Forum     Forum - powrót na pocztek forum Portal - powrót na ADHD.org.pl Office Bogdan Mizerski

Dyskusja o artykule Dosi "Ponury dominator"

Moderator: Moderatorzy

Pomóż mi się doskonalić, oceń ten artykuł. Jeśli nie jesteś pewien, wybierz dwie oceny.

6 artykuł ciekawy i przydatny, wpłynie na moje poglądy
18
67%
5 artykuł ciekawy i przydatny
9
33%
4 artykuł przydatny, ale napisany zbyt monotonnie
0
Brak głosów
3 artykuł ciekawy, ale mało przydatny
0
Brak głosów
2 artykuł mało przydatny i dość nudny
0
Brak głosów
1 artykuł nieprzydatny i nudny
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 27

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 06-11-2011 20:51

Dyskusja o artykule Dosi "Ponury dominator"

Link do tego artykułu na portalu jest tutaj.

Cytuję treść artykułu:
Dosia pisze: "Ponury dominator" z cyklu "Młodzi gniewni będą kiedyś starzy wkurzeni"

Po ponad dwudziestu latach walki poddałam się i w końcu zostałam ponurym dominatorem. Czy ktoś z Was może wie, dlaczego tak się stało?

Wychowałam się w kochającej i dominującej rodzinie. Kochający, dominujący i konsekwentny tato, kochająca dominująca i niekonsekwentna mama oraz siostra. Starsza, kochająca i oczywiście również próbująca mnie zdominować. W takich warunkach, jak można chyba przewidzieć, wyrosłam na osobę bardzo łatwo dostosowującą się i podporządkowującą, jednak przekonaną, że ja swoje dzieci wychowam w dużo lepszej atmosferze. Przysięgłam sobie, że wyrzucę ze swojego słownika zdania, które tak znienawidziłam w dzieciństwie "zrobisz, jak ci każę!" i "dzieci i ryby głosu nie mają" oraz "może zrozumiesz, kiedy dorośniesz".

Twardo postanowiłam odrzucić całkowicie dominację w relacjach ze swoimi dziećmi. Traktować je z miłością i konsekwencją, szanować ich uczucia i ich zdanie. Jako nastolatka, po którejś awanturze uroczyście to wszystko sobie przysięgłam, spisując wszystkie moje uczucia i przemyślenia w formie listu "do siebie z przyszłości". List schowałam tak głęboko, jak się tylko dało, przez co go natychmiast zgubiłam już na zawsze, ale do dzisiaj pamiętam uczucia i myśli, które wyrażał.

Treść listu stała się moim mocnym postanowieniem, które potem z przekonaniem i determinacją realizowałam w życiu. Mój mąż popierał moje poglądy, ale starał nie mieszać się w sprawy wychowywania dzieci. Urodził się nam syn, który wyrastał na odważnego, inteligentnego i szczęśliwego chłopca. Dziecko było początkowo potwierdzeniem mojego niewątpliwego, jak mi się zdawało, talentu pedagogicznego. Co prawda, to moje przekonanie zostało nieco nadwątlone, kiedy zrezygnowałam z pracy w szkole nie radząc sobie zbyt dobrze z dyscypliną na lekcji, ale szybko i optymistycznie doszłam do wniosku, że to całkiem co innego potrafić zapanować nad całą klasą dzieci, a co innego wychować dobrego i szczęśliwego człowieka. Niemal równocześnie z dzieckiem pojawiła się w naszym życiu słodka i potulna suczka. Był to pies bojący się całego świata i wiecznie uciekający, ale kochaliśmy ją bardzo.

Realizowałam się nie tylko wychowując dzieci i psy, jeździłam również konno. Oczywiście trochę ubolewałam, że w relacjach z końmi i psami człowiek musi bezwarunkowo dominować, ale wciąż liczyłam na to, że być może istnieją inne możliwości. Dlatego, kiedy pierwszy raz usłyszałam o metodzie pełnego porozumienia z koniem Monty'ego Robertsa, nie ustałam, dopóki nie znalazłam tego opracowania. Ku mojemu zdziwieniu metoda ta polegała na... okazaniu koniowi dominacji człowieka. Co prawda nie przez bat, krzyk czy ostrogi, tylko przez odpowiednie gesty, postawę ciała i sposób patrzenia w oczy, co nie zmieniało faktu, że właściwie wróciłam do punktu wyjścia. Z drugiej strony to już było coś i taką dominację skłonna byłam uznać za "porozumienie", skoro prowadziło do łagodnego podporządkowania się konia człowiekowi bez łamania, przemocy i agresji.

Wiedziałam, że podobne porozumienie jest możliwe również z psem. Oczywiście byłam przekonana, że ja już je dawno osiągnęłam, ponieważ swoje psy wychowywałam bez krzyku ani kolczatki, ale że bardzo dużo czytam, trafiłam w końcu na dwóch autorów szerzących w świecie psów podobne poglądy, co Monty Roberts w świecie koni: byli to Jan Fennel (wbrew pozorom to kobieta) i John Fisher. Czytając "Zapomniany język psów" Jan Fennel nie od razu zauważyłam zbieżność tych metod, natomiast uderzył mnie opis, pasujący do dwóch moich psów. Psy te były bardzo nerwowe, bały się całego otoczenia i reagowały na wszystko ucieczką. Otóż Jan Fennel twierdziła, że takie zachowanie cechuje psy, które są przekonane, że rządzą w swojej rodzinie, ale im ta dominacja zupełnie nie odpowiada, przez co wykańczają się nerwowo. Teoria ta wydawała mi się początkowo zupełnie absurdalna, ponieważ moje psy przecież słuchały moich poleceń i niewątpliwie kochały całą naszą rodzinę, co mi się mocno kłóciło z wyobrażeniem "psa dominującego". Ale, z drugiej strony, w momencie gdy ogarniała je histeria, rzeczywiście reagowały uciekając w dowolnym kierunku, a nie do mnie. Ostrożnie dopuściłam więc do siebie myśl, że być może ich nerwowość bierze się stąd, iż nie są pewne, czy potrafię zapewnić im bezpieczeństwo. Opis "języka" psów, który służy do ustalenia dominacji w stadzie, też powoli przekonywał mnie do tej teorii. Rzeczywiście popełniałam błędy, które powodowały, że psy mogły uważać się za głowę rodziny w naszym "stadzie": kiedy się ze mną witały, pozwalałam im wskakiwać na siebie przednimi łapami, pozwalałam im przechodzić przez drzwi pierwszym, pozwalałam im inicjować zabawę, dawałam jedzenie nie zwracając uwagi na to, czy było to przed naszym posiłkiem, czy po. Wkrótce ze zdziwieniem przyznałam, że bardzo proste zabiegi, takie jak podgryzanie ciasteczka przed podaniem miski psu czy przechodzenie przed psami przez drzwi spowodowały, że moje psy się wyciszyły i w momencie, który uznawały za niebezpieczny, czekały na moją decyzję, nie rzucając się, jak dawniej, do ucieczki. Innymi słowy - przekonałam je tymi prostymi gestami, że jestem w naszym stadzie "alfą", co przyjęły z bardzo wyraźną ulgą.

Powiecie, że konie i psy, to nie są dzieci. Ano, nie są, i dlatego ja radośnie nadal wychowywałam, już dwójkę swoich dzieci, hołdując zasadom pełnego porozumienia, unikając dominacji kiedy to tylko było możliwe. Jasne, że dzieci musiały się stosować do podstawowych zasad, ale konflikty starałam się rozwiązywać wyłącznie długimi rozmowami i tłumaczeniem. Unikałam wydawania poleceń, raczej prosiłam je o pomoc. Traktowałam dzieci z szacunkiem i tak poważnie, jak tylko było to możliwe.

Wątpliwości, czy na pewno postępujemy prawidłowo, pojawiły się po raz pierwszy, gdy starsze dziecko trafiło do gimnazjum. Syn zaczął palić papierosy i wagarować. Rozmowy okazały się w miarę wystarczające tylko na wagarowanie, na papierosy jednak nie działało nic. Owszem, wkrótce syn stał się ekspertem w sprawie wpływu papierosów i używek na organizm rosnącego człowieka, sam wynajdywał nawet w internecie te informacje, ale wracał do papierosów jak bumerang tłumacząc się, że "wszyscy koledzy palą i on nie chce być inny". Walka trwała kilka lat. Wypróbowaliśmy wszystko, od przekonywania i zbierania punktów za dobre zachowanie - aby wyjechać na upragniony na obóz, poprzez szlabany, krzyki, bicie a nawet metodę dziadka, która polegała na - nie powiem głośno (a tym bardziej nie napiszę), bo mi wstyd, ale była dość brutalna. Metoda dziadka spowodowała tylko tyle, że z papierosów syn przerzucił się czasowo na tabakę. Szukaliśmy pomocy u kilku psychologów, w PPP, a nawet u znajomego psychiatry. W PPP zapisaliśmy się na szkołę rodziców, na której między innymi zwracano uwagę na zachowanie właściwej hierarchii w rodzinie. Gdy starszy był w trzeciej klasie gimnazjum, pojawiły się nowe kłopoty, które przyćmiły wszystkie dotychczasowe. Okazało się, że młodszy syn, wówczas pierwszoklasista, jest zupełnie nie do ogarnięcia w szkole. Pomimo późniejszej diagnozy - ADHD - dochodziłam do przerażającego dla mnie wniosku, że jestem matką nieudolną wychowawczo.

Od tamtej chwili minęło już osiem długich lat. Historia zatoczyła już pełne koło i teraz to młodszy syn jest w klasie trzeciej gimnazjum, ale ja mogę już ze spokojem powiedzieć, że fortuna dla nas w końcu się odwróciła. Mamy dwóch wspaniałych, odpowiedzialnych synów i znalazłam na nowo powołanie w szkole. Co zadziałało? Oczywiście: grupa wsparcia - nasze forum adhd.org.pl, kolejne szkoły dla rodziców, psychoterapia dla nas i dla dzieci, obozy terapeutyczne a nawet leki. Wreszcie tony książek o wychowaniu, w tym przede wszystkim "Mały tyran" Jiriny Prekop, który był dla mnie rozwinięciem idei Monty Robertsa i Jan Fennel na ludzi. I gdybym miała określić, co konkretnego w moim zachowaniu pozwoliło mi tę fortunę odwrócić, to powiedziałabym, że głównie właśnie... dominacja, chociaż zwykle okazywana bez przemocy.

Teraz już wiem, że gdy pies jest zmuszony dominować, staje się lękliwy, nerwowy, a czasem także agresywny, zaczyna mu się wydawać, że jest odpowiedzialny za swoje "stado" a nie zawsze ma na tyle silną psychikę, aby temu podołać. Z koniem jest podobnie, tyle że "rządzący" koń jest rzadziej agresywny, za to bardziej nieprzewidywalny, no i, oczywiście, częściej na wszystko reaguje ucieczką.

Ale wiem już też, że dominujące dziecko jest - tak samo jak dominujący pies czy koń - przerażone odpowiedzialnością, jaką nieświadomie wzięło na swoje barki i chociaż potrafi przeważnie lepiej ukrywać ten strach za aroganckimi słowami i buntowniczymi minami, to tak naprawdę nie radzi sobie z nim.

