Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

Kiedy pojęcie ADHD jest nadużywane?

Moderator: Moderatorzy

Mama

Posty: 3


Rejestracja:
22-09-2005 17:13

Lokalizacja: bydgoszcz

Post 23-09-2005 10:57

Kiedy pojęcie ADHD jest nadużywane?

Dzień dobry. Mam na imię Agnieszka i dwa wielkie problemy. Dwa problemy- to moje dzieci i postawa szkoły wobec ich zachowania. Wszystko zaczęło się rok temu, kiedy starszy z chłopców poszedł do I klasy szkoły podstawowej, no może trochę wcześniej.
Dzieci adoptowaliśmy, kiedy miały 2,5 roku(Dawid) i 7 miesięcy(Patryk). Opinie o ich zdrowiu i stopniu rozwoju były OK. Dawid od razu zaczął sprawiać kłopoty - w skrócie: był zbuntowany, uparty, niegrzeczny, nawet nie próbował dostosować się do "narzucanych" mu reguł, które w naturalny sposób powstawały w domu, gdzie w ciągu jednego dnia przybyło dwoje nowyvch mieszkańców.A my - rodzice- cieszyliśmy się że dziecko jest rozgarnięte, samodzielne, umie sobie radzić, wie czego chce, wogóle byliśmy zachwyceni że jest i że dom tętni życiem. Dawid był bardzo ruchliwy, wszystko robił szybko, coraz szybciej,biegał i skakał, wchodził w każdy kąt, tak jakby miało mu zabraknąć czasu na poznanie nowego środowiska, a my rodzice - cieszyliśmy się, że tak doskonale rozwija się fizycznie(zwłaszcza, że był bardzo niski i strasznie chudy).Kolejny problem to rodzina i znajomi, którzy zaczęli nas licznie odwiedzać w celu poznania nowych członków rodziny. Każdy z prezentem i natychmiast zwracający się do Dawida,poświęcający mu całą uwagę, uśmiechnięty i sprawiający wrażenie, że poznanie tego dziecka to najpiękniejsza rzecz w jego życiu. Dawid w stosunku do gości był inny - poświęcał im całą swą uwagę nie opuszczając na krok, milutki, zabawny po prostu "złoty" dzieciak. Ale niestety do czasu; kiedy gość zechciał trochę uwagi poświęcić nam - rodzicom - w Dawida wstępował "diabeł". Zaczynał szaleć po całym domu, krzyczeć, piszczeć, rozrzucać i niszczyć co się dało do chwili, kiedy z powrotem nie znalazł się na kolanach cioci, wójka czy babci. Jeszcze gorzej było, kiedy gość poświęcał uwagę Patrykowi - Dawid zaczął okazywać agresję bratu i chęć zrobienia mu krzywdy. Potem próbował odebrać mu jego miejsce w naszym domu tzn. jego łóżeczko, butelki do mleka, wózek na spacerach itp. Do tego doszło wtrącanie się gości do ustalonych regół tzn. ja mówię - teraz Dawidku wykąpiemy się i pójdziesz lulu, na co babcia - przestań, niech jeszcze sobie posiedzi, przecież wcale nie chce mu się spać - efekt: szaleństwo małego do późna i awantura przed położeniem do łóżka.Ja; Synku zjedz jogurcik w kuchni, a ja z ciocią porozmawiam chwilkę - Ciocia - Co będzie sam siedział niech zje w pokoju;: efekt - jogurt z premedytacją wylany na dywan i rozdeptany przez dziecko w dzikim tańcu. Kiedy radość z powodu zachowania synka zaczęła blednąć wobec problemów z utemperowaniem jego zachowań, zaczęliśmy zauważać kłopoty i próbowaliśmy im przeciwdziałać tzn. tłumaczyć, karać, podawać za przykład brata - bez skutku. Pyrrusowe wycięstwo odnieśliśmy tylko na polu wtrącania się rodziny i znajomych - kiedy tylko była możliwość prosiliśmy o opiekę nad dziećmi - wysyłyliśmy ich na spacery, prosiliśmy, aby się zaopiekowali, kiedy jechaliśmy na zakupy, podczas dłuższych wizyt sami wychodziliśmy na spacer zostawiając dzieci pod opieką np. babci itp. Efekt; coraz rzadsze i krótsze odwiedziny, w niektórych przypadkach zaprzestanie ich wogóle. Moja siostra powiedziała mi wprost - z nimi nie da się wytrzymać, są źle wychowani i tylko w najbardziej niezbędnych sytuacjach może się nimi zaopiekować, po czym, kidedy tylko poprosiłam o pomoc, okazywało się, że w tym czasie jest to niemożliwe.
