Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

Przegląd prasy - ADHD

Moderator: Moderatorzy

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 01-07-2005 08:21

Przegląd prasy - ADHD

http://www.ognisko.idn.org.pl/sic/sic1.asp?nazwa=26

ADHD

O dzieciach ruchliwych ponad miarę mówiło się kiedyś: źle wychowane, potrzeba im więcej dyscypliny. Dzisiaj odróżniamy już dzieci z nadpobudliwością od małych chuliganów. Coraz częściej mówi się i pisze o syndromie ADHD, zaburzeniu koncentracji uwagi o podłożu genetycznym.

Pierwsze objawy większej ruchliwości obserwujemy już w pierwszych latach życia dziecka, maluchy nie potrafią chwilę spokojnie usiedzieć, kręcą się, wszystkiego muszą dotknąć. W szkole są nadaktywne, roztargnione i nerwowe, nie mogą dostosować się do działań grupy. Tak więc z problemem zmagają się nie tylko rodzice w domu, ale także nauczyciele w szkołach masowych.

Najnowszy numer "Światła i Cieni" poświęcamy dzieciom z ADHD, omawiamy metody terapeutyczne i wspierające tak dziecko jak i rodzinę; pokazujemy, że powodzenie w szkole zależy od tego, czy znajdzie się zmotywowany nauczyciel do podjęcia pracy z trudnym dzieckiem. Nie brak także rad praktycznych dla wszystkich, których współdziałanie zadecyduje o dorosłym życiu dziecka nadpobudliwego.

Z tych trudnych dzieci wyrastają nieprzeciętni ludzie.

Wiesława Berny-Negrey

spis treści
Ostatnio zmieniony 22-08-2005 10:28 przez Halina, łącznie zmieniany 3 razy
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 16-07-2005 22:58

Tertaz nie ADHD, ale chłopak miał podobne zachowania

Artykuł, który wzruszył mnie do łez:

http://www.misjanadziei.org.pl/artykuly/drzwi.html

DRZWI DO LATA

RICHARD F. MINITER

Ta historia zaczęła się od odruchu serca. Postanowiliśmy przygarnąć dziecko, któremu brak miłości i rodzinnego ciepła. Czasem jednak nawet najlepsze intencje nie wystarczą, by nadrobić lata krzywdy i braku opieki.

PO CO NAM to w ogóle pokazują? - zapytałem swoją żonę, Susan, wiosny 1993 roku. Zostawiono nas samych w gabinecie, żebyśmy się zapoznali z teczką chłopca, którym zajmował się ośrodek opieki społecznej. Jeśli to, co czytałem, choć w połowie było prawdą, to dziecko było psychopatą. Wszystko tam było, w gęsto zapisanych raportach w grubym skoroszycie: 8 lat w sprawozdaniach, sądowe wyroki rodziców, opinie kuratorów. Z dokumentacji wynikało, że ów 11-latek jest właściwie opóźniony w rozwoju, często wpada w furię i musi stale brać lekarstwa na uspokojenie. Chłopak systematycznie atakuje personel, moczy się w nocy, rano nie chce wstawać. Kiedy w końcu wstanie, ma kłopoty z chodzeniem. W niemowlęctwie był drastycznie zaniedbany - nie karmiono go regularnie, nie kąpano, nie ubierano. Zabrano go matce, gdy miał 11 miesięcy. Trafił do domu dziecka. Potem wrócił do matki, ale wkrótce znów był w domu dziecka, w rodzinie zastępczej, znów u matki i tak krążył przez większość swego krótkiego życia.

Przeglądaliśmy jego teczkę z inicjatywy mojej żony. Tamtej wiosny w dziennikach telewizyjnych pełno było zdjęć głodujących dzieci z Afryki. Pewnego wieczoru Sue poczuła się szczególnie bezradna, już nie mogła patrzeć na te potworności. Chwyciła program telewizyjny, żeby znaleźć coś innego niż wiadomości. Magazyn otworzył się na ogłoszeniu. Był to apel czegoś, co się nazywało Przystań. Organizacja zwracała się do doświadczonych rodziców, by zaopiekowali się dziećmi z zaburzeniami emocjonalnymi, często też maltretowanymi i zaniedbanymi. Sue osłupiała z powodu takiego zbiegu okoliczności. Przeczytała kilka razy to ogłoszenie, potem wyrwała kartkę i schowała. Tak doszło do tego, że kilka tygodni później przeglądaliśmy akta tego chłopca. To, co czytałem napawało grozą. Pragnęliśmy dziecka, które można by łagodnie wprowadzić w mniej więcej normalne życie. Nie spodziewaliśmy się czegoś takiego. Odetchnąłem z ulgą, gdy Sue głośno wyraziła moje obawy. - Nie poradzimy sobie - westchnęła. - Myślałabym inaczej, gdybym znalazła tu choć najmniejszy dowód na to, że ten dzieciak chce, żeby mu pomóc.- No dobrze, odłóżmy tę teczkę odparłem. - A co to takiego?

Trzymała w ręku kartkę niebieskiego papieru, której przedtem nie zauważyłem. Najwyraźniej wysunęła się z teczki i spadła na podłogę. Na górze był tytuł nagryzmolony kulfonowatym pismem dziecka. O czym najbardziej marzę. Sue podeszła do lampy na biurku. Po chwili wahania też pochyliłem się nad kartką. Trudno to było odczytać. Musiałem wodzić palcami po ołówkowych bazgrołach, zanim odcyfrowałem treść.

O czym najbardziej marzę
O rodzinie
O wędce
O rodzinie

Mike

POD SKLEPIENIEM portyku domu dziecka leżał mały, żałosny stos pudeł i toreb - cały dobytek chłopca siedzącego w recepcji. Mike przeprowadzał się przedtem 11 razy. Sue przyjechała po niego do domu dziecka pod koniec sierpnia 1993 roku, żeby zabrać go do nas na zawsze. Gorąco pragnęła, żeby nasz dom różnił się od poprzednich.

- Pamiętasz tę opowieść o kocie w domu z dwunastoma drzwiami? Zimą podchodził do drzwi i miauczał, żeby go wypuszczono. Pan otwierał, a kot widząc na zewnątrz śnieg miauczał przy następnych drzwiach - zapytała przed wyjazdem po Mike'a. - Owszem. Zawsze szukał drzwi prowadzących do lata. Tak długo się w to bawił, aż w końcu zobaczył na zewnątrz lato - odparłem. - Podejrzewam, że z tymi dziećmi jest podobnie. Niektóre rodzi się we właściwej porze roku. Inne nie, muszą więc z uporem chodzić od drzwi do drzwi, aż znajdą te wychodzące na lato. Aż trafią tam, gdzie chciałyby zostać.

- Kiedy te drzwi otworzy się dla Mike'a chcę, żeby na zewnątrz świeciło słońce - dodała. Tego samego dnia po południu przywiozła Mike'a do domu. Był już u nas "na próbę" w początkach sierpnia. Słysząc donośny głos, podniosłem oczy znad książki. Mike wpadł z hukiem do salonu. Wstałem, żeby się przywitać, ale zanim zdążyłem coś powiedzieć, chłopak minął mnie i znikł w sąsiednim pokoju. Po chwili wbiegła Sue. - Przywitałeś się z Mike'em? - Powiedzmy. Pomogłem wnosić rzeczy na górę do jego pokoju. Sue kupiła mu komplet pościeli ze scenami z filmu Park jurajski. - Nie mogę uwierzyć, że mam taką odjazdową pościel - usłyszałem, wchodząc, ale on natychmiast po moim wejściu zawiesił wymownie głos i odwrócił się plecami.

Chudy

TO MOJE pierwsze wrażenie, Mike jest chudy. Na plecach przez koszulkę widziałem sterczące łopatki, a nawet kręgosłup. Przy około 150 centymetrach wzrostu, ważył jakieś 30 kilogramów. Miał niebieskie oczy, mizerną twarz ulicznika i zmierzwione blond włosy, które aż się prosiły o strzyżenie. Miał też poważny tik. Mniej więcej co 10 sekund potrząsał mocno głową w bok, jakby niewidzialna ręka wymierzała mu policzek. W niczym nie przypominał ponurego psychotyka z tamtych okropnych akt. Był mizernym i straszliwie samotnym dzieciakiem. Dzieciakiem, który marzy o wędce i o rodzinie. Od razu kupiliśmy mu wędkę. Tego pierwszego dnia siedzieliśmy przy dużym stole we czwórkę - był z nami mój najmłodszy syn, 15-letni Liam. Sue zaczęła odmawiać modlitwę. Mike gwałtownie odwrócił się do niej i powiedział zaczepnie i głośno.

- Mam prawdziwą rodzinę. Znam się na rodzinach. Mama Alice i tata Dave, Tommy i Jane - mój brat i siostra - niedawno urodzona siostrzyczka Connie, no i babcia. Babcia kupi mi prezenty na urodziny i na Gwiazdkę. Mój tata Dave pracuje na poczcie, czasem mnie tam zabiera, ale raz był ze mną kłopot i oddali mnie do domu dziecka... Gadał tak bez przerwy. Tik się mu nasilił. Kiedy udało mu się donieść jedzenie do ust, żuł z przesadnym mlaskaniem. - Co my właściwie chcemy zrobić? - spytałem Sue później, gdy sami piliśmy herbatę w kuchni. - Chcemy dać temu dziecku zastrzyk normalnego życia... Nie, nie tak. Chcemy, żeby przy nas znalazł swoją drogę do normalnego życia. - Musimy trochę ściszyć mu głośnik. Po pięciu minutach jego dudnienia zatęskniłem za cudownymi dźwiękami miota pneumatycznego - zauważyłem.

Sue się nie roześmiała.- A ta Alice i Dave? - nie zdobyłem się na mądrzejsze pytanie. Pytałem o ludzi, którzy adoptowali formalnie rodzeństwo Mike'a, ale na niego nie dostali zgody. Twarz Sue stężała.- Nie wiem. Z jakiegoś powodu nie doszło do adopcji. Już nawet przygotowano papiery. Ale coś się musiało zdarzyć.- Aha, pewnie chcieli zjeść spokojnie obiad - rzuciłem cierpko.

Nie będziesz mną rządził

ZANIM zjawił się Mike, prowadziliśmy harmonijne, ustabilizowane życie. Mieliśmy pięciu synów i jedną córkę, ale teraz tylko najmłodszy Liam mieszkał z nami. Sue rzuciła pracę w Nowym Jorku i teraz w domu mozolnie rozkręcali firmę doradztwa finansowego. Ja po 25 latach w przemyśle postanowiłem zarabiać, prowadząc stary wiejski zajazd w Hudson Valley na północ od Nowego Jorku. Interes dopiero się rozwijał. Wprowadziliśmy się do zajazdu i wynajęliśmy na długo kilka pokoi bardzo spokojnym rezydentom. Żeby związać koniec z końcem, pracowałem również dorywczo w lokalnej fabryczce.

Dlaczego zdecydowaliśmy się zburzyć spokój w domu? Nawet nasi najbliżsi zachodzili w głowę, zwłaszcza 24-letnia córka Susanne. Pracowała w klinice pediatrycznej i miała pewne doświadczenie z takimi dziećmi, jak Mike. - Nie macie pojęcia, w co się pakujecie. Takie dzieci niszczą i podpalają. Są hałaśliwe i aroganckie - przestrzegała. - Susanne, kochanie, David też był sierotą - usiłowała przekonywać Sue. David, narzeczony Susanne, spędził dzieciństwo w wietnamskim sierocińcu, zanim ewakuowano go do USA, gdzie został adoptowany.- David nie jest taki jak te dzieci. Zobaczysz, sama się przekonasz uprzedzała Susanne.

Sue parła nieugięcie naprzód z taką silą, że Joanne Dalbo, specjalistka do spraw rodzinnych z organizacji Przystań, ostrzegała mnie na osobności.- Rich, martwią mnie oczekiwania Sue. Jeżeli weźmiecie Mike'a, musicie się liczyć z tym, że długo nie będzie robił postępów.- Rich, poradzę sobie - ucięła krótko Sue, kiedy rozmawiałem z nią o tym. No więc się zgodziłem.

Pod pewnymi względami Milce szybko się zadomowił. Od samego początku podbił serca naszych psów, Misia i Szczeniusia. Miś to czarny mieszaniec labradora, Szczeniuś jest mniejszy i też kundel. Chociaż oba są z natury łagodne, nie lubią obcych. Bez wyjątku. Zwłaszcza Szczeniuś jest bardzo nieśmiały. Dlatego pierwszego wieczoru zaskoczył mnie widok Mike'a. Stał w przejściu, a psy łasiły się do niego. Jeden obwąchiwał jego rękę, drugi wyczekująco patrzył mu w oczy. Kiedy nasze psy są w domu, prawie nigdy nie schodzą na dół. Czym on je tak ujął ?- Mike, nie pozwalamy psom wchodzić tu na dół - powiedziałem jak najserdeczniej.

Spojrzał mi prosto w twarz. W jego dużych niebieskich oczach malowała się niekłamana powaga. - Rich, nie będziesz mną rządził oznajmił spokojnie. W tym momencie nadeszła Sue.- Daj spokój, Milce. Pójdę z tobą na górę. Czas do łóżka. Około północy usłyszeliśmy stłumione krzyki. Weszliśmy do pokoju, który Mike zajmował z Liamem. Chłopak miał naciągnięty koc na głowę i głośno krzyczał. Sądziłem, że to jakaś gra i ściągnąłem z niego przykrycie. Spał jak zabity. Sue usiadła przy nim i przez 20 minut głaskała go po plecach. Stopniowo krzyki przeszły w jęki, a potem sen Mike'a stał się spokojniejszy.

Głuchy telefon

RYTM naszego życia z Mike'em pomału się ustalał. Chłopak wczepił się dosłownie w moją żonę. Nie umiał zająć się niczym sam. Nawet kiedy Sue rozmawiała przez telefon z klientem, siedział tuż przy niej i buzia mu się nie zamykała. Zaprzyjaźnił się z psami. Nie odstępowały go na krok, niczym dwa ciemne cienie pętające się i nam pod nogami. Codziennie po pracy w fabryce wracałem do domu na hałaśliwą kolację z Mike'em, Liamem i Sue, po czym wysłuchiwałem, jak Sue usiłuje zagonić chłopca do łóżka.

- Nie będziesz mną rządził - nieodmiennie rzucał mi w twarz, kiedy próbowałem jej w tym pomóc, albo odwracał się do mnie plecami. Sue nadal twierdziła, że wszystko się ułoży, ale spokój z domu zaczął nam uciekać. Na szczęście była szkoła. Organizacja Przystań skierowała Mike'a do specjalnej klasy, gdzie nad czworgiem uczniów czuwał jeden nauczyciel i dwoje asystentów. Mieliśmy też pomoc specjalisty. Raz w tygodniu wpadała do nas terapeutka rodzinna Joanne Dalbo. Brała Mike'a na rozmowę w cztery oczy, podtrzymywała go na duchu i dawała rady. Rozmawiała również z nami. Podczas którejś wizyty zapytaliśmy, dlaczego Mike terkocze jak karabin maszynowy. - Większość naszych dzieci, zwłaszcza te, które długo przebywały w domu dziecka, opanowały do perfekcji swoją historię. Może być wyssana z palca, ale służy im jako mechanizm obronny. To barykada ze słów, którą nauczyły się budować, a potem się za nią kryć - wyjaśniła. Dopiero po kilku dniach zrozumiałem w pełni jej słowa. Mike spytał Sue, czy mógłby zadzwonić do swoich poprzednich zastępczych rodziców, żeby porozmawiać z "mamą", "tatą" i "babcią". Sue się zgodziła. Zadzwonił z salonu.

- Cześć, babcia? Mówi Mike... Mike - powtórzył po chwili. - Mike, no Mike. Pamiętasz mnie? Mike - powtórzył cicho ostatni raz. Wiedziałem, że po drugiej stronie panuje głucha cisza. Odłożył słuchawkę, poszedł do gabinetu Sue i zaczął jej głośno opowiadać o długiej rozmowie z babcią i o prezencie, który mu kupi na Gwiazdkę. Chciało mi się walić głową o ścianę.

Odrzucona miłość

BYWAŁY chwile, w których trajkotanie Mike'a ustawało, wtedy mówił normalniej i wydawał się niemal bezbronny. Ale szybko zdarzało się coś, co nam przypomniało, że on wciąż coś dusi w sobie. Pewnego dnia po powrocie z pracy wszedłem do kuchni. Sue trzaskała garnkami.- Przez cały dzień się kłóci. Wciąż powtarza, że we wszystkim go okłamujemy - wyjaśniała burzę.- Jak to? - Od samego rana się czepia. Kiedy powiedziałam, że jest ósma, stwierdził, że 7.59. Poprosiłam, żeby sprowadził Misiaka, podkreślił, że pies wabi się Miś. I tak bez przerwy, a przy tym wyraża się ordynarnie.

Po kilku trudnych dniach spotkaliśmy się z Joanne Dalbo. - Sama nie wiem, co jest gorsze, poprzedni słowotok czy obecna złośliwość. Klnie i kwestionuje każde słowo - poskarżyła się Sue. - To musiało nastąpić. Spójrz na to z jego punktu widzenia. Chłopak miał już do czynienia z setkami dorosłych: biegli sądowi, lekarze, terapeuci, nauczyciele, rodzice zastępczy. Wszyscy wkraczali w jego życie, po czym bezpowrotnie znikali. Dlatego Mike nie umie nikomu zaufać ani związać się uczuciowo. Boi się, że znów dozna zawodu, spadnie z emocjonalnej krawędzi, na której nauczył się balansować. Obserwuję to u wszystkich swoich dzieci. Ale Mike jest bystry Znajdzie wyjście - stwierdziła Joanne. Kilka tygodni później siedział sam w starym barze, który nam służył za jadalnię i salon. Gdy weszliśmy nawet się nie odwrócił.

