Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

ADHD a praca...

Moderator: Moderatorzy

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 14-03-2005 10:30

ADHD a praca...

Słuchajcie, z uporem maniaka będe drążyć ten temat (zasygnalizowałam go już na forum GW, ale odzewu jak nie było, tak nie ma :P): ADHD ma wpływ na moją pracę. Słowem, czasem mi ją ułatwia (jestem szybka, przebojowa, podejmuję się trudnych zadań),a czasem cholernie przeszkadza. Szczegolnie wtedy, kiedy moi szefowie (i współpracownicy) okazują się niekompetentni i nie nadążają za mną. Kiedy nie traktują mnie poważnie i np. spóźniają się po kilkadziesiąt minut na spotkania. Kiedy coś obiecują i nie dotrzymują słowa. W takich momentach poziom mojej złości i agresji niesamowicie skacze i pojawia się myśl: "A rzucić to w cholerę!" I nie ma w tym momencie znaczenia ile zarabiam, jakie znajomości sobie w tej pracy mogłabym wyrobić oraz jak dobrze by to wyglądało w moim CV. Coś mam wrażenie, że jestem socjopatą, który nie potrafi pracować w zespole i powinien raczej zostać malarzem czy innym artystą i być sobie samemu sterem, żeglarzem, okrętem. Cenię sobie swoją godność i niezależnośc i nie mam zamiaru dać włazić sobie na głowę, mimo że jestem jeszcze młoda i niedoświadczona i dobra praca jest dla mnie w tym momencie niesamowita szansą na przyszłość. Ufff, mam nadzieję, że zrozumieliście coś z tego bełkotu :D. Moje pytanie brzmi: czy i jak Wasze ADHD ma wpływ na wykonywaną pracę???
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 15-03-2005 08:32

ADHD na pewno miało wieki wpływ na moją pracę, nawet jak robiłam to co najbardziej lubiłam i sprawiało mi ogromną satysfakcję, niestety popadałam w konflikty z szefostwem, bo byłam za bardzo emocjonalna, jak powiedziała mi jedna z moich przełożonych, poprostu było po mnie widać kiedy jestem wściekła, nie potrafiłam i do dziś nie potrafię ukrywać emocji. Jak mi się coś nie podoba to już nie zawsze to powiem wprost, ale i tak widać, że jestem niezadowolona. Niestety organizacja imprez wymagała pełnego zorganizowania, a nie miał mnie kto pilnować, i następowały jakieś drobne wpadki, które nie podobały się moim przełożonym. Jak pracowałam jako przedstawiciel handlowy nie potrafiłam okłamywać klienta i wciskać mu ciemnoty, jak coś sprzedawałam musiałam wiedzieć sama, że jest to potrzebne temu klientowi i to też się nie podobało, więc ADHD przeszkadza w pracy, ale ja czuje się dobrze jak już wiem coś o ADHD, wcześniej było goprzej.
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 15-03-2005 08:56

Ja też mam problem z ukrywaniem emocji i raz mi się to udaje, a raz nie. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że mieszkam jeszcze z rodzicami i na "gwałt" nie potrzebuję jeszcze pieniędzy. Co nie zmienia faktu, że i tak chcę się uniezależnić. Zmierzam jednak do tego, że sądzę, że nie ma co za WSZELSKĄ cenę trwać w pracy, w której jest więcej minusów, niż plusów. Nasze zdrowie i komfort psychiczny też jest ważny :], dlatego w robocie krytkuję, co mi się nie podoba (i co się podoba też ;)) i liczę, że tym zyskam raczej szacunek, niż wymówienie z pracy ;). W ogólności, to do niedawna byłam w 100% przekonana, że chcę być dziennikarką, ale teraz, kiedy wpadłam po uszy w ten biznes, zaczęłam rewidować swoje przekonania. To ciężka branża,do której trzeba być odpowiednio przystosowanym (gróboskórnym,niesłownym, egoistycznym, bez skrupółów), a ja raczej nie jestem, przynajmniej póki co.
NA zakończenie powiem jeszcze, że ADHD to raczej dar, a nie przekleństwo, tylko trzeba je dobrze wykorzystać (piszę to w kontekście pracy).
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

verowa

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 230


Rejestracja:
10-03-2005 13:24

Post 15-03-2005 17:39

a mnie wlasnie teraz praca zassala do imentu, przepraszam ze ise nie odzywam, moze kiedyes jeszcze wroce na ziemie :)

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13293


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 15-03-2005 19:30

Ja jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że robię co lubię i jeszcze mi za to płacą. Choć nie powiem, moje adhd dało mi w kość wiele razy. Ale z drugiej strony umiałem znaleźć się w sytucjach kryzysowych, kiedy trzeba zapanować nad chaosem. Wymyślałem rozwiązania, które przerastały innych. Przyjmowałem pozycję eksperta.

weczi

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 541


Rejestracja:
20-03-2005 19:54

Lokalizacja: zagłebie

Post 28-03-2005 00:22

ja tez juz mam niemile przejscia w pracy choc prawie jej nie mialem :/
ADHD utrudnia i ulatwia - kwestia jak na to spojrzymy...
pracowalem w tym co kocham - robilem strony internetowe, grafike, animacje itp... ale no niestety - nie trzymam sie terminow, nie robie WSZYSTKIEGO co mam robic a najgorsze - robie po swojemu!
no a co ja na to poradze ze wiem lepiej:?: :lol:
no a co do emocji tez mam z tym problem, widac po mnie kiedy jestem nieszczesliwy albo zly... niezalezni czy w domu czy w pracy czy gdzies po za... zawsze jestem taki sam (jak szczesliwy to szczesliwy jak nie to nie)
Bartłomiej Weczera
www.ADHD.org.pl
bo razem łatwiej
weczi@o2.pl
________________
weni widi weczi

siwa

Awatar użytkownika

Posty: 3


Rejestracja:
27-03-2005 15:21

Lokalizacja: Warszawa/Żoliborz

Post 28-03-2005 12:00

Halina pisze:ADHD na pewno miało wieki wpływ na moją pracę, nawet jak robiłam to co najbardziej lubiłam i sprawiało mi ogromną satysfakcję, niestety popadałam w konflikty z szefostwem, bo byłam za bardzo emocjonalna

A ja się chciałam przywitać, powiedzieć, że właśnie przebijam się przez archiwalne wątki i podziękować, że mogę Was poczytać :)
Zaczynam widzieć, że nie jestem jedyna na świedzie :)

siwa
36 lat, ADHD detected ;)

ktostaki

Dama/Kawaler Brązowego Orderu ADHD

Posty: 14


Rejestracja:
22-04-2005 21:22

Lokalizacja: Łódź

Post 24-04-2005 13:51

babsy... jak znajdziesz jakas dobra prace i beda miejsca wolne to pilnie daj mi znac :):):)

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 29-04-2005 23:08

No to posłuchajcie mojej historii. Uśmiać się można. Postaram się nie zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo jeszcze kto mnie rozpozna, i co będzie...