Teraz Patryk - malutki, słodki, zawsze uśmiechnięty bobasek z wilczym apetytem, ciekawy świata, nie sprawiający żadnych kłopotów, choć także bardzo ruchliwy, doskonale rozwijający się, nie budzący tak wielkiego zainteresowania wśród gości, zapatrzony we mnie - mamę jak w obrazek. Niestety narażony na agresję brata z czasem zaczął mu "oddawać" W miarę dorastania zaczął zauważać, że dorośli więcej uwagi poświęcają bratu i stosując te same techniki zaczął zwracać na siebie uwagę "wariowaniem".
Pierwsze przedszkole: braci zapisalam do prywatnego nowo-otwartego przedszkola, gdzie na poczętku grupa liczyła czworo dzieci (łącznie z moimi), w pierwszym roku działalności wzrosła do ośmiu. Dawid był tam najstarszy, więc wyróżniany był możliwością pomocy wychowawczyni, wszystko wykonywał bez najmniejszych trudności, wiecznie chwalony. Obaj nie sprawiali najmniejszych kłopotów wychowawczych, wręcz okazało się że są nadzwyczaj inteligentni posłuszni i grzeczni. W domu w tym czasie Dawid nadal buntował się przeciw zasadom, żądał coraz więcej uwagi, kłucił się z bratem, ale było to naprawdę znośne i uczyliśmy sobie z tym radzić. Niestety w kolejnym roku grupa przedszkolna na dzień dobry liczyła już 15 dzieci, potem wzrosła do 22. Kiedy uwaga wychowawczyń rozłożyła się na więcej osób, a wymagania w stosunku starszych dzieci wzrosły Dawid zaczął pokazywać co potrafi: Przestał słuchać wychowawczyń, zrobił się głośny, niegrzeczny, dzieciom dokuczał w coraz bardziej wyrafinowany sposób, brata przestał tolerować wogóle (Patryk nadal dobrze funkcjonował w grupie). W domu to samo, tylko dodatkowo zrobił się opryskliwy, krnąbrny, często płaczliwy, nieznośny do granic wytrzymałości. W przedszkolu wprowadzono ocenę zachowania dzieci w postaci kropek kolorów; czerwony (najlepszy), zielony, niebieski, czarny (najgorszy). Na liście wywieszonej w szatni przez mieisąc Dawid miał większość kropek czarnych, mniej niebieskich, dwie, trzy w miesiącu zielone, czerwonej nie udało mu się przez pół roku zdobyć żadnej. U Patryka dominował kolor zielony, z czasem coraz większą liczbą kropek niebieskich, czarna była żadkością, czerwona przynajmniej jedna na tydzień, a zdażało się, że dwie, trzy pod rząd. Dawid zaczął być karany w coraz mocniejszy sposób - zakazywaliśmy mu oglądać telewizję, zabieraliśmy ukochany rower, nie dostawał słodyczy, mój krzyk stał się codziennością i popełniłam największy błąd mego życia - non stop stawiałam mu za wzór brata, nagradzałam Patryka, spełniałam wszystkie jego zachcianki i byłam głucha na uwagi męża, że traktuję ich nierówno. Dawid znienawidził brata, a Patryk wszystkie swoje przewinienia zwalał na Dawida, który był karany za siebie i za Patryka. Dawid i mnie i brata zaczął traktować jak zło konieczne, całą swą uwagę poświęcając tacie, który nie mogąc znieść zaistniałej sytuacji poświęcał mu całą uwagę i nie przyjmował do wiadomości,że mały źle się zachowuje. Kiedy sytuacja napięła się do granic wytrzymałości postanowiliśmy działać. Szukając przyczyn postępowania Dawida doszliśmy do wniosku, że dzieci w prywatnym przedszkolu są tak idealne i dobrze wychowane, że Dawid ze swym temperamentem nie może sobie tam poradzić i zawsze będzie traktowany gorzej, więc przenieśliśmy od nowego roku dzieci do przedszkola publicznego, prosząc jednocześnie o rozdzielenie braci do innych grup. Zachowanie Dawida nie porawiło się, zachowanie Patryka pogorszyło się, jedyna korzyść jaka z tego wynikła, to że w domu dzieci zaczęły się dogadywać, tworząc wspólny front, skierowany niestety przeciwko mnie.