- Odesłaliście kiedyś któregoś za złe zachowanie? - Ale kogo, Mike? - zapytała Sue. - Któregoś z chłopców - wyjaśnił, mając na myśli naszych pięciu synów.- Dokąd mielibyśmy ich odesłać? Sue nie pojmowała w czym rzecz. - Do domu dziecka. - Mike, nasi chłopcy nie są przybranymi dziećmi. Wiesz przecież o tym - Sue usiadła obok niego. Wzruszył cieniutkimi ramionami.- Chyba tak.- To dlaczego pytasz?- Bo jak przyjechałem pierwszy raz, to Henry, Frank i Brendan tu byli - powiedział, przypominając próbny okres, który spędził z nami na początku sierpnia. - A potem spakowali manatki i wyjechali.- Pojechali na studia, Mike. Kiedy dorośniesz, też wyjedziesz na studia. Przyjadą do domu na święto Dziękczynienia i na Boże Narodzenie Sue potrząsnęła nim łagodnie. - Mike, my cię nigdy nie odeślemy. Wybraliśmy ciebie, a ty wybrałeś nas.

Ja nie pracuję

CZĘśĆ ZACHOWAŃ Mike'a z wolna dochodziło do normy. Kiedy psy zaczęły spać z nim w łóżku, przestał w nocy krzyczeć. Gdy zaczynał jęczeć, Miś albo Szczeniuś szturchał go pyskiem pod pachą i Mike się uciszał. Wtedy Sue odstawiła mu leki. - Zauważyłam, że kiedy dotykam jego ramienia, mięśnie ma twarde, jak z żelaza. Ale gdy je masowałam, rozluźniały się i tik na chwilę przechodził. Mike zaczynał mówić ciszej i tak się nie wykłócał - wyjaśniła, że to napięcie mogły wywoływać leki. - Godzę się z tym, że Mike nie do końca nam wierzy, ale to na pewno nie jedyny powód. Może częściowo winne są leki, które Mike bierze od lat. Spróbujmy się przekonać. Zasięgnęła rady jednego ze swoich stałych klientów, lekarza rodzinnego. Pytała także innego doktora. Obaj zgodzili się na odstawienie leków.

Zmianę dostrzegłem dopiero po kilku tygodniach. Pewnego wieczoru spojrzałem na Mike'a i zauważyłem, że znikła gdzieś jego mizerność. Odstawienie leków, regularne posiłki i bieganie z psami na świeżym powietrzu zrobiły swoje. Blady duszek sprzed trzech miesięcy dostał rumieńców. Gdy leki przestały go przytłumiać, na wierzch zaczęty wychodzić ostre kanty charakteru Mike'a. Chłopak wiecznie miewał humory. Moczył się w nocy bez przerwy. Ni stąd, ni zowąd nagle klął i ostro się stawiał.

Pewnego dnia Sue próbowała mu tłumaczyć, na czym polega życie rodzinne.- Między innymi na tym, że każdy ma coś do zrobienia. Widzisz, że Rich odkurza, a ja sprzątam ze stołu. Proszę, wynieś teraz śmieci.- Ja nie pracuję - odparł. Stał zbuntowany na środku kuchni - Mike, wszyscy moi chłopcy mieli w domu obowiązki. - Nienawidzę tych chłopców. Nienawidzę tej piep... rodziny! - Idź do swojego pokoju i zastanów się nad swoim językiem. Łup, trzask! W drodze do pokoju kopał każde drzwi. Taka batalia ciągnęła się dzień w dzień kilka tygodni. - Mike, teraz twoja kolej na zmywanie - mówiła Sue. - Traktujecie mnie jak niewolnika. Zadzwonię do opieki i poproszę, żeby przenieśli mnie do dobrej rodziny- odpowiadał.- Tam stoi telefon - podsuwała Sue.

Mike szedł do pokoju, który dzielił z Liamem i niszczył rzeczy, ale tylko swoje - radio z budzikiem, układankę, obrazki. - Mike, dlaczego to zrobiłeś? pytała Sue niemal we łzach. - To moje - odparował. Kryzys nastąpił kilka dni później. Sue dala Mike'owi odkurzacz i zostawiła go na dole. Byłem na górze. - Tato, zejdź szybko! - wołał Liam. Mike stał twarzą do wykafelkowanej ściany. - Ja nie pracuję - zawodził głośno i przy każdym "pracuję" walił głową w ścianę. Kiedy podszedłem bliżej, uderzał mocniej i szybciej. Stanąłem. W głowie mi huczało: Zrób coś! Nagle mnie oświeciło: Zlekceważ to zachowanie. Nie okazuj strachu. Zrób coś, żeby odwrócić jego uwagę. Roześmiałem się więc. Zaskoczony Mike natychmiast przestał wyć i spojrzał na mnie.- Wiesz, co w tym jest najfajniejsze, Mike? - spytałem.- Co?- Że to sobie robisz krzywdę, a nie mnie. Ze złości rąbnął jeszcze raz głową. - Liam, prawda, że on głupio wygląda? - skomentowałem.

- Nienawidzę tej rodziny - wrzasnął Mike, ale przestał walić głową w ścianę. Odwróciłem się i poszedłem na górę. Musiałem usiąść. Nogi miałem jak z waty. I wtedy usłyszałem szum włączonego odkurzacza.

Rodzinne zgrzyty

W LISTOPADZIE, tydzień przed świętem Dziękczynienia, nasi synowie zaczęli zjeżdżać do domu. Pierwszy był Brendan.- Gdzie jest Miś?- zapytał po uściskach i rozmowach na temat reszty rodziny. Sue i ja spojrzeliśmy po sobie. Miś był psem Brendana, syn wychował go od szczeniaka. Pewnie bardzo się za nim stęsknił.- Jest w bibliotece z Liamem i Mike'em. Zostaw im Szczeniusia - powiedziałem. Szczeniuś. O, nie. Tak jak Miś był przyjacielem Brendana, tak Szczeniuś należał do Henry'ego, który też zaraz przyjedzie. Mike nie tylko będzie musiał wpuścić na scenę naszych synów, ale też straci najlepszych przyjaciół. - Sue, mamy kłopot - powiedziałem do żony. Kiedy przyjechał Henry, Szczeniuś zaraz się do niego przeniósł. Mike został bez psa. Około drugiej nad ranem usłyszeliśmy jego krzyk. Wył z kocem naciągniętym na głowę. Po raz pierwszy widzieliśmy, jak krzyczy na jawie. Sue masowała mu plecy.- Mam pomysł. Chciałbyś przytulić Jerome'a? - Jerome to kot Sue. Mike skinął głową. Potem przytulił go do piersi i się położył. Patrzył gdzieś w dal.

- Nienawidzę ich - mruknął. Nazajutrz Mike przez cały ranek unikał chłopców, a kiedy wybrali się w góry, znów wziął do siebie psy Później Sue poczuła dym. Zbiegła do kuchni i zobaczyli, jak Mike zapala zapałki jedna po drugiej, a potem rzuca je na kuchenkę.- Mike, jeżeli jeszcze raz dotkniesz zapałek, nie będziesz miał wstępu do kuchni! A teraz wracamy do swoich obowiązków.- Ja nie pracuję - odparował. Sue już miała na końcu języka ostrą odpowiedź, ale powstrzymał ją wyraz twarzy Mike'a. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale nie mógł tego z siebie wydusić.

- Zrozum. Proszę. Ja nie pracuję. Proszę. Nie zmuszaj mnie - słowo po słowie, ale wreszcie z trudem wybąkał. - Mike, mam sporo roboty w kuchni. Pomożesz mi? Nie musisz pracować, tylko mi pomóż - Sue powiedziała łagodnym tonem.- Pomóc to mogę. W pomaganiu jestem dobry - Mike najwyraźniej uległ.- Kompleks Kopciuszka - Sue poinformowała mnie wieczorem.- Co takiego? - Uświadomił sobie, że jest przybranym dzieckiem i to go boli. Kiedy przydzieliłam mu obowiązki, poczuł się jak Kopciuszek zmuszany do pracy przez macochę. Jeżeli zdołam mu uświadomić, że obowiązki są częścią naszego życia, na pewno poczuje się bezpieczniej. Może od tej pory będzie już lepiej - miała nadzieję Sue. Ale nie było. Przed przyjazdem chłopców obawialiśmy się, że zaakceptują Mike'a z trudem. A powinniśmy się raczej bać, że w ogóle go nie zaakceptują. Brendan ma pogodne usposobienie, a Liam jest na ogół towarzyski. Ale obaj naśladują starszych braci, Henry'ego i Franka. A ci dwaj byli wyjątkowo jednomyślni, co do Mike'a. Nie chcieli zrobić mu nic złego, ale podobnie jak ich siostra nie widzieli powodu, żeby ratować jakieś cudze, dziwacznie zachowujące się dziecko, na którego punkcie ich podstarzali rodzice dostali bzika. A poza tym intruz zabrał im psy! Co wieczór Mike pomagał Sue w kuchni piec ciasto, przygotować kolację, podać do stołu i potem sprzątnąć. I co wieczór chłopcy go ignorowali. Gorzej nawet, oni jawnie go lekceważyli. Nie mówili mu "dzień dobry", wchodząc do pokoju i wychodzili bez "dobranoc". Ani razu nie zwrócili się do niego po imieniu. Na początku Mike zagadywał chłopców.- To ja upiekłem ten placek. To ja ugotowałem jarzyny.

Ale oni rzadko reagowali.- Naprawdę? - czasem zdobywali się na sarkazm. To było nie do wytrzymania. Oboje dostawaliśmy szału. Kilka razy słyszałem, jak Sue przemawia im do rozumu, ale jakby rzucała grochem o ścianę. Widziałem, jak ich postawa rani Mike'a. Rano w święto Dziękczynienia zastałem go w kuchni nad miską płatków śniadaniowych. - Mike, chłopcy zachowują się jak palanty. Ale to się zmieni. Daj im trochę czasu - powiedziałem.- Uważają mnie za czubka. Nienawidzę tej rodziny - odburknął.

Przełamane lody

TEGO SAMEGO dnia stół był nakrywany do świątecznego obiadu, gdy przyjechali David i Susanne - teraz już małżeństwo. Za każdym razem, gdy Mike wchodził do pokoju, z daleka okrążał Henry'ego, Franka, Brendana i Liama. Sue wyjęta dwa indyki z piecyka i poszia na górę się przebrać. Mike był naburmuszony. - Jestem głodny.- Ukrój sobie kawałeczek indyka. Jest w kuchni - zaproponowałem. Poszedł. Po kilku minutach do kuchni weszła Sue. I zaraz wypadła jak burza. - Chodź ze mną - syknęła. Mike siedział w kuchni przy stole. Na talerzu zmieścił chyba całą pierś indyka. Sue kazała mu wyjść do drugiego pokoju.

- A teraz siadaj i do licha, zjedz wszystko, co sobie nałożyłeś - powiedziała, po czym wyszła do kuchni i się rozpłakała. A chłopcy mieli rozrywkę. Rzucili okiem na talerz Mike'a i zaczęli się śmiać. Mike nie mógł znieść takiego upokorzenia i pobiegł do swojego pokoju na górę. - A czego się spodziewałaś, mamo? - spytał jeden z nich, kiedy Sue wróciła z kuchni. Sue na chwilę jakby skamieniali. Po czym rąbnęli talerzem Mike'a w stół. - Czego się spodziewałam? Spodziewałam się, że okażecie mu trochę współczucia. Chłopak harował cały tydzień w kuchni i starał się z wami zaprzyjaźnić, a wy go traktujecie jak trędowatego.

Oniemieli. - Mamo, on nawet nie wie, jak się zachować przy stole w święto Dziękczynienia - wydusił w końcu Frank. -Tyś też nie wiedział póki pierwszy raz nie podsunęliśmy cię do stołu na wysokim krzesełku. Minęło 20 lat, a nadal trzymasz widelec jak szuflę. Mike nigdy nie siadał do świątecznego obiadu z rodziną. Zna tylko sierociniec albo szpital. No więc nie umie... Nie rozumiesz? - gorączkowali się Sue. Zapadła cisza. Chyba nigdy przedtem chłopcy nie widzieli matki w takiej furii. Sue się opanowali, a nam jakoś udało się ściągnąć Mike'a na dół. David pokroił indyka, odmówiliśmy modlitwę i zjedliśmy obiad. Ale świąteczny nastrój posiłku prysł.

Potem chłopcy rozmawiali o czymś w kącie. Podchwyciłem tylko strzęp rozmowy.- Niezły pomysł. - Spokojna głowa - dodał drugi i David wyszedł na dwór. Po chwili usłyszałem Brendana. - Mike, na dworze jest jeleń. Chcesz zobaczyć? Pomyślałem - jak idiota, bo trzeba się było zaniepokoić - że to wreszcie jakiś miły gest z ich strony. Wyprowadzili Mike'a kuchennymi drzwiami. I wtedy dobiegi mnie najbardziej przeraźliwy krzyk, jaki słyszałem w życiu. Mike biegł z wrzaskiem na górę. Był blady jak ściana. Okazało się, że David wziął łeb jelenia i włożył go na głowę. Kiedy Mike wyszedł na dwór, David wypadł na niego z ciemności, porykując. Zmroziło mnie okrucieństwo ich zachowania.- Jak mogłeś zrobić coś takiego? pytałem Davida. - Tato, to był tylko żart. Sądziliśmy, że przełamiemy lody - Henry zbył mój wyrzut machnięciem ręki.- Niech was cholera - warknąłem. - Wcale się nie bałem. Odwróciłem się w kierunku tego głosu. Mike stał u podnóża schodów. Wciąż był blady, ale się uśmiechał. - Wcale się nie bałem - powtórzył. - A właśnie, że się bałeś - przekomarzał się z uśmiechem Brendan, szturchając Mike'a.

Wtedy zrozumiałem, że chłopcy, na swój własny sposób, wyciągają do niego rękę. Co więcej, Mike też to zrozumiał. Po chwili na dół zeszła Sue.- Podam ciasto - powiedziała zdziwiona widokiem roześmianego Mike'a droczącego się z chłopcami. - Mogę ci pomóc? - Mike zerwał się z miejsca. Sue ukryła zdumienie. - Jasne, przecież sam je upiekłeś. - Dobre to ciasto z dyni, Mike - pochwalił po chwili Henry. - Dzięki - odparł Mike. Zaczęła się ogólna rozmowa i śmiechy. Wreszcie o 11 wieczorem wyprawiliśmy Mike'a do łóżka.- Teraz powiedz mi, co się stało, kiedy byłam na górze? Słyszałam dziki wrzask. - To lody pękały. Nie chciałabyś wiedzieć, jak.

Boże Narodzenie

KILKA tygodni później, tuż przed Gwiazdką, polowałem w lesie niedaleko domu. Tropiłem młodego jelenia. Wtem pojawiło się przede mną coś, co przypominało widmo z dawnych wieków - największy jeleń, jakiego w życiu widziałem. Zatkało mnie, działałem więc jak automat. Odbezpieczyć. Nie oddychać. Za daleko? Nie. Trafię. Strzelba właściwie sama uniosła się do ramienia. Wypaliłem. Nazajutrz taszczyliśmy go do domu. David uciągnął kilkanaście metrów potężne cielsko.- Potrzebna nam pomoc. Czuj ę się, jakbym wlókł słonia - oświadczył. - Liam i Mike są w domu - podpowiedziałem. David ruszył po pomoc. Pięć minut później usłyszałem trzask kuchennych drzwi i zobaczyłem Mike'a wybiegającego z domu. Puścił się w moją stronę tym swoim charakterystycznym krokiem ze stopami skierowanymi do środka. światło igrało mu w blond włosach, a twarz rozpromieniał uśmiech. Patrzyłem, jak biegnie, a w oczach stanął mi znerwicowany rozbitek sprzed kilku miesięcy, który ważył zaledwie 30 kilogramów.

- Chyba nie będzie mógł odbywać dłuższych wędrówek. Może nigdy nie nabrać sił - mówiła Joanne, kiedy przekazywała nam jego karty zdrowia z Przystani. Mike dobiegł do mnie. Zaczął tańczyć wokół jelenia jak Indianin.- Udało ci się! Udało ci się! - wołał. Po chwili zjawił się David z Liamem. We czterech dociągnęliśmy zwierzę do domu i powiesiliśmy je na lince holowniczej na drzewie. Niebawem zaczęły zjeżdżać samochody z myśliwymi. Rozeszła się wieść, że można u nas zobaczyć bodaj największego jelenia w tym sezonie. - Rich, przyjeżdża coraz więcej ludzi - Mike wyjrzał przez okno. Jęknąłem. Marzyłem tylko o tym, żeby wziąć prysznic i coś zjeść. - Mike, ty musisz z nimi pogadać. - Ja? - aż się cofnął z wrażenia. Trząsł się jakby go prąd poraził. To nie było kategoryczne polecenie, ale zobaczyłem w jego oczach ożywienie. - Idź, Mike, odpowiedz im na pytania - powiedziałem. - Dasz mi latarkę? Dałem.

Wychodziłem w szlafroku spod prysznica, kiedy wpadła Sue i złapała mnie za rękę. - Nie zapalaj światła. Wyjrzyj na dwór. W świetle reflektorów aut stało kilkunastu mężczyzn. Podjeżdżały kolejne samochody. Mike stał z przodu, gestykulował jak aktor, wymachując latarką, by oświetlić ciało jelenia.- Mój tata go zastrzelił. To największy jeleń w Ameryce. Zabił go strzałem z ponad półtora kilometra. Pomogłem mu wlec go do domu. Patrzyłem na niego i myślałem o niezliczonych lękach kłębiących się w tym zagadkowym człowieczku. Nie było wśród nich tego najpospolitszego - lęku przed stanięciem przed grupą ludzi i przemawianiem do nich. Zanim się obejrzeliśmy, nadeszły święta Bożego Narodzenia. Zabraliśmy Mike'a, żeby kupił wszystkim jakieś drobiazgi. Normalnie prezenty rozpakowuje się dopiero w pierwszy dzień świąt, ale w naszej rodzinie mamy inny zwyczaj.