Bardzo wcześnie rozpoznano u mnie... wysoki IQ. Byłam na tyle obiecująca, że ekscentryczne zachowania spisywano na konto "talentów". Zawsze czułam, że coś jest nie tak i dopiero po latach odkryłam, że mam znakomitą większość objawów ADHD. Przez ten czas zdążyłam skończyć liceum i pójść na studia. Nawet niezłe miałam oceny, chociaż uczyłam się zrywami i robiłam dziesięć rzeczy naraz. Często też odpływałam i marzyłam o niebieskich migdałach. Społecznie było ze mnie ( i jest nadal) niezłe ufo, emocjonalnie i towarzysko pełen kołowrót, ale jeśli chodzi o resztę, to z wad ADHDowca robiłam całkiem przyzwoite zalety.
No i prawdziwy kłopot mam dopiero teraz. Dałam się zrobić w zawód naukowca. Na ciekawych studiach nikt mi nie powiedział, że w rzeczywistości jest to robota nudna i powtarzalna aż do urzygania. Znaczy może i mówił, ale nie wyciągnęłam konsekwencji.
Zakwalifikowałam się na stypendium zagraniczne, gdzie tak dostałam w cztery litery od życia, że przez jakiś czas bałam się własnego cienia. Wróciłam, odsapnęłam i jak głupia wpakowałam się do pracy do laboratorium, gdzie co prawda ludzie są mili, tolerancyjni, a praca lekka, ale rutyna mnie przerasta. Nauczyłam się przez te wszystkie lata nieźle gryźć w język, ale to się nagromadza, nagromadza i w końcu wybucham. W dodatku naukowo jest tutaj tak, jak w większości miejsc w Polsce, znaczy tak sobie.
Rodzina oczekuje, że dam sobie radę, a ja tymczasem już nie wyrabiam emocjonalnie. Ojciec chce, żebym robiłam doktorat za granicą, bo tam coś osiągnę. Może rzeczywiście przetrzymałabym na ciekawszym temacie, ale chyba na lekach, bo nie inaczej.
No i teraz oczywiście to nie wszystko. Z nawyku odpływania w obłoki wyrosła mania pisarska, która z czasem trochę się wyrafinowała. Piszę niewiele, bo mam kłopoty z kończeniem opowieści i wiele z nich porzucam (tak, zgadnijcie dlaczego...), ale już sobie na to wynalazłam metody. Czasem nawet skutkują... Okazuje się, że teksty są obiecujące i być może nawet drukowalne.
Więc... nie wiem, czy realizować ambicje naukowe - bo intelektualnie spełniać się lubię i chcę, tylko emocje mi przeszkadzają... czy ryzykować wyjazd za granicę... tutaj pensja niestety nie pozwoli mi na utrzymanie... może jakieś proszki? Albo co? Odpuścić pisanie, czy trzymać się go? Kiedy myślę nad opowiadaniami, moja wydajnośc w pracy spada drastycznie. Trudno przełączyć mi się z zadania, w które się wkręciłam na jakąś rutynową pracę. Oczywiście, ta praca będzie miała jakieś efekty..... ale to trwa miesiącami, tak to jest w tym zawodzie.
Więc niby jestem człowiekiem sukcesu, bo i studia skończone, i praca, i nauka, i napisanych kilka dobrych tekstów. Ale emocjonalnie już zupełnie się gubię. Cały czas wiem, że powinno mnie stać na więcej, a w efekcie jest coraz gorzej. Wyczerpuje mnie to koszmarnie...
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

verowa

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 230


Rejestracja:
10-03-2005 13:24

Post 30-04-2005 11:31

blehlehle, to jest dobry post, dokladnie jakbym czytala o sobie :)
tez jestem "naukowcem", ktory ma problemy ze swoja naukowoscia...
oczywiscie nie odpowiem ci co zrobic, czy rzucac robote, czy jechac na stypendium, czy pisac... musisz o tym sama zdecydowac. ja (na dzis) zdecydowalam, ze dopisze doktorat, bo jednak za duzo juz czasu w niego wpakowalam, a i na przyszlosc sie przyda. ale czy potem zostane w nauce? nie wiem, watpie, chyba nie. korci mnie zeby robic cos innego. z drugiej strony, jak juz napisze, to moze mi takie obrzydzneie do tego wsyztkiego przejdzie?
jesli piszesz, to pisz dalej. to ci na pewno nie zaszkodzi :)
jesli lubisz wyjazdy, to jasne ze jedz. wolisz siedziec w kraju, to znajdz cos co cie w nim zainteresuje (to naprawde ciekawy kraj). ja lubie wyjezdzac, i jedna z opcji podoktoratowych jest wlasnie wyjazd na styp. uwielbiam nowe miejsca i nowe przygody. i wtedy tez o wiele latwiej mi sie pracuje, utrzymuje sie jakas rownowaga miedzy rutyniarstwem w pracy, a nowymi wrazeniami.
a w laboratorium mozesz robic rozne rzeczy - jesli ci obecny projekt nudzi, to wymysl inny ;)

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 04-05-2005 16:08

No tiaaaa... A mnie wywalili z tej pracy, o ktorej pisałam na początku tego wątku. Byłam za bardzo pyskata, za mało pokorna i dyspozycyjna (tak sądzę), to mnie posłali na drzewo. Jakoś specjalnie wyć do ksieżyca nie będę, bo psioczyłam na tę firmę niemożebnie, ale z drugiej strony... Najgorsze jest to, że nie potrafię trzymać jezyka za zębami i tulić uszu po sobie. Ostatnio dowiedziałam się jeszcze, że mam zupełnie nieakceptowalny timbre głosu, który sprawia, że żaden pracodawca nie patrzy na mnie przychylnie (jestem zbyt stanowcza i pewna siebie). Ręce opadają, bo nie wiem, jak się "ugrzecznić" i nie wyobrażam sobie włażenia w tyłek bez wazeliny przygłupiemu szefowi... Też pomyślałam sobei, że będę pisać, ale chyba jednak się do tego nie nadaję... Tak mi coś mówi. Generalnei jestem tym podłamana, ponieważ brak pracy działa na mnei koszmarnie deprymująco i depresyjnie. Żyć mi się odechciewa. A nie chcę robić byle czego za jakieś marne grosze. Mam wrażenie, że jestem stworzona do wielkich rzeczy :D:D:D:D, ale mogę się mylić :(. Suma sumarum chyba stąd wyjadę. Nie widzę tu dla siebie miejsca. Może gdzie indziej docenią moją niespożytą energię i werwę do działania, a także odwagę i przebojowość. Tutaj jest to gwoździem do trumny...
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13293


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 04-05-2005 17:05

Dziewczyno, chyba przesadzasz!!
Po prostu jeszcze nie znalazłaś swojego miejsca. Timbre głosu można poprawić. A jak na miejsce pracy psioczysz to nie dziw się, że na ciebie psioczą! Po prostu Twoje nastawienie jes widoczne!!
A do prób literackich bierz się, nie marudź! Nie od razu Kraków zbudowano. Jak bym ci dał laurkę na temat Twoich prób, to byś się wbiła w fałszywą dumę. Obiecujący początek, trzeba popracować nad formą.
Odrobinę wytrwałości.
Trzymam kciuki

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 05-05-2005 11:27

Widzisz, Dreptak, tylko że ja jestem w takim stanie, że nie mam na nic siły ani ochoty. Nie mam motywacji, nie widzę sensu. Nie wiem, co mam z tym robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, ale właśnei tak jest. Nie chce mi się. Czuję się zmęczona i zniechęcona. Zadaję sobie pytanie "Po co mam to robić" , a odpowiedź brzmi nieodmiennie :"Po nic, nie ma sensu." I co w takiej sytuacji mam począć? To ja jestem Adasiem Miauczyńskim z filmu "DZień świra". To ja jestem wypisz- wymaluj tym bohaterem! Codziennie brzmi mi w głowie tekst Adasia:" Jestem zmęczony, rozmontowany, w proszku. CZuję śmiertelne znużenie, choć niczego w życiu nie dokonałem. Muszę odpocząć!" Wiem, że to niezdrowe, ale tak właśnie jest. Może psychoterapia mi pomoże, bo póki co nie chce mi się za specjalnie nawet z łózka wstawać. Bo i po co? Mnie jest bardzo trudno skupiać się na rzeczach "małych". Ja muszę mieć motywację w postaci jakiegoś ogromnego stresu, noża na gardle, itd. Inaczej nie żyję. Uzależnienie od adrenaliny ???
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 05-05-2005 15:36

Odpocznij na świeżym powietrzu, nabierz dystansu. Może pomóc. Potem zawalczysz.
Po co? No nie wiem, dla przyszłego potomstwa? Bo dlaczego nie? Bo nie dasz sobie w kaszę dmuchać i jesteś groźna ;-) ?
A z ludźmi się zaprzyjaźniaj. Żadnej wazeliny nie trzeba. Jak ich lubisz, to oni ciebie lubią i łatwiej wybaczają potknięcia. Ale trzeba przetolerować, że bywają różni, nawet jak są przygłupi ;-) to przecież też ludzie :)
I nie musisz wymagać za wiele, nawet w najsłodszym jabłku będą robale, takie po prostu jest życie. To tych robali jeść nie trzeba. Chyba, że się nie brzydzisz, bo to też białko ;-)
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

filip222

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 247


Rejestracja:
08-04-2005 13:13

Post 06-05-2005 14:32

Rety :) Chciałem Ci coś sensownego napisać, ale właściwie jak się nad tym zastanowiłem, to ten temat porusza strasznie dużo wątków. Praca w grupie, tolerancja wobec siebie i innych, depresja, zagubienie, poszukiwanie swojego miejsca w życiu itd.