Cóż było robić, w listopadzie zrezygnowaliśmy z przedszkola i zaczęliśmy szukać opiekunki. Pierwsza po jednym dniu stwierdziła, że to diabły wcielone, druga zrezygnowała po tygodniu, z trzeciej zrezygnowałam, kiedy po tygodniu dom był zbyt mocno zdemolowany(nie przesadzam: kwiatki połamane, żaluzje z okien pościągane, szuflady w szafach rozwalone, garki i naczynia wyniesione do piaskownicy, łazienka codziennie w błocie). Nie poddając się zatrudniłam najbardziej surową kandydatkę, która w końcu dała sobie z nimi radę.Słuchali jej, wykonywali polecenia, uciszyli się, nauczyli się być razem, i co najważniejsze nie utracili radości życia. Jednak i z nią musiałam się pożegnać, gdyż znalazła prawdziwą pracę. Cóż było robić? Zrezygnowałam z pracy i sama zajęłam się dziećmi. Dzieci rosły, Patryk rozwijał swe zainteresowania, zrobił się przykładnym synem, który rozbrajająco broił, jedyne co mu brakowało to kontaktów z innymi dziećmi. Dawid dalej nieznośny, nierozumiejący niechęć dorosłych w stosunku do jego osoby, nie znoszący przykładu brata zwracał na siebie uwagę niegrzecznością i hałaśliwością nie do zniesienia. Robił się coraz smutniejszy, popadając w stany zgoła depresyjne, wyżywając swą energię bijąc brata, podstawiając mu nogi, przezywając, namawiając do robienia rzeczy zabronionych. Kiedy Patryk dostawał ode mnie burę, Dawid był wesoły i radosny. I tak minął czas, kiedy to Dawid musiał iść do zerówki. Uczeń rozganięty i inteligentny nie miał problemów z wykonywaniem zadań, ale nie miał ochoty wykonywać ich razem z innymi - przynosił je do domu. Najchętniej siadał na kolanach Pani i przymilał się, a kiedy Panie zajmowały się zajęciami z dziećmi niesamowicie przeszkadzał. Dzieci bił i przezywał, a najchętniej przebywał sam, naburmuszony, zajęty tym co jemu odpowiadało. Na moje prośby o pomoc - Panie odpowiadały,że jak pójdzie do szkoły, gdzie będzie musiał siedzieć w ławce i będzie musiał uczestniczyć w zajęciach, to wszystko się zmieni. Dla Patryka Dawid stał się niedoścignionym wzorem osoby, która jest samodzielna, sama jeździ autobusem,ma tylu kolegów i wogóle. Godzinami mógł słuchać opowieści o zerówce, o dzieciach, paniach itp. Nie mógł się doczekać, kiedy sam tam się znajdzie. Minął rok bez większych problemów i zaczęla się pierwsza klasa - koszmar. Dziecko pędem wchodziło do szkoły, w ciągu piętnastu minut przed lekcjami obiegało wszystkie zakamarki w szkole, spocone i zziajane wchodziło na lekcje, gdzie nie mogło się skoncentrować, siedziało w pierwszej ławce nonstop zawracając głowę nauczycielce, gadało, wierciło się, zadania wykonywało pośpiesznie i byle jak,nigdy nie wiedziało o czym się w danej chwili mówi, na przerwę wybiegało z klasy i pędem swoją trasą obiegalo szkołę. Potem zaintersował się starszymi uczniami - przyglądał się zwlaszcza tym, którzy byli głośni, przeklinali, zaczepiali go i wśród nich szukał kolegów. Dzieci z jego klasy były za mało atrakcyjne, aby z nimi się bawić, zmuszony do przebywania z nimi jak zwykle bił, podstawiał nogi, wyśmiewał i przezywał.W domu nienawidził odrabiać lekcji (przecież Patryk nie musi, dlaczego ja tak). Całą energię skierował przeciw mnie - osobie, która wymaga. Stał się bezczelny, niesubordynowany i jawnie zacząl okazywać swą wrogość. W miesiącu przynosił po kilka uwag. Już we wrześniu porozmawiałam z wychowawczynią, która sprawę przekazała pedagog szkolnej, a ta z kolei skierowała mnie do psychologa. Wychowawczyni wykazała się dużym zrozumieniem dla mych problemów i stanowczo zzaczęła wymagać od syna pewnych zachowań, nagradzając za dobre sprawowanie i bezwzględnie karząc za złe. O wszystkich wybrykach byłam informowana. Wychowaczyni Dawid nie lubił, ale dostosował się do regół panujących w klasie. Poza klasą, dalej robił co mu się żywnie podoba. Psycholog słuchał, słuchał, słuchał i szukał winy w nas rodzicach. Stosując się do jego wskazówek, zmieniając stosunek do dziecka na bardzo łagodny, we wszystkim starając okazać się wyrozumiałość(to nie jego wina) dom zamienił się w obóz koncentracyjny, gdzie syn bez cienia jakiegokolwiek szacunku robił z nami rodzicami co chciał (odczep się i daj mi spokój - słyszałam co dzień, przytrzasnąłem drzwiami palce Karola bo tak mi się podanbało i tak dalej, i tak dalej) Poszłam do innego psychologa - Dziecko jest całkiem normalne i nie ma się zcym martwić, poza tym, że boi się strasznych postaci z telewizji i należy ograniczyć mu dostęp do tv. To normalny bunt w tym wieku.