Już w Wigilię każdy otwiera jeden prezent. Mike dostał wymarzoną grę komputerową. Potem położyliśmy się do łóżek. Tuż przed zaśnięciem coś mnie tknęło.- Czy ktoś dał Mike'owi ozdobny papier, żeby mógł zapakować prezenty, które kupił?- Na pewno ktoś to załatwił - odpowiedziała Sue z twarzą wtuloną w poduszkę. Rano wstałem pierwszy. Znalazłem Mike'a przed telewizorem, spał z dżojstikiem w ręku. Spojrzałem pod choinkę. Prezenty dla każdego członka rodziny leżały w oddzielnych stosach. Każdy miał na górze małą paczuszkę owiniętą w zwyczajny papier, starannie zapakowaną i oklejoną taśmą. Na każdej widniało imię odbiorcy pięknie wypisane ołówkiem i rysunek - choinka, renifer, mały Mikołaj. Poczułem; jak coś mnie ściska w gardle.

Ciężka zima

W STYCZNIU Henry przyjechał do domu na dłużej. Na uczelnię miał wrócić dopiero w maju. Zatrudnił się jako myśliwy w pobliskim hotelu. Mniej więcej w tym okresie Sue dostała telefoniczną wiadomość. Kiedy odłożyła słuchawkę, spojrzała na mnie niewidzącym wzrokiem. - Rich, moja mama ma raka. Jej matka, Lee, musiała poddać się operacji. Potem przyjechała do nas na czas chemioterapii i naświetlań. Dla wygody Lee umieściliśmy ją w pokoju Mike'a na pierwszym piętrze naszego dwupiętrowego domu. Mike'a przenieśliśmy do niedawno odremontowanego pokoju na samej górze. Mimo przygnębienia całej rodziny Mike wydawał się podniecony, wręcz zachwycony przeprowadzką. Pierwszego wieczoru Lee siedziała w wiklinowym fotelu w salonie. Blada i słaba, odezwała się niemal szeptem, ile z uśmiechem.- Witaj, Mike. Mike spojrzał na nią uważnie.- Kiedy wyjeżdżasz? - rzucił w odpowiedzi.

- Mike! - skarciła go Sue. Kilka dni później jeszcze, półśpiąc wszedłem o godzinie 6.30 do pokoju Mike'a i potrząsnąłem nim. - Mike, pora wstawać. - Nie! - krzyknął, po czym gwałtownie podniósł się i klęknął na łóżku. Widziałem co robi, ale nie mogłem w to uwierzyć. Zamachnął się lewą ręką zaciśniętą w pięść i rąbnął mnie w twarz. Po czym padł na łóżko.- Pieprzę cię! - ryknął. Zadziałałem odruchowo. Chwyciłem materac, szarpnąłem i zrzuciłem Mike'a na podłogę. Kiedy pomagałem mu wstać, ogarnął mnie wstyd. I wściekłość na siebie. Jak mógł coś takiego zrobić? 1 dlaczego? Sue postanowiła, że sama będzie go budzić.- Jesteś zbyt impulsywny - orzekła. Ale kiedy nazajutrz rano poszła na górę, Mike rąbnął pięści w okno przy swoim łóżku - wybił obie szyby Sue stała przez chwilę jak ogłuszona, wiatr hulał po pokoju. Chociaż wszędzie leżało potłuczone szkło, Mike jakimś cudem nawet się nie zadrapał. Sue przeniosła go przez odłamki, postawiła na ziemi i wskazała ręki łazienkę.- Marsz - warknęła.

Przez cały styczeń poranne sceny się nasilały. Co wieczór kładliśmy Mike'a do łóżka, czytaliśmy mu, utulaliśmy, obejmowaliśmy na dobranoc. Chwalił swój nowy pokój, a rano znów rozpętywał wojnę. Pewnego dnia przy kawie przed kominkiem, Lee dysząc kolejni awanturę na górze, wzniosła oczy do nieba, a potem zerknęła na mnie.- Myśleliście, żeby przenieść go z tamtego pokoju? - spytała.- Lee, on uwielbia ten pokój.- Jakoś mi na to nie wygląda. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że szykuje zmianę taktyki. Pewnego dnia wrócił z biegów na nartach i wszedł do kuchni, żeby coś przegryźć.- Czyja kolacja stoi na stole? - usłyszałem jego wołanie.- Mamy Sue. Zaniosę jej, jak wyjdzie z kipieli - odkrzyknąłem. Trzask! Wszedłem do kuchni. Taca i naczynia leżały na podłodze. Mike wbił we mnie duże niebieskie oczy.- Zsunęło się - powiedział. - Postawiłem tacę na środku stołu.- Musiałeś ją przesunąć. - E tam.

Dwa dni później z Henrym zabieraliśmy go ze spotkania młodych skautów. Mike był w dobrym humorze, ale gdy tylko wsiadł do samochodu, zaczął obrzucać Henry'ego wyzwiskami. Wszystkie moje uwagi ignorował. - E tam, nie będziesz mną rządził słyszałem tylko. Henry milczał prawie cały czas. - Tato, ja się tym zajmę - powiedział kiedy podjechaliśmy pod dom. Mike szedł do domu, ale Henry złapał go z tyłu i wrzucił w zaspę. Odczekał, aż Mike się wygramoli, po czym znów go złapał i znów wrzucił. Za każdym razem wykrzykiwał dokładnie te same wyzwiska, którymi Mike go obrzucał. Wreszcie Mike nie wytrzymał - Rich, na pomoc.

Wszedłem do domu. Sue wypadła z gabinetu do salonu.- Co Henry robi Mike'owi? Lee siedziała przy kominku zatopiona w lekturze. Wyjrzała przez okno, a Mike znów lądował w zaspie. - Siadaj, Sue. Pewno Mike zaczął uspokoiła córkę. Po chwili Mike wszedł czerwony na twarzy, był przemoczony do nitki, trząsł się jak galareta, ale miał niezwykle zadowoloną minę.- Mike, co jest? - spytałem. Nie odpowiedział. Wbiegł na górę, przebrał się w piżamę i po raz pierwszy sam znajmił, że chce iść spać. - Co? Tak wcześnie nigdy się nie kładł. - Muszę. Henry powiedział, że przyjdzie na górę i mnie dopilnuje odparł Mike z uśmieszkiem po czym wybiegł. Henry potraktował Mike'a jak zwykłego, dokuczliwego braciszka i to podziałało cudownie.- W porządku, poddaję się - skomentowała Sue.

Furia

KILKA DNI potem Mike miał składać ślubowanie na wieczorku skautów. Denerwowałem się, bo musiałem trzymać mu rękę na ramieniu, kiedy stał przed całym tłumem. Gdy się zawahał pomyślałem - No, tak. Zeżre go trema. Dlaczego z nim nie przećwiczyłem? Ale wyrecytował przysięgę bezbłędnie. Po powrocie do domu poszedł do siebie na górę, ale zaraz zbiegi na dół. Podpalił stos zapałek i wzniecił pożar w kuchni. Byliśmy wstrząśnięci. Na rozmowę przyszła Joanne Dalbo. Bardzo się zmartwiła ostatnim wybrykiem Mike'a. Organizacja Przystań nie przedłuży pobytu w rodzinie dziecku, które podpala dom. - Wyłożę mu kawę na ławę. Jeżeli wznieca pożary, musi stąd odejść. Sue pokiwała głową, wyraźnie przybita, bo wszystko to ją przerosło - Mike, choroba matki, okres rozliczeń podatkowych.- Prawie nie śpię, zamartwiam się, że znajdzie zapałki albo że w środku nocy zejdzie do kuchenki - wyznała.

- Chcesz, żebyśmy go zabrali?- Joanne spojrzała na nią. Minęła długa, długa chwila. Sue rozejrzała się wokół, jakby chciała gdzieś uciec. - Niech on tu przyjdzie - powiedziała cicho. Zachowanie Mike'a przybrało niebezpieczną formę, więc musieliśmy postawić mu ultimatum - jeszcze jedno podpalenie i stąd odchodzi. Mike pokiwał głową.- Nigdy, nigdy więcej tego nie zrobię - obiecał. Pożary się skończyły. Ale rozbijanie szyb nie.- Sue, przenieś go z tego pokoju nalegała Lee. Nie, mamo. On go ubóstwia. Musi chodzić o coś innego. Potwierdzenie domysłów teściowej przyszło kilka dni później. Liam opowiedział nam, że Mike wstał o 4 nad ranem, bo chciał pójść do łazienki, ale nie ruszył się z pokoju. Powód był oczywisty - nie zdołał zmusić żadnego psa, żeby wyszedł z nim na ciemny korytarz. Mike bał się ciemności. Ile razy zdarzyło sil to przedtem? zastanawiałem się.

Następnej nocy nastawiłem budzik na 4 rano i zakradłem się na górę. Otworzyłem drzwi do Mike'a i zobaczyłem go na wpół śpiącego przy biurku. Siedział z Misiem w objęciach. Na górze w korytarzu nie mieliśmy jeszcze światła. Nazajutrz daliśmy więc Mike'owi wybór - może spać w pokoju, albo w śpiworze pod naszymi drzwiami, gdzie paliło się światło. - Mogę spać na podłodze. Przygotowaliśmy mu posłanie w korytarzu na pierwszym piętrze, skąd mógł widzieć światło z salonu. Od tamtej pory sypiał jak zabity.

Mama Sue nabrała trochę sił i wyprowadziła się tydzień później. Mike wrócił do dawnego pokoju. Wrócił też poranny spokój. Ale nie na długo. Pewnego dnia poprosiłem w aucie, żeby zapiął pas. Znów usłyszałem: - Nie będziesz mną rządzić. Któregoś wieczoru nie chciał odrobić lekcji, siedział do nocy przy stole, a potem rozbił szybę w drzwiach do swojego pokoju. Znowu. Poprosiłem swojego zięcia Davida o radę. Sam był sierotą, więc mógł dojrzeć coś, czego nie zauważyłem.- Jest wobec was agresywny, bo zadaliście sobie trud i urządziliście mu nowy pokój - stwierdził.- Nie rozumiem - odpadem. - Byłem tak zły, wściekły na to, co mnie spotkało w życiu, że drażniło mnie wszystko, nawet miłe gesty przybranych rodziców. Ale w końcu pojąłem, że starają się, jak mogą - wyjaśnił David.- Ile ci to zabrało? - Jakieś dziesięć lat - roześmiał się gorzko.

Dzięki Davidowi zachowanie Mike'a stało się dla mnie bardziej zrozumiałe, ale nadal nie wiedziałem, jak je zmienić. Samo zmieniało się na gorsze. Pewnego dnia w marcu przywitała mnie w domu dziwna cisza. Kiedy mijałem drzwi Mike'a, chłopak wystawił głowę i zaraz ją schował. Wszędzie leżały odłamki szkła. Zawołałem Sue, nie odpowiedziała. Znalazłem ją w sypialni z twarzą wciśniętą w poduszkę. Dotknąłem jej ramienia, odwróciła się. Miała czerwone oczy i zapuchniętą twarz. Rozpłakała się. - On znowu rozbił szybę w swoich drzwiach. Potem roztrzaskał zegar w moim gabinecie i groził, że rozwali mi komputer.- O co poszło? - Poprosiłam, żeby pomógł mi wnieść zakupy. Zrobił to, a ja go przytuliłam i pocałowałam. Rich, on kiedyś zniszczy mój komputer, podpali nasze mieszkanie. Ten dom i dzieci to dorobek naszego całego życia. Nie chcę go stracić - mówiła roztrzęsiona.- Mamo? W progu stał Henry. Zobaczył odłamki szkła, zapłakaną matkę i poszedł wprost do pokoju Mike'a. Kazał mu zamieść odłamki, odkurzyć, wytrzeć na mokro, a jak to skończy spać. Później przyszedł do pokoju, w którym siedzieliśmy przy mocnej herbacie.

- Myślę, czy nie odesłać Mike'a. Zrobiłbyś to na naszym miejscu? - zagadnęła go cicho Sue. - Nie, ale traktowałbym go zupełnie inaczej - odparł. - Pod jakim względem? - spytałem. - Wiecie, że ten mały ma kłopoty z waszą troskliwością. Cokolwiek zrobi, wy okazujecie mu coraz więcej troski. Jeżeli chcecie, żeby został, przestańcie go tak głaskać. Nie zachowujcie się, jak świeżo upieczeni rodzice.

Równia pochyła

CZYŻBY MIKE wyczuł, że posunął się za daleko? Coś się stało, bo ku naszemu zaskoczeniu zaczął Codziennie odrabiać lekcje, i to sam, bez walki. Na przełomie marca i kwietnia nieco odetchnęliśmy. Wiosną Mike'a przeniesiono do zwykłej klasy, o czym od dawna marzył.- Może robimy błąd, wycofując go ze specjalnego programu nauczania. Nigdy przedtem nie musiał tak długo siedzieć w jednym miejscu. Bardzo go to męczy - martwiła się Joanne Dalbo. W zachowaniu Mike'a zaczęły się pojawiać drobne, lecz złowieszcze zmiany, niczym ciemne strzępy chmur przed burzą. Któregoś wieczoru wybiegł na dwór, grożąc, że rzuci się pod samochód. Dwa dni później zmoczył się w nocy i nie chciał wziąć prysznica.- Jestem zmęczony. Nie chcę chodzić do szkoły - wykrzykiwał. Nazajutrz zrobił kopniakiem dziurę w ścianie. Później wybił w salonie szybę... I tak to szło, żadnego zmiłowania aż do połowy maja.

Mike smacznie spał, a Sue wyprowadziła mnie na oszkloną werandę. Chciała pogadać.- Rich, starałam się. Oboje się staraliśmy. Odkąd do nas przyszedł wstawiłeś już chyba 30 albo 40. szyb. Nie zliczę, ile dziur załatałeś w ścianach. Poleciały dziesiątki naczyń, lamp i zabawek. Wzniecał pożary i musieliśmy znosić najordynarniejszy język. No i wciąż się moczy. A jest silniejszy, coraz silniejszy - patrzyła mi prosto w oczy, wypatrując w półmroku mojej reakcji. Westchnąłem. Miała rację. - No więc? - Rozmawiałam z Joanne. Ustaliłyśmy wstępnie, że Mike wyprowadzi się 22 czerwca. Tyle czasu zabierze załatwienie mu innego miejsca. Powinienem się tego spodziewać, ale przeżyłem wstrząs. Sue wyciągnęła do mnie rękę.- Rich, on ma nas gdzieś. Nie uznaje nas za rodziców. I nigdy nie uzna.

Złamana łapa

USIŁOWAŁEM nie myśleć o wyjeździe Mike'a choć ten jeden dzień. Nasz syn Frank przyjeżdżał do domu. Podjechałem po niego na dworzec. - Oddajemy Mike'a - oznajmiłem mu w drodze do domu. Wzruszył ramionami. Nie odezwał się. Ale musiał o tym myśleć.- Opowiadałeś kiedyś Mike'owi o Złamanej Łapie? - spytał, gdy wyjeżdżaliśmy ze stacji benzynowej. Przypomniały mi się historyjki o zaczarowanym niedźwiedziu Złamana Łapa, które przed laty wymyślałem dla chłopców i opowiadałem im na dobranoc. Czułem, że muszę opowiedzieć Mike'owi choć jedną. Jak gdybym chciał przed jego odjazdem wycisnąć na nim trwalsze piętno naszej rodziny Przyjechaliśmy do domu i odszukałem w szafie stare skórzane pudło. Pół godziny porządkowałem pliki żółtych arkuszy, zatopiony we wspomnieniach - widziałem moje dzieci zasłuchane w opowieści o Złamanej Łapie. Czasem je spisywałem i potem opowiadałem, kiedy indziej wymyślałem na poczekaniu, opowiadałem, a potem notowałem.

Kilka dni później wszedłem wieczorem do pokoju Mike'a. - Chcesz, żebym ci opowiedział pewną historię? W roku 1757 zły szaman toczył walkę z dobrym szamanem o to, który zdobędzie serca członków ich indiańskiego plemienia. Zły otruł dobrego, ale zanim ten dobry umarł, przekazał swoją moc ciężko rannemu, osieroconemu niedźwiadkowi, którego nazwał Złamana Łapa. Był to czarodziejski niedźwiedź. Kiedy skończyłem opowieść - a zawsze kończyła się tym, że Złamana Łapa kogoś ratował albo mu pomagał - Mike długo siedział na łóżku w milczeniu. W końcu spytał. - Czy Złamana Łapa zawsze pomaga członkom tej rodziny? - Tak, bo chyba myślimy podobnie, jak on. - Skoro jestem w tej rodzinie, czy też mógłbym wezwać Złamaną Łapę na pomoc? - Oczywiście - potwierdziłem. Miałem nadzieję, że moja historyjka jakoś go poruszy, ale wszystkie nasze wysiłki szły na marne. Nadal powtarzały się jego wybuchy bez powodu. Sue znowu płakała i zaczęła liczyć dni do jego wyjazdu. Serce mnie bolało, ale przyznawałem jej teraz rację. Mike rósł - miał już 12 lat - i stwarzał coraz większe zagrożenie. Nadeszły 20 urodziny Brendana i urządziliśmy mu przyjęcie. Przyjechała Susanne z Davidem. Siedzieliśmy z Sue przy kawie, gdy obok nas przykucnął David. Widziałem, że coś go gryzie. - Co jest, David? - Nie róbcie tego - powiedział. Sue nie dała mi dojść do słowa. - Nie chcemy wyrządzić Mike'owi krzywdy. Ale on nigdy nie mówi do mnie "mamo". Jeżeli jeszcze raz usłyszę od niego "Sue", chyba zwymiotuję. Wkrótce Sue powiedziała mi o rozmowie, jaką miała z jednym ze swych klientów, psychologiem. Odradzał jej dom dla resocjalizowanych nastolatków, do którego miał trafić Mike. Większość chłopców była tam znacznie starsza od Mike'a. Niektórych umieszczano tam, bo popełnili ciężkie przestępstwa. Podobno odbywał się tam handel narkotykami, a starsi chłopcy znęcali się nad młodszymi.