Dziecko nie musi nawet wiedzieć, na czym polega dominacja, i tak podświadomie poddaje się jej regułom. O ile dorosły człowiek nauczył się już zwracać uwagę na takie atuty władzy, jak pieniądze, czy pozycja w hierarchii społecznej, o tyle dziecko pojmuje to w sposób dużo prostszy. Wydaje mu się, że dominuje, jeśli może spowodować, że mama przyjdzie na każdy jego odgłos, jeśli może spowodować, że tata kupi mu każdą wymarzoną rzecz. Uważa, że rządzi, jeśli dostaje jeść przed rodzicami, jeśli przechodzi przed nimi przez drzwi i za każdym razem, kiedy przeforsuje ich zgodę na coś prośbą, krzykiem czy podstępem. A kiedy dziecko już uwierzy, że to ono jest w rodzinie alfą, to zaczyna mu się wydawać, że to od niego zależy byt całej rodziny. Nie radzi sobie z tą odpowiedzialnością, jednak jednocześnie zębami i pazurami walczy z dorosłymi o władzę, tak długo, jak jest przekonane, że jest silniejsze psychicznie. Gdy w domu nie znajdzie wystarczających autorytetów, wówczas szuka ich wśród rówieśników, co w wieku gimnazjalnym bywa naprawdę bardzo niebezpieczne. Ale kiedy dziecko uwierzy, że dorośli są wystarczająco silni psychicznie, aby o nie zadbać, wówczas z ulgą się podporządkuje. Nawet, jeśli jest już nastolatkiem.

Często wystarczają bardzo proste sygnały: sposób mówienia, mina, postawa ciała, sposób patrzenia w oczy, reakcja na żądania dziecka, właściwa kolejność przy przechodzeniu przez drzwi, podawaniu obiadu oraz cierpliwość w egzekwowaniu swoich postanowień. Nie warto rozklejać się przy dziecku, płakać, okazywać swoje niezdecydowanie. Nie warto ulegać namowom dziecka, lepiej jest podejmować decyzje niezależne od zachcianek dziecka lub odwlec takie decyzje do czasu, aż ono przestanie nalegać wyłącznie po to, żeby pokazać, kto rządzi. Bywa też, że nie obejdzie się (przy bardzo dominujących dzieciach i w wyjątkowo trudnych sytuacjach) bez przytrzymania, po którym najwyraźniej widać w oczach dziecka właśnie tę ulgę i nagły wzrost zaufania dziecka do dorosłego.

Tak więc stałam się, całkiem świadomie i wbrew swojej naturze oraz wbrew swoim niezłomnym postanowieniom z młodości, tytułowym ponurym dominatorem. Oczywiście jest to inny rodzaj dominacji, niż poznałam w czasie swojego dzieciństwa. Ale dopiero teraz jestem przekonana, że nie tracąc porozumienia z dziećmi, zaspokajam ich podstawową potrzebę życiową - potrzebę bezpieczeństwa, którą jest w stanie zapewnić tylko odpowiednia hierarchia w rodzinie, gdzie to rodzic dominuje, a nie dziecko.


Zapraszam do dyskusji!

EDIT
Uzupełnienie treści artykułu przez Kaskadę - moim zdaniem na tyle ważne, że powinny znaleźć się tutaj. Podpisuję się pod każdym słowem obiema rękami:
kaskada pisze:Dziecko doskonale wyczuwa miękkość i uległość, niezdecydowanie, słabe punkty, czułe miejsca. Oprócz tego, że pracujemy nad dzieckiem, musimy też intensywnie pracować nad sobą, poczuciem własnej wartości i asertywnością. Bywa często tak, że takie oddawanie pola dziecku, całkiem przez nas niezauważane, wynika z jakiś wynikających z nas samych problemów, emocjonalnych, psychicznych. Gdy rozwiążemy te problemy okaże się, że umiejętność ułożenia właściwej hierarchii przyjdzie dużo łatwiej.

Po zrobieniu porządku w swoim życiu a często i związku- szanse na pomoc dziecku bardzo się zwiększają. Forum jest niesamowite, bo jest kopalnią wiedzy, pomysłów, pomaga w zrozumieniu pewnych mechanizmów. Żeby jednak korzystać z jego zasobów odpowiednio, potrzebna jest zmiana sposobu myślenia a często i funkcjonowania w życiu, i do tego właśnie służyć powinna psychoterapia i ogólnie pomoc psychologiczna. Może i nawet leki.
Ostatnio zmieniony 06-09-2012 12:32 przez Dosia, łącznie zmieniany 1 raz
Powód: Uzupełnienie treści artykułu przez Kaskadę
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

anka-niko

Awatar użytkownika

Wsparcie i Łowca Talentów

Posty: 8543


Rejestracja:
27-04-2008 16:50

Lokalizacja: warszawa, Żoliborz

Dzieci: młody dorosły z ADHD (wbrew pozorom)

Ja: takie sobie coś ;)

Post 06-11-2011 21:35

Tekst robi wrażenie :OK:
Faktycznie, wychowywanie - dla dobra wszystkich - często przypomina prawie tresurę :lol:

Zastanawia mnie tylko :hmmm:
Nie warto rozklejać się przy dziecku, płakać, okazywać swoje niezdecydowanie.

Akurat temat okazywania emocji był często omawiany ze mną przy problemach Nika. Tłumaczono mi, że właśnie dla jego dobra, dla jego poznania/zrozumienia jego własnych emocji, rozpoznawania emocji u innych - wręcz nie wolno mi skrywać emocji. Kwestia tylko w tym, aby były adekwatne do sytuacji, nazwane i wytłumaczone.
Obrazek
mama super syna - KĄT-owicza z ADHD, dysgrafią... i pasją

Jerzy Liebiert
Uczyniwszy na wieki wybór// w każdej chwili wybierać muszę... Jeździec

Uczę się ciebie człowieku.//Powoli się uczę, powoli.//Od tego uczenia trudnego//Raduje się serce i boli. *** (Uczę się ciebie, człowieku...)

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 06-11-2011 22:11

anka-niko pisze:Tekst robi wrażenie :OK:
Dziękuję :)

anka-niko pisze:Zastanawia mnie tylko :hmmm:
Nie warto rozklejać się przy dziecku, płakać, okazywać swoje niezdecydowanie.

Akurat temat okazywania emocji był często omawiany ze mną przy problemach Nika. Tłumaczono mi, że właśnie dla jego dobra, dla jego poznania/zrozumienia jego własnych emocji, rozpoznawania emocji u innych - wręcz nie wolno mi skrywać emocji.
Moim zdaniem trzeba znaleźć złoty środek. Z jednej strony chodzi o to, aby dziecko było przekonane, że może się podporządkować silnemu psychicznie rodzicowi, a z drugiej - nauczyć je okazywania emocji.

Tak więc można przyjąć zasadę, żeby okazywać emocje, ale z pewnymi wyjątkami.
Po pierwsze, unikać okazywania specyficznych rodzajów emocji - takich, które prowokują dziecko do przejęcia władzy, jak bezradność. Inne można pokazywać bez przeszkód.
Po drugie, jeśli mamy dziecko, które ma dobrze poukładaną hierarchię w rodzinie, to od czasu do czasu okazanie przy nim nawet emocji "prowokującej do przejęcia władzy" w niczym nie zaszkodzi. Ale jeśli mamy problem z dominującym dzieckiem, to moim zdaniem do czasu poukładania hierarchii trzeba się powstrzymać przed okazywaniem jakiejkolwiek słabości.
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

marion

Wsparcie

Posty: 330


Rejestracja:
27-05-2011 16:54

Post 07-11-2011 11:40

Uważam artykuł za bardzo dobry. :OK:
Zachęca mnie, że nie tylko ja miałam odczucia jako nieudolna matka, a przecież tyle włożyłam i tak się starałam. Można zmienić tę passę.
Dopiero po jakimś długim czasie stwierdziłam, że moje nastawienie do dzieci było rozbijające ich jak i nas. Moja koncentracja była tylko i wyłącznie związana ze spełnianiem dziecka potrzeb. Nie liczył sie nikt poza nimi.
Uważałam, że ja i mąż jesteśmy głównie po to, aby im nieba przychylić. Nie liczyło się moje zmęczenie, moje radości i relaksacja bo cieszyło mnie to co dzieci zwykle cieszy ( w szczególności pierworodny był tym obdarowany).
Byłam wkurzona, że mąż nie widzi takiego samego powołania jak ja. :(

Dopiero jak przeżyłam szok podczas wizyty u nas na obiedzie bardzo miłych nam przyjaciół (mający bardzo mocne nawet czasem surowe, chrześcijańskie zasady wychowawcze) zaczęłam się zastanawiać jak zmienić domowe bardzo już utarte, ale niewłaściwe rytuały. To stało sie jak stawiałam wazę z potrawami na stół. Mieliśmy rozpocząć nakładanie na talerze, a moje dzieci jak zwykle domagały się obsługi jako pierwsi :hmmm: . Zawsze ulegająca temu naciskowi obsługiwałam ich jako pierwszych dla świętego spokoju. A teraz mój znajomy, widząc moje zakłopotanie wziął mi po prostu wazę z rąk i powiedział stanowczo po męsku -"dzieci! najpierw tata i goście, a wy grzecznie czekajcie". Kamień spadł mi z serca, że przeszło to tak gładko, bo to byli nasi bliscy i jednocześnie zrozumiałam jakie jest też moje miejsce - to ja powinnam zadbać o właściwą hierarchię.
Poszukiwałam tego, a jakbym się ciągle z tym mijała. Nie potrafiłam odnaleźć klucza, w czym tkwi sedno.

Doskonale podzielam Dosi zdanie o dominowaniu a głównie o jej potrzebie.
Ja jako osoba szukająca bardzo dużego wsparcia z Biblii nie wykluczam tzw. wymierzania nawet kar cielesnych (tu duże wsparcie w wychowaniu miałam ze strony literatury Dobsona -"Zasady nie są dla tchórzy"), ale tak naprawdę nie korzystałam z nich bo przecież to moje dziecko takie wrażliwe. Mąż zwykle działał za bardzo impulsywnie więc atomatycznie wkraczałam rozdzielając siły. Strasznie męczące :(
Wypaliłam się.
Teraz podglądając innych nawet tego mojego kolegę w pracy zauważyłam, że mogę też powiedzieć dziecku NIE i to dla jego dobra. Odważyłam się na zmiany jak zobaczyłam bardzo precyzyjne i "docelowe" działanie, na jakie wskazywała Dosia (jakoś tak stała się moim mentorem) spokojny ton Żony Dreptaka oraz sympatyczny i ciekawy styl pióra samego Admina i innych przyjaźnie nastawionych osób.
Uważam artykuł za bardzo :OK: cool.