Gdybym znał odpowiedzi na te wszystkie pytania, to zapewne nie chodziłbym do psychiatry :)

Mam co prawda kilka pomysłów, nawet ostatnio zaczęłem je wcielać w życie, ale na razie to wszystko jest w fazie testów.

Dam znać, jak będę wiedział coś więcej. :)

PS. Najpierw zastanów się, czy nie oczekujesz od siebie i innych zbyt wiele. Pomocnicze pytania: kim jest dla Ciebie drugi człowiek: to raczej wróg, czy raczej przyjaciel? Kim jesteś dla siebie: swoim wrogiem, czy swoim przyjaciem, tzn. czy lubisz siebie, czy nie?

Np. z tym spóźnianiem się. Może tego nie robią celowo. Ja się często spóźniam i do tego nie robię tego świadome. Najpierw egzaminy do liceum, potem matura, potem na studia - byłem zawsze spóźniony. Dużo stresu mnie to kosztowało. Teraz mam fajne anegdotki do opowiadania, ale kiedyś się tym bardzo frustrowałem. Może ci ludzie o których mówisz, że spóźniają się na spotkania wcale nie są tacy z tego dumni?

Ja bym zrobił tak: ktoś się spóźnia ku mojej irytacji. Wtedy nie powiedziałbym mu tego napastliwie, czy z oburzeniem, a raczej z takim pobłażaniem, żeby dało się odczuć, że uważam, że musi się z tym źle czuć i jest mi przykro nie z powodu mojej straty czasu, a z powodu tego, że na pewno jest mu wstyd. Wtedy za drugim razem ta osoba pewnie zrobiłaby wszystko, żeby sie wyrobić na czas, a jeśli by się spóźniła, to czuje, że by było jej rzeczywiscie przykro. Pokręcone, ale ludzie nie są źli, tylko czasami nie są świadomi uczuć innych. Przynajmniej taka jest moja teoria :)

Niezły manewr, nie? :wink:

mtmonika

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1381


Rejestracja:
09-03-2005 11:42

Lokalizacja: Jaworzno/Górny Śląsk

Post 06-05-2005 14:51

Filip, ale z ciebie filozof :roll: !
Może to Twój psychiatra leży na kozetce, a Ty zadajesz pytania, co :wink: ?
Bo wygląda mi na to, że minąłeś sie z powołaniem.

Ja osobiście nie zabieram głosu w dyskusji, bo tematy mnie trochę przerastają, bynajmniej w ostatnich dniach :) .
Sama poruszyłam trudny dla mnie temat na forum Dzieci - może zajrzysz? (ten o wyprowadzce), ale inne też są ciekawe i trudne :wink: !

Miłego weekendowania wszystkim życzę!!!

PS. Zapomniałabym dodać, że mądrze gadasz i dobre pytania stawiasz :lol: !!
Monika
"Rodzice to skomplikowany system operacyjny" - wg Wiktora, czerwiec 2005

filip222

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 247


Rejestracja:
08-04-2005 13:13

Post 06-05-2005 15:14

No cóż. Fakt, że dużo myślę :) Tak właśnie o mnie mówią :)

Żona Dreptaka

Wsparcie

Posty: 6424


Rejestracja:
14-03-2005 21:39

Post 06-05-2005 21:58

filip3333 pisze: Pokręcone, ale ludzie nie są źli, tylko czasami nie są świadomi uczuć innych. Przynajmniej taka jest moja teoria :)
:wink:


Filipie,
To jest bardzo słuszna teoria!
A jak komuś udaje się krzekuć ją w praktykę, okazuje się jeszcze słuszniejsza.
Tylko, żeby się o tym przekonać, trzeba spróbować.
Szkoda, że ludzie tak rzadko wpadają na tę myśl, a jeszcze rzadziej próbują realizować.

Wiolka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 246


Rejestracja:
24-05-2005 08:54

Lokalizacja: Stargard Szczec.

Post 09-06-2005 17:43

Babsy, czy ty może piszesz o mojej sytuacji :D ? Zresztą wszystko to co napisaliście (może bez pisania ksiażek) odnoszę wrażenie, że ktoś obserwował moje życie. Także nie mogę zagrzać nigdzie na dłuzej miejsca. To jest moją zmorą. Był czas, że trwało to max 3-4 miesiące i do widzenia. A doszło do tego, że mam obiekcje, czy podejmując kolejną pracę nie spalę jej. No i dziś byłam też na takiej rozmowie, ale czy zostanę przyjęta to wielki znak zapytania. Potrzebuję tej pracy, bo zaczyna brakować mi pomysłów na podwyższenie adrenaliny. Mam tylko nadzieję, że zostanę przyjęta i podołam obowiązkom (szczególnie tym fizycznym). Mam za sobą 2 urlopy wychowawcze (okazały się lekarstwem). Teraz dzieci podrosły i nastał czas na "karierę" zawodową :D :D :D :D :D .
Spóźnianie sie też mam we krwi, ale dla mnie sposobem jest to, że umawiam sie na 30 min. wcześniej niż zaplanowane jest spotkanie. Wtedy mam pewność, że się nie spóźnię. Znajomi też o tym wiedzą i zaczęli stosować. No i przyniosło to skutek :D . Z drugiej strony powodem spóźnień są moje pociechy. Bardzo chętnie robią awanturę 10 min.(przysłowiowo) przed wyjściem. Za żadne skarby nie wyrabiałam sie idąc gdzieś, gdzie musiałam zabrać sie z nimi. I wprowadziłam zasadę 30-50 min. przed czasem. Teraz wychodzę spokojnie, bo wiem, że mam zapas czasu i zdążę :D :D :D .

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 09-07-2005 21:45

Hm, postanowiłam zapisać się na dodatkowe studia podyplomowe, zaocznie, czyli tylko w weekendy. Plus: będzie zapasowy fach w ręku, jeśli ten doktorat nie wypali. Minus: zabiera czas i jeszcze nie wiem, czy jestem na tyle silna, żeby podołać.
Boję się, nie wiem, czy się nie przeceniam. Studia są płatne - na wejściu płaci się 10% czesnego. To tylko dwa lata, a kierunek dobry, więc niby warto. Iść w to i kompletować portfolio? Mierzenie siły na zamiary bywa czasem zabójcze. A może jednak zaryzykować, ewentualnie zrezygnować potem? Ufff, chcę, ale jestem strasznie zdenerwowana.
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

Wiolka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 246


Rejestracja:
24-05-2005 08:54

Lokalizacja: Stargard Szczec.