Spytałem: - Zmieniłaś więc decyzję? - Nie. - W takim razie to nie jest nasza sprawa. 30 maja, w Dniu Pamięci Narodowej, Sue poinformowała Mike'a o tym, czego się już spodziewał, że po zakończeniu roku szkolnego opuści naszą rodzinę. Wyjaśniła, że to z powodu jego zachowania i że nie możemy mu więcej pomóc. Chłopiec aż zadrżał, ale nie odezwał się słowem. Po południu spytał, czy może pojechać ze mną na zakupy. Powiedział, że chciałby upiec tort Czarny Las i przedstawił listę składników. Po powrocie kilka godzin spędził w kuchni. Upiekł wspaniały tort, który podał nam uroczyście po kolacji. Wieczorem stałem na trawniku za domem, kiedy na dwór wyszedł Mike. Jego twarz bielała w ciemnościach. Przytuliłem go. - Dla kogo upiekłeś dziś ten tort? - Dla Sue. Staliśmy tak jeszcze chwilę, ja bezgłośnie płakałem, czułem lekki oddech Mike'a na mojej piersi.

- Sądzisz, że Złamana Łapa mógłby mi naprawdę pomóc? - zapytał. - Czemu nie? Wszystkiego innego już próbowaliśmy - odpowiedziałem, czując jak mnie dławi w gardle. Po półgodzinie byliśmy w lesie. Rozpaliłem małe ognisko i kazałem Mike'owi zdjąć koszulę. Mieliśmy odbyć. święty rytuał wołania Złamanej Łapy, który dla niego wymyśliłem. - Zobaczymy go? - pytał Mike.- Nie, ale poznasz, że tu jest, kiedy poczujesz chłodny wiatr. Najpierw musisz uczernić sobie twarz, żeby okazać skruchę i że potrzebna ci pomoc - odparłem. Umazałem mu twarz sadzą. - Teraz potrzebny nam dym - przykryłem ognisko mokrymi liśćmi. Byliśmy tylko my i ciemność, nie widzieliśmy się nawzajem.- Wezwij go - powiedziałem. - Złamana Łapo! - zawołał cicho. - Jeszcze raz. - Złamana Łapo! Czekaliśmy. Słyszałem, jak nocny wiatr szeleści po zboczu, jak nadciąga przez gęstwinę. - Czuję - powiedział Mike ledwie słyszalnym szeptem.

- Poproś go. Po drugiej stronie smugi bladego dymu zapadło długie milczenie - Pomóż mi zostać w domu - ledwo usłyszałem szept. W drodze powrotnej zmówiłem modlitwę, żeby ten szalony pomysł jakoś mu pomógł. Ale nazajutrz po południu, kiedy pracowałem na górze przy komputerze, usłyszałem krzyki, wrzaski i łoskot przedmiotów spadających ze schodów. Nie rozumiałem słów, ale poznałem głos Mike'a. Aż mnie coś w środku zabolało, pochyliłem się nad klawiaturą, tak straszny żal mnie ogarnął. Wreszcie zmusiłem się, żeby zejść na dół. Kiedy wszedłem do jadalni, Liam stał w kącie. Sue trzymała pochlipującego Mike'a w ramionach, głaskała go po włosach i całowała w czubek głowy - Wszystko będzie dobrze, kochanie - w kółko powtarzała miękkim głosem. - Co tu się dzieje? - szturchnąłem Liama. - Graliśmy na dworze w piłkę i pszczoła usiadła Mike'owi pod okiem. Próbował ją strzepnąć, ale go użądliła. Wtedy wpadł tu jak małe dziecko, wrzeszcząc: "Mamusiu, pomóż mi!". I teraz ona ciągle go tak trzyma.

Nazajutrz w kuchni Sue zaczęła rozmowę.- Dzwoniła Joanne. Powiedziałam jej, że ten dom dla resocjalizowanych nastolatków nie wchodzi w rachubę. Oświadczyła, że zostaje więc tylko Dziecięca Klinika Psychiatryczna w Rockland... - Taaak? - zapytałem wolno, wiedząc, co usłyszę. - No, wiesz. Na to się nie zgodzę ucięła. Wtedy wszedł Frank. - Słyszałem, jak Mike woła do was "mamo" i "tato". Co jest grane? - Teraz tak do nas mówi - odparłem z dumą.

W PRZEDDZIEŃ święta Dziękczynienia 1996 roku dokonaliśmy formalnej adopcji Mike'a. Uparł się, żeby zmienić zarówno imię, jak i nazwisko. Teraz jest wyższy od Sue i ode mnie. Czyta książki i nadrabia te stracone lata. Został mu tylko jeden pies, bo Szczeniuś zdechł. W dni powszednie gra z kolegami w koszykówkę. Nadal gotuje i chciałby zostać kucharzem. Zdarzają się jeszcze trudne chwile, ale czujemy, że nasz syn w końcu znalazł swoje drzwi wychodzące na lato.

Z KSIąŻKI "THE THINGS I WANT MOST: THE EXTRAORDINARY STORY OF AN EMOTIONALLY DISTURBED BOY'S JOURNEY TO A FAMILY OF HIS OWN" 1997 BY RICHARD E MINITER, BANTAM DOUBLEDAY DELL, BROADWAY, NOWY JORK; ZDJĘCIE: ROBIN BOWMAN; ILUSTRACJE: STEFANO VITALE; TŁUMACZENIE: ANNA KOŁYSZKO


Reader's Digest Przegląd Sp. z o. o.
00-845 Warszawa, Łucka 2/4/6
tel. 654 55 44, fax 654 55 33
Biuro Obsługi Klienta (0-22) 519 77 77
email: info@digest.com.pl
http://www.readersdigest.pl/

Reader's Digest Przegląd Kwiecien 1998
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 09-08-2005 17:35

Artykuł o ADHD w dzisiejszej Rzeczpospolitej

PSYCHOLOGIA W każdej klasie jest co najmniej jeden uczeń cierpiący na nadpobudliwość psychoruchową
Chore "niegrzeczne" dzieci

Nieleczona u dzieci nadpobudliwość może prowadzić do prób samobójczych, alkoholizmu i narkomanii - twierdzą psychiatrzy.

Choroba ADHD (Attention Deficit Hyperactivity Disorder), czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej, dotyka od 3 do 7 procent dzieci w wieku szkolnym. Uczniowie cierpiący na tę chorobę mają kłopoty z koncentracją, są bardziej ruchliwi, niespokojni, impulsywni. W efekcie przeszkadzają na lekcjach, nie są w stanie spokojnie usiedzieć na miejscu, zaczepiają innych. Najczęściej dzieci z ADHD uważa się po prostu za niegrzeczne lub w najlepszym wypadku - za obdarzone wyjątkowym temperamentem.

Objawy ADHD rozpoznaje się u pacjentów między 4 a 7 rokiem życia. U 60 proc. chorych występują jeszcze w wieku nastoletnim, a tylko u ok. 3 proc. w wieku dorosłym. Choroba częściej występuje u chłopców.
Kłopoty nie tylko w szkole

Trudności w rozpoznaniu i lekceważenie zespołu nadpobudliwości psychoruchowej jako choroby mają fatalne konsekwencje. Tylko 20 proc. chorych na ADHD w Polsce objętych jest specjalistycznym leczeniem - informowali psychiatrzy podczas ubiegłotygodniowej konferencji w Warszawie. - Nieleczone ADHD powoduje poważne kłopoty w szkole - mówił dr Artur Kołakowski z Kliniki Psychiatrii Wieku Rozwojowego Akademii Medycznej w Warszawie.

Z przeprowadzonych badań wynika, że ponad połowa uczniów z ADHD zostaje zawieszona, a część jest nawet wyrzucana ze szkoły.

Takie dzieci mają słabsze wyniki w nauce, niżej oceniana jest ich inteligencja. W efekcie tylko co piąty nastolatek rozpoczyna studia. Brak wykształcenia skutkuje bardzo często bezrobociem w wieku dorosłym.

Dzieci z ADHD częściej są ofiarami różnych wypadków, w późniejszym wieku przekłada się to na wypadki samochodowe.

Zaniedbana choroba powoduje też groźne konsekwencje psychiczne: depresje, stany lękowe, wywołane osamotnieniem i brakiem akceptacji u otoczenia. Szacuje się, że 20 proc. prób samobójczych wśród dzieci podejmują właśnie chorzy na ADHD. Osoby z nadpobudliwością psychoruchową łatwiej uzależniają się od alkoholu i narkotyków, popadają w konflikty z prawem, dziewczyny zachodzą w niechciane ciąże - uważają psychiatrzy.
Poprawić koncentrację

Przyczyny występowania ADHD nie są do końca poznane. Dziś przyjmuje się, że największe znaczenie mają czynniki genetyczne. - Trzeba mieć cierpiącego na ADHD przodka, aby samemu zachorować - przekonywał dr Kołakowski. Zespół nadpobudliwości psychoruchowej powoduje opóźnienia w rozwoju niektórych struktur w mózgu. Lekarze wymieniają również czynniki środowiskowe - problemy okołoporodowe, narażenie na substancje toksyczne podczas ciąży.

Problemy sprawia też samo postawienie diagnozy. W Polsce jest tylko kilku lekarzy specjalizujących się w ADHD. Tymczasem wykrycie choroby wymaga przeprowadzenia rozmów z dzieckiem, rodzicami, nauczycielami, obserwacji i wykonania badań neurologicznych i EEG.

Co robić, jeżeli lekarz stwierdzi nadpobudliwość psychoruchową u dziecka? W Polsce nie ma opublikowanych standardów leczenia tej choroby. Najczęściej, podczas specjalnie organizowanych warsztatów, rodzice uczą się, w jaki sposób skutecznie stosować pochwały i nagrody, aby skłonić nieposłuszne dziecko do zachowania zgodnego z zasadami.

W przypadkach, w których zaburzenia koncentracji są szczególnie duże, lekarze sięgają po farmakoterapię. U chorych na ADHD za słabe jest działanie w mózgu dwóch substancji chemicznych, przenoszących sygnały między komórkami nerwowymi - dopaminy i noradrenaliny. Leczenie polega na stymulowaniu organizmu do wytwarzania tych substancji.

Leki tzw. psychostymulujące łagodzą objawy ADHD, ich skuteczność sięga 75 proc. Mogą jednak prowadzić do uzależnień. Nie ma takich właściwości nowy lek - atomoksetyna, zarejestrowany do leczenia ADHD w Stanach Zjednoczonych w 2002 roku. Jego skuteczność jest zbliżona do leków psychostymulujących, a efekty działania utrzymują się dość długo - przez całą dobę.
PIOTR KOŚCIELNIAK

Konsekwencje ADHD

Słabsze wyniki w szkole - ponad 90 proc.
Niższe wyniki w testach badających osiągnięcia szkolne (mniej o 10 - 15 punktów)
Niższy mierzony iloraz inteligencji (o 7 - 10 punktów)

Problemy edukacyjne
60 proc. zostaje zawieszonych w prawach ucznia
14 proc. zostaje wyrzuconych
20 proc. wstępuje na studia wyższe
5 proc. kończy studia


http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_2.html
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 22-08-2005 10:29

Niegrzeczny czy chory?


Adriana Sikora 10-08-2005 , ostatnia aktualizacja 10-08-2005 20:14

W dzieciństwie sami cierpieli na ADHD, teraz pomagają dzieciom z tym zaburzeniem. Zakładają w Zgierzu ośrodek terapeutyczny. - Leczenie za pomocą środków nasennych to pomyłka. My będziemy leczyć inaczej - zapowiadają członkowie Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Dzieci Zdolnych.


Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Dzieci Zdolnych skupia psychologów, pedagogów i artystów. Od 1999 r. organizują w prywatnym domu grupowe zajęcia dla dzieci z różnymi problemami: z trudnościami w nauce lub odnalezieniem się wśród rówieśników. Szczególną opieką otaczają dzieci z ADHD, czyli zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji uwagi. - Nauczyciele i rodzice nie wiedzą, jak rozpoznawać to zaburzenie i jak je leczyć. Dzieci z ADHD są tłamszone, karane i potępiane. Co gorsza, nie wie tego nawet większość psychologów. Według nowoczesnych standardów diagnoza ADHD powinna trwać sześć miesięcy, a leczenie na psychoterapii. W Polsce ADHD nadal leczy się... barbituranami, czyli lekami nasennymi! - mówi dr Mariusz Gorzeń.

Członkowie stowarzyszenia tworzą pierwszy w Polsce ośrodek konsultacyjno-diagnostyczno-terapeutyczny dla dzieci z ADHD, gdzie będą stosować nowoczesne metody rozpoznawania i leczenia tego zaburzenia. - To jeden z naszych głównych celów. Wielu z nas cierpiało na ADHD, ja również. Dla nauczycieli byliśmy po prostu niegrzecznymi rozrabiakami. Dlatego rozumiemy dzieci, którymi się zajmujemy - zdradza dr Gorzeń. Wymienia znane osoby, które w dzieciństwie cierpiały na ADHD: Winston Churchill, Albert Einstein, Michael Jordan, Whoopi Goldberg, Madonna...

Dzieci będą pod stałą opieką psychologów i psychiatrów dziecięcych. Zamiast leków nasennych będzie indywidualna psychoterapia, zamiast krzyków i ustawiania w kącie - specjalne grupowe zajęcia, zabawy, gry i konkursy.

Działacze przenoszą się z prywatnego domu do nowej siedziby w Zgierzu przy ul. Rembowskiego 36/40. Lokal wymaga gruntownego remontu, dlatego zajęcia zaczną się dopiero we wrześniu. Stowarzyszenie zachęca do współpracy wszystkich, którzy chcą zdobyć wiedzę na temat ADHD lub się nią podzielić. - Poszukujemy zwłaszcza psychiatrów i neurologów dziecięcych - podkreśla prezes Gorzeń.


http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35153,2864030.html
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

olajaksa

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 105


Rejestracja:
04-07-2005 18:42

Post 22-08-2005 10:49

No tak. Przychodzą mi do głowy zasadniczo dwie myśli: jedna to, jakoby wyrasta konkurencja dla CTB, druga to na jakich warunkach będą przyjmować dzieci: za darmo, bo pieniądze będą pozyskiwać z zewnętrznych źródeł (NFZ, fundacje itp.) czy wręcz przeciwnie - powstaje kolejny komercyjny ośrodek wraz ze słonymi kosztami za konsultacje i terapię, które to koszty będą ponosić rodzice z własnej kieszeni. Niby szczegół, a jaki istotny w tej doniosłej idei. :?
Co do alternatywy dla CTB to nie mam pretensji :lol: ale gdyby jeszcze za darmo (niechby nawet refundowane z NFZ) to jak najbardziej jestem za [smilie=kiss of love.gif]

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 22-08-2005 14:06

Ja sie bardzo ciesze, ze cos takiego jest i dziala! Nie widze w tym zadnej konkurencji dla cbt, a gdyby nawet, to chyba dobrze :)
Co do finansowania - nie sie co martwic na zapas, w koncu sa ludzie, którzy pracuja spolecznie - za darmo. I wcale nie jest ich malo, a na pewno sie bedzie ta liczba zwiekszac. Zwlaszcza, ze sie zabrali za to dorosli ADHDowcy.
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

mtmonika

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1381


Rejestracja:
09-03-2005 11:42

Lokalizacja: Jaworzno/Górny Śląsk

Post 29-08-2005 10:25

Gazeta Wyborcza

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2890480.html

"Dzieci na bruku"

Daria Dziewięcka 29-08-2005 , ostatnia aktualizacja 29-08-2005 10:02

Rok szkolny za pasem, a jedyna w Warszawie podstawówka dla dyslektyków i nadpobudliwych dzieci szykuje się do zamknięcia. Miasto narzuciło jej zabójczy czynsz

- Nie wiem, co teraz zrobię. Chce mi się płakać - mówi Aneta Czapska, mama dziewięcioletniego Remika, wychowanka domu dziecka, do którego w trzech poprzednich szkołach nauczycielom brakowało cierpliwości. 11-letni Hubert Modzelewski dotąd nie czytał, nie liczył i nie pisał. W Niepublicznej Szkole Podstawowej przy Toruńskiej na Bródnie zaczął rozpoznawać litery. Jego mama - pani Renata - jest załamana, że szkoła nagle może przestać istnieć.

Takich dzieci jak Remik i Hubert jest tutaj 20. Mają dysleksję, dyskalkulię (trudności w liczeniu), zaburzenia zachowania, lęki, są opóźnione w rozwoju albo nadpobudliwe (zespół ADHD). Dla wielu to nawet czwarta, piąta podstawówka. Wcześniej trudno im było sobie znaleźć miejsce, często nie były tolerowane przez rówieśników.

Wszystko przez długi

Szkołę na Bródnie od września zeszłego roku prowadzi Fundacja Wspierania Rozwoju Dziecka. Były zajęcia z logopedą, terapia psychologiczna i integracji sensorycznej. Pieniądze na pracownię dała Fundacja Polsat.

To z dotacji (w zeszłym roku - 58,7 tys. zł) i czesnego (500 zł miesięcznie) utrzymuje się szkoła. Taka suma to dla wielu rodziców zapora. Dlatego już w styczniu dyrekcja podstawówki zaczęła się starać w ratuszu, by przekształcić ją w szkołę publiczną. Na przeszkodzie stanął jednak dług. Choć nauczyciele pracowali za darmo, pod koniec roku szkolnego urósł do 80 tys. zł. Zabójczy okazał się czynsz narzucony przez miasto - aż 9,5 tys. zł za miesiąc.