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 07-11-2011 14:55

marion pisze:Mieliśmy rozpocząć nakładanie na talerze, a moje dzieci jak zwykle domagały się obsługi jako pierwsi :hmmm: . Zawsze ulegająca temu naciskowi obsługiwałam ich jako pierwszych dla świętego spokoju. A teraz mój znajomy, widząc moje zakłopotanie wziął mi po prostu wazę z rąk i powiedział stanowczo po męsku -"dzieci! najpierw tata i goście, a wy grzecznie czekajcie".
Ja też pamiętam, kiedy zmieniliśmy zwyczaje przy stole. ;) Pewnego dnia po prostu podałam talerz najpierw mężowi. Najmłodszy zapytał "Czemu najpierw tacie?", a ja odpowiedziałam: "Takie są zasady. Jedzenie się podaje w kolejności starszeństwa. Jak będziesz głową rodziny, będziesz jadł jako pierwszy." Jakoś to przełknął, a mąż mało z krzesła nie spadł ze zdziwienia, ale się nie odezwał. Starszy syn po cichu ucieszył się, że dostał jedzenie przed najmłodszym. Ja odetchnęłam z ulgą i od tej pory zawsze starałam się pilnować odpowiedniej kolejności i nigdy już na ten temat nie było dyskusji. Przy pisaniu artykułu postanowiłam sprawdzić, jak tę sytuację pamięta najmłodszy, więc go zapytałam, czy wie, jaka kolejność jedzenia jest w naszym domu i czy pamięta od kiedy? Powiedział: "Od zawsze ja dostaję na końcu, nawet za bratem i zawsze mnie to wścieka.". Nie pamięta, że to się zmieniło w jeden dzień. :D I nie zauważyłam, żeby się kiedykolwiek na to rzeczywiście przy jedzeniu wściekał czy dyskutował. ;)

marion pisze: nie wykluczam tzw. wymierzania nawet kar cielesnych (tu duże wsparcie w wychowaniu miałam ze strony literatury Dobsona -"Zasady nie są dla tchórzy"), ale tak naprawdę nie korzystałam z nich bo przecież to moje dziecko takie wrażliwe.
Ja jestem stanowczo przeciwko biciu dzieci. Pomijając inne aspekty - na przykład, że bicie może dać przykład dziecku, które potem będzie w ten sam sposób rozwiązywało swoje konflikty - uderzenie dziecka, to nie jest wcale wyraz dominacji, tylko wyraz bezsilności rodzica. Bite dziecko najczęściej czuje, że właśnie doprowadziło rodzica do furii i czuje również, że w ten sposób okazało się silniejsze psychicznie od rodzica. Starszy niestety odczuł parę razy moją bezsilność na skórze, ale młodszy już nie zdążył i nigdy nie był uderzony.

marion pisze: Mąż zwykle działał za bardzo impulsywnie więc atomatycznie wkraczałam rozdzielając siły. Strasznie męczące :(
Wypaliłam się.
Takie wkraczanie w trakcie karania dziecka przez męża jest bardzo niebezpieczne, bo podważa autorytet ojca w oczach dziecka, a więc jest bardziej krzywdzące dla dziecka, niż samo bicie. Można i trzeba porozmawiać z mężem potem lub przedtem, ale nigdy w trakcie, przy dziecku.

marion pisze: Teraz podglądając innych nawet tego mojego kolegę w pracy zauważyłam, że mogę też powiedzieć dziecku NIE i to dla jego dobra.
Właśnie o to chodzi. :OK:


marion pisze:Uważam artykuł za bardzo :OK: cool.
Dziękuję :D
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

katarynka

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 113


Rejestracja:
27-03-2007 08:26

Lokalizacja: dolnośląskie/Jelenia Góra

Dzieci: Paweł, 14 lat, zmiana diagnozy na ZA , pierwsza klasa Gimnazjum

Post 07-11-2011 14:58

I ja odnajduję w artykule Dosi siebie. I dziś przyznaję - pomieszałam swoją postawą wychowawczą całkowicie role w rodzinie. Chęć wychowania syna tak, aby być z nim w dobrym kontakcie, spowodowała, że i ja chciałam mu zawsze i wszędzie nieba przychylić. Nie byłam konsekwentna, nie potrafiłam mówić nie. Choć wydawało mi się, że potrafię. Starałam się zrozumiec potrzeby mojego dziecka, kosztem samej siebie i mojej relacji z mężem. Znam to, co opisuje Marion. Wkraczanie do akcji pomiędzy ojca i syna. Zawsze czułam, że mój syn jest taki biedny i pokrzywdzony. Nie potrafiłam stawiać zdrowych granic. W pewnym sensie sprawiło to, że w jakimś stopniu zawiązałam z synem sojusz przeciwko mężowi. Nie oficjalny, ale taki czający się pod "powierzchnią". :hmmm:

Uświadomiłam to sobie całkiem niedawno - mimo, iż na tym forum jestem już parę dobrych lat, zaliczyłam jeden obóz. :glawa w sciane:
Dosiu, twój artykuł to dla mnie strzał w dziesiatke. :OK:

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13311


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 07-11-2011 15:32

Dosiu, proponuję następny artykuł na temat roli szefa w firmie.
To jest ten sam schemat a wielu ludzi nie rozumie zależności. Najgorzej, jak szef nie umie być szefem...

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 07-11-2011 15:42

Cześć Katarynko, jak miło Cię widzieć :OK: Zawsze ten Twój avatarek tak sympatycznie mi się kojarzy z Wami. :D

katarynka pisze:Znam to, co opisuje Marion. Wkraczanie do akcji pomiędzy ojca i syna.
Powiedziałam, że nigdy tak nie wolno robić, ale wcale nie powiedziałam, że tego nie znam, chociaż na pewno wolałabym, żeby tak było. :( Też zrozumiałam to bardzo późno. :( Ale nie ma co rozpamiętywać błędów, ważne jak postępujemy teraz :OK:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 07-11-2011 15:54

dreptak pisze:Dosiu, proponuję następny artykuł na temat roli szefa w firmie.
To jest ten sam schemat a wielu ludzi nie rozumie zależności. Najgorzej, jak szef nie umie być szefem...
Zostawię Tobie ten temat. :) Byłam szefem, który chciał być przyjacielem wszystkich - jeszcze zanim poznałam mechanizmy dominacji. Faktycznie, byłam w tym beznadziejna i nie wiedziałam, dlaczego. Ale nigdy nie miałam okazji się przekonać, czy już teraz byłabym lepszym szefem i mam nadzieję, że nie będę jej miała. Charakter mi się nie zmienił, tylko uzyskałam pewną świadomość. Nadal chciałabym, aby wszyscy ludzie byli partnerami, tyle że teraz wiem, że moje chcenie jakoś dziwnie nie wpływa na mechanizmy rządzące ludźmi. :wink:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

Tomaszek

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 4125


Rejestracja:
02-10-2007 20:57

Post 07-11-2011 18:13

Cholera, od wczorajszego wieczora myślę jak by tu napisać co myślę, piszę sobie radośnie, naciskam "wyślij" a tu... ups. Coś się stało z internetem i strona niedostępna. I całe myślenie poszło w diabły. A uwierzcie mi, że nie jest to czynność, która przychodzi mi łatwo.

No ale nic to. Porażka to moje drugie ja więc dam sobie jakoś ze sobą radę.

Artykuł mi się podoba. W zasadzie to ze wszystkim się zgadzam. Jedyne czego brakuje to określenia granic dominacji dla dorosłych. Wiecie, taki sposób to łatwa metoda na usprawiedliwienie dla dorosłych dla ich błędów. W zasadzie dorosłemu wszystko wolno bo wszystko da się podciągnąć pod "realizowanie dominacji". W krańcowych przypadkach dorosły może zacząć dominować fizycznie. Dominacja psychiczna może doprowadzić do obniżenia samooceny, depresji itd. W końcu dzieciak może przecież w końcu zrozumieć, że nie ma nic do gadania.

To tak w ramach ostrzeżenia i samokontroli przy dominacji. Może dobrze jest ustalić między rodzicami zasady i granice takich działań, może tak, żeby nawzajem się kontrolowali. Bo wiecie władza, nawet taka najprostsza, nad własnym dzieckiem, potrafi zaślepić i ogłupić. Może dlatego warto czasem pilnując, żeby nie dać się wciągnąć w niepotrzebną dyskusję, jednak trochę posłuchać. Oczywiście dziecka, nie pieska. :D

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 07-11-2011 19:36

Tomaszek pisze: Jedyne czego brakuje to określenia granic dominacji dla dorosłych. Wiecie, taki sposób to łatwa metoda na usprawiedliwienie dla dorosłych dla ich błędów. W zasadzie dorosłemu wszystko wolno bo wszystko da się podciągnąć pod "realizowanie dominacji". W krańcowych przypadkach dorosły może zacząć dominować fizycznie. Dominacja psychiczna może doprowadzić do obniżenia samooceny, depresji itd. W końcu dzieciak może przecież w końcu zrozumieć, że nie ma nic do gadania
No tak, masz rację, że lepiej nad tym się głęboko zastanowić, zanim zaślepi nas poczucie władzy albo złość na dziecko. Skoro już zaczęłam dyskusję o dominacji, to chętnie podzielę się z Wami tym, jaka jest moja granica dominacji, bo to mam przemyślane i przećwiczone.

Opowiadam się najchętniej za dominacją bez jakiejkolwiek przemocy. Opisywałam już, jakie proste zachowania rodzica mogą pomóc w ustaleniu właściwej hierarchii w domu:
Dosia pisze:sposób mówienia, mina, postawa ciała, sposób patrzenia w oczy, reakcja na żądania dziecka, właściwa kolejność przy przechodzeniu przez drzwi, podawaniu obiadu oraz cierpliwość w egzekwowaniu swoich postanowień. Nie warto rozklejać się przy dziecku, płakać, okazywać swoje niezdecydowanie. Nie warto ulegać namowom dziecka, lepiej jest podejmować decyzje niezależne od zachcianek dziecka lub odwlec takie decyzje do czasu, aż ono przestanie nalegać wyłącznie po to, żeby pokazać, kto rządzi.

I to jest właśnie, według mnie, najlepszy sposób okazywania dziecku dominacji.

Nie napisałam o tym, w jaki sposób rodzic może przeprowadzać swoją wolę, gdy dziecko się buntuje i odmawia współpracy, bo to jest temat mojego następnego artykułu. W skrócie - można nad tym pracować zabierając dziecku przywileje aż do czasu wypełnienia polecenia. To tylko brzmi śmiesznie - w praktyce działa całkiem dobrze :OK: Mówiąc szczerze, w stosunku do własnych dzieci nigdy nie potrzebowałam stosować niczego ponad taką dominację bez przemocy.

Ale byłam również w sytuacjach, kiedy jednak musiałam użyć przemocy w stosunku do dzieci, które były pod moją opieką. Jedyną formą przemocy dorosłego, którą uznaję za dopuszczalną - jest przytrzymanie dziecka. Polega unieruchomieniu rąk (czasami również nóg) dziecka. Powinno to być w miarę możliwości delikatne, ale dostosowane do zachowania dziecka, tak żeby nie dać się zaskoczyć i uniemożliwić dziecku wyswobodzenie się. Stosuję ją tylko gdy dziecko jest agresywne (bije mnie, siebie lub kogoś innego) i puszczam je natychmiast, kiedy pokaże, że jest już spokojne poprzez powolne i spokojne policzenie do 10-ciu. Niektóre dzieci dominujące w takiej sytuacji długo i zaciekle walczą, usiłując bić, kopać, pluć, gryźć, krzyczeć, szydzić, obrażać, kląć. Uważają liczenie za formę poddania się i bronią się przed tym zaciekle. Dorosły musi być na to wszystko przygotowany, reagując tylko na tyle, aby zablokować dziecku możliwość skrzywdzenia kogokolwiek, z szalejącym dzieckiem włącznie. ;) Nie powiem, żeby to było łatwe i wątpię, żeby ktoś potrafił to skutecznie zastosować bez praktycznego treningu na terapii (czy obozie terapeutycznym).

Nie uznaję jednak przemocy w jakiejkolwiek innej postaci. Myślę, że bicie, krzyczenie, obrażanie, poniżanie i straszenie dziecka jest poniżej godności dorosłego i świadczy o słabości dorosłego, a nie o jego sile. To jest przemoc, która moim zdaniem nigdy nie może zdziałać niczego dobrego. Co oczywiście nie znaczy, że jestem święta i nigdy nie uderzyłam ani nie krzyknęłam na dziecko. :( Bywało, że biłam, gdy czułam się bezradna. Ale śmiało mogę powiedzieć, że od 8-9 lat nie zdarzyła mi się już taka wpadka. Ostatnią, którą pamiętam, to przy walce z papierosami w młodszych klasach gimnazjum starszego. :( No i oczywiście czasami krzyknę. Za każdym razem, kiedy ochłonę, wiem, że mogło się bez tego krzyku obejść.