Post 10-07-2005 11:49

Przepraszam wszystkich jeśli swoją wypowiedzią kogoś obrażę. Nie mam takiego zamiaru. Każdy zrobi jak będzie chciał. Kilka miesięcy temu czytałam raport o wykształceniu i co się okazało. Najwiecej osób z wykształceniem wyższym jest w....... zachodniopomorskim!. Zastanawiam się po co aż tyle kierunków ludzie kończą? Mając dwadzieścia pare lat osoba taka ma kilka specjalizacji. I po co jej to?!? Pracy nie może znaleźć, bo za dobra jest, wygryzie szefa z funkcji. A ci co nie stać jest na wykształcenie, albo choćby zrobienie 1 kierunku na studiach głowi sie jak znaleźć pracę. Pracodawcy do zwykłej pracy, którą może wykonywać osoba o wykszt. zawodowych ewentualnie średnim, zaczęli wymagać osób z wyższym wykształceniem. Brzydko powiem - czy np. do sprzatania potrzebna jest osoba ze średnim lub wyższym wykształceniem?!? Przecież to się robi totalna bzdura! Co mają zrobić osoby, których nie stać na studia, żeby choćby pracować na najniższym stanowisku? Nie mam nic przeciwko tym osobom, które chcą sie kształcić. Wina leży po stronie pracodawców. Co oni wyprawiają z ludźmi? Na zwykłe stanowisko chcą osób z wyższym, 5 językami, bez dzieci, dyspozycyjnością 24/dobę, itd. Do czego oni chcą społeczeństwo zmusić? Żeby wszyscy mięli wyższe? Może lepiej będzie zwrócić wiekszą uwagę na poziom tych niższych szkół? Przepraszam za moją opinie, ale szlak trafia jak słyszę o kolejnych studiach, bo ktoś nie wie co ze sobą zrobić. Jeśli jest brak fachowców w jakimś rejonie to ok, ale w niektórych robi się za wysoki poziom i bezrobocie wzrasta tym sposobem. Dlaczego w niektórych rejonach są poprostu modne studia? Jak nie studiujesz to nic nie znaczysz! Dlaczego tak sie dzieje? Dlaczego szukając pracy w innym terenie jest takiej jakiej szukam pod dostatkiem i brakuje ludzi do pracy? Czy ktoś jest w stanie mi to wytłumaczyć?
stworzonko i inni - może to moja niemoc odzywa się? Może brak pracy od dłuższego czasu doprowadza mnie do takiego stanu? Chę pracować i nie mogę się nigdzie dostać! Bo..... nie mam wykształcenia wyższego! Podyplomowego! Przecież taką pracę można wykonywać z niższym wyksztaceniem! Po co te wszystkie szkoły po drodze? Żeby dostać się na studia? Ludzie, a gdzie życie rodzinne, dzieci? Czy życie teraz polega na tym, żeby uczyć się i pracować, a później do piachu? Co to za życie?!? Jaka przyszłość czeka ludzkość? A może od razu zastosować 'sexmisję' i po problemie będzie? :roll:

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 10-07-2005 12:05

Wiolu, ja myślę, że to nie do końca jest tak, ja też jestem bez pracy, mam kiepski zawód, nie mam prawa jazdy, i bardzo chcę studiować pomimo skończonej 40, teraz właśnie jak nie chcę miec już więcej dzieci, jak dojrzałam do podejmowania decyzji, jak zrozumiałam, co teraz chcę robić, wcześniej tego nie wiedziałam zaczęłam studiować na 4 kierunkach, żadnego nie skończyłam, a teraz żałuję, bo jeden z nich był tym co chcę teraz robić, ale właśnie wtedy poznałam swojego męża, i urodziłam pierwsze dziecko, łatwo było wtedy przerwać studia, a decyzja o ponownym ich podjęciu już była trudniejsza, bo zaczął się codzienny kierat i wydatki, więc dopóki ktoś nie ma zobowiązań rodzinnych na pewno jest mu łatwiej i jeśli czuje taka potrzebę, to niech się uczy, dopóki mu sił i pieniędzy starczy, bo jak będzie miał zobowiązania rodzinne, to będzie trudniej. A mając więcej kierunków, ma się większe perspektywy na znalezienie właśnie takiej pracy jaką się chce wykonywać.
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 10-07-2005 18:04

Niestety sytuacja w kraju jest, jaka jest. Można narzekać, że to niesprawiedliwe, ale i tak jeszcze nie osiągnęliśmy europejskich standardów - tam ludzie zakładają rodziny dopiero około trzydziestki.
Mam wielu znajomych, którzy studiują "podwójnie" i powody są różne - lepsze kwalifikacje, ucieczka przed dorosłym życiem, kompromis w wyborze między kierunkiem praktycznym a tym wymarzonym.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam - teoretycznie nie powinnam w ogóle narzekać, bo pracę w zawodzie mam. Z tym, że nie wiem, czy nie wybrałam niewłaściwego kierunku i teraz rozglądam się za przekwalifikowaniem. W moim zawodzie młodym jest ciężko. To jeszcze nie jak lekarz (specjalizacje) albo prawnik (aplikacja), ale podstawowe studia też niewiele dają. Jeśli nie zrobię doktoratu, to będę przecież musiała pójść na przedstawiciela handlowego, a taka praca mnie przeraża.
A poza tym, kurczę, ja po prostu lubię studiować. Chociaż nie byłam studentką na "piątkę", najlepiej czuję się przetwarzając jakieś informacje.
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 10-07-2005 18:34

Wiolko! Oczywiście- pisałam o sobie. Mam niesamowite problemy ze zdobyciem i utrzymaniem pracy. A jest to dla mnie nie lada problem, bo praca (i odnoszone w niej sukcesy) gwarantują mi skoki adrenaliny i podniecenie, bez którego więdnę i zapadam się w sobie. Moje poczucie wlasnej wartości kurczy się jak suszony daktyl. A, co najgorsze, nie wiem, co robić, żeby sytuację zmienic! WYchodzi na to, że ja nie mam instytnktu samozachowawczego! Nie udaję szarej myszy, tylko walę prosto z mostu. A potem współpracownicy szczypią mnie pod stołem i uciszają, bo przecież "szefa się nie krytykuje". A ja do nich: "Co? W którym momencie cos złego powiedziałam?" Ja tego po prostu NIE CZUJĘ, a jak się czegoś nie czuje, to trudno nad tym panować. Ponad to sądziłam, że geniusze z ADHD mają swoje wady, ale pracodawcy wybaczą im je na poczet ich genialnej przecież pracy (szybszej, kreatywniejszej niż przeciętnych pracownikłów). Tym bardziej, myślałam, w mediach, gdzie co drugi ma jakiegoś "świra". Tymczasem okazuje się, że hasło "mierny, bierny, ale wierny" jest w POlsce nadal zasadą nr 1. Bardzo mnie to frustruje. Tym bardziej, że groszem nie śmierdzę, co jeszcze bardziej poglębia mój smutek i niezadowolenie z życia.
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

Wiolka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 246


Rejestracja:
24-05-2005 08:54

Lokalizacja: Stargard Szczec.