- Prosiliśmy urząd o umorzenie zaległości, ale odpowiedź była odmowna - mówi Ida Urbańczyk, dyrektor podstawówki. - Jako placówka niepubliczna nie możemy już dalej istnieć. Choć zgłaszają się chętni, musimy ich odsyłać. Wiem, że to bezduszne, ale jesteśmy bezradni.

Pikieta przed ratuszem

Rodzice się nie poddają. Wciąż wierzą, że ratusz zgodzi się, by podstawówka stała się jedną z miejskich szkół i dalej mogła działać. Nie szukają dla dzieci innych miejsc. Nawet nie chcą myśleć o szkołach rejonowych ani specjalnych. Planują pikietę pod ratuszem.

- Taka szkoła jest potrzebna nie tylko na Targówku, ale w całym mieście - popiera ich Elżbieta Kawęcka, naczelnik wydziału oświaty tej dzielnicy. - Przekształcenie jej w szkołę publiczną byłoby z pożytkiem dla wszystkich.

Z badań wynika bowiem, że w Warszawie przybywa dzieci, które mają specjalne potrzeby edukacyjne. Szkoły rejonowe nie są zaś dla nich najlepszym miejscem. Dwa lata temu opisywaliśmy w "Gazecie" konflikt w żoliborskiej podstawówce - rodzice pierwszoklasistów walczyli tam, by z klasy ich dzieci usunięto ucznia z ADHD, który uniemożliwiał prowadzenie zajęć. Skończyło się przepisaniem połowy pierwszaków do innej podstawówki i rezygnacją z pracy wychowawczyni w połowie roku szkolnego.

A co będzie z podstawówką przy Toruńskiej? - System finansowy jest bezwzględny, nie da się umorzyć długu. Urzędowi nie wolno działać ponad przepisami. Nie możemy się opiekować inicjatywą, która sobie nie poradziła - odpowiada wicedyrektor miejskiego biura edukacji Stanisław Sławiński.

Halina Kantor, "Niezwykłe dzieci" Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom z ADHD i innymi dysfunkcjami: - Nawet 7 proc. dzieci może mieć ADHD, ale choroba jest zdiagnozowana tylko u 2 proc. Tacy uczniowie źle się rozwijają w normalnych szkołach, przypina im się łatkę najgorszych w klasie lub zdolnych leni. Nauczyciele nie potrafią z nimi pracować, nie wiedzą, że powinni dostrzegać ich najmniejsze osiągnięcia. Tym, które ciągle zmieniają szkołę, grozi niedostosowanie społeczne. Często jedyną akceptację znajdują w środowisku przestępczym i wpadają w konflikt z prawem.
Monika
"Rodzice to skomplikowany system operacyjny" - wg Wiktora, czerwiec 2005

kaszka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 301


Rejestracja:
09-03-2005 08:19

Lokalizacja: Lublin

Post 29-08-2005 12:44

Kiedy ma być ta pikieta? Gdyby pojechali na nią zarejestrowani na tym forum, to może by ktoś wreszcie uwierzył, że nie jesteśmy odosobnionymi przypadkami. A gdyby dołączyły się jeszcze osoby z dysleksją, ZA, to już na pewno mało by nas nie było. Ale to są oczywiście moje "solidarnościowe" brednie... i uprzedzenia po rozmowach z dziennikarzami. Manifestacją nic się nie załatwi. A takie to wydaje się łatwe... Pojechać, pokazać parę transparentów i od razu wszyscy uwierzą! Bła ha ha ha! :twisted:
Niedawno poznałam mamę dwóch chłopców: 11-latka i 8-latka. Dopiero rok temu dowiedziała się, że jej dzieci są chore. Mniejsza z tym na co. Grunt, że na choroby, których nie leczy się tak jak kataru. Tylko trzeba zakładać, że będzie to wiele lat z chorobą. Bardzo mnie to poruszyło, bo ja z moją wiedzą, żyję już 8 lat i jakoś się oswoiłam, ale dobrze pamiętam emocje, które mną targały, gdy dowiedziałam się, że moje dziecko nie jest w pełni zdrowe.
Oby wszyscy, którzy mają zdrowe dzieci i wypisują takie paskudne żeczy na dzieci z dysfunkcjami, nie przeżyli tych emocji, które przeżywa teraz tamta mama... życzę im tylko, żeby przejrzeli na oczy.

A to wszystko przez to, że znowu zajrzałam na komentarze pod artykułem... Już pisałam, że nie należy tego robić. Coś niestety z moją silną wolą kiepsko...
Kaśka
Chodzi właściwie tylko o to, żeby mieć trochę troski, trochę względów o innych

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 06-09-2005 20:29

Sosnowica - nauczanie indywidualne w domu

Wynocha ze szkoły!
Rodzice nie chcą się pogodzić ze skazaniem swoich dzieci na wegetację



Jedenaścioro niepełnosprawnych dzieci z Sosnowicy i okolicznych wsi, dostało wilczy bilet. Mają się uczyć w domu.
- Do szkółeczki, do szkółeczki - Gosia z zespołem Downa przez całe wakacje wystawała przed bramką szkoły. Teraz siedzi w domu.

Gimnazjalista Łukasz rozryczał się na wieść, że nie pójdzie do klasy, bo teraz nauczyciel będzie przychodził do domu. Do rodziców jedenaściorga dzieci z Sosnowicy i okolic w powiecie parczewskim ta wiadomość dotarła w ostatni dzień sierpnia.
Ich dzieci korzystają z indywidualnego nauczania. Są chore - np. cierpią na zespół Downa, albo nadpobudliwe choć całkiem sprawne intelektualnie. We wszystkich opiniach psychologiczno-pedagogicznych mają zalecenie: indywidualne nauczanie, ale konieczne przebywanie w środowisku szkoły. Chodzi o terapeutyczny kontakt z rówieśnikami.
To Henryk Wyszyński, dyrektor podstawówki i gimnazjum, postanowił, że grupka uczniów po wakacjach nie wróci do szkoły i ma się uczyć w domach. - Decyzję powziąłem zgodnie z przepisami. Dla dobra dzieci i szkoły. Chcę tę sprawę unormować, zleciłem nauczycielom przygotowanie programu i zobaczymy, jak to się ułoży. Dzieci będą uczone w domu i będą też w szkole, jak nauczyciel ustali. Proszę nie wywierać na mnie presji. Nie będzie tak, że dziecko będzie biegało po korytarzu, kto za to weźmie odpowiedzialność? W zeszłym roku dziecko poszło do toalety i wyrwało kable!
Rodzice nie chcą się z tym pogodzić. - Nie wyobrażam sobie, żeby mój Przemek miał być odizolowany od normalnego środowiska. Za co? - płacze matka nadpobudliwego ucznia.
Rodzice Gosi przez 11 lat ciężko pracowali na to, żeby dziewczynka doganiała swoich rówieśników. Gosia mówi czysto, czyta, śpiewa. - Zakaz bycia w szkole jest dla niej zamknięciem drogi rozwoju. Będzie jak w klatce.
Nauczyciele nie mogą protestować. - Nie wiem, jakie racje za tą decyzją przemawiają - mówi jedna z nauczycielek. - Nie wiem też, jak będziemy docierać do dzieci. Do niektórych domów nawet latem ciężko się dostać.


Ewa Dziedzic
04. Września 2005 20:45



http://www.dziennikwschodni.pl/


Sosnowica: Gorsze dzieci nie mają lekcji

Chodzą do szkoły, ale lekcji nie mają. Tak wygląda sytuacja jedenaściorga uczniów szkoły w Sosnowicy, którzy mają zlecone nauczanie indywidualne.

O sprawie pisaliśmy wczoraj. Dyrektor szkoły Henryk Wyszyński postanowił, że dzieci cierpiące np. na zespół Downa, będą uczone w domu, chociaż poradnia psychologiczno-pedagogiczna zaleca nauczanie w szkole. Zdesperowani rodzice sprzeciwiają się decyzji dyrektora: nie przyjmą nauczycieli w domach, zwłaszcza, że w niektórych skrajna bieda nie pozwala na prowadzenie lekcji.
Niechciane przez dyrektora dzieci codziennie przychodzą do szkoły, ale nauczycielom zabroniono je uczyć. Ojciec niepełnosprawnej Małgosi Jaśkiewicz uznał, że jest to równoznaczne z utrudnianiem realizacji obowiązku szkolnego i postanowił zawiadomić prokuraturę. Wczoraj szkołę w Sosnowicy wizytowali pracownicy Delegatury Kuratorium Oświaty w Białej Podlaskiej. (ewad)

05. Września 2005 19:38
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 07-09-2005 07:10

Rece opadaja, najlatwiej sie pozbyc problemu. Szkoda dzieci, naprawde. Zamiast wyrównywac szane edukacyjne, to sie je spycha do getta. Najlepiej gdyby wszyscy uczniowie byli jednakowi. To jest czysty rasizm, takie dyskrymiowanie dzieci niepelnosprawnych!
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

Ilona Lelito

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 561


Rejestracja:
01-04-2005 14:49

Lokalizacja: Kraków

Post 12-09-2005 22:32

Czy ktoś ma kontakt z tymi ludźmi? Zamieszczał ktoś tę informacje na innych forach, np. Niepełnosprawni.pl? Tego nie można tak zostawić! Przecież są instytucje, które muszą tu interweniować i na pewno by chciały. Trzeba ich tylko zaalarmować.
Pozdrawiam gorąco !
Ilona Lelito - Polskie Towarzystwo ADHD
www.ptadhd.pl, e-mail. ilelito@tlen.pl, tel. 0 693 357 434
Kampania Społeczna ADHD - ŚWIAT TO ZA MAŁO!

ag.ma72

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 388


Rejestracja:
11-03-2005 18:25

Lokalizacja: Olkusz

Post 13-09-2005 15:41

Z tego co wiem tą szkołą zajęło się już kuratorium,doszło do kontroli.Nie wiem ale podobno wróciło wszystko do normy.Mówił mi o tym jeden z dziennikarzy ale można by gdzieś sprawdzić na ile te informacje są prawdziwe.
Majda Agata
Pracownia Terapeutyczna ALFA
ag.ma@poczta.onet.pl, tel. 512 331 430
www.pracowniaterapeutycznaalfa.manifo.com
Baza danych instytucji pomagających osobom z ADHD i innymi problemami.

basia

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 240


Rejestracja:
14-05-2005 20:38

Lokalizacja: Darłowo

Post 17-09-2005 15:59

W przyszłym tygodniu w "Naj" ma być artykuł o ADHD.

Ilona Lelito

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 561


Rejestracja:
01-04-2005 14:49

Lokalizacja: Kraków

Post 17-09-2005 17:34

Pięknie!!! Ale sie rozkręciło!!! Pisma kobiece prześcigują sie. Kilka tygodni temu było w Tinie, teraz Naj, a za momet będzie też w Twoim Imperium (o Olkuszu i PT ADHD), ale nie wiem kiedy.
Pozdrawiam gorąco !
Ilona Lelito - Polskie Towarzystwo ADHD
www.ptadhd.pl, e-mail. ilelito@tlen.pl, tel. 0 693 357 434
Kampania Społeczna ADHD - ŚWIAT TO ZA MAŁO!

mtmonika

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1381


Rejestracja:
09-03-2005 11:42

Lokalizacja: Jaworzno/Górny Śląsk

Post 20-09-2005 07:20

"MAM DZIECKO"

"Mam dziecko" - wydanie z września 2005 - aktualnie do nabycia w kioskach.
Jest w nim artykuł "Prawdy i mity o ADHD" - artykuł na 2 strony, mądrze napisany, zwięzły i konkretny, ale odnosi się głównie do niemowląt i dzieci w wieku przedszkolnym.
Monika
"Rodzice to skomplikowany system operacyjny" - wg Wiktora, czerwiec 2005

Żaneta

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 179


Rejestracja:
26-08-2005 19:03

Lokalizacja: Katowice

Post 20-09-2005 15:05

Przegląd prasy-ADHD

Już można kupić Naj ,w którym jest artykuł ADHD mity i fakty.Jeszcze nie przeczytałam ale zaraz się za to zabiorę.NO nareszcie coś się ruszyło ,coraz częściej ukazują się jakieś artykuły.Oby informacje były dokładne .Miłej lektury. :D
Żaneta mama i żona ADHD-owców

jarek

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 434


Rejestracja:
21-04-2005 18:32

Lokalizacja: WAW

Post 20-09-2005 23:33

Podobno także w Claudii tego samego wydawnictwa jest artykuł na temat ADHD, mialem informację od co najmniej 2 osob, ale nie sprawdzalem, może kobiety mylą tytuły - w Naj napewno..
pozdrawiam

Rysia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 2281


Rejestracja:
25-05-2005 15:32

Lokalizacja: BIALA PODLASKA

Post 21-09-2005 08:03

To ja zaraz lece do sklepu i sie dowiem o ktora gazetke chodzi.Wroce to sie odezwe[jak nie zapomne oczywiscie] :lol:
ADHD'OWCY WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ!!!
"...I MĄDRY MYLIĆ SIĘ MOŻE, LECZ TRWA W BŁĘDZIE TYLKO GŁUPI".

Ilona Lelito

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 561


Rejestracja:
01-04-2005 14:49

Lokalizacja: Kraków

Post 21-09-2005 08:14

Jest też art. w aktualnej Niebieskiej Linii (nr 4/39/2005). W poprzednim nr też były - trzy (nr 3/39/2005). Z tym, że to jest dwumiesięcznik, więc poprzedni ukazał sie w lipcu.

W aktualnym nr jest to tekst mojego skromnego autorstwa i dot. problemów szkolnych, a w poprzednim były: mój - o problemach w rodzinie, Pawla Gadziny - o jego przeżyciach i jeszcze pewnego pana terapeuty - o pracy w grupie terapeutycznej, gdzie był jeden dość agresywny chłopiec z ADHD (o jego postępach).
Pozdrawiam gorąco !
Ilona Lelito - Polskie Towarzystwo ADHD
www.ptadhd.pl, e-mail. ilelito@tlen.pl, tel. 0 693 357 434
Kampania Społeczna ADHD - ŚWIAT TO ZA MAŁO!

ag.ma72

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 388


Rejestracja:
11-03-2005 18:25

Lokalizacja: Olkusz

Post 23-09-2005 07:31

Atrtykuł do Mam Dziecko napisała Ilona i skromnie się nia chwali.Gratulacje.
Jest też artykuł w Twoim Dziecku z Moniką jej synem i o PT.Miłej lektury.
Majda Agata
Pracownia Terapeutyczna ALFA
ag.ma@poczta.onet.pl, tel. 512 331 430
www.pracowniaterapeutycznaalfa.manifo.com
Baza danych instytucji pomagających osobom z ADHD i innymi problemami.

Ilona Lelito

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 561


Rejestracja:
01-04-2005 14:49

Lokalizacja: Kraków

Post 23-09-2005 11:52

Z tym, że nr "Twojego Dziecka" z moim art. jeszcze się nie ukazał. To jest nr listopadowy i pokaże się w kioskach na początku października.
Będzie o moich doświadczeniach, ogólnie o ADHD, zapowiedź najbliższych naszych konferencji, kontakt do Polskiego Towarzystwa ADHD, PPP nr 2 w K-wie, Stow. PONAD i CBT. Próbowałam też załatwić, by były namiary do innych zaprzyjaźnionych stowarzyszeń i instytucji, wszystko dokładnie powysyłałam, ale się niestety nie zmieściły w ramce.
Osoby zainteresowane będą mogły zobaczyć mojego Cyprianka (muszę przyznać, że uchwycili wpaniale jego charakterek - z jednej strony słodki aniołek, z drugiek diabliki w oczach :D ).

Przy okazji mam przyjemność poinformować, że miesięcznik "TWOJE DZIECKO" objął Patronatem Medialnym naszą Kampanię Społeczną "Zrozumieć Dziecko z ADHD".


A pismo "Mam Dziecko" jest juz teraz do nabycia w kioskach. Tam możecie poczytać o Monice Orłowskiej i jej synu oraz zobaczyć ich zdjęcie.
Pozdrawiam gorąco !
Ilona Lelito - Polskie Towarzystwo ADHD
www.ptadhd.pl, e-mail. ilelito@tlen.pl, tel. 0 693 357 434
Kampania Społeczna ADHD - ŚWIAT TO ZA MAŁO!

Rysia

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 2281


Rejestracja:
25-05-2005 15:32

Lokalizacja: BIALA PODLASKA

Post 23-09-2005 11:56

Ilonka dzieki za informacje.
ADHD'OWCY WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ!!!
"...I MĄDRY MYLIĆ SIĘ MOŻE, LECZ TRWA W BŁĘDZIE TYLKO GŁUPI".

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 28-09-2005 08:27

Bydgoszcz

Dzieci z ADHD


Emilia Iwanciw 20-09-2005 , ostatnia aktualizacja 20-09-2005 12:44

- Wciąż słyszymy, że jesteśmy życiowymi nieudacznikami, bo źle wychowaliśmy dziecko. Ludzie powtarzają mi: sprałabyś go raz, drugi, to by mu przeszły te fanaberie - mówi Beata Orłowicz.

Mały przytulny pokój. Przez tęczową szybę sączy się popołudniowe światło. Pośrodku stół z krzesłami. Wszystkie są zajęte przez rodziców dzieci z ADHD. Spotykają się raz w miesiącu. Gościny użycza im Bydgoski Ośrodek Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Na ostatnie wakacyjne spotkanie przyszło kilkanaście matek i jeden ojciec. Niektórym trochę trzęsą się ręce, bo pierwszy raz spotykają się w grupie wsparcia.

Przyszli się zwyczajnie wygadać, powymieniać doświadczenia i zaczerpnąć energii.

Spotkanie prowadzi dziś Ewa Koksa, pogodna, niska brunetka w okularach, z zawodu szkolna pielęgniarka. Jest mamą 11-letniego Karola, który cierpi na ADHD. - Wiecie, co ostatnio słyszałam? Że w domu z ADHD nawet kot i rybka mogą potrzebować terapii - zagaja.