- usłyszalam diagnozę. A Dawid robił swoje. Mając już dość poszłam do psychiatry. Ten wysłuchał i powiedział, że Dawid wykazuje wszelkie oznaki dziecka z zespołem ADHD. Szok! Poiprosił o rozmowę z dzieckiem, w której brałam udział ( w rozmowach Dawida z psychologiem nie miałam takiej możliwości). No i co? Dziecko grzecznie słuchało doktora*(lekaży boi się), odpowiadało na wszystkie pytania, wykonywało polecenia, przez pół godziny siedziało na miejscu nie wykonując żadnych niepotrzebnych ruchów, narysowało piękny obrazek rodziny wychwalając wszystkich ich czlonków, przekazało o czym marzy, wykazało skruchę za swą niegrzeczność, na koniec samo zadalo panu doktorowi kilka bardzo rozsądnych pytań i tyle. Nie jest to ADHD stwierdził zdziwiony psychiatra. Pewne symptomy na to wskazują, ale raczej impulsywność jest jego cechą charakteru, a wybuchy szału i złości to reakcja na emocje, z którymi ciężko mu sobie poradzić. Należy wyznaczyć mu jasne i nieprzekraczalne granice, nie dać uwikłac się w jego gierki, nie dać wyprowadzić się z równowagi, a pomału wszystko wróci do normy. Posłuchaliśmy, choć było ciężko, dziecko cierpiało, kiedy jego zagrywki nie odnosiły porządanego efektu (całą uwagę rodziny i otoczenia skierować w swoim kierunku), zaczął brać nas na depresję, ale i to zignorowaliśmy - chcesz cały dzień siedzieć w pokoju -twój wybór, płaczesz - widocznie masz powód. Żywe zainteresowanie okazywaliśmy tylko wtedy, kiedy udało mu się wykonać jakieś zadanie, czy polecenie, byliśmy z nim tylko wtedy kiedy był grzeczny - kiedy zaczynał bzikować ostentacyjnie wychodziliśmy nie zwracając żadnej uwagi na to co robi. Kiedy rzucił w Patryka kamieniem (oczywiście najpierw sprawdzając, czy widzę), zajęłam się młodszym synem wogóle nie komentując tego incydentu. Powoli sprawy zaczęły przybierać oczekiwany obrót. Niestety człowiek nie jest z żelaza i zdarzały się sytuacje, podczas ktorych wyprowadzał nas z równowagi i cała historia zaczynała się od nowa, ale z czasem coraz rzadaiej i rzadziej. Na zakończenie roku Dawid otrzymał nagrodę za bardzo dobre wyniki w nauce, teraz w klasie drugiej jest grzecznym, dobrym uczniem i co dla mnie najważniejsze dzieci z jego klasy zaczynają go lubić!!!
A teraz Patryk w zeróce: do szkoły poszedł z bardzo pozytywnym nastawieniem, na dzień dobry wykazał się ogromem posiadanej wiedzy którą w końcu może się popisać. Ale grupa w której się znalazł należy do bardzo słabych, więc żeby pozostałych podciągnąć Patryk był nagminnie odsyłany z zajęć do zabawy z maluchami. Pani powiedziała, że ja i tak wszystko wiem, więc mogę się bawić - usłyszałam kiedy zaniepokoiły mnie opowieści o maluchach, a brak było w jego opowiadaniach spraw związanych z jego grupą. Wyrywa się do każdej odpowiedzi i nie da nawet pomyśleć innym - usprawiedliwiła się Pani kiedy spytałam o to - i tak w szkole da sobie radę - słyszałam co dzień. Ponieważ zazdroscił pozostałym tych zajęć i nie mógł popisywać się zaczął również bić dzieci, ale po kilku poważnych rozmowach i ten problem został rozwiązany. Zapisałam go na zajęcia z rytmiki. Na początku chwalił się, że jest asystentem Pana i pomaga mu, potem skarżył się, że nikt nie patrzy na to co on robi. Więc zaczął na tych zajęciach szaleć. Niestety, nie wiedziałam tym, płaciłam za zajęcia w których uczestniczył po kilka minut - potem był wypraszany i nie miałam pojęcia co się dzieje. Znudziły go też lekcje religii - Pani; bardzo miła i kochająca dzieci przyglądała się jak bryka i zwracała coraz większą uwagę na to co on robi i jak się zachowuje. Po zajęciach poświęcała mu bardzo dużo czasu rozmawiając z nim i prubując zrozumieć co się