Post 11-07-2005 11:46

Halinko i stworzonko. Nie zrozumiałyśmy się do końca. Ja też jestem za tym, żeby ludzie uczyli się, podwyższali swoje umiejętnosci, itd. Chodziło mi o to, że pracodawcy wymagają coraz to wyższych kwalifikacji. Rozumiem, cywilizacja idzie do przodu, trzeba obsługować przeróżne sprzęty, uczyć się nowych rozwiązań, powstają nowe technologie, odkrywamy różne rzeczy, które już były, ale dopiero teraz je poznajemy, itd. Fakt - musimy się dostosować. Tylko nie rozumiem jak można stiudiować 2 kierunki, uczyć się w tym czasie jeszcze jezyków, chodzić do pracy. Przecież to nie jest sytuacja na dłuższą metę. Jaką wartość więc mają takie studia? Przecież trzeba napisać prace, nauczyć się do egzaminu i z różnych spraw się wywiązać. Dlatego pytam się, gdzie leży wina? Po stronie pracodawcy czy społeczeństwa, które musi sprostać wyzwaniu? Czy nie lepiej byłoby podwyższyć poziom dotychczasowych szkół, zamiast 'robić' 2-3 kierunki na studiach? Może czas najwyższy zacząć wymagać od uczniów, studentów większej konsekwencji w nauce? Moim zdaniem robienie kilku kierunków na raz to głupota. Nie nauczy się nikt tak jak powinien. Chodzi mi o wartość takiej nauki. Co to za robienie kierunku, jak większość prac jest pisana przez inną osobę lub ściągnięte z neta? Większość ludzi nie czyta nawet tego co dostała. I jaka to jest nauka? Tak to i ja potrafię uczyć się na odwal i zrobić kilka kierunków na raz. Zwróćcie uwagę, ilu niedoszłych pracowników biadoli, że pokończyło studia i nie pracują lub dostają jakąś pracę 'przedstawiciela handlowego' ( sorki bobsy) lub sprzątaczki, bo ich umiejętności w kierunku co skończyli są b. marne. Skończ studia, 1 jeden kierunek, dobrze przemyślany, rozwijaj sie w nim. A jeśli nie trafisz z wyborem jest jeszcze 'studium' podyplomowe (jeśli się nie mylę). Ale studia? Kolejne 5 lat? A póżniej nastepne. I jak tak długo można?
Halinko, piszesz, że bardzo cieżko wrócić na studia. Owszem, ciężko jest uczyć się mająć gromadkę na głowie. Broniłam dyplomu w styczniu tego roku. Dlatego wiem co to jest za stres i poświęcenie. Ale nasz żywot ma pewiem schemat. Rodzimy się, uczymy, rodzimy dzieci, wychowujemy je, martwimy się czy dobrze nimi pokierujemy, czy osiągniemy wymarzony postawiony sobie cel w życiu. I tu się ten cel liczy. Wszystko zależy od tego czego chcemy od życia. Co i kiedy chcemy robić w życiu. Wiem, że wiek nastoletni to jescze nie czas (?) na podejmowanie decyzji. Dużo osób mówi nawet, że przed 30-tką jeszcze ludzie nie wiedzą co chą robić ze swoim życiem? To kiedy oni chcą zdecydować? Jak życie przeleci im przez palce? Nie rozumiem ludzi, którzy żyją z dnia na dzień. Nie mają wyznaczonego celu w życiu. owszem, nie raz ten plan zostaje zachwiany, ale zawsze jest wyjście żeby dążyć wybraną drogą. Nasze cechy widzimy już bedąc dziećmi, nastolatkami. Mamy wtedy marzenia, plany. Dlaczego z nich tak łatwo rezygnujemy? bo sytuacja gospodarcza nas do tego zmusza? Nieprawda. To one powoduje, że nasze marzenia są takie a nie inne. To wg niej układamy sobie życie. A że się zmienia - to my dostosujmy się do niej nie rezygnując z naszych planów. Chcę być lekarzem, leczyć dzieci - to uczę się na lekarza, douczam się, kończę specjalizację, czytam, piszę, kontaktuję się z innymi, ale cały czas w tym kierunku. Tak aby u kresu życia powiedzieć <zrobiłam dużo dla siebie, społeczeństwa, dzieci, mam rodzinę, czy coś mogę jeszcze dla kogoś zrobić?> Czy to nie jest perspektywa? Nie wyobrażam sobie, żebym na koniec swego żywota stwierdziła <całe życie poświęciłam się nauce dla siebie, pracowałam dla siebie, rodzina się odsunęła ode mnie albo nie mam jej wcale. Nie twierdzę, żeby żyć stereotypami. Zmiany gospodarcze nam na to nie pozwolą. Ale możemy tak pokierować swym życiem, pomimo tych zmian tak jak je zaplanowaliśmy kiedyś.
Tak jak u większości z nas cechą wspólną jest do pełnoletności nauka. U mnie później były w planie małżeństwo i dzieci. Teraz przyszedł czas na pracę zawodową. Mam dla kogo żyć, pracować, cieszyć się, martwić się, pomagać, snuć plany na przyszłość. i nie ważne jest w jakim stanie jest nasza gospodarka, czy jest źle czy dobrze. Ja mam dla kogo żyć! I to jest ważne. Zaplanowałam swój kierunek już jako nastolatka. I dąże do niego. To mi dodaje energii, bo mam cel, który chcę osiągnąć. A to, że życie płata niespodzianki to dodaje uroku, powoduje, że myślimy, rozwiązujemy swe problemy napotkane po drodze, ale cały czas dążymy do celu.

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 11-07-2005 12:08

Nauka nauką, kwalifikacje kwalifikacjami, a życie sobie. Ja mam, relatywnie, bardzo dobre CV, 3 języki, prawo jazdy, półtoraroczne doświadczenie w mediach oraz półroczne jako tłumacz, a mam dopiero 22 lata. Studiuję, ukończyłam szkołę muzyczną, łazę na różne kursy i mam FC. I co? I nico! To też za mało! Owszem, może na kasjerkę w supermarkecie to wystarczy, ale do mediów przebić się z powrotem nie mogę. A dlaczego? A no dlatego, że nie mam układu i nie potrafię ludziom tyłków lizać. A to jest teraz ważniejsze niż kwalifikacje. Tak wynika przynajmniej z mojego doświadczenia. Kolesiostwo rządzi. Dlatego uważam , że nie ma dla mnie miejsca w Polsce, będę szukać szczęścia za granicą. Może tam mnie docenią. Nie wiem, co jeszcze musiałabym robić, by być wystarczająco doba. A może właśnie jestem za dobra? Może ludzie uważają mnie za potencjalne zagrożenie i dlatego wywalają z roboty?
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

tomek

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 830


Rejestracja:
20-02-2005 23:21

Lokalizacja: Warszawa

Post 11-07-2005 12:58

Trzy główne hasła rewolucji farncuskiej w wersji przystosowanej do życia się kłaniają: wolność, równość, kumoterstwo :P:P
Polska to kraj odwrotny (...) jesteśmy gdzieś między antylopami a słoniami)

Ignacy Baumberg, koordynator medyczny psp.

Wiolka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 246


Rejestracja:
24-05-2005 08:54

Lokalizacja: Stargard Szczec.

Post 11-07-2005 15:28

O rany to ja napisałam? :shock: Chyba nie obraziłam tym nikogo? :roll: [smilie=heart fill with love.gif]
Halinko, a co teraz stoi ci na przeszkodzie, żeby wrócić na studia, na twój kierunek? Świat się nie zawali jak spełnisz swe marzenie o studiach i późniejszej pracy. Masz męża, rodzinę, której poświęciłaś swe piękne lata. Może teraz jest ta chwila na kontynuację nauki? Jak sama piszesz, że pomimo lat chcesz się uczyć. Niedługo dzieci pójdą w świat i reszta będzie należeć do ciebie. Dzieci nie będą się oglądać czy jesteś sama czy nie. Ich życie będzie się toczyło z dala od rodziców, my zostaniemy sami z wolnym czasem i kupą niespełnionych zamierzeń. Dlatego chciałam mieć najpierw dzieci, żeby wiedzieć dla kogo żyję, po co? Dzieciaki już mało co liczą się z moją opinią, mają swoje pomysły, poglądy i co na niektóre nie mam już wpływu. To jest ich życie. Ja mogę jeszcze tylko coś podpowiedzieć, a oni i tak zrobią co będą uważać za stosowne. Mają zbyt duży temperament, są to silne charaktery. Moja rola ogranicza się już tylko do ewentualnego ich bezpieczeństwa.
Chyba już starczy tych wywodów. Pozdrowionka dla wszystkich. Każdy ma jakiś cel w życiu. Nawet ten co się obija - bo chce tak spędzić życie - na obijaniu się.
Zresztą co tu dużo gadać przecież to strona z adhd i każdy zrobi jak mu temperament podpowie. :D :P :D

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 11-07-2005 17:21

Wiolka, ale zasadniczo masz dużo racji :) Tylko trzeba od tego odjąć jakieś 50% emocji. Wiadomo, że z pracą ciężko i wiadomo, że niektórzy mają okrutne ambicje i żeby je spełnić, robią czasem straszne hopy i siupy, z kończeniem pięciu kierunków włącznie. W dobrej wierze.
Wiadomo też, że wiele rzeczy załatwia się po znajomości, ale nie przesadzajmy, przy odrobinie cierpliwości (ja wiem, adhd...) wiele się jednak da zrobić.
Nawet z sytuacją w moim zawodzie nie jest w sumie gorzej, niż w innych krajach. Zasadniczo, żeby odnosić sukcesy i nie wyjeżdżać, trzeba być Anglikiem, Francuzem albo Amerykaninem, ale i tak wszyscy podróżują jak dzicy. Taka branża.
Ludzie tak wcale nie planują sobie życia, kiedyś też sądziłam, że to źle, a teraz myślę, że może i zdrowiej żyć chwilą. Bo dostałam, czego chciałam - a w sumie okazało się to trudne do zgryzienia.
Mówią, mierz siły na zamiary - ale czasem sił nie dostaje, taka karma. Ciężko zawieść się totalnie na swoim życiowym celu, ale trzeba się pozbierać i iść dalej. Może znaleźć nowy cel. Może mi się uda? Mam nadzieję, że nam wszystkim się będzie udawało :)
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

olajaksa

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 105


Rejestracja:
04-07-2005 18:42

Post 11-07-2005 17:28

Tak :D Nie rezygnujmy z marzeń. Nawet gdyby nie wyszło do końca tak, jakbyśmy chcieli, to dzięki naszym wysiłkom będziemy i tak na plusie bardziej niż gdybyśmy siedli i koncentrowali się na minusach naszych planów i niczego nie podjęli, by być bliżej celu.