Potem wszyscy spontanicznie zaczynają mówić o tym, co im leży na sercu.

Mama 8-letniego Miłosza zwierza się, że jej syn przyszedł ze szkoły z czterema uwagami.

Dominika, wysoka blondynka o urodzie modelki, z zawodu farmaceutka, ma coraz większe problemy z nastoletnią córką: - Czasem myślę, że któregoś dnia się pozabijamy. Ja nie mam już siły z nią walczyć - przyznaje się do swej słabości.

Mama 15-letniego Filipa opowiada, jak trudno jej zmobilizować syna do odrabiania lekcji: - On do północy naprawia rower, a potem kładzie się spać ubrudzony smarem.

Temat wieczornej toalety podchwytują pozostałe matki.

- U nas też jest z tym problem. Mówię: "Marek, idź się umyć". On wchodzi do łazienki i momentalnie zapomina, po co się w niej znalazł. A to zaciekawią go moje perfumy, a to maszynka do golenia ojca. Proszę wtedy, żeby wszedł do wanny. No to wchodzi i myje się na niby suchą gąbką, bez wody. Innym razem zaglądam do łazienki, a on szoruje szczotką do zębów sedes. Co ja mam z nim zrobić? - pyta zrezygnowana Lucyna.

- Kochana, musisz wydawać polecenia po kolei. Pod prostym hasłem "umyj się" kryje się przecież około 30 czynności, które trzeba wykonać. Komunikaty muszą być konkretne: zapal światło, otwórz drzwi, odkręć wodę, rozbierz się, wejdź do wanny, namydl gąbkę i tak dalej - radzi jej Ewa.

Potem rozmawiają o odrabianiu lekcji. Krystyna przygotowała referat na ten temat.

- Do skutecznego odrabiania lekcji potrzebne są trzy osoby. Przede wszystkim rodzic, potem nauczyciel, no i czasem przydaje się też dziecko - zaczyna od dowcipu.

Wszyscy się śmieją, atmosfera rozluźnia się. Spotkanie kończy się po trzech godzinach.

Katarzyna, specjalistka ds. marketingu, mówi, że z takich spotkań wraca zawsze do domu z lekkim sercem: - Każdy z nas bywa czasami zupełnie bezradny. Kiedy nie wiedziałam, że synek cierpi na ADHD, to obwiniałam siebie za jego skandaliczne zachowanie. Sądziłam, że gdzieś po drodze popełniłam jakiś straszny błąd wychowawczy. Teraz wiem, że to nie moja wina, ale nadal jest bardzo ciężko, dlatego tutaj pomagamy sobie nawzajem. Czasem po prostu wystarcza świadomość, że nie jesteśmy sami.

Jak tornado

Ariel (imię zmienione) ma 10 lat. Od czterech lat opiekuje się nim i jego 15-letnim bratem rodzina zastępcza państwa Kozłowskich z Okola.

- Ariel budzi się wcześnie, ale trudno go nakłonić, żeby się ubrał. Jeśli nie spodoba mu się koszulka, którą mu przygotowałam, to zaczyna się szarpać i wtedy już wiem, że to nie będzie dobry dzień. Do szkoły idzie wściekły i potem tam wyładowuje całą swoją agresję. Przynosi do domu średnio trzy uwagi dziennie. Bije kolegów, dusi, dźga ołówkiem, szczypie, wyzywa od debili i kretynów - opowiada Alina Kozłowska.

W domu włącza telewizor i zaczyna oglądać bajkę, ale już po chwili nerwowo rozgląda się dookoła. Na pięć minut usiądzie do komputera, znudzi się, bierze się za rysowanie. Alina na zachętę chwali go i namawia, żeby narysował do końca. Ariel reaguje tak, jakby w niego piorun strzelił. Drze kartki, łamie kredki i w gniewie wszystko rozrzuca po pokoju.

Nie zawsze tak jest. Ariel czasami zdumiewa Alinę swoimi przemyśleniami: - On lubi się wdawać w skomplikowane dyskusje z dorosłymi. Ma jakiegoś filozofa w sobie. Czasem odnoszę wrażenie, jakby swoim dzieciństwem był już znudzony.

Alina wie, że chłopiec bardzo by chciał wszystko robić dobrze, ale mu się to nie udaje: - Raz poszedł sam do sklepu na drugą stronę ulicy i za chwilę sąsiad przybiegł krzycząc, że Ariel wpadł pod samochód. Na szczęście, nic się nie stało, ale potem był bardzo przygnębiony. Opowiadał, że patrzył w lewo, w prawo, potem jeszcze raz w lewo, jak mu kazałam, ale samochodu nie zauważył. Jakiś taki szybki jest. Chciałby, żeby czas płynął szybciej, a wszystko było bardziej, mocniej. Pędzi przez życie jak tornado.

Jak wulkan

Karol jest rówieśnikiem Ariela. Też ma zdiagnozowane ADHD. Kiedy był mały, uwielbiał biegać. Rodzice zabierali go na długodystansowe maratony.

- Wszyscy już padali ze zmęczenia, a on był niezmordowany - wspomina Ewa Koksa, jego mama.

Jedni mówili o nim żywe srebro, a inni - wredny bachor. Był nieprzewidywalny jak drzemiący wulkan.

Największe problemy zaczęły się, kiedy poszedł do szkoły.

- Codziennie szłam po niego z duszą na ramieniu i codziennie dostawałam pisemną skargę od wychowawczyni. Karol bił, gryzł, kopał dzieci, biegał po klasie - opowiada Ewa.

Potem, kiedy był starszy, zrobił się do tego wulgarny. Przeklinał i wyzywał. Robił też gorsze rzeczy. Na przykład zaglądał nauczycielkom w dekolt, a dzieci chwytał za genitalia. Był tak agresywny, że w pierwszej klasie nauczyciele złożyli doniesienie na policję.

Byle co może go wyprowadzić z równowagi.

Ewa pamięta takie zdarzenie: - W szkole są mikołajki. Pośrodku klasy stoi wielki worek z prezentami. Wszystkie dzieci czekają, cieszą się, panuje ogólna wrzawa. Nagle jeden z chłopców krzyknął Karolowi coś do ucha. Wtedy Karol chwycił go za szyję i zaczął dusić. Nie pomyślał, jakie będą skutki - opowiada Ewa.

To jedna z cech tej choroby. Dzieci z ADHD nie potrafią opóźnić reakcji na bodziec - reagują natychmiast.

14- letni gimnazjalista Mateusz Orłowicz, wysoki, ciemna czupryna, duże czarne oczy. Nie patrzy w oczy, gdy odpowiada na pytania, cały czas pstryka długopisem, mówi, że łatwo go zdenerwować: - Kiedyś na lekcji pani od fizyki coś takiego mi powiedziała, nie pamiętam już co, że ze złości zjadłem zeszyt.

Ariel w emocjach wyrzucił psa z balkonu. Zwierzak połamał się i zdechł. Kiedy Ariel zrozumiał, co się stało, to przez trzy dni płakał.

Marek Kozłowski ma 10 lat, chodzi do szkoły integracyjnej. Psychiatrzy zdiagnozowali u niego ADHD, gdy był w pierwszej klasie. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest inny.

Maria Kozłowska, matka chłopca: - On często powtarza, że się zabije, bo życie jest bez sensu i nikt go nie kocha. Zdarza się, że cały dzień płacze i pyta: "Mama, po co ja się urodziłem, skoro nikt mnie nie chce?". Żal mi go, bo widzę, jaki jest samotny.

Marek nie jest lubiany przez rówieśników. Ostatnio starał się wkupić w łaski jednego z kolegów. - Oddał mu swoje wszystkie płyty, bo myślał, że wtedy tamten będzie go lubił. Chłopiec płyty wziął, ale więcej się nie pokazał. Marka spotkał bolesny zawód - wzdycha matka.

O względy kolegów zabiega też Mateusz. - Za namową kolegów ukradł ze sklepu chipsy, choć dzień wcześniej mówił, że nigdy w życiu by nic nie zabrał, bo to jest złe, a on jest ministrantem - opowiada jego matka Beata Orłowicz.

Mateusz jest w wieku dojrzewania, więc coraz częściej opowiada o dziewczynach.

- Najbardziej interesują go trzy rzeczy: żużel, wampiry i płeć przeciwna. Wyzywająco ubrane albo wręcz rozebrane kobiety robią na nim wrażenie - nie ukrywa Beata Orłowicz.

- Mandaryna i Doda Elektroda są fajne - wtrąca się chłopiec.

Beata często sobie zadaje pytanie, jaki będzie Mateusz, gdy dorośnie: - Chciałabym, żeby wyszedł na ludzi. Może, gdy pójdzie do pracy, to się zmieni. Przecież nikogo nie będzie interesowało jego ADHD, będzie musiał się nauczyć normalnie żyć.

Niegrzeczność w genach

Od niedawna wiadomo, że choroba jest uwarunkowana genetycznie. Według najnowszych badań 71 proc. krewnych dzieci z ADHD miało w dzieciństwie podobne objawy.

Alina Kozłowska nie wie, po kim Ariel odziedziczył chorobę, bo nie jest jego rodzoną mamą: - To, co Ariel w swoim życiu przeszedł, aż trudno opisać. Jego matka była prostytutką i alkoholiczką, a ojciec molestował go seksualnie. Może to było przyczyną? - zastanawia się.

Specjaliści twierdzą jednak, że trudna przeszłość może być tylko jedną z przyczyn, ale nigdy nie jest jedyną. Większość dzieci z ADHD nie pochodzi z patologicznych środowisk, ale ma normalnych kochających rodziców. Dokładne przyczyny choroby nie są do końca znane.

Mariola Michałek, psycholog i socjoterapeuta, pracuje z dziećmi chorymi na ADHD w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej przy ul. Obrońców Bydgoszczy oraz w Ośrodku Profilaktyki Środowiskowej przy ul. Jagiellońskiej: - Wiadomo, że odpowiedzialne między innymi za emocje płaty czołowe i ich połączenia z innymi strukturami mózgu pracują gorzej u dzieci z ADHD. Zupełnie inaczej działają też u nich obszary mózgu odpowiedzialne za kojarzenie wzrokowych i słuchowych bodźców. Naukowcy sugerują, że mózg chorego dziecka jest bombardowany mnóstwem niepotrzebnych, nieprzefiltrowanych informacji, z którymi nie jest w stanie sobie poradzić.

Schorzenie występuje we wszystkich kulturach na całym świecie. Częstość jego występowania waha się w granicach od 3 do 10 proc.

Nieleczone ADHD stwarza w dorosłym życiu prawdopodobieństwo dodatkowych problemów.

- Niektóre dzieci z choroby wyrastają i częściowo się wyciszają. Często jednak zdobywają niższe wykształcenie, jako dorośli są aspołeczni, łamią wszelkie zasady, łatwiej popadają w uzależnienia od alkoholu i narkotyków, częściej się rozwodzą, popadają w depresję i popełniają samobójstwa. Aby temu wszystkiemu zapobiec, wszystkie chore dzieci trzeba wspierać i chronić - podkreśla Mariola Michałek.

Lek na ADHD

W Wielkiej Brytanii ADHD leczy się z powodzeniem. W Polsce jest trudno o dobre rozpoznanie.

- Specjalistów w tej dziedzinie jest niewielu i aby postawić dobrą diagnozę, musiałam jechać aż do Warszawy - mówi Ewa Koksa.

Lucyna Suś, psychiatra dzieci i młodzieży, wielokrotnie prowadziła warsztaty na temat ADHD, wykłada również na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego: - Trzeba też pamiętać, że nie każda rozpoznana przez lekarza nadpobudliwość to zaraz ADHD. Choroba wyróżnia się tym, że występuje u dziecka w każdym środowisku, w domu, na placu zabaw, czy w szkole.

Zdaniem rodziców najgorsze jest to, że jeśli lekarze nawet domyślają się, że dziecko ma ADHD, to często nie wiedzą, jak je leczyć.

- Karolowi psychiatra zapisał leki na uspokojenie. Potem okazało się, że to najgorsze, co można zrobić. Karol był po nich jeszcze bardziej agresywny, krzykliwy, dostawał ataków szału - skarży się Ewa. - Dopiero po konsultacji w Warszawie i sprowadzonych z zagranicy lekach, które kosztują miesięcznie 200 euro, udało się go trochę wyciszyć.

- W Stanach Zjednoczonych od lat 60. stosuje się leki psychostymulujące, które są pochodnymi amfetaminy - tłumaczy Lucyna Suś. - W Polsce nie są dopuszczone do stosowania, ale w szczególnych przypadkach, jeśli Ministerstwo Zdrowia wyrazi zgodę, to istnieje możliwość ich sprowadzenia. Lekarstwa pomagają w znaczący sposób, ale mają też szereg skutków ubocznych, na przykład brak łaknienia. Dużo ważniejsza niż leki jest terapia i specjalne metody wychowawcze rodziców. Pozytywny skutek mogłaby odnieść terapia grupowa dzieci, ale na razie nie ma takiej w Bydgoszczy i okolicach.

Najbliższe otoczenie często bezwiednie potęguje w dziecku chorobę, a rodzice się za nie wstydzą. - Wciąż słyszymy, że jesteśmy życiowymi nieudacznikami, bo źle wychowaliśmy dziecko - żali się Beata Orłowicz. - Ludzie mówią mi, sprałabyś go raz, drugi, to by mu przeszły te fanaberie.

W butach do nieba

Z dziećmi, które mają ADHD, nie radzą sobie szkoły. Pomimo że są szczegółowe wytyczne dotyczące tego, jak z nimi postępować. Zdarza się, że każą usunąć kłopotliwego ucznia ze szkoły.

- Kiedyś przyniosłam byłej nauczycielce synka krótki skrypt opisujący, jak należy postępować przy tym schorzeniu, a ona mi odpowiedziała: "Proszę to sobie zabrać. Mamy tego pełne szuflady!". A nie stosowała się do żadnego z przykazań. Karol siedział zawsze sam w oślej ławce, a to jest złamanie podstawowej zasady przy ADHD. Naszym dzieciom jest bardzo trudno się skupić, a kiedy siedzą na końcu, to nie dość, że czują się wyobcowane, to jeszcze w ogóle nie uważają na lekcjach. Mają w sobie tyle energii, że nie mogą spokojnie wysiedzieć - tłumaczy Ewa Koksa.

Przerażeni rodzice załatwiają wtedy swoim pociechom nauczanie indywidualne, co jest dużo gorszym rozwiązaniem, bo wtedy dzieci nie uczą się trudnej sztuki życia w społeczeństwie i nie mobilizują się do systematycznej pracy.

Mateusz Orłowicz nie ma sukcesów w szkole: - Ja chciałbym się dobrze uczyć, ale mi nie idzie. Czasem umiem na sprawdzian, a potem i tak dostaję jedynkę - zwierza się.

- Bo jesteś rozkojarzony i chcesz jak najszybciej oddać kartkę. Prawda? - uzupełnia mama.

Zdaniem psycholog Marioli Michałek dzieci z ADHD powinny siedzieć w pierwszej ławce: - Dobrze jest, kiedy nauczyciel wyśle dziecko w trakcie lekcji po kredę do szatni albo zmoczyć gąbkę. Wtedy ono poczuje się potrzebne, a jednocześnie rozładuje trochę swój nadmiar energii - dodaje.

Mama Marka: - Musimy być zawsze cierpliwi i zadowoleni. To ciągłe tłumienie w sobie uczuć bywa nie do zniesienia, dlatego prawie wszystkie mamy nerwicę i wciąż łykamy leki na uspokojenie - mówi. - Nie wolno nam okazywać bezradności ani łez. Znajomi, którzy znają moją sytuację od podszewki, mówią, że zabiorą nas w butach do nieba.

Dzieci z ADHD (Attention Deficit Hyperactivity Disorder)

Działają szybciej, niż myślą. Nie potrafią usiedzieć w miejscu. Idą przez życie w podskokach albo biegiem. Rzadko chodzą. Przez liść leżący na chodniku przeskakują jak przez wielki mur. Młodsze psocą, a starsze są agresywne i często się biją. Przeżywają ataki histerii, są gadatliwe i zawsze kontra. Wszystko wypada im z rąk, potykają się o własne nogi. Postępują tak, żeby zrazić do siebie bliskich, a potem skarżą się, że nikt ich nie kocha. Babcia z dziadkiem nigdy ich nie zabierają na działkę, bo nie potrafią za nimi nadążyć.

Widzą, czują i słyszą więcej, ale trudno im używać wszystkich zmysłów naraz. Mają bujną wyobraźnię, opowiadają bajki, wymyślają cudowne historie. W wieku siedmiu lat zaczynają zadawać trudne, egzystencjalne pytania. Wciąż chcą być tulone i pieszczone. Ich uczucia są tak silne, że nie potrafią ich kontrolować. Kiedy kończą naście lat, zaczynają żyć z przekonaniem, że i tak nic im nie wyjdzie, więc nie ma sensu się starać.

Kiedyś mówiono o nich nieznośne, rozpuszczone bachory. Dziś już wiadomo, że cierpią na ADHD. W Polsce ta choroba bywa określana jako zespół hiperkinetyczny lub nadpobudliwość psychoruchowa z deficytem uwagi.