dzieje. On zaczął traktować ją jak koleżankę posuwając się do tego, że nawet ją uderzył. Mnie nikt o tym nie poiformował. Pani pedagog też miała zajęcia w grupie zerówki z powodu licznych problemów z nauką wśród tak słabej grupy(na 16 dzieci 8 zostało w zerówce skierowanych do poradni psychologiczno-pedagogicznej). Z powodu Dawida miałam z nią stały kontakt i nigdy nie uskarżała się na jego zachowanie - rozmawiała z nim głównie na temat Dawida). W domu nie było z dzieckiem żadnych problemów: nadal był bardzo ruchliwy, wiele rzeczy robił w biegu, buntował się przeciwko pewnym zasadom uzasadnijąc swój bunt wypowiedziami innych dzieci, broił w normie, wiedział kiedy przeprosić, często się przymamulał(nasze określenie przytulania), chętnie słuchał rad, choć czasami przekonywał, że nie odpowiada mu dany model zachowania i wogóle było ekstra. Aż pewnego dnia będąc w szkole zaczęłam rozmawiać z jego Panią od religii, okazało się, ze to ona będzie jego wychowawczynią, i usłyszałam, że będziemy musieli skierować dziecko do poradni w celu potwierdzenia występowania u niego ADHD. To był naprawdę szok - szukając odpowiedzi na pytanie dlaczego? dowiedziałam się o jego niemożliwym zachowaniu. Nie uzyskałam tylko odpowiedzi dlaczego nie poinformowano mnie wcześniej. Za kilka tygodni kończy się rok szkolny więc po co mają mnie martwić - szkoła zajmie się tym problemem - usłyszałam po niesamowitych opowieściach jakie usłyszałam.
To niemożliwe pomyślałam i dałam sobie spokój. Zaczęły się wakacje. Wyjazd Dawida na obóz harcerski - wszystko w porządku. Wycieczki z Patrykiem do mini zoo, nad wodę - wszystko w porządku. Wyjazd nad morze - dzieci anioły! Kiedy ładna pogoda - caly dzień na dworzu - tu trochę gorzej, bo wspólne zabawy nieustannie doprowadzały do kłótni przezwisk i rękoczynów, ale ogólnie czas, jaki uznaję za udany. Najgorzej było podczas niepogody - dzieci w domu nudziły się co było przyczyną wiecznych konfliktów, narzekań , żądań, zwracania na siebie uwagi itp. W tym czasie nie mogli dać upustu rozsadzającej ich energii więc biegali po domu, urządzali zawody, nie potrafili usiedzieć ani chwili w miejscu, Patryk oglądając telewizję zmieniał co chwilę swoją pozycję, wychodził wniespodziewanych momentach, by po kilku minutach wrócić, przeskakiwał z kanału na kanał i zaczął zachowywać się dziwnie: pyskował mi, obarczał mnie winą za to ze pada deszcz, krzyczał, że włączam mu głupie i nudne bajki, kiedy chciałam z min porozmawiać uciekał z dziwnym chichiotem chowając się w różne miejsca i stał się nie do opanowania. Normalny (czytaj-taki jakiego znam) był tylko wtedy gdy robił to co lubi i właśnie w tej chwili ma na to ochotę. Zaczął buntować się przeciwko obowiązkom - winą za konieczność ich wykonywania obarczając oczywiście mnie. Zaczął porównywać mnie z innymi mamami wybierając oczywiście przykłady na co inne mamy pozwalają dzieciom (dużo starcszym od niego), a ja nie pozwalam. Usłyszałam kilka uwag typu - głupia jesteś, mam cię dość, pójdę poszukać sobie innej rodziny. Wtedy zadziałalam ostro i pomimo wakacji wprowadziłam niekwestionowany rygor i porządek. Przyniosło to skutek. Pod koniec sierpnia rozpoczał się czas przygotowań do szkoły. Zakupy, przemeblowanie pokoju, organizacja stanowiska pracy dla małego, przeglądanie książek, opowieści o tym jak w szkole jest fajnie. Dawid też czynnie włazcył się w przygotowania ciesząc się, że wraca do szkoły i opowiadając małemu niesamowite chistorie, jakie przeżył w pierwszej klasie. Patryk zrobił się mocno pobudzony, zaczął o wszystkim zapominać, nie był w stznie zrobić najprostszej rzeczy typu zawiązanie butów, odłożenie rzeczy na swoje miejsce, narysowanie obrazka, itp. Nagle nawet ubrać się nie potrafił. Wchodził do łazienki umyć się, a wychodził po zrobieniu siusiu. Podekstytowanie pójściem do szkoły było tak wielkie, że