Rudi35

Dama/Kawaler Brązowego Orderu ADHD

Posty: 22


Rejestracja:
20-06-2005 22:41

Lokalizacja: Kraków

Post 11-07-2005 23:46

Strasznie dużo napisaliście postów na temat pracy.
Z moich doświadczeń z pracą i ADHD wynika, że najlepiej jest pracować u siebie i dla siebie, o ile oczywiście jest taka możliwość. Niby z klientami też trzeba się czasem poużerać, jednak jest to zawsze inaczej niż z pracodawcą.
Co do studiowania w nieskończoność i braku pracy po studiach, to Polska jest jakimś dziwnym ewenementem. Sekretarka czy w nowomowie "asystentka" wcale nie potrzebuje studiów wyższych.
Recepcjoniście w hotelu wystarczyłaby zupełnie matura i znajomość angielskiego i może jeszcze jednego języka na poziomie komunikatywnym.
Mamy jednak duże bezrobocie i w kwestii pracy obowiązują rynkowe prawa popytu i podaży, więc pracodawcy mogą sobie wydziwiać jak chcą - ktoś będzie podskakiwał, to znajdzie się inny, który podskakiwał nie będzie.
Babsy pisała, że hasło "mierny, bierny, ale wierny" jest w Polsce nadal zasadą nr 1 i taka jest niestety prawda - dobry pracownik wcale nie musi być ani mądry, ani kreatywny - wystarczy by orał jak wół i najlepiej za darmo (przynajmniej w nadgodzinach).
Niestety taka jest specyfika tego kraju, a na zmiany jest jeszcze chyba za wcześnie - mentalnie jesteśmy daleko w tyle. Politycy traktują niepoważnie obywateli, pracodawcy piłują swoich pracowników - pewien zaklęty krąg.
Nie podniecałbym się też modą na wyższe wykształcenie - sam kończyłem studia w połowie lat 90-tych - wtedy był jeszcze jakiś poziom. Dziś gdy słyszę, co ci studiujący młodzi ludzie wiedzą i czego ich uczą, gdy koleżanka czyta mi fragmenty prac, jakie piszą, to po prostu ogarnia mnie przerażenie - owszem nie dotyczy to wszystkich, ale jednak poziom spada, co też jest sterowane odgórnie. Nie liczy się jakość, tylko statystyki. Przy okazji uczelnie, które kształcą za kasę mają jak na razie jej stały i pewny dopływ.
Pozdrawiam
rudi35
Freude schöner Göterfunken Tochter aus Elisium.
Wir betreten feuertrunken himmlische dein Heiligtum.
Deine Zauber binden wieder, was die Mode streng geteilt.
Alle Menschen werden Brüder, wo dein sanfter Flügel weilt.

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 11-07-2005 23:55

Brak pracy jest dla mnie cholerną porażką. Wybaczcie, że teraz się trochę pochwalę, ale: nieważne, ze w firmie robiłam wszystko 3 razy szybciej, niż inni. Nieważne, że w mig łapałam, o co biega. Nieważne, że nie spóźniałam się i wywiązywałam z obowiązkow. Nieważne, że nie było dla mnie rzeczy niemożliwych. Nieważne te języki i inne bzdety. Ważne było, że nie dawałam sobie włazić na głowę i nie przyjechałam do firmy w sobotę wieczorem (będąc tylko współpracownikiem), bo ktoś zawalił robotę i trzeba było na gwałt poprawiac. Ważne było, że sktytykowałam szefa i nie chciałam siedzieć w kąciku z uszami po sobie. Ważne było, że- ze względu na UDOKUMENTOWANĄ CHOROBĘ- odmówiłam wyjazdu "w teren" (500 km od Warszawy). Naprawdę, coś takiego odbiera wszelkie chęci do działania. JEstem pewna, że to, co napisałam, tyczy się wielu ADHDowców. Przecież jesteśmy bardzo inteligentni i bystrzy, o wiele bardziej kreatywni i błyskotliwi niż przeciętni ludzie. Tylko że to się nie liczy. Bo stanowimy zagrożenie dla durnowatego szefa, który zaczyna się nas bać. TO jakieś chore. Sądzę, że ADHDowcy są skazani na samotność, a jeszcze lepiej- na artystyczny zawód. Takiego Dalego, Mozarta czy innego Bethoveena nikt nie śmiał skrytykować, wszyscy uwielbiali i podziwiali, na bok spychając "dziwactwa", bo przecież artysta bez "hopla" jest jak rower bez łańcucha. Tylko jak to wszystko zrealizować w dzisiejszym świecie?
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

Rudi35

Dama/Kawaler Brązowego Orderu ADHD

Posty: 22


Rejestracja:
20-06-2005 22:41

Lokalizacja: Kraków

Post 12-07-2005 00:11

No tak babsy, doskonale rozumiem, też bym nie pojechał 500 km za friko i też bym pewnie wyraził swoją opinię, gdybym uznał, że ktoś odstawia jakąś superfuszerę, nawet gdy jest szefem.
Są jednak pewne realia w tym kraju, których nie przeskoczymy. Nie możesz się stawiać i nie powinnaś mieć własnego zdania - inaczej się narazisz, a na twoje miejsce się ktoś znajdzie, co nie będzie skakał, a na dodatek można mu będzie zapłacić o połowę mniej.
Dlatego najlepiej w miarę możliwości wolny zawód, a jak już ma to być praca w jakiejś firmmie czy korporacji, to nigdy od 8:00 do 16:00 i najlepiej pozostawiająca dużo autonomii.
Pozdrawiam
rudi35
Freude schöner Göterfunken Tochter aus Elisium.
Wir betreten feuertrunken himmlische dein Heiligtum.
Deine Zauber binden wieder, was die Mode streng geteilt.
Alle Menschen werden Brüder, wo dein sanfter Flügel weilt.

kaszka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 301


Rejestracja:
09-03-2005 08:19

Lokalizacja: Lublin

Post 12-07-2005 06:56

Babsy "pocieszę Cię". że nieadehadowcy też mają podobne problemy...

I jeszcze w sprawie wykształcenia i możliwości zdobycia pracy.
W związku z ogłoszeniem o wakacie na stanowisku sekretarki wpłynęło do (...) 300 podań. Wśród ludzi którzy złożyli te podania były osoby z doktoratami, z dwoma fakultetami, sudiami podyplomowymi itd itp. Wybrano (na pewno bez znajomości) osobę, która miała doświadczenie sekretarki, nie miała skończonych studiów, natomiast umiała język angielski.
Myślę, że był to dobry wybór. To fakt autentyczny, czyli tak też się w życiu zdarza.
Kaśka
Chodzi właściwie tylko o to, żeby mieć trochę troski, trochę względów o innych

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 12-07-2005 08:17

Ktoś kiedyś zapytał mnie: "Czy tobie w ogóle zależy na opinii innych ludzi? Zachowujesz się bowiem, jakbyś cały świat miała serdeczniew d..." Problem polega na tym, że ja nie mam instynktu samozachowawczego w pracy. Zawsze jak pozwalam sobie powiedzieć więcej, to mam wrażenie, że robię to w "słusznej sprawie": krytykuję materiał, który ma iść na antenę, bo po co puszczać gniota; bronię się przed szefem, bo dlaczego mam pozwolić na fałszywe zarzuty i oskarżenia. Wg. mnie wszystko jest ok, a dopiero potem wychodzi, że wcale nie. I jak panować nad czymś, czego się w ogóle nie zauważa :?:
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

kaszka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 301


Rejestracja:
09-03-2005 08:19

Lokalizacja: Lublin

Post 12-07-2005 09:23

Tak, tak. Mnie również gnębi to pytanie, co prawda dotyczy to innych moich zachowań, ale :jak panować nad czymś czego się nie zauważa. :?:

Myślę nad tym już wiele lat i nie wymyśliłam. W związku z czym "miś (a raczej Tur) o bardzo małym rozumku" czyli ja dałam sobie spokój z tym problemem i dostosowałam się do warunków.

