duchowy umknął... Słowem zapomniałam zapytać o książki. Anchen, które pozycje polecasz? Proszę bardzo, ale to bardzo o tytuły :)
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Żona Dreptaka

Wsparcie

Posty: 6424


Rejestracja:
14-03-2005 21:39

Post 17-11-2012 10:40

Opisywane zjawisko wymaga oczywiście, aby nad nim popracować.
Niemniej warto wiedzieć, że wydaje się ono być normalnym na pewnym etapie rozwoju chłopców, o czym świadczy powszechność jego występowania.
Problem może powstać, jeśli się takiego sposobu działania nie wyeliminuje, a przeciwnie - się utrwali.
Znam chłopczyka, któremu tak się właśnie porobiło, a jest przy tym pioruńsko inteligentny i dobiega sześćdziesiątki. Zgroza.

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13318


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 17-11-2012 14:09

Uwaga - energia chłopaków jest generowana przez hormony i musi znaleźć ujście.
Jeżeli zablokujemy agresję i nie damy innego ujścia to może pójść w tiki, fobie albo jeszcze inne dziwne zachowania.

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 20-11-2012 08:53

dreptak pisze:Uwaga - energia chłopaków jest generowana przez hormony i musi znaleźć ujście.
Jeżeli zablokujemy agresję i nie damy innego ujścia to może pójść w tiki, fobie albo jeszcze inne dziwne zachowania.


Zdaję sobie sprawę, że rozpiera ich energia i musi znaleźć ujście. W niedzielę widziałam to ujście, kiedy czterech małych samców szalało mi po domu z nerfami - pilnowałam tylko, żeby mieli okulary i nie strzelali do kotów, bo reszta byłaby walką z wiatrakami. Ale nadal wydaje mi się, że nazywanie kolegi debilem jest nieco nieadekwatnym ukierunkowaniem energii, nie uważasz, Dreptaku? No bo to chyba nie sugerujesz, że istnieje wybór wyłącznie pomiędzy debilem a tikami, prawda?

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1393


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 20-11-2012 09:16

MamaExpresika pisze:Tak się "zajęłam" aspektem psychologicznym, że zupełnie mi duchowy umknął... Słowem zapomniałam zapytać o książki. Anchen, które pozycje polecasz? Proszę bardzo, ale to bardzo o tytuły :)


A co obdarowany lubi? Moje potworki od paru dni domagają się przy każdym posiłku Alberta Albertssona, chociaż są trochę za stare, bo to raczej dla przedszkolaków. Są trzy książeczki, ich ulubiona to ta:
http://www.zakamarki.pl/index.php/dobranoc-albercie-albertsonie.html
Nasza Księgarnia wydała kolejny tomik wznowień z serii Poczytaj mi, mamo, możesz ją sama pamiętać z dzieciństwa:
http://www.nk.com.pl/poczytaj-mi-mamo-ksiega-trzecia/1634/ksiazka.html
Paweł Pawlak wydał kolejną autorską książkę:
http://tatarak.com/pl/ksiazki-od-3-lat/30-czarostatki-i-parodzieje-9788363522025.html
Wyszły też świetne "Dokąd iść" Krysi Lipki-Sztarbałło, niezwykła książka, bo nie tylko pokazuje, jak się zmieniały mapy podczas wieków, ale wyjaśnia, jak to działa na głębszym poziomie, jak rzeczywistość zmienia się w znak:
http://www.entliczek.eu/
Bona ma kilka niezwykłych książek, "Alicję w Krainie Czarów" z ilustracjami Tove Janssen (muminki!) i cudny "Dom":
http://www.wydawnictwobona.pl/katalog/52/Dom - to trzeba mieć
Media Rodzina - kolejny tom baśni, tym razem arabskich:
http://narnia.mediarodzina.com.pl/prod/23/Basnie-arabskie-Aisha-i-waz
i noworoczny Pettson i Findus, jeśli nie znacie kota Findusa, to marsz do księgarni, serio (chociaż tłumaczenie momentami mi zgrzyta)
http://mediarodzina.pl/prod/599/Niezwykly-Swiety-Mikolaj
Joanna Rudniańska, to od "Kotki Brygidy", wydała przepiękną książkę o bliźniaczkach, porzuconych jako noworodki i parę lat przed II w.ś. umieszczonych w dwóch rodzinach, polskiej i żydowskiej, piękna, mądra książka, utrzymana w stylistyce baśni, z czarownicą-staruszką i cudownymi ocaleniami, oczywiście spłakałam się jak bóbr, bo chyba nie ma w Polsce innego autora, który tak czysto i z takim szacunkiem dla dziecka, a jednocześnie bez straszenia go i epatowania makabrą, potrafiłby pisać o II w.ś.:
http://www.muchomor.pl/xy
W Znaku wyszła "Pompon i Prudencja", kontynuacja "Pompona w rodzinie Fisiów":
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2392,Pulpet-i-Prudencja
Jeśli nie znasz Marzi, to też fajna propozycja, żeby opowiedzieć dzieciom o naszym dzieciństwie, to komiks (właściwie bardziej opowieść graficzna, bo dużo tekstu) o dziewczynce z tamtych czasów:
http://www.egmont.pl/pl/komiksy/katalog/go:komiks:719:1/art99.html (są trzy tomy, tu pierwszy)