Tomaszek pisze: Może dlatego warto czasem pilnując, żeby nie dać się wciągnąć w niepotrzebną dyskusję, jednak trochę posłuchać. Oczywiście dziecka, nie pieska. :D
Bardzo słuszna uwaga. Słuchanie i wzmacnianie poczucia własnej wartości dziecka jest bardzo ważne. :OK: Ważna jest rozmowa z dzieckiem, bardzo cenne jest też liczenie się z jego zdaniem. Chodzi mi tylko o to, żeby nie każda zachcianka dziecka była spełniona, a przynajmniej nie natychmiast, jak dziecko zażąda. ;)

Trzeba wciąż uważać, żeby nie przegiąć w drugą stronę i nie stać się automatem do dominowania dziecka, chociaż myślę, że kobietom raczej trudniej jest dominować, niż przesadzać z dominacją :wink:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

irena

Awatar użytkownika

Żelazna baba/super rodzic

Posty: 3423


Rejestracja:
07-10-2005 21:20

Lokalizacja: Szczecin

Dzieci: syn 27 lata, syn 26 lat-ADHD, córka 23 lata- ZA, córka 22lata

Ja: Tylko zakręcona, mąż ZA

Post 07-11-2011 20:01

Kurcze od wczoraj Dosia myślę nad twoim artykułem.
Całkiem proste prawdy podałaś jak na talerzu. :jestes_wielki: :jestes_wielki:

Beata

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 5000


Rejestracja:
08-06-2006 07:21

Lokalizacja: Warszawa

Post 07-11-2011 20:08

Właśnie. Proste rzeczy, zdawałoby się oczywiste, z punktu widzenia biologii, a jakie odkrywcze w przypadku relacji rodzic - dziecko.
O ile mniej byłoby problemów z zachowaniem, konfliktów małżeńskich, jeśliby każdy, na starcie miał tego pełną świadomość.

Bardzo dobrze, że o tym napisałaś, być może ułatwi to wychowywanie swoich latorośli wielu rodzicom.
Oby tylko chcieli skorzystać. ;)

Tylko dlaczego dominator jest ponury? Jakoś mi to określenie wcale do Ciebie nie pasuje. :mrgreen:

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 07-11-2011 20:23

Beata pisze:Tylko dlaczego dominator jest ponury?
Bo tak właśnie kojarzy mi się dominator. :wink:

Artykuł powstał dzięki konstruktywnej rozmowie z Anchen. :jestes_wielki: Nie miałam tego wszystkiego tak dokładnie poukładanego, dopóki jej się nie zaczęłam tłumaczyć z tego, dlaczego uważam, że dziecko bezwzględnie potrzebuje podporządkowania się rodzicowi. Przed rozmową z Anchen miałam takie poglądy, ale niezbyt dokładnie sobie uświadamiałam, skąd jestem ich tak pewna. No a "ponury dominator" to określenie, które sobie "kupiłam" od Anchen :OK:

Pewnie chcesz też wiedzieć, dlaczego młodzi gniewni będą kiedyś starzy wkurzeni? :taniec:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

Beata

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 5000


Rejestracja:
08-06-2006 07:21

Lokalizacja: Warszawa

Post 07-11-2011 20:29

Już się nie mogę doczekać. :mrgreen:

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 07-11-2011 20:39

A to jest z kolei cytat "kupiony" od Dreptaczka. :D

Nie wiem, co oznacza w oryginale, ale dla mnie jest to skrót od wzniosłej myśli: "Młodzi gniewni będą kiedyś starzy wkurzeni, jeśli czegoś z tym my, rodzice nie zrobimy!"
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13311


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 07-11-2011 21:52

Co to znaczy "w oryginale"?

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 07-11-2011 22:09

To znaczy "w zamyśle Dreptaka" :)
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13311


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 07-11-2011 23:14

To znaczy, dobrze zgadłaś, co było w oryginale :)

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1392


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 08-11-2011 09:39

Dosia pisze:
Beata pisze:Tylko dlaczego dominator jest ponury?
Bo tak właśnie kojarzy mi się dominator. :wink:

Artykuł powstał dzięki konstruktywnej rozmowie z Anchen. :jestes_wielki: Nie miałam tego wszystkiego tak dokładnie poukładanego, dopóki jej się nie zaczęłam tłumaczyć z tego, dlaczego uważam, że dziecko bezwzględnie potrzebuje podporządkowania się rodzicowi. Przed rozmową z Anchen miałam takie poglądy, ale niezbyt dokładnie sobie uświadamiałam, skąd jestem ich tak pewna. No a "ponury dominator" to określenie, które sobie "kupiłam" od Anchen :OK:


A ja ukradłam od Sapkowskiego, który gdzieś nazwał wiedźmina "ponurym profesjonałem". Bardzo mi się spodobało to określenie, bo ono moim zdaniem nie odnosiło się do nastroju czy wyjątkowo wrednego charakteru delikwenta, ale raczej pokazywało, że pewne profesje czy zajęcia są naznaczone cieniem. Nie dlatego, że trzeba zabijać potwory albo - w przypadku felietonu Dosi - zamiatać dzieckiem posadzkę w kuchni, ale dlatego, że zakładają zmierzanie do doskonałości, która niekoniecznie jest cenna i celowa. Całkowity profesjonalizm albo całkowita dominacja są przerażające.

No i dlatego przemożnie mnie ten ponury profesjonał bawi. Sapkowski ma genialny słuch językowy.

Zastanawiałam się nad tym, co napisał Tomaszek. Dominację łatwo zamienić w tyranię i nie trzeba, jak sądzę, stosować w tym celu przemocy fizycznej czy bardzo oczywistych form przemocy psychicznej, np. wyśmiewania czy poniżania. Wystarczy zimny jaszczurczy wzrok i ton głosu.

Wydaje mi się, że dominacja nie jest niebezpieczna, jeśli stoi za nią miłość do dziecka i wyczulenie na jego dobro. Oczywiście jeśli dziecko gryzie dobermana sąsiadki, nie jest to moment na wygłaszanie ody do miłości, tylko trzeba szybko zdominować pociechę, zanim zdominuje ją czworonóg. Ale poza momentami kryzysowymi rozciąga się jeszcze całą połać codziennego życia, wspólnych zabaw, lektur, gotowania, wspólnych gier i oglądania ulubionych filmów, sprawiania sobie nawzajem przyjemności (i uczenia tego dzieci, bo przyjemności nie są jednokierunkowe), szacunku. I umiejętność słuchania się nawzajem, bo przeświadczenie, że rodzic zawsze wie lepiej i zawsze wskazuje kierunek, wydaje mi się nieco niebezpieczne.

Byłam dziewczęciem tak upiornie trudnym, że kiedy pomyślę o dorastaniu potworków, dostaję duszności ze strachu. Ale w dużym stopniu jestem tu, gdzie jestem, dzięki rozmowom z ojcem. Przegadaliśmy setki nocy, czasami to były bardzo trudne rozmowy, ale jego głos holował mnie przez mielizny dorastania. Miał dla mnie czas i uwagę, kiedy tego potrzebowałam, dużo optymizmu, umiejętność cieszenia się życiem oraz poczucie humoru, które pozwalało przetrwać. Wiedziałam, że jeśli zawołam o pomoc choćby z bardzo daleka, przyjedzie na białym koniu. Umiał pokazywać i objaśniać świat, wykonuję zresztą zawód, który wyrósł z jego fascynacji. Umiał również przyznać się do błędu i przeprosić, co - zabawne - nie nadszczerbiało jego autorytetu. A, podkreślam, dostał dziecko bardzo trudne i bardzo nietypowe, więc marzenie o Maryni Połanieckiej szybko legło w gruzach, zamiast tego miał trwające latami warsztaty z filozofii dialogu :)

Myślę, Tomaszku, że to jest ta zaginiona część obrazu. Dominacja nie załatwia wszystkiego.

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 08-11-2011 12:36

Oczywiście, że dominacja nie załatwia wszystkiego. Zgadzam się z Tobą, Anchen, że dominacja nie poparta miłością byłaby straszna.

Co więcej, uważam, że miłość rodziców jest podstawą wszystkiego w wychowaniu. Tyle, że o takich rzeczach chyba nie trzeba mówić rodzicom, którzy szukają na naszym forum pomocy dla swoich dzieci. Gdyby ci rodzice nie kochali swoich dzieci, raczej tutaj ich by nie było.

Artykułem chciałam zwrócić uwagę na dominację, która w wychowaniu nie jest dla wszystkich oczywista. Dla mnie kiedyś w każdym razie nie była, a teraz już jest i tym doświadczeniem chciałam się podzielić.

Nie chciałabym też sprawiać wrażenia, że moje dzieciństwo było w jakikolwiek sposób nieszczęśliwe, bo było akurat wręcz przeciwnie :) . Mój ojciec i matka w wielu aspektach pasują do nakreślonego przez Ciebie obrazu Twojego ojca, a szczególnie trafne w ich przypadku jest to porównanie z rycerzem na białym koniu. :OK: Do tej pory mnie wspierają, kiedy tylko uda im samym się znaleźć jakąkolwiek do tego możliwość, a jeśli już poproszę o cokolwiek, to staną na głowie, żeby mi tylko pomóc. :D Mówiąc o "dominującej" rodzinie chciałam opisać siebie i swoje odczucia jako nastolatki, która chciałaby wtedy być zawsze wysłuchana i traktowana jak dorosła. Wcale nie rozumiałam wtedy, jakie znaczenie w moim dzieciństwie miała dominacja, wydawało mi się wówczas, że była niepotrzebna i że była swego rodzaju cieniem na moim szczęśliwym dzieciństwie. Uważałam, że moi rodzice byliby jeszcze lepsi, gdyby traktowali mnie bardziej po partnersku i postanowiłam być właśnie takim "lepszym" rodzicem. A teraz, po wielu latach własnych doświadczeń i nauki doszłam do wniosku, że jednak mieli rację tak postępując, bo dzięki temu właśnie czułam się bezpieczna. Moja dominacja jest nieco inna, niż moich rodziców, nieco mniej "tradycyjna", ale jednak pomimo młodzieńczych buntów i postanowień przyznałam, że konieczna. :OK:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

Anchen

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 1392


Rejestracja:
11-02-2011 17:50

Dzieci: Jaś, 12 lat, ZA i Staś, 10 lat, NT

Post 08-11-2011 14:59

Wcale nie odczytałam w Twoim felietonie sugestii, że miałaś nieszczęśliwe dzieciństwo.

Ale przypomniałaś mi jeszcze o czymś, co jest swoistą przeciwwagą dla dominacji, a chodziło mi po głowie od czasu mojej kampanii przyspieszania księciunia, tylko nie mogłam skojarzyć, skąd to. Vladimir Nabokov popełnił piękny tomik (maleństwo to zupełne) wspomnień o swoim dzieciństwie, zatytułowany "Tamte brzegi". I pięknie pisze o zostawieniu dziecku przestrzeni indywidualności i wolności (między innymi pięknie pisze o swojej fascynacji motylami).

Streszczanie Nabokova to mord na literaturze, więc cisnę tylko cytatem o kąpieli:

"Drzwi te trzymałem na wpół uchylone i bawiłem się nimi spoglądając sennymi oczami na parę unoszącą się z przygotowanej wanny, na malowane okno za nią z dwoma rycerzami składającymi się z kolorowych prostokątów, na przedlinneuszowską ćmę tłukącą się o blachę odblaskową lampy naftowej, której żółte światło poprzez unoszącą się parę bajkowo oświetlało flotyllę w wannie - duży, miły pływający termometr w drewnianej oprawie z nawilgłym sznurem przeplecionym przez rączkę, celuloidowego łabędzia, łódeczkę, a w niej mnie z tristanowską harfą. Pochylając się z wysiedzianej deski przyciskałem czoło do niezwykle wygodnego kantu drzwi i lekko nimi w ten sposób poruszałem. Przenikał mnie na skroś rytm snu; kapał kran; bębniła ćma; mocno sprzęgając desenie dźwiękowe z wizualnymi wpierałem wzrok w linoleum w i schodkowym wzorze jego labiryntu odnajdywałem tarcze, chorągwie, blankowane mury i hełmy z profilu. Apeluję do wszystkich rodziców i wychowawców: nigdy nie mówcie dziecku "Pospiesz się!"."