Emilia Iwanciw


http://miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35608,2925209.html
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

tomek

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 830


Rejestracja:
20-02-2005 23:21

Lokalizacja: Warszawa

Post 14-10-2005 11:32

Artykuł nie negatywny w wydźwięku. Dziwne...

http://www.wprost.pl/ar/?O=81759

Monika Florek

"Ludzie nadpobudliwi są kreatywni, ale tak niezorganizowani, że zaniedbują swe zdrowie

Nadpobudliwość nie jest tylko problemem wieku dziecięcego. - Coraz częściej obserwujemy, jak dorastają nowe pokolenia nadpobudliwych nastolatków, którzy nie potrafią sobie poradzić w dorosłym życiu - mówi doc. Janusz Heitzman, kierownik Kliniki Psychiatrii Sądowej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Tzw. zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) występuje już u ponad 15 mln dorosłych Amerykanów. Tylko w ciągu ostatnich czterech lat liczba cierpiących na tę dolegliwość w USA wzrosła dwukrotnie. W Polsce choruje na to zaburzenie co najmniej 10 proc. dorosłych.
ADHD najczęściej rozpoznaje się u siedmiolatków, które nie chcą się podporządkować szkolnemu rygorowi. Błędne jednak jest przekonanie, że dziecko z tego wyrośnie. Z wiekiem zaburzenie nie mija i jeśli nie jest leczone, aż u 85 proc. dotkniętych nim osób występuje do końca życia. Krzysztof Skiba przyznaje, że od dzieciństwa lubił się popisywać. - Jeśli w szkole nie wywołałem wokół siebie zamieszania, był to dzień stracony - mówi leader zespołu Big Cyc. Prowadzący satyryczne programy telewizyjne Szymon Majewski, żeby wyładować nadmiar energii, na każdej lekcji musiał wykonać kilka wysokich skoków obok ławki, zwłaszcza gdy musiał się uczyć tabliczki mnożenia. - Do dziś mam w sobie tyle energii, że nawet po dwunastogodzinnym nagraniu programu w telewizji nie czuję się zmęczony - mówi Majewski.

Mózg ekstremalny
Osoby nadpobudliwe męczy rutyna i wszystko, co jest przewidywalne. Nie nadają się do pracy w biurze, gdzie całe dnie muszą spędzać przy komputerze. Znacznie lepiej sprawdzają się w profesjach wymagających aktywności i kreatywności. Najczęściej szukają pracy jako handlowcy, aktorzy, dziennikarze i lekarze pogotowia ratunkowego. Krzysztof Skiba dopiero wtedy, gdy ma dużo koncertów, potrafi się skupić na innych zadaniach, na przykład na pisaniu felietonów. W przeszłości występował w teatrze ulicznym i pracował przy organizacji koncertów, ponieważ musiał działać na wysokich obrotach. Paweł Konnak, znany m.in. z telewizyjnego show "Lalamido", przerwał studia na Uniwersytecie Gdańskim, bo wolał organizować koncerty rockowe.
Takie osoby, jeśli przez dłuższy czas nie są czymś zajęte, poszukują często mocnych wrażeń i uwielbiają sporty ekstremalne. Kuba Wojewódzki nadmiar energii najchętniej rozładowuje w rajdach terenowych i szybkiej jeździe samochodem. Ryzykowne sporty uprawia wiele gwiazd Hollywood. Jim Carrey skacze na bungee, Demi Moore wspina się na skałkach, a Cameron Diaz uprawia rafting.

Niezaradna bestia
Rozpierająca ludzi nadpobudliwych energia sprawia, że wielu z nich - choć wydaje się im, że mogą przenosić góry - nie radzi sobie ze zwykłymi, codziennymi sprawami. "Szybkie tempo życia i konieczność wykazania się podzielnością uwagi dostarczają im na co dzień tak wielu bodźców, że nie potrafią nad nimi zapanować" - tłumaczy prof. Edward Hallowell, psychiatra z Harvard Medical School. Mają trudności z podejmowaniem decyzji, bo chcieliby mieć wszystko naraz i nie umieją dokonać wyboru. Nie awansują, ponieważ mają opinię leniwych, niezorganizowanych i spóźnialskich, są chaotyczni i zapominają o ustalonych terminach. Tylko połowa chorych na ADHD ma w USA stałe zatrudnienie i dwa razy częściej odmawia się im pracy już po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej - wykazał najnowszy sondaż amerykańskiego Roper Center. Skrajnym przykładem jest 37-letni Carl Mandiola, ekonomista z Nowego Jorku, który w ciągu 10 lat aż 50 razy zmieniał pracę! Jeden z pacjentów prof. Hallowella przez osiem lat nie płacił podatków, bo nie mógł się skupić na prawidłowym wypełnianiu PIT-ów. Inny chory niepotrzebnie płacił urzędowi skarbowemu setki tysięcy dolarów, które mógłby odliczyć od podatku, bo nie potrafił zachować wszystkich rachunków.
- Niektóre osoby z ADHD są tak niezorganizowane, że nie potrafią nawet wykonać badań kontrolnych i pójść do lekarza, a gdy poważnie zachorują, tak długo zwlekają, aż na sygnale przyjeżdża po nich karetka pogotowia - tłumaczy doc. Heitzman. Są przy tym wybuchowi i konfliktowi. Badania psychiatrów z Harvard Medical Institute wykazały, że prawie 30 proc. rozwodów przypada na związki, w których jeden z małżonków cierpi na nadpobudliwość. Ludzie z ADHD dwukrotnie częściej wchodzą też w kolizje z prawem. Prawie 20 proc. więźniów i pacjentów szpitali psychiatrycznych cierpi właśnie na to zaburzenie - alarmują uczeni z National Institute of Mental Health. W pracy tacy ludzie często wpadają w konflikt z otoczeniem, bo w innych pracownikach widzą jedynie rywali. Tom Cruise jako dziecko ciągle rywalizował z rówieśnikami i szukał nowych wyzwań, m.in. trenując wrestling. Gdy został aktorem, tak bezwzględnie konkurował o kolejne role, że producenci filmowi nazwali go bestią.
- Umysł chorych na ADHD jest jak rozbita na drobne krople rtęć - tłumaczy doc. Janusz Heitzman. Choć tacy ludzie osiągają sukcesy w różnych dziedzinach życia, stale towarzyszy im poczucie niespełnienia. Dlatego próbują się sprawdzać na wielu polach. Typowym przykładem był Benjamin Franklin. Zajmował się kilkoma projektami naraz, szukał stymulacji w polityce, pisał romanse, komponował muzykę, uprawiał malarstwo i prowadził badania naukowe (wynalazł m.in. okulary dwuogniskowe). ADHD stymulowało do działania także Alberta Einsteina, Thomasa Edisona i Grahama Bella.
Niestety, nadpobudliwość częściej jest przyczyną niepowodzeń niż sukcesów. Lekarze zwykle wykrywają to zaburzenie dopiero wtedy, kiedy pacjent trafi do poradni leczenia uzależnień z powodu kłopotów z alkoholem, narkotykami czy hazardem. Nadpobudliwość może też prowadzić do seksoholizmu. Niewykluczone, że seksoholizm Michaela Douglasa jest objawem ADHD, tym bardziej, że cierpiał na nie również jego ojciec Kirk Douglas (połowa dzieci z ADHD ma przynajmniej jednego rodzica cierpiącego na to zaburzenie). Niektórzy mają tak rozproszoną uwagę, że nawet podczas kontaktów seksualnych nie potrafią przeżywać orgazmu. Do niedawna takie osoby niepotrzebnie leczono na nerwice lub depresję. Leki przeciwdepresyjne jeszcze bardziej zwiększały u nich drażliwość, a środki uspokajające powodowały ospałość.
Uczeni podejrzewają, że przyczyną nadpobudliwości jest uwarunkowany genetycznie brak równowagi chemicznej mózgu: zbyt wysoki poziom noradrenaliny i dopaminy, a za niski - serotoniny, odpowiedzialnej za dobry nastrój. Częściowo równowagę przywracają nowe leki, poprawiające umiejętność koncentracji do tego stopnia, że mogą pracować nawet cierpiący na nadpobudliwość piloci i operatorzy maszyn. Wielu osobom pomaga uświadomienie sobie, że główną przyczyną ich kłopotów w życiu codziennym jest zaburzenie neurologiczne. Korzystając z pomocy psychoterapeuty, mogą tak zmieniać swoje zachowanie, by ich dolegliwość stała się atutem i motorem ich działania, a nie przeszkodą w osiąganiu sukcesów."
Polska to kraj odwrotny (...) jesteśmy gdzieś między antylopami a słoniami)

Ignacy Baumberg, koordynator medyczny psp.

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 14-10-2005 12:07

Bardzo piękny artykuł, doc Heitzman wie, co mówi :)
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

filip222

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 247


Rejestracja:
08-04-2005 13:13

Post 14-10-2005 17:42

Z wyjątkiem tego, że np. artykuł mówi, że problemem jest nadmiar dopaminy, a nie jej niedobór. Oczywiście 10% to mocno zawyżona liczba chorych.

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 14-10-2005 20:27

nie wydaje mi się, żeby to była zawyżona liczba chorych. Dorosła populacja też ma ADHD, procenty się sumują i może byc więcej dorosłych chorych niz w populacji dziecięcej.
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

filip222

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 247


Rejestracja:
08-04-2005 13:13

Post 15-10-2005 20:23

To niemożliwe, chyba, że przyjmiemy, że ADHD można się zarazić będąc dorosłym i nie mieć od dziecka.

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 16-10-2005 16:54

Filipp, jeżeli przyjąć, że rozpoznajemy ADHD około 5 roku życia (bardzo optymistycznie) to do 18 roku zycia masz tylko 12 lat, to są dzieci, później - dorośli.
Tak więc w populacji dorosłej zawierają się 3 pokolenia od 18 do 70-80). Zsumuj po 5 % z każdego pokolenia. To nawet wyjdzie grubo powyżej 10%. Rozumiesz 8) ? Wsród dorosłych jest i 20, 30, 40 i 50 latek. Oni wszyscy mogą miec adhd. Nikt nie mówi o żadnym zarażaniu :shock: , wystarczy troszkę logiki. Pozdrawiam :lol:
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

filip222

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 247


Rejestracja:
08-04-2005 13:13

Post 16-10-2005 18:08

Dobra. Mogę humanistce wyjaśnić. Nic się nie dzieje.

Jeśli 5% dzieci ma ADHD, to znaczy to, że każdego roku rodzi się 5% dzieci, które mają ADHD. Jeśli w Polsce rodzi się rocznie ok. 0,5 mnl osób, to znaczy to, że że ok 25 tys. z nich ma ADHD.

Czyli:
Wśród osób 0-1 lat 5% ma ADHD, wśród 1-2 lata również ma ADHD, wśród 2-3 latków też 5% ma ADHD, itd. To oznacza, jeśli przyjąć, że 100% ludzi ma ADHD do śmierci, że również wśród dorosłych dokładnie 5% ma ADHD.

To nie jest tak, jak piszesz.

A teraz Twój przykład. Rozpatrujemy 3 pokolenia. W każdym 5% ma ADHD.
Powiedzmy, że jest 36 mln Polaków - dla uproszczenia. Każde pokolenie to 12 mln osób. Wśród nich 5% ma ADHD, a więc w każdym 600 tys ma ADHD. Teraz zsumujemy wynik z trzech pokoleń. Wyjdzie 1,8 mln ludzi z ADHD. Ale obliczając wynik procentowy dzielimy 1,8 mln nie przez 12 mln, ale przecież przez całą populację, a więc przez 36 mln. Stąd (1,8 mln/36mln) razy 100% = 5%.

Podsumowując. Chorych procentowo może być dokładnie tyle samo co w populacji dziecięcej, jeśli przyjmiemy, że z ADHD się nie wyrasta. Tylko, że bezwzględnie (w mln) jest ich więcej.

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 17-10-2005 10:45

Pewnie masz rację :lol: Nawet na pewno masz rację 8) Niedostatki mojego matematycznego myślenia sa szeroko znane :wink:
Co nie przeszkadza mi wierzyć, że w populacji dorosłych jest 10% z ADHD.
Populacja doroslych jest liczebniejsza niz populacja jednego pokolenia więc może dlatego to ADHD tak widać :?:
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

reuptake

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 313


Rejestracja:
16-10-2005 19:48

Post 17-10-2005 11:48

masz 3 kieliszki 40% wódki. wlewasz do szklanki. co jest w szklance? wódka 120%?

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 17-10-2005 12:02

No to do mnie przemawia :lol: Masz więcej tak samo procentowej wódki i szybciej sie upijasz, niż jednym kieliszkiem. I o to mi chodzi :lol: Procent zostaje, fakt, ale objętośc wódki się zwiększa.
A jak wiadomo człowiek z ADHD to człowiek orkiestra i wszędzie go widać i słychać. Pozdrawiam wszystkich.
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

kaszka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 301


Rejestracja:
09-03-2005 08:19

Lokalizacja: Lublin

Post 21-10-2005 07:47

W gazecie wyborczej lubelskiej z 21 października 2005 jest artykulik "Niewygodni uczniowie". Oczywiście o kłopotach dzieci z ADHD w szkole o kłopotach rodziców i szkół. Jest też namiar na Andrzeja Moroza i grupę wsparcia.
Kaśka
Chodzi właściwie tylko o to, żeby mieć trochę troski, trochę względów o innych

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 21-10-2005 17:01

Szkoły mają problem z dziećmi z ADHD


Paweł Reszka 20-10-2005 , ostatnia aktualizacja 20-10-2005 22:43

Szkoły publiczne mają coraz większy problem z uczniami cierpiącymi na nadpobudliwość psychoruchową. Rodzice kolegów domagają się usuwania ich ze szkoły, żądają interwencji od kuratorium oświaty

- Paweł rozkładał klasie całe zajęcia - mówi o jednym z czwartoklasistów Dorota Cybula, dyrektorka SP nr 1 w Hrubieszowie. - Wstawał na lekcji, spacerował, hałasował, a bywał też agresywny. Jego mamie zależało na tym, żeby uczył się razem z innymi dziećmi, ale protestowali ich rodzice. Teraz Paweł ma nauczanie indywidualne.

Wcześniej jednak poradnia psychologiczno-pedagogiczna w Hrubieszowie uznała, że chłopiec powinien uczyć się według programu szkoły specjalnej. Ale w jedynej takiej placówce w mieście nie było czwartej klasy - więc Paweł został w swojej podstawówce. - Dzięki Bogu - wzdycha Ewa Hardyj, mama Pawła. - Wiadomo, jak ludzie z problemami psychicznymi są odbierani w tak małym środowisku. Jeden z krewnych, gdy powiedziałam mu o szkole specjalnej dla Pawła, złapał się za głowę i zapytał: chcesz z dziecka zrobić debila?

Ewa Hardyj opowiada, że szkoła długo nie rozumiała problemów jej synka: - Ile ja już przez to przeżyłam. Sama nosiłam nauczycielom materiały o ADHD. Kiedy w telewizji leciał program o tej chorobie, dzwoniłam do nich, żeby oglądali. Byłam wzywana do szkoły, gdy Paweł tylko znowu coś zmalował - czyli codziennie. Dzieci traktowały go trochę jak kozła ofiarnego. Śmiały się, np. na wuefie ściągnęły mu bieliznę. Nauczyciele mówią, że je prowokował.

Dodaje, że poradnia w Hrubieszowie nie była w stanie zdiagnozować, co jest dziecku. Dopiero psycholog w Lublinie odkrył, że chłopiec ma ADHD.

- Praca z dzieckiem cierpiącym na nadpobudliwość psychoruchową jest specyficzna - mówi Andrzej Moroz, pedagog z Lubelskiej Grupy Wsparcia ADHD. - Nauczyciel musi być wyrozumiały, dyskretnie zwracać uwagę na jego zachowanie, a nie krzyczeć: znowu nie odrobiłeś lekcji! Powinien wręcz zapisywać dzieciakowi w zeszycie, co musi zrobić. Niezbędna jest też mała klasa - i tu często leży problem. Tymczasem szkoły najczęściej chcą się pozbyć takich uczniów. W jednej z lubelskich podstawówek nauczycielka, gdy chłopczyk chory na ADHD znowu coś zbroi, ciągnie go do dyrektora, a ten krzyczy, grozi usunięciem. Dziecko już do tego przywykło. Ta sama nauczycielka zrobiła w klasie test. Rozdała dzieciom kartki i kazała im napisać, dlaczego nie lubią Adama. Adam to właśnie ten chłopczyk z ADHD.

Do Moroza coraz częściej dzwonią rodzice dzieci, u których podejrzewają nadpobudliwość psychoruchową. - Przychodzą nawet do mnie do domu. Proszą o pomoc - mówi. Wśród nich jest pani Monika. Nie chce powiedzieć, do której z lubelskich podstawówek chodzi jej syn ("i tak mam już dosyć problemów z dyrekcją"). - W końcu nauczyciele zażądali, żebym przychodziła na każdą lekcję i z ostatniej ławki pilnowała syna.

Teraz rodzice jego kolegów zbierają podpisy pod wnioskiem o usunięcie dziecka ze szkoły.

Grażyna Fijołek, dyrektor Wydziału Kształcenia Ogólnego lubelskiego kuratorium, potwierdza, że problem narasta. - Jest coraz więcej telefonów ze szkół z pytaniem, jak sobie radzić z takimi dziećmi. Nie tak dawno dostaliśmy z SP nr 29 i SP nr 43 wnioski od rodziców z prośbą o usunięcie dzieci z ADHD. Odmówiliśmy i przypomnieliśmy szkołom, że nauczyciele powinni podnieść umiejętności w pracy z dziećmi o specyficznych potrzebach.

Ale wielu rodziców nie wytrzymuje presji. Do Zespołu Szkół Katolickich im. św. Teresy przy ul. Krochmalnej chodzi tzw. trudna młodzież. Kuratorzy sądowi kierują tam też młodych ludzi, którzy popadli w konflikt z prawem. O jednym z jej uczniów we wrześniu mówiły wszystkie media. 16-letni Piotrek razem ze swoim starszym kolegą próbowali kamieniami zatłuc koleżankę (chodziło o jej telefon komórkowy). - Mamy też sporą grupę uczniów z ADHD - mówi Antoni Leśniak, dyrektor szkoły. - Trafiają w końcu do nas, bo szkoły publiczne nie są w stanie na razie poradzić sobie z problemem.

Co to za choroba?

