Strona 1 z 1

Jak pech to pech....

Post: 21-08-2006 20:51
autor: nieszki
Ja takich innych zwierzątkach, tych mniej lubianych. Najpierw w sobote Kube użadliła osa w głowę - jedyna w całym lesie chyba. Dzisiaj pyta mnie co ma pod wlosami, ja patrze a tam kleszcz, kurde stresa zlapała, polecialam do lekarza - bylam akurat na miescie, ale pani nie dala rady wyciagnac, ale wypatrzyla drugiego. No to na pogotowie, w jednym szpitalu nas nie przyjeli, bo nie ma dzieciecego chirurga, w przychodni tyz nie, w kolejnej tez nie, pojechalismy do prywtanej kilniki i zaspiewali 90 zeta za kleszcza, wiec zrezygnoealam, ale chyba humor sie woystrza, bo spytalam pania, czy za dwa to 180? Pani sie zmieszlaam, ale wyszlam stamtad nie sluchajac tlumaczen. Pojechalismy do kolejnego szpitala i w koncu nas przyjeli. Pani mu wyciagnela kleszcze, byl bardzo dzielny, dostal jeszcze zastrzyk tężcowy. Poszlismy, Marcin rusza autem, patrze a tam trzeci skubaniec na reku sie wgryza, wiec z powrotem do szpitala i pani tego gada tez wykrecila, teraz musze mlodego obserwowac.
A sama kleszcza nie wyciagne, bo zwierzatka sa fajne na odleglosc zwlaszcza takie.

Post: 21-08-2006 21:43
autor: irena
Nieszki podziwiam samo zaparcie bo ja to bym chyba pół miasta wymordowała za takie przepychanki. No cóż ale to nasza rzeczywistość. Znam to aż za dobrze. A jak tam Julek pewno już całkiem spory facecik.

Post: 21-08-2006 21:55
autor: nieszki
Ja juz tez miałam mord w oczach, ale cóż, sama nie wyciągnę, bo sie boje.
Julek super facecik, dzisiaj skonczyl 8 miechow. Jakbys sie wyboerala do Kate to moglybysmy sie zobaczyc.A jak Kuba rozplakal sie po zastrzyku dzisiaj, to Julek mu dzielnie sekundowal, czytaj wrzeszczal razem z bratem.

Post: 21-08-2006 22:21
autor: irena
Wiadomo nie ma jak wsparcie, a zwłaszcza w płaczu. J tu czasem doceniam mój niedosłuch. Jak u mnie czasem wrzeszczeli na raz cała 4. Ale co ciekawe jak są teraz więksi częściej im się zdarza, płakać i wrzeszczeć na siebie niż jak byli mali. Ale co rodzeństwo to rodzeństwo nie ma jak wspólnota braterska.

Post: 23-08-2006 17:19
autor: nieszki
Niedługo przestane do lasu wchodzic, mąż Kubie wyciągnał kolejne dwa kleszcze a na nodze ma bąbel jak po oparzeniu, wczoraj mowil, ze go boli jakby go cos ugryzlo, i posmarowalismy fenistilem, a dzisiaj wielki babel. lekarka kazal psikac takim antybiotykiem i bandazowac.Ja juz nie wiem o co chodzi, staram sie nie panikowac, ale to nie jest latwe.

Post: 23-08-2006 17:44
autor: irena
Nieszki spokojnie, a może to alergia. Moje chłopaki koszmarnie puchli nawet po ugryzieniu komara. Bąble wyskakiwały wielkie jak orzechy włoskie.

Post: 23-08-2006 17:45
autor: ela lech
Nieszki,a próbowałaś jakiegoś preparatu przeciw komarom i kleszczom?Naprawdę działa!Nawet jeśli jakiegoś nie odstraszy to jest taki "zdrętwiałay"(kleszcz oczywiście),że nie wgryza się w ciałko.

Post: 23-08-2006 17:58
autor: nieszki
Smarowałam go wczoraj zanim wlazł do lasu, mial spodnie włożone w skarpety i kalosze i co? Bąbel na nodze. Ja nie wiem jak to sie stalo, babka mi mowila, ze to mogl byc pająk, ale on siedzial w sumie troche bez spodni w samochodzie pod kocem, moze wtedy? Ja juz sama nie wiem. Bede obserwowala.

Post: 24-08-2006 06:45
autor: Beata
Agnieszko, tez uwazam, ze moze to byc alergia. Przeciez Kuba byl juz leczony na alergie. Jest wiec w grupie zwiekszonego ryzyka.
A swoja droga, to chyba masz ,,nerwy ze stali", zachowujesz ogromny rozsądek. Podziwiam Cie. [smilie=mylove.gif]

Post: 24-08-2006 13:30
autor: nieszki
Te wszytskie "przypadki" z kelszczami i innymi doprowadziły do tego, że Kuba dzisiaj dostał schizy, niby osę zauważyl w pokoju i wpadł w histerie, nie chcial tam wejść, krzyczal, ze jest osa, a ja sie nie popisałam, nakrecilam sie szybciutko, nakrzyczałam na niego, ale dopiero jak zobaczyłam w jego oczach prawdziwy strach i płacz przywołałam sie do porządku i próbowałam opanowac sytuacje. Poczułam sie jakbym darła sie na kogoś kto ma fobie i nie umie tego opanować. Płakał koło pół godziny, nie chciał wejśc i sie ubrać, w końcu udało mi sie z tym poradzic, pojechalismy do sklepu i teraz juz jest OK.Ale kompletnie nie umiem sobie poradzic w sytuacji niby uzasadnionej histerii, jak mu wytłumaczyc, ze tam nic nie ma?

Post: 30-08-2006 01:26
autor: wiola
W sprawie kleszczy też dorzucę swoje trzy grosze. Jesteśmy typowymi mieszczuchami, kilka lat temu zaczęliśmy jeżdzić w góry do chałupy mojego brata. Oczywście od pierwszego wyjazdu zaczęliśmy łapać kleszcze. Gdy Ola złapała dwa pierwsze spanikowałam strasznie, zauważyliśmy je wieczorem po powrocie do miasta, mąż delikatnie wykręcił je pęseta. Jednak następnego dnia poleciałam do dwóch lekarzy skonsultować się i mała dostała antybiotyk. Brat wyśmiał mnie, twierdząc, że wsiowe dzieci ciągle łapią kleszcze i nie biorą antybiotyków. Od tamtego czasu mieliśmy wiele kleszczy, codziennie wieczorem oglądamy siebie bardzo dokładnie i mój mąż delikatnie, z wielką wprawą, usuwa nam i sobie intruzów i odkaża ranki. Ważne jest żeby kleszcza usunąć w miarę szybko i w całości. Można zrezygnować z wyjazdów w góry i inne miejsca gdzie bywają kleszcze, ale gdzie ich w tym roku nie było. Właśnie wróciłam znad morza i widziałam mnóstwo ostrzeżeń o kleszczach. My nauczyliśmy się żyć obok kleszczy. Acha i ważne jest żeby tego stworka mocno chwycić i wykręcić ruchem przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.