Przyznam, szmatławo się czuję z powodu tego treningu szybkości. Krzyś zwykle zajmuje się rzeczami ważnymi. Myśli. Marzy. Planuje. A ja trywialnie - każę wiązać sznurowadła :)

Zamber

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 114


Rejestracja:
07-07-2008 19:04

Lokalizacja: Koszalin

Post 08-11-2011 20:20

Jako pierwszoplanowy odbiorca myślę, że mam prawo do rygorystycznej krytyki.

Dominacja jest złym określeniem. Tak jak wcześniej powiedziano bardziej kojarzy się z tyranią niż z zachowaniem zdrowych relacji rodzic-dziecko. Nie neguję siły wychowawczej, wręcz przeciwnie, zgadzam się z tezą odnośnie ustanowienia odpowiedniej hierarchii w rodzinie. Przemoc fizyczna bardzo łatwo wtapia się w wychowanie. Wiem bo widzę jak reaguję przy wychowaniu mniej niż rocznego kociaka. Łatwo jest mi złapać go za fraki, kiedy dobiera się za resztki. Oczywiście trudno jest wyegzekwować dominację w przypadku zwierząt bez użycia jakiegoś bodźca tego typu. Ważne jest by nie dawać się ponieść emocjom i nie krzywdzić a karcić. Różnica jest taka, że karcąc nie skłaniam się w stronę bezmyślnego czynienia krzywdy lecz ukierunkowanemu wykorzystaniu wyższości aby okazać co jest złe (zamiast bić kotka bez sensu łapię go za kark i zrzucam go ze stołu). Przy ludziach moim zdaniem działa to trochę inaczej. Kot zdaje sobie sprawę z tego, ze człowiek fizycznie jest silniejszy, dziecko niekoniecznie (zależy od wieku).

Jeżeli chcemy okazać dominację dziecku faktycznie lepiej jest się skłaniać do pasywnych technik. Zwierzęta radzą sobie z tym doskonale, ponieważ instynktownie potrafią ograniczyć siłę i wiedzą, kiedy karcą swojego dzieciaka a kiedy walczą o życie. W przypadku ludzi granice są zachwiane przez świadomość i wszelkie czynniki środowiskowe. Ostatnio oglądałem na TEDdzie prezentację neurobiologa, który mając dwójkę dzieci starał się zrozumieć dlaczego czasami w samochodzie obie jego pociechy mówiły na raz "bo on uderzył mnie mocniej". Wzrost siły wykorzystanej przy oddawaniu siły otrzymanej wzrastał ekspotencjonalnie (nie zamykał swoich dzieci w klatce, tylko zapraszał ochotników, którzy z wykorzystaniem palców naciskali przyciski, które działały na zasadzie koci koci łapki http://www.ted.com/talks/daniel_wolpert ... rains.html ). Efekty są dosyć łatwe do przewidzenia w przypadku relacji dorosły-dziecko.

Co do zwierząt rzecz jest ciekawa bo po prawie ciągłym kontakcie ze zwierzętami nie mam jakichkolwiek oporów nawet z tymi silniejszymi (konie :P) jeżeli chodzi o dominację. Chociaż tak naprawdę moim zdaniem jest to czysta walka pewności siebie bez wykorzystania siły. Będąc na wystawach nigdy nie miałem oporów przed głaskaniem zestresowanych psów. Nawet gdy takowy mnie ugryzł nie czułem strachu, tylko coś w rodzaju "czemu to zrobiłeś". Z wiarą w swoją dominację takim podejściem da się opanować każde udomowione zwierzę.

Dzieci do 7 lat powinny być traktowane tak samo bo identycznie reagują ponieważ dopiero wtedy zaczyna się formować jakiekolwiek pojęcie abstrakcji. Jeżeli dominacja opisana wcześniej utrzymuje się bez wybryków do 7 roku życia nie powinno być problemów z utrzymaniem dominacji. Oczywiście w przypadkach skrajnych przytrzymanie nie zaszkodzi ale to przecież jest tylko gest okazania dominacji a nie bezpośrednia przemoc.

Ględzę sam nie wiem o czym, czekam na komentarz :).
Mam matkę z ADD :)

"Uciekam, więc jestem. A raczej uciekam, więc przy odrobinie szczęścia nadal będę."
-- "Eryk", Terry Pratchett

matken

Awatar użytkownika

Wiedźma dyplomowana

Posty: 6996


Rejestracja:
22-11-2005 09:50

Lokalizacja: Zabrze

Dzieci: Krzysztof ZA (21,5), Jędrzej nie do końca NT (20), Kacper klon najst. (5 i 3/4)

Ja: tego nie wiadomo

Post 08-11-2011 20:46

Zamber pisze:Dzieci do 7 lat powinny być traktowane tak samo bo identycznie reagują ponieważ dopiero wtedy zaczyna się formować jakiekolwiek pojęcie absakcji. Jeżeli dominacja opisana wcześniej utrzymuje się bez wybryków do 7 roku życia nie wowinno być problemów z utrzymaniem dominacji.
Pod warunkiem, że rodzic jest tego świadom od samego początku procesu wychowawczego, a o to raczej ciężkawo. Myślę, że wiele/wielu z nas popełniło grzech łagodności w stosunku do swojego dziecka/dzieci :hmmm: No, a wtedy czasem trzeba... na przykład przytrzymać. Ja nigdy nie musiałam, nie spotkała mnie agresja ze strony synów.
Zamber pisze: Oczywiście w przpadkach skrajnych przytrzymanie nie zaszkodzi ale to przeicież jest tylko gest okazania dominacji a nie bezpośrednia przemoc.
Wiemy, że to tylko gest :wink:
Stowarzyszenie Akceptacja Gliwice
Klub Rodziców Autyzm HELP Fundacji JiM

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 09-11-2011 01:22

Dziękuję, że przeczytałeś Zamberku [smilie=heart fill with love.gif]

Zamber pisze:Jako pierwszoplanowy odbiorca myślę, że mam prawo do rygorystycznej krytyki.
Do krytyki każdy ma takie same prawo. :) Jako pierwszoplanowy "odbiorca" natomiast mógłbyś wypowiedzieć się, czy zauważyłeś zmiany naszych relacji, a jeśli tak, to jaki wpływ na Ciebie te zmiany miały. :D

Zamber pisze:Dominacja jest złym określeniem.
Możliwe. Jakie byłoby lepsze?


Zamber pisze:Co do zwierząt rzecz jest ciekawa bo po prawie ciągłym kontakcie ze zwierzętami nie mam jakichkolwiek oporów nawet z tymi silniejszymi (konie :P) jeżeli chodzi o dominację. Chociaż tak naprawdę moim zdaniem jest to czysta walka pewności siebie bez wykorzystania siły. Będąc na wystawach nigdy nie miałem oporów przed głaskaniem zestresowanych psów. Nawet gdy takowy mnie ugryzł nie czułem strachu, tylko coś w rodzaju "czemu to zrobiłeś". Z wiarą w swoją dominację takim podejściem da się opanować każde udomowione zwierzę.

Dzieci do 7 lat powinny być traktowane tak samo
Czyli rozumiem, że do lat 7 ma być to "walka pewności siebie". A jak Twoim zdaniem powinny być traktowane powyżej 7 lat?

Zamber pisze: ponieważ dopiero wtedy zaczyna się formować jakiekolwiek pojęcie abstrakcji.
Jakie to ma znaczenie? Moim zdaniem dziecko poddaje się regułom dominacji niezależnie od tego, czy je rozumie, czy nie. Nie ma więc znaczenia, czy rozumie pojęcia abstrakcyjne, czy nie.
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

Tomaszek

Awatar użytkownika

Wsparcie

Posty: 4125


Rejestracja:
02-10-2007 20:57

Post 09-11-2011 23:49

Anchen pisze:Krzyś zwykle zajmuje się rzeczami ważnymi. Myśli. Marzy. Planuje. A ja trywialnie - każę wiązać sznurowadła :)


Nie robisz nic złego, ćwiczysz podstawy bo taka jest rola rodzica - nauczyć tego co w życiu niezbędne, reszta to bonus od losu.
Ideałem oczywiście byłoby doprowadzić do sytuacji gdy dziecko myśli, marzy, knuje, analizuje, rozpatruje, roztrząsa, komentuje, drapie się po tyłku w trakcie wiązania sznurowadeł. Ale takie cuda się nie zdarzają.
I tu musi wejść dominator, dziecku nie zależy na tym, żeby sznurowadła były zawiązane, naturalne konsekwencje w postaci wygrzmocenia się na glebę też nie robią wrażenia. Trzeba niestety zarządzić i pogodzić się ze smutną myślą, że zostaje się uznanym za tępą wersję czepialskiego smutasa z epoki neolitu.

Taka wredna rola rodzica, co zrobić... też nie jestem nią zachwycony.

anka-niko

Awatar użytkownika

Wsparcie i Łowca Talentów

Posty: 8543


Rejestracja:
27-04-2008 16:50

Lokalizacja: warszawa, Żoliborz

Dzieci: młody dorosły z ADHD (wbrew pozorom)

Ja: takie sobie coś ;)

Post 28-11-2011 08:53

Dosiu, żeby nie było, że tekst tylko do przeczytania: wczoraj bardzo się przydał do ustawienia pewnego młodego człowieka w relacji z rodzicem. Powrót do dominacji rodzica - poskutkował :OK:

Niby wiemy, ale czasami warto sobie to "znane" przypomnieć :D
Obrazek
mama super syna - KĄT-owicza z ADHD, dysgrafią... i pasją

Jerzy Liebiert
Uczyniwszy na wieki wybór// w każdej chwili wybierać muszę... Jeździec

Uczę się ciebie człowieku.//Powoli się uczę, powoli.//Od tego uczenia trudnego//Raduje się serce i boli. *** (Uczę się ciebie, człowieku...)

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 01-12-2011 22:11

anka-niko pisze:Dosiu, żeby nie było, że tekst tylko do przeczytania: wczoraj bardzo się przydał do ustawienia pewnego młodego człowieka w relacji z rodzicem. Powrót do dominacji rodzica - poskutkował :OK:

Niby wiemy, ale czasami warto sobie to "znane" przypomnieć :D
Miło się dowiedzieć, że się przydało to przypomnieć, dzięki Aniu :OK:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

irena

Awatar użytkownika

Żelazna baba/super rodzic

Posty: 3423


Rejestracja:
07-10-2005 21:20

Lokalizacja: Szczecin

Dzieci: syn 27 lata, syn 26 lat-ADHD, córka 23 lata- ZA, córka 22lata

Ja: Tylko zakręcona, mąż ZA

Post 02-12-2011 07:33

To ani chybi padło morowe powietrze, na młodych ludzi.
U mnie też, na to wychodzi, włączył się ponury dominator. Chyba myślałam, że człowiek duży jest i sam se jakieś granice wyznaczy :? . Szczerze nie wiem co myślałam, albo i nie myślałam.
Na szczęście w odpowiednim momencie przypomniał mi się artykuł Dosi, granice jasno zostały przywrócone, spokój wrócił w domowe pielesze :D .
I ja podziękuje Dosiu, widzisz bardzo potrzebny był twój artykuł.

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 03-12-2011 18:24

Dziękuję. :D
U mnie na razie wszystko poukładane. :OK: Pewnie przez te obiadki w odpowiedniej kolejności :D
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

anka-niko

Awatar użytkownika

Wsparcie i Łowca Talentów

Posty: 8543


Rejestracja:
27-04-2008 16:50

Lokalizacja: warszawa, Żoliborz

Dzieci: młody dorosły z ADHD (wbrew pozorom)

Ja: takie sobie coś ;)

Post 06-03-2012 09:24

Wczoraj w nocy niechcący zaczęłam oglądać, ale jak zaczęłam, to już obejrzałam do końca, film Pręgi... To drastyczne pokazanie co się dzieje z dorosłymi, którzy jako dzieci doświadczyli przemocy fizycznej.
Obrazek
mama super syna - KĄT-owicza z ADHD, dysgrafią... i pasją

Jerzy Liebiert
Uczyniwszy na wieki wybór// w każdej chwili wybierać muszę... Jeździec

Uczę się ciebie człowieku.//Powoli się uczę, powoli.//Od tego uczenia trudnego//Raduje się serce i boli. *** (Uczę się ciebie, człowieku...)