To tak na szybko, ściągając z biurka. Jeśli Cię interesuje jakiś konkretny temat, napisz :)

W ogóle mnóstwo pokus. Amanita wypuściła Botaniculę:
http://amanita-design.net/games/botanicula.html - jak już szczyle muszą grać, niech grają w coś pięknego.

I te wszystkie audiobooki, które się czają na półkach. I gry... Przed Świętami zawsze wariuję :)

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 20-11-2012 09:47

Anchen dziękuję pięknie :jestes_wielki: Expresik uwielbia książki, praktycznie wszystkie (nawet o wróżce Amelce). Na razie niestety nie potrafi sam czytać, ale wieczorne czytanie jest obowiązkowe. Może dlatego jest tak uzależniony, że od niemowlaka za Pan brat z książką? Lektura to jakby jedyna "rzecz", przy której Młody jest w miarę spokojny. Owszem bez ruchu nie usiedzi, ale naprawdę pięknie się stara :mrgreen: Poprzeglądam z nim wieczorem przesłane przez Ciebie pozycje, bo widzę że ich nie mamy w naszych zbiorach.
Ostatnio czytamy Paddigtona naprzemiennie z najnowszym Mikołajkiem.
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13318


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 20-11-2012 12:17

Anchen pisze:No bo to chyba nie sugerujesz, że istnieje wybór wyłącznie pomiędzy debilem a tikami, prawda?
No oczywiście nie sugeruję.
Ale przestrzegam przed całkowitym wyeliminowaniem agresji u chłopaków. No, cholera, nie da się... Znaczy da się, ale potem to wyłazi w najmniej przewidywanych formach.
Pewien poziom agresji, walki o swoją pozycję, terytorium musi być zachowany. A taki "debil" bywa czasem skutkiem ubocznym, bo dziecka precyzyjnie nie zaprogramujesz.

Tak samo skutkiem swobód religijnych są scjentolodzy. Jakby w USA ich zdelegalizowano, to byłby koniec scjentologów ale również koniec swobód religijnych. Więc w imię wyższej wartości są tolerowani.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 20-11-2012 12:23

dreptak pisze:Ale przestrzegam przed całkowitym wyeliminowaniem agresji u chłopaków. No, cholera, nie da się...

Ja kupiłam worek i rękawice bokserskie. Na ludziach się nie wyładowuje, ale widać próbuje sobie zrekompensować .... na psie ...
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...
PoprzedniaNastępna

Wróć do Nadzieja, czyli o naszych pociechach pozytywnie



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.