ADHD - zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi jest zaburzeniem genetycznym. Dzieci chore mają problem z koncentracją na lekcji, są bardzo żywe. ADHD prowadzi do agresji jako formy reakcji na brak akceptacji w środowisku. W 60 proc. przypadków objawy mijają w okresie dorastania, ale ogromny wpływ na to ma sposób wychowywania. Pedagodzy podkreślają: niezbędna jest współpraca rodziców ze szkołą. Orzeczenie o ADHD wydaje poradnia psychologiczno-pedagogiczna i to jej pracownicy powinni określić indywidualną dla każdego dziecka formę terapii. Kontakt z Lubelską Grupą Wsparcia ADHD, e-mail: adhd.lublin@wp.pl, Andrzej Moroz - tel. 887 969 789.

Prosimy o kontakt osoby, które chcą nam opowiedzieć o szkolnych problemach swoich dzieci chorych na ADHD. Gwarantujemy anonimowość. Tel. 53 790 48, e-mail: pawel.reszka@lublin.agora.pl


http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35643,2978275.html
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

basia

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 240


Rejestracja:
14-05-2005 20:38

Lokalizacja: Darłowo

Post 28-10-2005 11:32

W dzisiejszym "Głosie Koszalińskim" piszą o chłopcu z ADHD którego rodzice innych uczniów chcą wyrzucić z klasy.Dyrekcja szkoły nie wyraża na to zgody,ale problem pozostaje do rozwiązania.Chłopiec jest z Miastka i chodzi do pierwszej klasy gimnazjum.

basia

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 240


Rejestracja:
14-05-2005 20:38

Lokalizacja: Darłowo

Post 28-10-2005 11:57

Przed chwilą rozmawiałam telefonicznie z panem redaktorem tej gazety, pomogą nam w naszych zmaganiach z ADHD.

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 28-10-2005 12:05

Wojna w pierwszej klasie
W pierwszej klasie miasteckiego gimnazjum trwa wojna o Sebastiana. Po jednej stronie barykady on i jego matka, po drugiej rodzice 30 uczniów. Sebastian rzuca na lekcjach przedmiotami, pluje, szturcha, popycha. Jest chory. Ma zespół nadpobudliwości psychoruchowej, czyli ADHD. - Jeśli dyrektor nie usunie go z klasy, przestaniemy posyłać dzieci do szkoły - grożą rodzice.

- Bałagan, totalna demolka - to słowa rodziców uczniów, którzy są razem z Sebastianem w jednej klasie. Mają na myśli przebieg lekcji. - Kiedy chce, wychodzi z klasy. Ostatnio próbował wyskoczyć przez okno. Zabiera nauczycielom dzienniki, zmazuje to, co napisali na tablicy, naśmiewa się z pedagogów. Horror - mówi Irena Bronk, matka nastolatka, który chodzi do klasy z Sebastianem. - Chłopak jest agresywny. Zaczepia, prowokuje do bójek. Chciał nawet kopnąć nauczyciela w twarz - dodaje Zbigniew Topka, który ma w tej klasie córkę. Rodzice twierdzą, że w takich warunkach nie można prowadzić lekcji. - Cała uwaga koncentruje się na Sebastianie i jego wybrykach. Tracą na tym nasze dzieci - mówią.
Rodzice zażądali od dyrektora szkoły stworzenia klasy integracyjnej i przeniesienia Sebastiana. - A najlepiej, aby chłopak miał indywidualne nauczanie. Wtedy nie będzie nikomu przeszkadzał - mówi Z. Topka. Kazimierz Kowalewski, dyrektor Gimnazjum w Miastku, jest temu przeciwny. - Nie zgodzę się z segregacją uczniów na zdrowych i chorych, lepszych i gorszych. Na klasę integracyjną nie ma szans. Na nauczanie indywidualne nie zgadzają się rodzice Sebastiana. Więc jak rozwiązać problem? Tego dyrektor nie wie.
- Nauczanie indywidualne to byłaby kara dla Sebastiana - mówi matka chłopca. Jest skłonna zgodzić się na umieszczenie chłopca w klasie integracyjnej, gdzie jest mniej dzieci i dwóch nauczycieli. Tyle że w gimnazjum jej nie ma.
Rodzice innych dzieci napisali już skargi do dyrektora, kuratorium, gminy. Mówią, że jeśli nikt nie zajmie się problemem, przestaną posyłać swoje dzieci do szkoły.

http://www.gloskoszalinski.com.pl/
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 28-10-2005 12:08

Halina pisze:Rodzice innych dzieci napisali już skargi do dyrektora, kuratorium, gminy. Mówią, że jeśli nikt nie zajmie się problemem, przestaną posyłać swoje dzieci do szkoły.

Przepraszam bardzo, że tak napiszę, ale to jest problem tych rodziców i szkoły, a w zasadie tylko rodziców, bo ich dzieci przestaną wykonywać obowiązek szkolny i rodzice powinni z tego tytułu płacić kary.
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Żona Dreptaka

Wsparcie

Posty: 6424


Rejestracja:
14-03-2005 21:39

Post 28-10-2005 14:30

Halina pisze:Kiedy chce, wychodzi z klasy. Ostatnio próbował wyskoczyć przez okno. Zabiera nauczycielom dzienniki, zmazuje to, co napisali na tablicy, naśmiewa się z pedagogów. ... Chłopak jest agresywny. Zaczepia, prowokuje do bójek. Chciał nawet kopnąć nauczyciela w twarz ... Cała uwaga koncentruje się na Sebastianie i jego wybrykach.

To jest gimnazjum, czyli chłopiec ma około 13 lat.
Diagnozę ADHD ktoś postawił i nie mnie ją kwestionować.
Jednak opisane zachowania, nawet jeśli opis jest trochę przesadzony, świadczą o dość poważnych powikłaniach. We wcześniejszym okresie chłopca nie zdołano wychować (przyczyny mogły byc różne, ADHD i nie tylko, nie dociekam, choć może powinno się).
Podoba mi się postawa dyrektora szkoły, ale rodzicom pozostałych dzieci też się nie dziwię.
Tu jest potrzebna intensywna praca wychowawcza. Nie tylko w szkole, ale i w domu, zapewne także fachowa pomoc dla matki (rodziców?).

A z drugiej strony publiczność znowu przeczytała, że ADHD=agresja. :?
Ostatnio zmieniony 28-10-2005 15:19 przez Żona Dreptaka, łącznie zmieniany 1 raz

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 28-10-2005 14:48

Niestety, tu jest brak współpracy szkoły z domem, prawdopodobnie nie ma kto pomóc rodzinie, a szkoła ma rację, że nie chce segregować, ale takie zachowania tego chłopaka wskazują na poważne już zaburzenia opozycyjno buntownicze i chyba początki zaburzeń zachowania, dziecko chodziło do podstawówki i jakoś ją przeżyło, może tu jest problem z nuczycielem, może z kolegami, niestety z tego artykułu to nie wynika, należy się poważniej przyjżeć dotychczasowej terapii dziecka i rodziny i zastanowić się, czy nauczyciele wiedzą, jak pomóc temu dziecku, czy cały czas jest karane za objawy i stąd jego agresja, przypadek napewno jest złożony.
Tu trzeba pomóc i dziecku i rodzinie i szkole, a nie robić nagonkę.
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 28-10-2005 14:52

To sa już prawdopodobnie zaburzenia zachowania i zaburzenia emocjonalne. To nie jest ADHD izolowane. Dziecko natychmiast powinno byc leczone farmakologicznie albo - nauczanie indywidualne. Dziwię się postawie rodziców chłopca - nie widzą, że ich syn stanowi zagrożenie?
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

basia

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 240


Rejestracja:
14-05-2005 20:38

Lokalizacja: Darłowo

Post 28-10-2005 16:15

Z uwagi na to że podzielam zdanie żony Dreptaka i Agatki na spotkaniu z panem redaktorem poproszę o napisanie artykułu pozytywnego na ten temat, bo wiadomo że każdy z nas ma problemy z dzieckiem ale staramy się aby relacje naszych dzieci z otoczeniem były poprawne.Trzeba pokazać ludziom ile wysiłku wkładamy my i nasze dzieci abyśmy mogli w miarę normalnie żyć i do tej normalności właśnie tak potrzebna jest nam pomoc i akceptacja innych.

Ilona Lelito

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 561


Rejestracja:
01-04-2005 14:49

Lokalizacja: Kraków

Post 28-10-2005 18:14

basia pisze:Przed chwilą rozmawiałam telefonicznie z panem redaktorem tej gazety, pomogą nam w naszych zmaganiach z ADHD.

Basiu, BRAWO! Fantastycznie, że zareagowaliście tak szybko. Jeśli będziesz potrzebować pomocy natychmiast ją od nas otrzymasz. Może zaproś dyrekcję tej szkoły i nauczycieli na naszą konf. na 5-go listopada br. do Krakowa. To daleko z Koszalina, ale na pewno warto, bo problem jest olbrzymi. Koszty dojazdu to drobiazg, bo sobie może wypisać delegację. Rodziców też zaproś - wszystkich. O ile rodzice pozostałych dzieci z klasy, mogą nie być zainteresowani, to na pewno powinni pojawić się u nas rodzice chłopca z ADHD.

Z art. nie wynika, jak dziecko jest leczone, przedstawiony obraz wskazuje jednoznacznie, że konieczne są natychmiastowe zmiany. Jednak pamiętajcie, że media często koloryzują. Dyrektor musi przecież mieć jakieś powody, zeby stać na takim stanowisku, jakie zajął. Może widzi jakąś poprawę w zachowaniu dziecka, tego nie wiemy...

Jeśli jednak jest tak jak to napisano, tzn., ze natychmiast konieczne jest leczenie farmakologiczne, a jesli jest takie prowadzone, tzn. że jest nieskuteczne i należy szukać dalej.

Ciężka sprawa, ale nie bez wyjścia...
Pozdrawiam gorąco !
Ilona Lelito - Polskie Towarzystwo ADHD
www.ptadhd.pl, e-mail. ilelito@tlen.pl, tel. 0 693 357 434
Kampania Społeczna ADHD - ŚWIAT TO ZA MAŁO!

basia

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 240


Rejestracja:
14-05-2005 20:38

Lokalizacja: Darłowo

Post 29-10-2005 07:58

Ilonko ja nie mam kontaktu z tą szkołą bo Miastko niestety jest dosyć daleko od Darłowa,ale po dniach wolnych zadzwonię tam i może w jakiś sposób spróbuję pomóc wykorzystując moją skromną wiedzę na temat ADHD.
W związku ze spotkaniem z panem redaktorem wiąże nadzieję na opisanie objawów ADHD w taki sposób,aby ludzie nie bali się kontaktów z człowiekiem mającym ADHD,wyjaśnienie że te objawy u dzieci leczonych wcale nie są takie grożne,że przy dobrej terapii ze strony rodziców,psychologa i pedagoga dzieci mogą normalnie funkcjonować i w związku z tym potrzebni nam są dobrze przygotowani w tym kierunku specjaliści których tak brakuje.

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 03-11-2005 09:58

Artykuł w Polityce

Polityka 44/2005
Choroba nieznośnych dzieci

W każdej większej klasie zdarza się jakiś Kazio, który rozrabia i przeszkadza w prowadzeniu lekcji. Często zwala się to na karb złego wychowania, podczas gdy mamy do czynienia z dzieckiem chorym na ADHD. Współczesna medycyna potrafi takim dzieciom pomóc.
Elżbieta Olender

Zespół nadpobudliwości psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji – określane angielskim skrótem ADHD od Attention Deficit Hyperactivity Disorder – to najczęściej diagnozowane zaburzenie psychiczne wieku dziecięcego. Za jego przyczynę uznaje się nietypowe dojrzewanie układu nerwowego. Pierwsze informacje o psychiatrycznym leczeniu nadpobudliwych dzieci pojawiły się na początku lat 70. w Stanach Zjednoczonych. Do opinii publicznej docierały dwoma kanałami – poprzez szkoły, które podpowiadały zdesperowanym rodzicom, gdzie szukać pomocy, i za pośrednictwem mediów, które alarmowały, że dzieci stają się przedmiotem eksperymentów medycznych na masową skalę. Od tamtej pory ADHD i stosowany w jego leczeniu ritalin (metylfenidat) wyrosły na bohaterów medialnej legendy, w której dzieci występują jako ofiary, a psychiatrzy jako złoczyńcy na usługach przemysłu farmaceutycznego.

Mimo że wiedza medyczna jest dziś nieporównywalnie większa, argumenty budujące czarną legendę ADHD nie zmieniły się od ponad 30 lat. Ujawnia się w nich nieuświadomiony lęk, że medyczne podejście do nadpobudliwości zaburzy porządek społeczny: oduczy dzieci odpowiedzialności i rozmyje granicę między dobrym a nagannym.

źródło
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 07-11-2005 07:40

Przedszkolak z ADHD

Kłopoty przedszkolaka z zespołem ADHD




Katarzyna Piotrowiak 06-11-2005 , ostatnia aktualizacja 06-11-2005 21:23

Sześcioletni Krzyś nie może uczyć się w przedszkolu języka angielskiego, bo przeszkadza nauczycielowi w zajęciach. Biega po sali, kiedy reszta dzieci spokojnie siedzi na miejscu. - Cały nasz system edukacji nie sprzyja dzieciom z problemami - mówi Magdalena Skotnicka, specjalistka terapii behawioralnej

Nadpobudliwość psychoruchową zdiagnozowano u Krzysia, kiedy miał cztery i pół roku. Dziecko nie usiedzi na miejscu, dużo biega, skacze, chlapie wodą na basenie. - Czasami go "nosi" i musi zrobić kilka okrążeń wokół domu - mówi Halina Kantor, matka chłopca z ADHD.

Konflikt zaczął się w zeszłym roku. - Lektor powiedział, że nie będzie uczył Krzysia języka angielskiego, bo "rozbija mu zajęcia w grupie". Przyniosłam mu informacje i podręczniki o dzieciach z ADHD, ale nie chciał ich przyjąć. Zaproponował za to indywidualne lekcje. Zgodziłam się na wyższą stawkę, ale Krzyś stracił motywację do nauki, kiedy zostawał sam - mówi matka.

We wrześniu okazało się, że Krzysia nie ma na liście dzieci uczących się języka. Jego mama była zaskoczona. - Lektor był roztrzęsiony całą sytuacją, zwłaszcza atakami matki chłopca, dlatego już nie uczy w tym przedszkolu. Temu dziecku potrzebny jest ktoś po pedagogice specjalistycznej - oświadcza Ewa Halicka-Szymiczek, szefowa firmy Amadeusz, której lektorzy uczą w przedszkolach.

Jarosława Bizoń, kierowniczka Przedszkola im. Kubusia Puchatka, twierdzi, że z usług firmy korzysta od lat za namową innych rodziców i do tej pory nie było żadnych kłopotów. Ale też nie mieli dzieci z podobnymi problemami jak Krzyś.

W Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Katowicach, gdzie chłopczyk się leczy, uważają, że najgorsze dla Krzysia to właśnie odsuwanie go od grupy. - Dzieci z ADHD mają silne poczucie sprawiedliwości, życie postrzegają bardzo idealistycznie. Odsuwając go od zajęć, robi mu się krzywdę - uważa Joanna Białostocka-Hilman, psycholog.

Magdalena Skotnicka z Centrum Terapii Poznawczo-Behawioralnej tłumaczy, że przykład Krzysia, niestety, nie jest odosobniony. W Polsce u 4-5 proc. dzieci stwierdzono ADHD. - W programach studiów pedagogicznych i psychologicznych brakuje zajęć o umiejętności pracy z dziećmi z nadpobudliwością psychoruchową. Nauczyciel dowiedziałby się np., że musi dostosować metody do takiego dziecka, bo ono żadnej nudy mu nie przepuści - mówi Skotnicka.

Jej zdaniem na poziomie jednego przedszkola problemu się nie rozwiąże, bo dziecko pójdzie do szkoły i też pojawią się problemy. - Cały nasz system nie sprzyja dzieciom z takimi problemami. Trzeba odgórnie opracować program działania dla placówek oświatowych, zacząć kształcić nauczycieli - uważa.

W sobotę kierowniczka przedszkola poinformowała nas, że firma Amadeusz zamierza ponownie przyjąć Krzysia na zajęcia. - Zaczekamy, aż wróci, bo teraz ma ospę - tłumaczy Bizoń.


http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3003622.html
Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

Agatka

Awatar użytkownika

Profesorowa

Posty: 1001


Rejestracja:
10-03-2005 21:16

Lokalizacja: Kraków

Post 07-11-2005 09:09

no ekstra, Halinka, ekstra artykulik. Niech w końcu ruszą 4 litery i coś zaczną działać. Mam nadzieję, że po naszej konferencji w krakówku się w końcu cos podzieje, bo to ciągle partyzantka.
jestem psychologiem:) i lubię to forum
Agata Orzeł-Żukowska
psycholog dziecięcy i terapeuta rodzinny
terapeuta biofeedback

Halina

Awatar użytkownika

Licencjonowana ADHD-owa Czarownica

Posty: 5819


Rejestracja:
08-03-2005 22:32

Lokalizacja: Górny Śląsk

Dzieci: Piotrek 24 CZR z cechami ADHD i Krzyś 15 gimnazjalista ZA z cechami ADHD

Ja: ADHD zdiagnozowane przez lekarzy moich dzieci

Post 07-11-2005 10:31

Sama ADHD, synowie ZA z cechami ADHD, a mąż podejrzany o ADD
Obrazek
Obrazek
tel. 799223703

karina

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Brylantowego Orderu ADHD

Posty: 511


Rejestracja:
25-07-2005 13:49

Lokalizacja: Chorzów

Post 07-11-2005 11:13

Halinko suuuuuper zdjęcie
rozumiem,że ten latający aniołek to twój Krzyś??? :lol:
KARINA
mama Martina-chłopca z"domowym,kanapowym"ADHD
(\--/)
(O.o)
(> <)To jest Króliczek. Skopiuj Króliczka do swojego podpisu i pomóż mu w jego misji zdobywania dominacji nad światem!
Następna

Wróć do Prasa, radio i tv o adhd, autyzmie i ZA



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.