Ja Ci rad babsy dawać nie będę. Musisz znaleźć wyjście sama, albo się szarpać...
Kaśka
Chodzi właściwie tylko o to, żeby mieć trochę troski, trochę względów o innych

Ania

Posty: 4


Rejestracja:
14-07-2005 21:12

Lokalizacja: warszawa

Post 14-07-2005 21:55

nuda w pracy

Dość długo miałam problem - nie tyle ze znalezieniem pracy, co z zahaczeniem się gdzieś na dłużej. Zawsze wiedziałam, że nie mogę pracować „od – do” i nie może być to jakaś powtarzająca się czynność. Mój obszar poszukiwań był więc od początku zawężony. Pomijając prace młodzieńcze (typu: sprzątanie, remonty, opieka nad dziećmi) od razu zaczęłam startować w zawodzie dziennikarza. Szło mi nieźle, najgorsze były terminy – wszystko zostawiałam na ostatnią chwilę. I tak sobie skakałam z redakcji do redakcji, z żadną nie wiążąc się na dłużej. Niestety było to niezbyt atrakcyjne finansowo. W pewnym momencie trafiłam do telewizji, gdzie ktoś zaproponował mi związanie się na stałe z pewnym programem cyklicznym. Zgodziłam się i z duszą na ramieniu zaczęłam współpracę. Przez dwa lata było świetnie. Doceniłam stabilizację – choć nie jest to etat i mam nienormowany czas pracy, bardzo się wiele nauczyłam (i cały czas uczę nowych specjalizacji, np. montażu filmów) a i finansowo nie jest najgorzej. I byłoby pięknie gdyby nie to, że już mnie to NUDZI. Głupotą byłoby teraz rezygnowanie z pracy. Ale zaczynam się okropnie męczyć. Nie ma we mnie już tego entuzjazmu i energii. Coś we mnie krzyczy: UCIEKAJ. I to jest okropne. Ludzie w pracy już przyzwyczaili się do moich „dziwactw” (oczywiście związanych z ADHD. Wprawdzie pracuje czasami po 17 godzin na dobę ale mam tu dobrze. Dlaczego chcę wiać? Macie też podobne doświadczenia? Pozdrawiam serdecznie.

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 14-07-2005 22:21

Rany boskie! Co ja mam zrobić, żeby mieć takie problemy, jak Ty! Praca w telewizji to moje marzenie, pracowałam na Woronicza przez rok i całkowicie mnie to pochłonęło. Potem progam się skonczył, a mnie "zredukowano" i od tamtej pory nie wiem, jak wócić. A czuję, że tylko w telewizji jestem w stanie się jakoś zrealizować. To mnie kręci, pobudza, stymuluje. Jestem w stanie na rzęsach stanąć, zeby robotę wykonać dobrze. Kiedy pracowalam w TVP byłam szczęśliwa. Teraz już nie pracuję i zdycham sfrustrowana na kanapie. Aniu! Chętnie się z Tobą zamienię!
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 14-07-2005 22:31

Hm, mam bardzo podobnie, tylko ja właśnie pracuję "od do" w zawodzie naukowca (in spe jak na razie) i też mam nieraz ochotę uciekać, koszmarnie, i to w miarę możliwości szybko. Mówisz, że praca dziennikarza nie chroni przed syndromem zmęczenia materiału...?
Ale dwa lata nad jednym programem to chyba dużo w tym zawodzie? Może własny załóż? Albo we współpracy? Tak, żeby trochę ruszyć zastałe trybiki.
Mnie ostatnio odświeżyło, jak się przeszłam składać papiery na dodatkowe studia, dziennikarskie właśnie. Nie wiem jeszcze, czy przypieczętuję swoją decyzję opłatą, ale sam fakt posiadania nowego celu, rozglądania się po nowych możliwościach sprawił, że i w laboratorium pracowało mi się lepiej. Możliwe, że potrzebujesz ciągle czegoś, nad czym twój mózg mógłby pracować, a program stał się rutyną i już ci tego nie zapewnia.
A może......... zmienić coś w samym programie??
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

Ania

Posty: 4


Rejestracja:
14-07-2005 21:12

Lokalizacja: warszawa

Post 14-07-2005 22:35

Babsy, w sumie nie pomyślałam - pisząc o problemie nudy (może wypalenia) - o tych, którzy teraz pracy nie mają (albo mają niezbyt ciekawą). Mój błąd i przepraszam. A co robiłaś w TVP? Pytam, bo czasami szukam współpracowników. A co do mnie, to praca w TV nie jest moim marzeniem, choć oczywiście ją doceniam i naprawdę dużo mi dała. Ja już bym chciała robić coś bardziej autorskiego - swojego. Moją pasją są filmy dokumentalne, ale wiesz jak to w TV, 3 dni zdjęciowe i po robocie. A ja wolę długo dłubać w temacie. I ten wieczny pośpiech i powierzchowność mnie męczy (sama jestem pośpieszna i powierzchowna i z tym walczę). A z drugiej strony bat nad głową jest dla ADHD-owca czasami niezbędny. No i ta adrenalina. Jak zaczynałam pracę to miałam wiatr w skrzydłach i pełen entuzjazm, ale dziś już o trochę co innego mi chyba chodzi. Pozdrawiam :)

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 14-07-2005 22:44

Aniu! Ja robiłam reportaże w programie "Obraz niekontrolowany" (coś jak "Uwaga" czy "Interwencja"). TO było to. Od tamtej pory wiem, że tylko dziennikarstwo mogę uprawiać zawodowo, ale- o ironio!- pracę jest mi cholernie trudno odzyskać. Wiadomo- w TVP rządzą znajomości. Ja okazałam się- najwyraźniej- za krótka. A co do autorskich programów- to też przecież można robić. Trzeba napisać scenariusz, może uzyskać sponsora, zainteresować, kogo trzeba. Ja znam dwóch kolesi z działu dokumentu, ciągle mają pełne ręce roboty.
Sądzę, że dla ADHDowca nie ma lepszego miejsa, niż media: nienormowany czas pracy, adrenalinka, fajni ludzie, czasem jeszcze bardziej pokręceni, niż my, ta specyficzna atmosfera, dowcipy... Aż chce się tam przychodzić! Nie wyobrażam sobie, że można się tak czuć gdziekolwiek indziej. Dlatego jestem tak zdeterminowana. Niech mi tylko dadzą szansę! Niech mi pozwolą się wykazać, to ja już pokażę, na co mnie stac.
A powiedz, Aniu, czy Ty nie miałaś kłopotów w robocie przez ADHD? I dlaczego czujesz się wypalona? Schematyzm Cię dobija? Nic prostrzego- zmień redakcję :).
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 14-07-2005 22:57

A ja cię Aniu po prostu uściskam - za to, że się tutaj zjawiłaś ^^
Pisz, pisz, yesss master :D Może wykombinuję wreszcie, co ze sobą zrobić. ^^ A i ty sobie na pewno poradzisz!
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

Ania

Posty: 4


Rejestracja:
14-07-2005 21:12

Lokalizacja: warszawa

Post 14-07-2005 23:08

Kłopoty oczywiście są, bez przerwy. Ale mam teraz sekretarkę, która bardzo pomaga mi w dotrzymywaniu terminów :) No i oczywiście brak koncentracji - właśnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna. Nie mówiąc już o moich głupawkach i kompletnie nieadekwatnych ripostach:)
Myślę, że jestem typem człowieka (jak pewnie wiele tu osób), który potrzebuje zmian, ale sama wiesz, że niełatwo zmienić pracę - bo taki mam akurat kaprys. Pracuję nad tym i mam nadzieję, że w przyszłości założę własną firmę i będę robić tylko dokumenty. A schematyzm... chyba tak, dobija mnie - ale tu głównie chodzi o to, że chcę iść dalej (głębiej?) a czuję jakiś mur. Nie wiem czy to jest we mnie czy wokoło mnie. Może to nietypowe dla adh-dowca ale chciałabym - przynajmniej w pracy - dotknąć czegoś tak na prawdę, poświęcić temu siebie a nie patrzeć na budżet i sprężać się jak jakaś maszynka do robienia obrazków. Myślę, że nie potrzebuje już adrenaliny tylko czegoś o czym może niejeden adhadowiec marzy - pełnej koncentracji na jednej rzeczy. I rzeby nie zajmować się już pierdołami :) Czego wszystkim życzę :)

kaszka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 301


Rejestracja:
09-03-2005 08:19

Lokalizacja: Lublin

Post 22-08-2005 08:06

Asko! Tutaj jest wątek, który chciałaś zacząć po raz drugi.
Przenoszę Cię ciupasem. :lol: (czyli szybko)

Jak myślicie, czy jest taka praca, do której człowiek z ADHD ze względu właśnie na ADHD, najbardziej by pasował?
Może znaleźliście taką pracę i czujecie , że się w niej realizujecie?