nie było takiej siły która przywołała by go do porządku. Wszystko w domu stało się nudne: podwórko, rower, komputer, kredki, wstawanie rano, jedzenie posiłków itp. Tylko spać chodził normalnie zadając pytanie- ile jeszcze dni do szkoły? Kiedy jego ekscytacja zaczęła mi przeszkadzać próbowałam doprowadzić go do porządku, ale z marnym skutkiem. Emocje, które w nim narastały dawały swój upust w złości, agresji, obrażaniu, zmienności nastrojów , ale kiedy dzień rozpoczęcia roku szkolnego był tuż, tuż, powoli ucichały. Szkoła się zaczęła, kiedy odprowadziłam go pod klasę zarządał, abym natychmiast sobie poszła (bał się że z nim zostanę jak mama jednego z kolegów). Nie chciał abym odwoziła go do szkoły - Ja chcę jechać autobusem! - krzyczał obrażony kiedy wsiadał do samochodu. Pierwszego dnia Dawid pokazał mu jak można ciągać się po holu szkoły niszcząc mu spodnie. Kazanie dostali obydwaj. Potem zaprowadził go nad staw - gdzie mają kategoryczny zakaz chodzenia- kazanie. W Pierwszym tygodniu zniknęły obydwa ołówki z piórnika syna - jeden połamał, drugi wyrzucił pod szafę - straszne kazanie!! Potem zaczął kłamać - by uniknąć kazania - dostawał coraz większe kazania i w końcu kilka klapsów. Po szkole, kiedy Patryk wracał do domu nie obcghodziło go gdzie zostawia plecak, czy przebierze buty, że trzeba posprzątać w pokoju, książki odłożyć na miejsce, spakować się na jutrzejszy dzień - nic. Jedyne na co nie mogę narzekać to jego zapał do odrabiania zadań domowych - odrabiał je z chęcią szybko, starannie i dobrze. Potem tylko wymagał: ja chcę bajkęna DVD, nie będę sprzątał, wczoraj to robiłem, chcę się bawić z Dawidem (on odrabia lekcje), krzyczał, rzucajł ubraniami zamiast się ubierać, Po upomnieniu ubierał je na lewą stronę,do sklepu wychodził w kapciach (zapomniał, że buty trzeba przebrać), brudne skarpetki chował pod zabawkami (ciągle trzeba chodzić do prania wyrzucać!), wszystko co podawałam na obiad było niedobre (nigdy tego nie lubiłem, tylko cię oszukiwałe - informował, kiedy dostawał naleśniki) był tak nieznośni, że z kiedy tylko go zobaczyłam już wypadałam z równowagi. Z kilku godzin spędzonych razem po południu połowa to kłotnie i udowadnianie kto ma rację. Byłam tak zaniepokojona jego zachowaniem, że już po tygodniu udałam się do jego wychowawczyni. Wszystko w porządku - usłyszałam, po czym za kilka dni pani pedagog dzwoni, że musimy się w jego sprawie spotkać. Oczywiście w szkole robił co chciał. Nie przychodził po dzwonku na lekcje. Na lekcjach wiercił się i przeszkadzał, straszył kolegów i bił ich, namawiał do wychodzenia z lekcji, bo nawet w toalecie jest ciekawiej niż na lekcji, zadania wykonywał w tempie ekspresowym i dobrze, ale nudził się czekając jak reszta skończy więc wstawał, chodził po klasie, zaczepiał dzieci, panią, psuł im wszystko co wpadło mu w ręce. Śmiał się z nakazów i zakazów, pani pedagog poskarżył się, że dorośli nic nie robią i nic nie muszą, tylko zajmują się rozkazywaniem dzieciom. Poza tym zadbał, by nic z tych rzeczy nie doszło do moich uszu twierdząc, że jak mama się dowie to go zabije, albo da mu takie lanie, że aż pupa spuchnie. Pani wychowawczyni powiedziała, że w zesłym roku miała dwoje takich dzieci i utemperowała ich więc mam się nie martwić. Niestety obraz syna w mych oczach przesłoniło przekonanie,że nic dobrego z niego nie ma (zapomniałam o tym co dobre) i uwzięlam się krzykiem i dyscypliną doprowadzić go do ładu. Przestał opowiadać co w szkole, przestał pyskować i buntować się, ale jak nie widziałam wytykał mi język, a w szkole robił co chciał. Kiedy niespodziewanie weszłam na lekcje doznałam szoku - dziecko spocone, brudne, z nabitym guzem siedziało w pierwszej ławce z dziewczynką, która też była brudna, znaną z tego, że kradnie, bije, przeklina nie uczy się (została na drugi rok), na ławce wszystko co miał w plecaku