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 22-08-2012 00:21

Zaufanie i domowa dominacja

Post przeniesiony z wątku "Kino - o co chodzi?":

patik pisze: Skoro w wielu sytuacjach okazało się,że Mama ma rację - i to moje dziecię przyznaje - dlaczego w sytuacji, w której nie ma czasu lub możliwości przetłumaczenia - po prostu nie robi tego o co go ten "autorytet" prosi lub mu każe?
Bo on świadomie przyzna Ci rację. Całkiem szczerze. Tyle, że w chwilach zagrożenia on nie myśli, tylko działa. A działa podświadomość. Twój syn nie panuje (nie tylko on - nikt z nas nie panuje) nad przekonaniami swojej podświadomości. A jego podświadomość wie, że skoro on na przykład ma Twoją uwagę na każdy jego gwizdek i dajesz mu pierwszemu jeść, to znaczy, że Ty sama uważasz go za mądrzejszego/ważniejszego niż Ty, z czego już bardzo prosty jest wniosek, że w relacji z Tobą może ufać tylko sobie, żeby chronić Was obojga... Dlatego właśnie rozmowy z dzieckiem o zaufaniu nie dają pozytywnego skutku. Zamiast rozmawiać postaraj się przekonać (czynem a nie słowami!) jego podświadomość, kto jest szefem. On musi to czuć, a nie wiedzieć.

Pracując w wakacje z dziećmi doszłam do jeszcze innego ważnego wniosku na temat hierarchii w domu. Nie sama - obserwując pracę Halinki z dzieckiem. Odkryła nową dla mnie, genialną rzecz na ten temat. Ważne są nie tylko gesty świadczące o dominacji, ale również gesty "ochraniające" - one też doskonale budują hierarchię i to w taki znacznie łatwiejszy dla serca każdej matki i ojca sposób. :) Jak dojrzeje to we mnie, jak dokładniej mogłabym opisać, co mam na myśli to może napiszę II część ponurego dominatora. ;) Na razie jednak nie mam pomysłu jak to zrobić, bo zbyt podobny do tych "gestów ochraniających" jest "klosz", który jest, jak wiadomo, bardzo szkodliwy.
Ostatnio zmieniony 22-08-2012 13:32 przez Dosia, łącznie zmieniany 2 razy
Powód: Post przeniesiony z wątku "Kino - o co chodzi?"
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

patik

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 179


Rejestracja:
01-08-2012 14:49

Dzieci: Bliźnięta 10 lat - pierwszy prawdopodobnie ZA, drugi raczej norma

Post 22-08-2012 05:11

Zaufanie i domowa dominacja

Dosiu - dziękuję, dużo mi wytłumaczyłaś (a zajęło Ci to dwa dobre zdania, wow!).
Przemyśliwuję sobie tego ponurego dominatora i jestem na etapie, że koncept przyjety, zrozumiany co do zasady, ale utknęłam na przykładach zachowań. Jedzenie - ok, to wydaje się łatwe do ogarnięcia (faktycznie ja i Babcia zawsze najpierw karmimy chłopaków - ich Tata zwykle karmi się pierwszy sam). Zapotrzebowanie chłopców na kontakt "tu i teraz" - trudniejsze do opanowania, ale wiem o co chodzi (np."teraz czytam gazetę, jak skończę porozmawiamy" - przykład z wczoraj). Bez nadmiernych dyskusji i dawania się przekonać "dla świętego spokoju" gdy czegoś odmawiam - ciężko nie dać się wkręcić, bo łotry są inteligentne i potrafią mnie przekonać do zmiany zdania (nie płaczem i krzykiem itd. - ale argumentują zwykle logicznie).
Nie podpowiedziałabyś jeszcze kilku? I czy mam rozumieć, że ta hierarchia domowa ma szansę przełożyć się na szkołę - czy szkoła musi sobie to wypracować od nowa?

To chyba już nie jest wątek o kinie...
Może są jacyś nowi na forum, którym przyda się ponowne przerobienie tego tematu - a od artykułu Dosi minęło kilka chwil. Widać, że i Dosia ma nowe przemyślenia...
Od zawsze wiedziałam, że mój synek jest INNY. 21 sierpnia 2012 potwierdziło się, że to AS i jak każdy AS wyprzedza swoje czasy, bo AS to ewolucyjnie człowiek XXII wieku. I tego się będę trzymać!

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 22-08-2012 15:17

Masz rację patik, przeniosłam kawałek dyskusji.

patik pisze:Jedzenie - ok, to wydaje się łatwe do ogarnięcia (faktycznie ja i Babcia zawsze najpierw karmimy chłopaków - ich Tata zwykle karmi się pierwszy sam).
W Twoim domu to Babcia powinna dostać jedzenie najpierw, potem tata, Ty (lub Ty i tata) i dopiero potem chłopcy. To rzeczywiście wydaje się proste do ogarnięcia, ale takie nie jest, szczególnie kiedy dorośli podają do stołu i każdy zaczyna jeść wtedy, kiedy dostanie jedzenie. ;) Bo tak naprawdę powinno być tak, że wszyscy czekają, aż mama poda (w odpowiedniej kolejności) i dopiero zaczynają jeść... Ale na początek wystarczy zmiana kolejności podawania (i tak będzie burzenie się - wystarczy krótkie wyjaśnienie, że zasadą przy stole jest, że podaje się w kolejności starszeństwa).
Najprościej to zorganizować, dając na stół miski/wazy, z których każdy może sobie wziąć (wtedy tylko zupa w odpowiedniej kolejności - a reszta zależna od tempa jedzenia). Ale przy codziennych obiadach nie jest to zbyt wygodne, bo potem jest więcej mycia.

patik pisze: Zapotrzebowanie chłopców na kontakt "tu i teraz" - trudniejsze do opanowania, ale wiem o co chodzi (np."teraz czytam gazetę, jak skończę porozmawiamy" - przykład z wczoraj). Bez nadmiernych dyskusji i dawania się przekonać "dla świętego spokoju" gdy czegoś odmawiam - ciężko nie dać się wkręcić, bo łotry są inteligentne i potrafią mnie przekonać do zmiany zdania (nie płaczem i krzykiem itd. - ale argumentują zwykle logicznie).
To nie musi być aż tak ściśle przestrzegane, jak kolejność jedzenia. Można czasami dać dzieciom uwagę od razu, ale w miarę rzadko - tylko w istotnych dla Ciebie sprawach lub oczywiście gdy wyczuwasz, że dziecko potrzebuje natychmiastowej pomocy. Ale dzieci (poza sytuacjami, gdy udzielasz im pomocy i wsparcia) powinny być zawsze przekonane, że dajesz im uwagę dla własnej przyjemności, bo tak chcesz a nie dlatego, żeby im zrobić przyjemność albo że przekonały Cię do tego, czy dlatego, że masz akurat czas. I - jeśli tylko się da - unikaj tłumaczenia się przed nimi, czemu. W powyższym Twoim przykładzie najlepiej byłoby "Teraz nie, za jakieś 10 minut porozmawiamy. W tym czasie poproszę o ciszę i nieprzerywanie." Jeśli dziecko przez 9 minut wytrzyma bez przerywania Ci, to najlepiej byłoby, gdybyś sama do niego przyszła (zanim on przyjdzie przypominać), pochwaliła że spokojnie poczekał i porozmawiała z nim "teraz chętnie Cię wysłucham".
No i najtrudniejsze - jeśli dziecko dyskutuje, przekonuje, przerywa, to trzeba to natychmiast ucinać: "Czy jest to sprawa, która na pewno nie może poczekać 10 minut"? Jeśli dziecko oceni, że tak, a Ty wysłuchasz wstępu i ocenisz, że nie - informujesz go o tym: "To mogło poczekać nawet godzinę. Wobec tego za godzinę o tym porozmawiamy".

patik pisze: Nie podpowiedziałabyś jeszcze kilku?

  1. W artykule chyba wspominałam jeszcze o kolejności przechodzenia przez wąskie przejścia, przez schody (zawsze dorosły przechodzi pierwszy - jeśli dziecko wepchało się jako pierwsze, to trzeba go skłonić do wycofania się). To jest najłatwiejsze - można wytłumaczyć chłopakom względami kulturowymi ("Panie i starsi przodem").
  2. Podobnie w czasie spacerów i wycieczek - prowadzi dorosły, zatrzymując się natychmiast i wycofując dziecko, gdy wyprzedza. Zawsze to dziecko powinno się pilnować dorosłego, który idzie przed nim, a nie odwrotnie. Gdy dziecko się nie stosuje, to musi iść za rękę przez określony z góry czas (naturalna konsekwencja). Zabawa w "dziecko prowadzi" nie jest dobrym pomysłem - chyba, że bardzo rzadko, zainicjowana przez rodziców i tylko u dzieci z już bardzo dobrze poukładaną hierarchią.
  3. Konsekwencja - można i warto uzgadniać różne rzeczy z dziećmi (dając im ograniczony wybór) ale jeśli rodzic coś powie, postanowi, to jest to już absolutnie święte. Jeśli zamierza zmienić zdanie, to musi zrobić wszystko, żeby wyglądało to tak, że podjął tę decyzję nie zwracając uwagi na proszenie i przekonywanie dziecka. Na przykład "Zastanawiam się jeszcze nad tym, czy chcę pojechać nad ten basen ale im dłużej prosisz i przekonujesz, tym pewniejsze, że nie pojedziemy. Daj mi nad tym pomyśleć w spokoju"
  4. Dziecko rodzicom może się zwierzać z problemów osobistych, ale rodzic dziecku - nigdy. Jeśli rodzic chce sobie popłakać - to sam albo z kimś dorosłym, nigdy przy dziecku. Dziecko powinno widzieć dorosłego jako silną osobę, która nie potrzebuje jego pomocy, aby sobie poradzić ze sobą
  5. Rodzic powinien wymagać od dziecka czasami zachowania ciszy i być w tym konsekwentnym. Bardzo dobrą okazją na to jest czas jazdy samochodem. Wprowadzamy zasadę, że trzeba zapewnić kierowcy ciszę i tylko on może rozmawiać, jeśli ma na to ochotę. Albo czas, gdy ktoś śpi - wymagamy wtedy ciszy w domu, aż sam on się nie obudzi.
  6. No i to, co odkryłam dzięki Halince - w sytuacjach, które dziecko może uznać za zagrożenie (np obcy zaczepiający o podanie godziny) dorosły powinien wyraźnie przyjąć postawę chroniącą dziecko - stanąć przed dzieckiem, chowając je za siebie i przyjmując ciężar rozmowy na siebie. Albo zabawa z innymi dziećmi - gdy Twoje dziecko wdało się w bójkę z innym dzieckiem - trzeba rozdzielić dzieci "nie pozwalam Wam się bić". Albo peron, tłum ludzi - każemy dziecku spokojnym, pewnym siebie tonem iść tuż przy naszym boku albo wręcz bierzemy go za rękę. Tutaj jest bardzo niebezpieczne, żeby nie "przedobrzyć" z tym chronieniem, bo przecież trzeba równocześnie uczyć dziecka samodzielności i radzenia sobie samemu, a przy takim zachowaniu tylko krok do zrobienia z dziecka ciapy... Tak że ten punkt wyraźnie rozgraniczyłabym jako taki bardzo zależny od wieku dziecka i ważny raczej dla mniejszych dzieci. Albo inaczej - trzeba starać się obiektywnie oceniać, co dziecko może uważać za poważne zagrożenie i dopóki uważa je za poważne, chronić go pokazując mu swoim postępowaniem, jak będzie mógł sobie poradzić sam. Jeśli tylko zauważamy, że zaczyna sobie radzić sam - pozwalać mu na samodzielność.