Mam od dłuższego czasu nawracający kryzys. I już nie wiem, czy przyczyną jest niedopasowanie do wykonywanego zawodu, czy po prostu potrzebuję zmiany. Boję się, że nawet jak znajdę nową pracę, to po jakimś czasie znowu mnie dopadną negatywne myśli. Czasami mi się wydaje, że lubię swoją pracę ale częściej mam wrażenie, że sobie to wmawiam, żeby jakoś przetrwać. Czy Wy też tak macie?

Aska

Aska

Dama/Kawaler Srebrnego Orderu ADHD

Posty: 83


Rejestracja:
07-08-2005 21:07

Post 22-08-2005 09:04

Dzięki Kaszko.
Właśnie się wczytuję i widzę, że mój problem nie jest odosobniony.
Rety, myślałam, że tylko mnie męczą te godziny od... do...
Jest mi bardzo bliskie to co napisała Ania. Tyle że Ania jest w lepszej sytuacji, bo wie czego chce :roll:

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 22-08-2005 21:41

Kaszka, też mnie to dręczy. Teraz mniej. Może potrzebujesz urlopu, porządnie odpocząć i nie przejmować się niczym. Potem człowiek ma świeże spojrzenie.

Czasami duperele mogą pomóc. Ostatnio otrząsam się do reszty z deprechy i okazuje się nagle, że zdolność koncentracji rośnie natychmiast. Znaczy oczywiście chciałoby się więcej, ale jak się nie ma co się lubi, to się korzysta z tego, co się ma...

Zamartwianie się przeszkadza ogólnie, pomaga przestawienie się ze schematu "muszę to zrobić" na "chcę", tylko trzeba właśnie bardzo dobrze wiedzieć, czego się chce :) I widzieć przed sobą w miarę osiągalne cele.

Nie ma sensu mówić "mam adhd, nie potrafię". Dłużej zajmie osiąganie swoich celów, ale kto tam wie...

O, i jeszcze - niby nic, a bardzo ważne - koncentracja zmienia się w ciągu dnia. Ja najlepiej skupiam się między 9 a 11 rano, więc zaczęłam przekładać najtrudniejszą pracę umysłową właśnie na te godziny. Niby nic, a czyni cuda...!

Wydaje mi się, że typowo "adehadowe" zawody to dziennikarz, fotograf, muzyk rockowy (uwaga - to ostatnie u nas na razie niewykonalne! Przynajmniej jako zawód.). Dobry jest też sportowiec (chociaż tutaj może przeszkadzać koordynacja). Z aktorstwem byłabym raczej ostrożna, do tego trzeba podciągnąć empatię, relacje międzyludzkie, emocjonalność. To zawód mocno obarczony stresem.
Praca naukowa może być, pod warunkiem, że to jest adehadowiec, który potrafi przysiąść, czytać i samodzielnie rozwiązywać interesujące problemy. Świetny jest biznes. Pisarstwo tylko pod warunkiem silnej motywacji.
Z tego co zauważyłam, to właściwie każdy zawód, w którym coś się dzieje, jest dobry. Oczywiście, każdy ma także wady - tutaj trzeba będzie podciągnąć empatię, tam nauczyć się motywacji - a ogólnie popracować nad dojrzałością. Pewnie będziemy w tej kwestii kilka lat do tyłu za rówieśnikami, ale pomyśleć tylko - jakie możliwości daje taka umiejętność świadomego wglądu w siebie...

Edit: zauważyłam, że wymieniłam tak naprawdę same TRUDNE zawody. Takie, w których trzeba mieć inicjatywę i dużo myśleć... Może normalne, że to ciężko? Postaram się podać jakieś linki do trenowania motywacji, ale na razie padam na rzęsy, spać. Dobranoc.
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

Aska

Dama/Kawaler Srebrnego Orderu ADHD

Posty: 83


Rejestracja:
07-08-2005 21:07

Post 23-08-2005 07:33

Stworzonko, to ja pisałam Aśka a Kaszka przeniosła mój post, bo niepotrzebnie stworzyłam kolejny wątek o pracy.
Dziękuję Ci, że odpisałaś. Już myślałam o tym przemęczeniu ale... ja już jestem po urlopie :P Mam wrażenie, że to nie przemęczenie...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mnie co jakiś czas co innego interesuje. Zaczynam się zagłębiać w temat, wydaję kasę na książki, gazety, siedzę nocami w internecie i zbieram, zbieram informacje ale... potem się okazuje, że to "zbieractwo" pochłonęło tyle mojego zapału, że nawet nie chce mi się już tego wszystkiego czytać. Czy to nie paranoja?
I w efekcie znowu mam doła, że to znowu nie to.
Dochodzę do wniosku, że najlepszym dla mnie zawodem byłby "szukacz". Tyle że takiego zawodu nie ma :wink:

babsy

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 341


Rejestracja:
14-03-2005 10:24

Lokalizacja: W-wa

Post 23-08-2005 08:25

Jest taki zawód! Nazywa się researcher. Zatrudnia się go w mediach. Jego zadaniem jest wyszukiwanie możliwie najwięcej informacji na jakiś temat. Może to coś dla Ciebie :)?
Du bist nicht allein,nicht allein!Wir sind millionen und wir werden bei dir sein!

stworzonko

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 722


Rejestracja:
29-04-2005 22:45

Lokalizacja: Z mrocznego zakątka Niebytu

Post 23-08-2005 18:53

Aska pisze:Zaczynam się zagłębiać w temat, wydaję kasę na książki, gazety, siedzę nocami w internecie i zbieram, zbieram informacje ale... :


Hmmmm.... A spróbuj zbierać informacje za dnia, a nocami spać :)
Nic dziwnego, że ci się nie chce potem tego czytać. Szczególnie, jak patrzysz na sterty tego, co nazbierałaś w nocy. Twoje jedyne skojarzenia krążą wtedy wokół masy roboty. I łóżeczka.

Wiesz, jak zjeść słonia?
W małych kawałkach.

O, i jeszcze dodam, że nie przejmuj się, jak cię coś zainteresuje, a potem uznasz jednak, że nie. Bo cały czas zbierasz wiedzę i ona się kiedyś przyda... wiem po sobie :]
"Gdybym był rybą z Ukajali, to oczywiście wciąż bym śpiewał.
Rodacy by mnie się słuchali i podziwiali jak Szopena. Uma uma um."

olajaksa

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 105


Rejestracja:
04-07-2005 18:42

Post 23-08-2005 21:02

"Aśko" takie zmienne i różnorodne zainteresowania prowadzą na ogół do zamętu myślowego, a tak żartobliwie to kojarzą się np. z roztrzepanym pędzlem tzw. "ławkowcem" po dużym przebiegu. Pod rozwagę poddaję :shock: :lol: z pozdrowieniami.
P.S. Bywa, że humorystyczne spojrzenie na sprawę wiele załatwia :wink:
Następna

Wróć do Praca, nauka



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.