Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

Rollercoster-my life

Moderator: Moderatorzy

mir77

Posty: 2


Rejestracja:
24-04-2005 17:18

Lokalizacja: lublin

Post 24-04-2005 19:11

Rollercoster-my life

Witam wszystkich. Tych którzy to przeczytają i tych, których to ominie.

Chciałbym wam napisać trochę o moim życiu, o tym jakie było dla mnie nie zrozumiałe dopóki nie trafiłem przypadkiem na jakiś artykuł o ADHD.

Może zacznę od dzieciństwa. Wiek 0-5 lat - mało pamiętam, podobno uwielbiałem ganiać za kurami u babci na wsi, podobno byłem wyjątkowo płaczliwy i niespokojny, zrobić mi zdjęcie, obciąć mi włosy u fryzjera - to było zadanie typu "mission imposible" - wpadałem w szał, płakałem, uciekałem itp.

Jedziemy dalej- podstawówka-koszmar. Kojarzy mi się tylko ze stresem nie byłem typem dziecka, które leje się na przerwach, ale czułem sie inny, sam nie wiedziałem dlaczego. Nie byłem typem kozła ofiarnego, ale byłem konfliktowy, odseparowywałem się od innych, miałem swój świat. Nie biegałem po klasie, mimowolnie nie wstawałem, ale jak trzeba było iść po kredę, otworzyć okno, coś zrobić co wymagało by ruchu to tego byłem pierwszy.
A nauka to głównie bujanie się na krześle, bazgrolenie, obdzieranie biurka z okleiny, rozbrajanie długopisów ( najczęśniej długopisy to były statki kosmiczne) , nie mogłem się na niczym skupić, wszystko mnie rozpraszało, uciekałem w telewizję, ociągałem się jak mogłem, potem w szkole cwaniaczyłem żeby nie odpowiadać. Niestety czasami trzeba było wykuć jakiś wiersz na pamięć, bo wszyscy po kolei odpowiadali więc ja też musiałem, na szczęście znalazłem na to sposób - brałem piłkę odbijałem ją o ścianę no i wbijałem sobie wersy do głowy, usiąść przy stole i powtarzać tego bym nie wytrzymał

Jedyne sukcesy to w sporcie- nic dziwnego jeśli zawsze i wszędzie byłem w ciągłym biegu.

Zawsze czułem, że mam w środku taki mały reaktorek , który mnie cały czas napędza. Jednak to napięcie najczęściej było nie do opanowania i nie do wytrzymania..Zacząłem z tym walczyć sam na siłe..próbowałem się opanowywać.. zaciskałem zęby, ale wtedy to napięcie uderzało w inne rejony- łzawiły mi oczy, nie mogłem sie wysłowić, zacząłem unikać ludzi wchodziłem w depresję.

Nie miałem wielu znajomych rozmowy z ludźmi mnie męczyły i jeszcze męczą - to cholerne napięcie, chęć zmiany miejsca, odwrócenie uwagi

L.O - dalsza walka z "nieokreślonym wrogiem" ...pamiętam imprezy byłem jedynym facetem, który nie schodził z parkietu, cały czas ruch, usiąść normalnie jak człowiek i pogadać to nie było w moim stylu. Nosiło mnie.
I znów sport tu czułem się najlepiej miałem dużo sukcesów w liceum i na studiach na 400 m, to koszmarny dystans, ale był moją specjalnością.

Jednak to mi nie pomagało, cały czas nie wiedziałem o co chodzi. Pamietam była dziewczyna mówiła, że zachowuj sie tak jak by w moim wnętrzu była struna, która cały czas drga..chciała żebym zwolnił ja też tego chciałem, ale nie potrafiłem...byłem załamany

W końcu wylądowałem u psychiatry...diagnoza - depresja - mój szok. Jakaś terapia....grupowa.. patrzę się na tych ludzi i zastanawiam się co ja tu robię...wszyscy mają jakieś konkretne problemy, a ja sam nie wiem o co chodzi...Dałem sobie z tym spokój....inny lekarz....dała mi bioxetin(biotexin - juz nie pamiętam), lek antydepresyjny
cud, coś zaskoczyło bardzo szybko, jakby moje neurony zaczeły normalnie funkcjonować, jakby ktoś naoliwił starty mechanizm...widziałem różnicę, poprawiła mi się koordynacja, już nie rzucałem szklankami podczas mycia naczyń, nie zaciskałem zębów w nocy, ograniczyły mi się odruchy, opanowałem nerwy....szok.
Ale po jakimś czasie antydepresanty zaczeły mnie coraz bardziej nakręcać...czułem, że zamieniam się w wersję Turbo. Zmniejszanie dawki...odstawiłem...pomyślałem mam to gdzieś nie uzależnię mojego życia od tabletek ani fizycznie ani psychicznie....nie mogłem sie pogodzić, że moje zachowanie zależy od chemii....
I tak dryfowałem, gdy reagowałem w "swoim stylu" to później miałem doła i tak w koło macieju.
No i trafiłem na ADHD zacząłem czytać z ciekawości i dochodzę do wniosku chociaż dalej mam wątpliwości..że w końcu "potwór" pokazał swoją twarz.