patik pisze:I czy mam rozumieć, że ta hierarchia domowa ma szansę przełożyć się na szkołę - czy szkoła musi sobie to wypracować od nowa?
Myślę, że hierarchia domowa przełoży się na szkołę, ale pod pewnymi warunkami - jeśli nauczyciele będą też świadomie dbali o takie drobiazgi (lub jeśli mają dar "bycia przywódcą" wrodzony). No i musi minąć trochę czasu (nawet rok), żeby dziecku się zmieniły schematy. Oczywiście my - rodzice - nigdy nie możemy podważać autorytetu nauczyciela w oczach dziecka. W każdym razie, jeśli dzieci uznają dorosłych w domu za autorytety, to dużo łatwiej podporządkują się potem większości nauczycieli. Niestety dla dziecka inteligentnego, a tym bardziej dla dziecka z ZA zawsze pozostanie część nauczycieli, którzy nie zasłużą nigdy na jego zaufanie. Ale tego raczej bym nie starała się zmienić na siłę bo ani rodzic nie ma takich możliwości ani nie byłoby to korzystne dla dziecka. :wink:

EDIT
Jeszcze jeden sposób na "przyjacielskie okazywanie dominacji" mi się przypomniał:

    7. Kładzenie dziecku ręki na karku/ramieniu podczas przyjaznej rozmowy - tego dzieci z ZA mogą nie znosić, ale im bardziej tego nie lubi, tym bardziej wydaje mi się ważne, żeby pracować nad tym, żeby nauczył się to tolerować (albo przynajmniej w sposób grzeczny informować, że prosi o niedotykanie). Można mu tłumaczyć, że czasami niektórzy chcą w ten sposób okazać przyjacielskie zainteresowanie i chcesz go nauczyć, jak może się wtedy zachować. Ale przy okazji takim gestem zaznaczasz dominację (oczywiście nie można pozwalać dziecku na taki gest w stosunku do rodzica pokazując mu, jak grzecznie może tego uniknąć)
Ostatnio zmieniony 22-08-2012 16:50 przez Dosia, łącznie zmieniany 1 raz
Powód: dodatek
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

patik

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 179


Rejestracja:
01-08-2012 14:49

Dzieci: Bliźnięta 10 lat - pierwszy prawdopodobnie ZA, drugi raczej norma

Post 22-08-2012 18:55

Dziękuję - czuję się jak w tej dziecięcej grze "ciepło, coraz cieplej, GORĄCO".
Od razu skojarzyłą mi się jedna sytuacja: bardzo często jak idziemy z synusiem (ma już 1,5m) - ja obejmuję go za karka, a on mnie w talii (do karku nie dosięga). Czy to jest liczone jako moja dominacja? Czy może jego próba wyrównania pozycji - tylko biedak jeszcze jest za niski?
I druga sytuacja: w domu jak zaczyna się na coś buntować - to jest odsyłany na górę do swojego pokoju na 15 min. Nie słucham ani jego wrzasków ani zapewnień "Już się uspokoiłem" - tylko jak zdarta płyta słyszy "Na górę". Już na tą górę chodzi i wysiadywuje 15 - bo poczatki odsyłania były takie, ze 8latka wlokłam po schodach :glawa w sciane:
Dzisiaj zaczęła się akcja, bo nie chciałam kupić książki o Batmanie. Akcja rozwinęła się w samochodzie: on na tylnym siedzeniu, ja prowadzę. Histeria trwa - i ja sobie myślę: odesłać nie mam gdzie, więc podjęłam jedną próbę obrócenia sprawy w żart "Sorry kochanie - trafiła Ci się zła Mamusia - następnym razem wybierz sobie milszą" (dość często działa i zapewnia ze nie jestem zła), ale tym razem nie chwyciło. Postanowiłam więc dumnie milczeć. I teraz pytanie - czy moje milczenie jest oznaką słabości czy dominacji?
Dosiu - zaczynam zwracać uwagę na to czy jakieś moje zachowanie nie zostanie odebrane jako slabość, a więc przeciwieństwo ponurego dominatora. Dam znać jak mi idzie - pewnie będę się jeszcze upraszać o analizę sytuacji. Z góry przepraszam - ale podświadomie mi to pasuje...
Od zawsze wiedziałam, że mój synek jest INNY. 21 sierpnia 2012 potwierdziło się, że to AS i jak każdy AS wyprzedza swoje czasy, bo AS to ewolucyjnie człowiek XXII wieku. I tego się będę trzymać!

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 22-08-2012 23:34

Nie, tylko kark, ramiona i głowa to gest dominacji - talia raczej już nie. ;) Odpowiednikiem tego gestu u psów jest wskakiwanie z radości na pana tak, by oprzeć się przednimi łapami jak najbliżej jego głowy.
Moim zdaniem milczenie jest oznaką dominacji :)
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 23-08-2012 10:29

Dopiero teraz dotarłam do tego artykułu i śmiało mogę powiedzieć, że lepiej późno niż wcale. Wysłałam mężowi linka jako lekturę obowiązkową, z której go przepytam.
Jaka jestem? Zdecydowanie typ mieszany czyli dominująco-uległy. W drzwi wchodzi najpierw Expresik, potem ja, na końcu mąż. Posiłki podaję najpierw Młodemu, potem mężowi, na końcu sobie. Wiedziałam, że to nie tak jak być powinno, ale się tłumaczyłam: dziecku musi wystygnąć, a ja lubię gorące. A jest przecież wyjście. Kolejność nakładania może pozostać, tylko podawania winno ulec zmianie.
W innych kwestiach jestem tyranem :( Nie raz i nie dwa Expresik czegoś nie robił, bo ciągle pytał dlaczego i dlaczego i dlaczego. Dyskusja przeciągała się w nieskończoność. Któregoś dnia odpowiedziałam: "bo matka tak kazała" :roll: I od tej pory, gdy wydaje jakieś polecenie, Młody pyta "dlaczego" i sam sobie odpowiada cytując mnie. Ostatnio odpowiadam, że nie tylko i argumentuje dalej. Jakoś mi było strasznie z tym źle.
Muszę przemyśleć kilka spraw i trochę pozmieniać. Typ dominująco-uległy nie daje poczucia bezpieczeństwa i z pewnością dezorientuje dziecko :? Nie wiadomo czego się po takiej matce spodziewać ...
Dosiu dziękuję :jestes_wielki:
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

aja

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 362


Rejestracja:
26-07-2012 22:40

Dzieci: Kasia 10 lat ADHD, Basia 3 lata zapowiada się nie lepiej

Ja: prawdopodobnie ADHD

Post 23-08-2012 11:23

Dosia pisze:2. Podobnie w czasie spacerów i wycieczek - prowadzi dorosły, zatrzymując się natychmiast i wycofując dziecko, gdy wyprzedza. Zawsze to dziecko powinno się pilnować dorosłego, który idzie przed nim, a nie odwrotnie. Gdy dziecko się nie stosuje, to musi iść za rękę przez określony z góry czas (naturalna konsekwencja). Zabawa w "dziecko prowadzi" nie jest dobrym pomysłem - chyba, że bardzo rzadko, zainicjowana przez rodziców i tylko u dzieci z już bardzo dobrze poukładaną hierarchią.

3. Konsekwencja - można i warto uzgadniać różne rzeczy z dziećmi (dając im ograniczony wybór) ale jeśli rodzic coś powie, postanowi, to jest to już absolutnie święte. Jeśli zamierza zmienić zdanie, to musi zrobić wszystko, żeby wyglądało to tak, że podjął tę decyzję nie zwracając uwagi na proszenie i przekonywanie dziecka. Na przykład "Zastanawiam się jeszcze nad tym, czy chcę pojechać nad ten basen ale im dłużej prosisz i przekonujesz, tym pewniejsze, że nie pojedziemy. Daj mi nad tym pomyśleć w spokoju"


Hm Obiad u nas też, pierwsza Basia, potem Kaśka, i ja, Mąż je jak przychodzi z pracy.

Co do wycieczek, jakoś wolę ją mieć z przodu, bo z tyłu nie widzę co kombinuje, a lubi się "zgubić" :?

O z tym zastanawianiem, zawsze tak robię. Niczego nie obiecuję, bo wiem, że wykorzysta to przeciwko mnie :roll:
Ostatnio zmieniony 23-08-2012 12:24 przez Dosia, łącznie zmieniany 1 raz
Powód: Poprawiłam cytowanie

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 23-08-2012 14:17

Bardzo cieszę się, że Wam się przydaje to, co piszę. :D

Chciałabym podkreślić tylko, że artykuł jest ważny tylko dla osób, które są z natury uległe, zostały rodzicami i gdy po dziecku widać, że czuje się szefem w swoim domu albo że nie czuje się bezpiecznie przy dorosłych.

Moim zdaniem nie ma sensu przesadnie stosować się do tych zasad, jeśli człowiek jest z natury przywódcą, bo taki człowiek w sposób spontaniczny potrafi zachować status przywódcy nawet, jeśli dziecko zawsze hasa przed nim przodem. Mamo Expresika - oczywiście Ty sama oceń, jak jest z Tobą, ale ze sposobu, w jaki piszesz wnoszę, że należysz raczej do przywódców. :OK:

Ja mam wrażenie, że takich osób (urodzonych przywódców) jest całkiem sporo. A jeśli w rodzinie chociaż jeden z rodziców jest autorytetem (lub świadomie dba o to, aby nim być), to już jest dobrze. Jeśli oboje rodzice zadbają o autorytet u swoich dzieci - to jest doskonale. Oczywiście, jeśli dzieje się to bez przemocy fizycznej ani psychicznej - bo przemoc niszczy poczucie bezpieczeństwa u dziecka, co przecież jest naszym celem - czyli inaczej można wylać wtedy dziecko z kąpielą.

I druga rzecz: dziecko to nie automat, poglądy nie zmieniają mu się natychmiast, po naciśnięciu jednego przycisku. Dziecko nie zmieni zdania o swoim rodzicu tak z dnia na dzień (ani w jedną stronę, ani w drugą). Dlatego rodzic z natury uległy jak najbardziej powinien zadbać o to, aby gesty dominacji były częste, ale też nic się nie stanie, jeśli od czasu do czasu zachowa się niezgodnie z tymi zasadami. I tak z czasem dziecko powinno nabrać do niego zaufania. :OK:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 23-08-2012 14:27

Dosiu faktycznie coś z przywódcy mam :OK: Chciałabym jednak trochę wyprostować męża, bo jest zbyt uległy. Niestety Expresik już pięknie potrafi sytuację wykorzystać. Jak u mnie czegoś nie wskóra to biegnie natychmiast do taty. Dobrze jak ja się w porę zorientuję. Wtedy męża ostrzegam, że decyzja w sprawie już zapadła. Cóż niestety mamy w domu małego manipulanta i musimy mieć wyostrzone zmysły 8) Może w kolejnym artykule mogłabyś poruszyć taki problem?
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 23-08-2012 16:24

MamaExpresika pisze:Cóż niestety mamy w domu małego manipulanta i musimy mieć wyostrzone zmysły 8) Może w kolejnym artykule mogłabyś poruszyć taki problem?
Hmm, dla mnie cały urok w dzieciach wiąże się z tym, że wciąż testują i nigdy się łatwo nie poddają. W wychowaniu dzieci nie da się popaść w schematy. Trzeba wciąż myśleć, analizować, próbować i wciąż być przygotowanym na kolejne porażki, aby z nich wyciągnąć wnioski.

I całe szczęście.