łącznie ze śniadaniem, kasztanami i samochodzikiem. Wpadłam najpierw w płacz, potem wściekłość. To był najgorszy dzień w życiu Patryka. Jak tylko wrócił do domu dostał takie kazanie i lanie (którym próbował się zastawiać). Lekcje odrabiał z trzęsącą bródką. Krzyczałam wniebogłosy, on bał się, wypomniałam mu wszystko co nie podoba mi się w jego zachowaniu w domu, rozwalałam mu ksiązki i zeszyty, których nie odlożył na miejsce, buty pozostawione jak zwykle na środku korytarza wyrzuciłam na dwor, obiad wywaliłam mu na stół - skoro mu nie smakuje, nie musi jeść i jeszcze wiele innych rzeczy, których aż wstyd się przyznać. Klęłam przy tym jak szewc. Efekt: od następnego dnia dziecko wie co ma robić i jak zachowywać się w domu, nadal chętnie odrabia lekcje, wrócił do swego ulubionego zajęcia - rysowania(od pójścia do szkoły nie rysował), rozmawia ze mną normalnie, niczego nie żąda, tylko prosi, jeżeli nie dostanie nie robi z tego powodu afery, przychodzi przymamulić się, jest wesoły, uśmiechnięty, tylko przy pytaniach o szkołę chmurzy się i jeży. Wychowawczyni przygotowała mi szereg prac na temat ADHD - objawów i sposobów postępowania z dziećmi chorymi. Analizując te dane stwierdziłam, że nie jest tak tragicznie, bardzo wiele rzeczy nie pasuje do mego dziecka, raczej Dawid podlegał pod ten model. Zauwazyłam też, że ona nie stosuje się do zaleceń postępowania, które mi wcisnęła (pozwoliła mu siedzieć z dzieckiem podobnym jemu w zachowaniu, nie zadbała by na ławce nie znajdowały się rzeczy niepotrzebne, nie zapewnila mu spokojnego zajęcia na czas przerwy) Ale dla wlasnego spokoju zapisałam go na wizytę do psychiatry Dawida.
Po kilku dniach wezwano mnie do szkoły i zaproponowano (czytaj. zarządano) zaświadzcenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej (tylko tej wskazanej przez szkołe) o tym że dziecko cierpi na ADHD. Przekonując mnie, że jest to niezbędne stwierdzono, że Wychowawczyni pracuje od zeszłego roku z takimi dziećmi i ma bardzo dobre efekty. Powiedziałam, że nie mam nic przeciwko temu, żeby z nim pracowala wedle tych zasad i spytałam dlaczego jeszcze ich nie stosuje (patrz wyżej). Na co uzyskałam odpowiedź, że jeżeli dostaną zaświadczenie to wtedy się nim zajmą. Powiedziałam, ze już za dwa tygodnie dziecko będzie przebadane prywatnie, więc będą podstawy do takiej z nim pracy - opinia prywatnego specjalisty nie interesuje ich, chcą papier z przychodni. I w tym momencie zaczęlo mi śmierdzieć. Zadałam pytanie co się stanie, kiedy ADHD będzie potwierdzone - powiedziano mi że nic, dla funkcjonowania dziecka nie będzie to miało zadnego wpływu. Spytałam się jakie środki przymusu stosowane są wobec dziecka, żeby zaczęło przestrzegać zasad panujących w szkole - żadne, to dziecko nie może za to co robi, więc nie ma sensu dawać mu uwagi do dzienniczka, czy wyciągać jakieś konsekwencje bo to nic nie da. Powiedziałam, że Dawid miał typowe objawy ADHD i nikt (nawet wychowawczyni PatrykaC czyt. specjalistka od ADHD, która miała z nim lekcje dwa razy w tygodniu) nawet nie napomknął,że to może być to.
Dawid to inna sprawa - stwierdzono.
Pytam więc:
1) Czy przypadkiem nauczycielka nie chce robić sobie kariery kosztem mego dziecka? (Zanim poznała go bliżej już postawiła diagnozę, potem pozwalała mu brykać po szkole i robić co chce udawadniając swą teorię)
2) Ponieważ poza nim nikt nie kwalifikuje się do "naprawiania", a nauczycielka jest dumna z "naprawienia" dwójki poprzednich dzieci, czy nie stał się narzędziem w jej rękach do doświadczeń (nauczycielka chwali się że w klasie stosuje wiele technik terapii o jakichśtam nazwach, co natychmiast poprawia sprawność umysłową uczniów - zauważyła to już po tygodniu lekcji, a ja nie mogę w to uwierzyć)
3) Skoro tak bardzo przejmuje się losem tego dziecka, dlaczego do pracy niezbędne jest jej zaświadczenie!!!!!!