Nie opisywałem wszystkich moich "typowych" zachowań za dużo by tego było...narazie oswajam sie z tą myślą..nie szukam rozwiązań..właściwie cieszę się ze czystej świadomości tego, że wiem co mnie gryzie.

Pozdrawiam wszystkich.

P.S
Czytam was z prawdziwą przyjemnością.
mir77

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 24-04-2005 19:22

Serdecznie witamy następnego , który wyszedł z ukrycia, wielu z nas sama świadomość, że to jest ADHD pomogła w życiu, cieszymy się, że Tobie też, czytaj , pisz i spotykaj się z nami w realu.
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

verowa

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 230


Rejestracja:
10-03-2005 13:24

Post 24-04-2005 21:25

turbo diesel, a masz taki ladny nick - mir=pokoj :D
jasne. wsyztko dobrze znane. ja nie jestem specjalnie nadruchliwa fizycznie, za to rozedrganie i napiecie w myslach, cos w srodku co jest na granicy eksplozji, o tak...
adhd jest jak wulkan, ktory zaraz ma plunac lawa, albo pluje nia co chwile. wulkanami zostaniemy na cale zycie, ale wazne, zeby na czubku gory wyzlobic takie specjane koryto, ktorym lawa moze swobodnie splywac w dol szeroka rzeka, nic przy okazji nie niszczac. nasz wulkan moze byc tak samo niszczycielski jak i zyciodajny. od nas i naszej ciaezkiej pracy zalezy to jaki bedize.
mir, chwila, w ktorej moj potwor pokazal twarz do tej pory pozostaje jednym z najwspanialszych momentow w moim zyciu. odczulam taka ulge, jak chyba nigdy wczesniej.
potem niestety przychodzi codziennosc i wsyztko wydaje sie do dupy, potwor choc ma juz swoje imie, nadal szaleje nieokielznany. nie mozna sie wtedy poddac. trzeba go zlapac za rogi i nie puszczac skurczybyka, az lawa nie zacznie pracowac na nasza korzysc.
ot tak, troche poetyki dzis wieczor.
to chyba dlatego, ze w ostatnim tygodniu nic nie zrobilam. nawet malutkim paluszkiem u lewej nogi nie kiwnelam...
no, ale jutro znow do ciezkiej roboty. i wiecie co, bardzo mnie to cieszy :)

mir77

Posty: 2


Rejestracja:
24-04-2005 17:18

Lokalizacja: lublin

Post 24-04-2005 21:41

Dzięki za odzew.
Trzymajcie się ciepło.
mir77

Marta

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 2037


Rejestracja:
15-06-2005 13:56

Lokalizacja: Kraków

Post 21-06-2005 08:29

POZDRAWIAM!
jA TEŻ CZYTAM Z RZYJEMOSCIA. :lol:

Rudi35

Dama/Kawaler Brązowego Orderu ADHD

Posty: 22


Rejestracja:
20-06-2005 22:41

Lokalizacja: Kraków

Post 21-06-2005 19:36

Hej mir!
U mnie wprawdzie nie było tak samo, ale są pewne podobieństwa. W przedszkolu i klasach 1-3 ganiałem jak szalony, potem było już lepiej. Jednak sport mnie nie wciągał - nie lubiłem gier zespołowych, nie lubiłem biegać po trofea, a piłki nożnej nie znosiłem najbardziej. Kilka razy byłem w gipsie - nie trudno mi było coś skręcić czy złamać. W ogóle najbardziej nie znosiłem rywalizacji, uwag typ: Twój brat był grzeczny, miły i spokojny, a Ty jesteś jego przeciwieństwem nie znosiłem, a słuchałem je codziennie. Jednak w trzeciej klasie uczyła mnie taka pani, która dostrzegła mój główny atut - intelekt, chyba była pierwszą osobą, która mnie chwaliła, a nie ganiła -w 2-giej klasie chcieli mnie wysłać do szkoły specjalnej, mimo że na przykład wierszyków na pamięć nie musiałem się uczyć, bo umiałem je po pierwszym czytaniu, a w zasadzie słuchaniu. Z czytaniem też miałem dziwne problemy, bo recytowałem błyskawicznie teksty wszystkich czytanek o Alach i ich kotkach i murzynkach bambo, ale przy tym czytaniu miałem książkę otwartą do góry nogami, a czasem na innej stronie. Zgrozą były rachunki no i wf - bo nie znosiłem rywalizacji.
Około 4-tej klasy odkryłem jednak sposób- uczyłem się tylko tych przedmiotów, których inni się nie uczyli, byłem prymusem z historii, fizyki, chemii, geografii - wystarczyło tylko, że uważałem na lekcji, a już biłem wszystkich na łeb i szyję. Pisałem też najładniejsze wypracowania i nie robiłem wcale wiele błędów ortograficznych, ale karano mnie za charakter pisma. Wypracowanie najładniejsze, za to pismo najgorsze i za to było góra 3.
Technikum - pomyłka życiowa, wybór zawodu niewłaściwy, ale starą metodą zacząłem uczyć się czegoś, czego nie uczyli się inni – wtedy był to niemiecki. Chociaż miałem go jako przedmiot nadobowiązkowy i to tylko przez trzy lata udało mi się nauczyć na tyle by zdać na germanistykę bez żadnych dodatkowych korepetycji - co w tamtych latach wcale nie było proste.
Pracę magisterską pisałem z literatury barokowej, bo akurat nikt się na tym nie znał, a ja mogłem znów uniknąć zbędnej rywalizacji.
Jednak często nie radziłem sobie i dalej nie radzę z wewnętrznym napięciem, z byciem ciągle nakręconym. Wkopałem się w alkohol, ale wcześniej przepisywali mi jakieś prochy z grupy tzw. nieselektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny - był to premolan, na początku pomagał, ale z czasem było więcej szkód niż pożytku.
A dzisiaj - trudno mi wytrzymać w pracy od godziny x do godziny y - nudzi mnie to i irytuje. Brak efektów, a wstawać trzeba. Jako belfer dostaję w kość właśnie od dzieci z ADHD - cóż z tego, że jestem dobry merytorycznie, jak nie potrafię zapanować nad klasą?
No i te stany depresyjne, lęk przed wszystkim. Źle mi z tym i chciałbym to zmienić, ale efekty są póki co mało zadawalające.
No i niska samoocena- chociaż intelektem biję nie jednego, co to się uważa za geniusza- wolę się nie wychylać, bo to się skończy sprzeczką, a przy sprzeczkach nerwy puszczają mi szybciej niż kiedyś.
Nie potrafię też zebrać odpowiedniej ilości argumentów podczas dyskusji, bo nagle wszystkiego zapominam. Nawet jak już po chwili wszystkie nagle przypominam sobie wszystkie argumenty, to i tak już zdążę przegrać. Dlatego też wolę pisać niż mówić.
No, ale jak widać powyżej, moje pisanie też jest chaotyczne.
Trudno się jednak dziwić, bo kiedyś zastanawiałem się wnikliwie nad tym, jak można bardziej schaotyzować chaos.
Pozdrawiam wszystkich
rudi

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 22-06-2005 08:27

chaos jest najbardziej uporzadkowana sprawa :) Mój maz sie zajmuje chaosem, sporzadza wykresy i powiem jedno - wykresy pozornie chaotycznych ruchów ukladaja sie w nabardziej uporzadkowne i piekne struktury. Chaos jest piekny.
A Ty Rudi piszesz zrozumiale i konkretnie. dobrze sie czyta.
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

Rudi35

Dama/Kawaler Brązowego Orderu ADHD

Posty: 22


Rejestracja:
20-06-2005 22:41

Lokalizacja: Kraków

Post 22-06-2005 08:57

Agatko - tak właściwie to nie sięgałem do żadnych teorii chaosu. Gdybałem tylko, co by to było, gdyby chaos był jeszcze bardziej chaotyczny.
Dzięki za docenienie stylu mojego tekstu :-). W końcu jestem filologiem i lubię pioać, chociaż książek nie piszę.

Wróć do Jestem oryginalny... i co dalej



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.