Post 08-12-2005 18:37

Hehe

Tylko forsy nie drukuje
W Skandynawii jest najwięcej papieru, w Europie Zachodniej czasopism, a między nimi leży Polska
Ten drobiazg zauważył Tadeusz Winkowski, który w zeszłym tygodniu został uznany za Przedsiębiorcę Roku w konkursie organizowanym przez firmę Ernst & Young.
REKLAMA Czytaj dalej


Zaczynał z przyjaciółmi - Beamonem (Mieczysławem Prószyńskim, wydawcą) i Larrym (Grzegorzem Lindenbergiem, twórcą "Super Expressu"). Gdy w 1988 roku przy jednej z kolacji wymyślili wspólną firmę, chodziło im jedynie o dobry żart. Firma o nazwie Kant z kapitałem założycielskim o równowartości dzisiejszych 10 złotych miała mieć tylko jeden cel - zamieścić w noworocznym numerze największego dziennika ogłoszenie o treści: ,Wszystkim naszym wierzycielom życzymy wszystkiego najlepszego "Spółka Kant".


- Chcieliśmy ponabijać się z naszych kolegów, którzy masowo zakładali spółki z o.o. Obowiązujące przedwojenne prawo pozwalało założyć firmę każdemu, kto wpłacił symboliczne pieniądze - wspomina Tadeusz Winkowski, dla znajomych Tadzinek. Kant ogłoszenia jednak nie zamieścił, a jego pomysłodawcy zmienili nazwę firmy na Kant Imm (od Immanuela) i biznesem zajęli się na poważnie. Jako biuro maklerskie firma szybko zaczęła osiągać ogromne sukcesy. Była jedyną poza bankami, która zakładała warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Jej twórców bardziej fascynowało jednak wydawanie gazet, a inspirował sukces "Gazety Wyborczej".

Awanturnik

Potrzeby wydawców Winkowski zna doskonale, bo sam przez wiele lat był jednym z nich. W podziemiu tworzył ,Tygodnik Mazowsze". Niczego w nim nie pisał, bo jest dysgrafikiem, ale bardzo sprawnie koordynował jego poligraficzną działalność.

W latach 90. wspólnie z Beamonem stworzył pierwsze polskie pismo dla kobiet - miesięcznik "Poradnik Domowy". W najlepszym okresie jego numery sprzedawały się powyżej trzech milionów egzemplarzy. Poza "Poradnikiem" wspólnie z Prószyńskim wydawali kilkadziesiąt czasopism. Ale nie poradzili sobie, gdy na rynek weszły niemieckie koncerny. Przed decyzją o sprzedaży tytułów zaczęło dochodzić do sporów między Beamonem a resztą zespołu. Beamon nie chciał pozbywać się czasopism, bo bardziej niż inni czuł się ich ojcem.

- Gdybyśmy się nie spotkali, nie byłoby ani ,Poradnika Domowego" i jego sukcesu, ani drukarni Winkowski, która zaczęła się od Zakładów Graficznych w Pile, w których drukowaliśmy ,Poradnik". Rozwój drukarni rozpoczął się od inwestycji, które finansowaliśmy z sukcesu ,Poradnika" - mówi Mieczysław Prószyński. Przyjaciele dziś w ogóle się ze sobą nie spotykają. Rozstali się, bo mieli już siebie dość.

- Nie przypuszczałem, żeby Tadek został kiedyś biznesmenem - mówi Piotr Parnowski, obecnie szef firmy reklamy zewnętrznej AMS, kolega Winkowskiego ze studiów w Akademii Teologii Katolickiej. - To był Dr Jekyll i Mr Hyde w jednej osobie. Bardzo serdeczny i pomocny, ale jednocześnie choleryczny i potwornie chaotyczny. Jak się umawiał na piątek na 18, było pewne, że przyjdzie w piątek, tyle że za tydzień.

W Winkowskiego wierzyło niewielu. On sam, inaczej niż większość ludzi z działającego w latach 80. podziemnego "Tygodnika Mazowsze", nie poszedł tworzyć ,Gazety Wyborczej". Nie interesował się polityką. - W tamtym okresie ze strony Tadka widać było cień rywalizacji z ludźmi z "Wyborczej". Przychodził do nas i potrafił zrobić wielką awanturę o małą drukarkę - mówi Parnowski.

Sam Winkowski bez większych oporów przyznaje, że jest nadpobudliwym awanturnikiem: - Jestem nieprzystosowany społecznie. Wyrzucono mnie z ośmiu podstawówek, czterech liceów i czterech uczelni.

Biznesmen

Trudny charakter zupełnie mu nie przeszkadza w robieniu w interesów. Jest dziś właścicielem jednej z najnowocześniejszych drukarni w Europie, mieszczącej się w Pile. Posiada też zakłady w Radzyminie i Wyszkowie - ten ostatni dopiero co powstał i do 2010 roku ma się stać wielkim centrum poligraficznym. Drukuje 300 tytułów, między innymi: "Galę", "Wysokie Obcasy", "Politykę", "Przekrój", "Przyjaciółkę", "Vivę", a także ukraińskie "Elle", dodatki do francuskiego "Le Figaro" i pisma dla szwedzkiego Egmontu. Z eksportu pochodzi 35 procent przychodów firmy. Na rynku europejskim rywalizuje jedynie z koncernami międzynarodowymi i drukarniami z kapitałem takich magnatów jak Silvio Berlusconi.

W Polsce rynek czasopism podzielił się pół na pół - między niego a międzynarodowy koncern Donnelley. - Swój sukces osiągnął, bo potrafi wokół siebie skupiać ludzi - mówi Parnowski. Jego pracownicy jako jedyni w Europie sami montują maszyny drukarskie i robią to szybciej niż monterzy producentów sprzętu drukarskiego. Skąd Winkowski ich bierze? W Pile i Wyszkowie w technikach utworzył klasy poligraficzne, a dwóm najlepszym studentom wydziałów poligraficznych funduje stypendia w jednej z największych w USA drukarni QuadGraphics.

Tajemnica jego sukcesu tkwi też w sposobie negocjowania. Do pierwszego przetargu na druk miesięcznika "National Geographic" nawet nie został zaproszony. Ale i tak go dostał, choć jednym z wymogów było posiadanie maszyny do oprawy klejonej, której wtedy nie miał. Konkurenci z największych drukarni na świecie doceniają go w szczególny sposób: nie przysyłają mu zaproszeń na ważne spotkania branżowe. - Ostatnio coraz częściej - mówi