CO ZA TYM SIĘ KRYJĘ??????
proszę o komentarze?

IrenaW

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 130


Rejestracja:
26-08-2005 20:32

Post 25-09-2005 23:10

Re: Kiedy pojęcie ADHD jest nadużywane?

Pani Agnieszko, dawid ma co najmniej adhd, może fas (alkoholowy zespół płodowy), skłoności do psychopatiii. Patryk sie od niego po prostu uczy tego, co złe.
Nauczycielka ma obowiązek postepowac wobec dziecka wasciwei bez względu na papier. Prosze jej to powiedziec, powołując się na mnie. Papier niech też Pani załatwi, bo szkole potrzebna jest podkładka do napisania programu indywidualnego modyfikacji zachowań. Waypowiedx nauczycielki, ze bedzie go traktowała inaczej po otrzymaniu podkładki niech Pani zapisze, umiesci w pismie do dyrekktora i na kopii prosze wziąc potwierdzenie przyjęcia pisma przez dziennik. Będą się z Panią liczyć.
EW domu niech Pani postępuje konsekwentnie i pogodnie, zeby nie miała satysfakcji ze sprawiania Pani przykrości. Bardzo popsuło go niespójnepostępowanie we wczesnym dzieciństwie; babcia zaprzeczała Pani decyzjom. To było najgorsze.
Teraz przosze mu powtarzać: kocham Cię: zrobimy (zrobisz ) to i to. Okrteslic czas. Wszelkie działanianietpowe zapowiadać, musi byc ustalony porządek dnia( iiny w soboty i w niedziele). Bardzo serdecznie Pania pozdrawaim i życzę siły!!
Obrazek
Irena Wielowiejska-Comi coaching terapia systemowa
Matka, psycholog, terapeuta systemowy, szkoleniowiec.

Wróć do Ekspert radzi



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.