Gdyby moje dzieci były mniej inteligentne i mniej sprytne, moje życie na pewno byłoby znacznie mniej ciekawe a umysł pewnie dawno by mi się usztywnił w schematach. Ludzie czują, że trzeba ćwiczyć logiczne myślenie i - w ramach odpoczynku - ćwiczą swój umysł krzyżówkami, sudoku, puzzlami. Mnie dzieci potrafią zapewnić nieporównanie lepsze treningi. :wink:

Tak na poważnie - MamoExpresika, chętnie nad tym pomyślę. Tylko proszę, postaraj się napisać, na czym Twoim zdaniem polega problem z małym manipulantem. Bo domyślam się, że miałaś na myśli coś więcej, niż to, co napisałam wyżej.

Przy okazji przypomniał mi się, Patik, jeszcze jeden sposób na okazywanie dominacji:

    8. Osoba dominująca nigdy nie goni dziecka ani nie woła go w nieskończoność. Jeśli dziecko ucieka, polecenie, aby podeszło mówi się raz, ale krótko, wyraźnie i zdecydowanym tonem. Najlepiej byłoby się potem odwrócić i zacząć iść w przeciwnym kierunku, nie oglądając się za siebie. Albo przynajmniej stać, starając się nie okazywać zainteresowania uciekającym dzieckiem. Dziecko instynktownie boi się stracić z oczu opiekuna. Przy własnych dzieciach jest to niezawodny sposób - dziecko daleko nie odejdzie. Przy dzieciach obcych sprawa jest znacznie trudniejsza, ale też wykonalna (trzeba się posłużyć zasadami i konsekwencjami). Aby można było sobie na to (na nie gonienie dziecka) pozwolić, trzeba stosować jedną zasadę: spowodować, aby dziecku zawsze opłacało się wrócić. Bo jeśli chociaż raz wlejemy mu w tyłek "za uciekanie", to dziecko nie będzie wracać i naprawianie tego błędu może potem trwać bardzo długo.
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

aja

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 362


Rejestracja:
26-07-2012 22:40

Dzieci: Kasia 10 lat ADHD, Basia 3 lata zapowiada się nie lepiej

Ja: prawdopodobnie ADHD

Post 23-08-2012 18:12

Ja jestem stanowczo typ przywódczy :mrgreen:

O tak, Kasia też kombinator.
Czasami - zakaz TV, ja zostawiam męża z dziewczynami i lecę np. do mamy lub do sklepu. A Katarzyna pościeliła np. łóżko i - tato ja już się kładę, mogę bajki ?? - Mała cwaniara.
Teraz już wiemy i z reguły wychodząc uprzedzam, co i jak. Na początku był bunt, teraz już nie próbuje podchodów, przynajmniej na razie.

Tak samo sytuacja w szkole.
Na początku roku Pani omawiała z dziećmi co wolno, a czego nie wolno w czasie lekcji. Któregoś dnia wpis w zeszycie informacyjnym "Kasia piła na lekcji". Ok. Kasia dlaczego piłaś, przecież wiesz, że nie wolno. A moje dziecię z chytrym uśmieszkiem na twarzy "Ale Pani mówiła, że nie wolno jeść o piciu nic nie mówiła" :twisted:
Porozmawiałam z Panią, uśmiała się z agentki i dopisała na liście.

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 24-08-2012 09:49

Dosia pisze: postaraj się napisać, na czym Twoim zdaniem polega problem z małym manipulantem. Bo domyślam się, że miałaś na myśli coś więcej, niż to, co napisałam wyżej.

Dosiu sądzę, że główny problem u nas wynika z "miękkości" męża. Jak już pisałam jest dość uległy i Młody zwyczajnie wie, u kogo może coś wybłagać. Próbuje oczywiście też ze mną, ale dla mnie te próby są na tyle czytelne, że się nie daje.
1. Odrabiamy lekcję i Expresikowi się już nie chciało. Zatem słyszę, że on jest bardzo zmęczony i chce spać. Odpowiadam "proszę bardzo, ale masz się położyć i naprawdę spać". Młody idzie, kładzie się, ale oczywiste jest, iż śpiący nie jest i na zawołanie nie zaśnie. Przychodzi i mówi "ok to już wolę te lekcje odrabiać". Czasami jest naprawdę zmęczony, ale wtedy ja widzę po oczach i sama mu zalecam drzemkę.
2. Sytuacje z wieczornym zasypianiem w czasie roku szkolnego (wtedy kładziemy się wcześniej): jestem głodny (właśnie zjadł kolację), chce mi się pić (właśnie się napił), ja muszę iść do łazienki i na koniec: bez Ciebie nie zasnę lub chcę spać u Ciebie - bo moje pluszaki rozmawiają.
3. Nie zgadzam się na coś to Młody idzie do taty i tata się zgadza lub nie, gdy zdążę zareagować.
4. Było też wymyślanie, że ja lub mąż go uderzyliśmy. Ale to już wypleniliśmy. Był bardzo przekonujący, bo potrafił nagle zacząć tak płakać, jakbyśmy go ze skóry obdzierali.
5. Tak, nie zgadzacie się - to już nie będę Was kochał. (Ale my Cie zawsze będziemy kochali).
6. Mama się tato zgodziła (gdy ja jestem w pracy i Panowie zostają sami)
7. Wiesz bardzo Cie kocham (lubię, jesteś taka mądra i piękna), ale musisz mi .... np. kupić coś :hmmm:
8. Łapanie za słówka - to chyba dość oczywiste.
Na tę chwile tyle pamiętam, ale jak sobie przypomnę dopiszę.

aja pisze: "Ale Pani mówiła, że nie wolno jeść o piciu nic nie mówiła" :twisted:
Porozmawiałam z Panią, uśmiała się z agentki i dopisała na liście.

Ja: Expresiku powiedziałam, że nie możesz siedzieć przy komputerze
E: Już dobrze, dobrze - będę stał :wink:
Cóż przy naszych dzieciach należy się wypowiadać niezwykle precyzyjnie. Każde słowo wymaga przemyślenia.
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

aja

Awatar użytkownika

Waleczny rodzic

Posty: 362


Rejestracja:
26-07-2012 22:40

Dzieci: Kasia 10 lat ADHD, Basia 3 lata zapowiada się nie lepiej

Ja: prawdopodobnie ADHD

Post 24-08-2012 10:37

MamaExpresika pisze:
Dosia pisze:1. Odrabiamy lekcję i Expresikowi się już nie chciało. Zatem słyszę, że on jest bardzo zmęczony i chce spać. Odpowiadam "proszę bardzo, ale masz się położyć i naprawdę spać". Młody idzie, kładzie się, ale oczywiste jest, iż śpiący nie jest i na zawołanie nie zaśnie. Przychodzi i mówi "ok to już wolę te lekcje odrabiać". Czasami jest naprawdę zmęczony, ale wtedy ja widzę po oczach i sama mu zalecam drzemkę.
2. Sytuacje z wieczornym zasypianiem w czasie roku szkolnego (wtedy kładziemy się wcześniej): jestem głodny (właśnie zjadł kolację), chce mi się pić (właśnie się napił), ja muszę iść do łazienki i na koniec: bez Ciebie nie zasnę lub chcę spać u Ciebie - bo moje pluszaki rozmawiają.
4. Było też wymyślanie, że ja lub mąż go uderzyliśmy.
8. Łapanie za słówka - to chyba dość oczywiste.

.


Pod tymi się podpiszę :wink:

dreptak

Awatar użytkownika

Terapeuta

Posty: 13311


Rejestracja:
20-02-2005 21:41

Lokalizacja: Warszawa

Post 25-08-2012 06:17

Według moich obserwacji "gesty dominacji" są niezwykle ważne i skuteczne, bo działają na bardzo niskim poziomie, dużo poniżej intelektu, czyli uczenie mówiąc "reakcje nie podlegają supresji wolicjonalnej" :)
A tak po ludzku mówiąc, nawet jak dziecko wie o co chodzi (bo czasem pędrak się naczyta!!!) i stara się przeciwstawiać wpływowi takich gestów to i tak one działają.
Daję słowo - sprawdzałem!

irena

Awatar użytkownika

Żelazna baba/super rodzic

Posty: 3423


Rejestracja:
07-10-2005 21:20

Lokalizacja: Szczecin

Dzieci: syn 27 lata, syn 26 lat-ADHD, córka 23 lata- ZA, córka 22lata

Ja: Tylko zakręcona, mąż ZA

Post 25-08-2012 08:42

Masz racje Dreptak, działa i to w 100%. :lol:
Mam w swoim otoczeniu baardzo bystrą, prawie 2 latkę.
Sporo czasu buntowała się mi na ulicy, stawała dęba i nie w lewo, ni w prawo. :mrgreen:
Tłumaczenie, proszenie, odwracanie uwagi, wreszcie zostawienie i się schowanie nie działało kompletnie.
Mała chodzi na szelkach i w sytuacji upartego osła :mrgreen: , po prostu biorę za rękę i idzie ze mną.
Ja się do niej nie odzywam, oczywiście był na początku dziki ryk i wieszanie się, spokojnie i stanowczo mówię : puszczę cię jak będziesz grzeczna. Mała po chwili się uspokaja i grzecznie maszeruje dalej sama.
Dosiu masz rację, nasze dzieciaki wręcz genialnie ćwiczą nasze mózgi, demencja nam raczej nie grozi.

Dosia

Awatar użytkownika

Rodzic i nauczyciel

Posty: 11855


Rejestracja:
11-05-2006 02:24

Dzieci: Marcin 21 lat ADHD, Piotr 29 lat

Post 25-08-2012 15:27

MamoExpresika, artykuł już jest gotowy, teraz jest w korekcie, dziękuję za pomysł. :OK:
Moi synowie są już dorośli, obaj po maturze i usamodzielnieni. :OK:

Przekonałam się, że ani ADHD ani ZA nie jest wyrokiem i staram się szerzyć wiedzę o tym, jak to robić, chociaż uważam, że największe, najpełniejsze i najbardziej wartościowe źródło tej wiedzy znajduje się właśnie tutaj, na tym forum.

dosia.eu - mój blog o wychowaniu, mój facebook.
Zapraszam do czytania, lajkowania, rozpowszechniania i dziękuję. :)

patik

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 179


Rejestracja:
01-08-2012 14:49

Dzieci: Bliźnięta 10 lat - pierwszy prawdopodobnie ZA, drugi raczej norma

Post 25-08-2012 18:41

pytania do Dominatora Dyplomowanego

Dosiu - jeszcze prośba o komentarz z punktu widzenia dominatora do nastepującej sytuacji:
Informuję Młodego, że jedziemy na basen (lub cokolwiek innego ostatnio co wymaga oderwania się od książek czy kompa). Mlody najpierw spokojne (to trezba mu oddać) informuje mnie, że "Nie". Na to Mamusia - "Kochanie, przykro mi ale tak zaplanowałam. Basen jest Ci potrzebny bo się garbisz. A zresztą jak na basenie już jesteś to się świetnie bawisz, prawda?". I tu Mamusia (chyba mało domiantorsko) tłumaczy dlaczego coś ma być zrobione teraz (albo w niedalekiej przyszłości). Dziecko ma nadal NIE, tylko to NIE zaczyna być coraz mniej spokojne. W końcu NIE zostaje podparte zaciśnięciem rączek w pięści, tupaniem jak koń przed wyścigiem i szałem nienawisci w oczach. W takich momentach Tatusiowi potrafi strzelić z byka w brzuch. Mamusi nie próbuje... Dodam, że w trakcie rozmowy Mamusia SPOKOJNA (Tatuś nie ma tej cierpliwości), ręka oparta na barku Młodego, patrzę prosto w oczy (na ile się da bo chowa głowę w poduszkę, lub odwraca sie tyłem).
Oczywiście sytuacja się powtarza i powtarza - więc coś jest nie tak.
Czy powinnam mu tłumaczyć dlaczego? Nie tłumaczę się - tłumaczę dlaczego.... Nie ciągnę w nieskończoność - max jedno - dwa zdania i powtarzam jak mantrę...
Czy powinnam odesłać na górę przy pierwszej oznace buntu innego niż spokojne NIE?
Czy powinnam go mocno przytrzymać jak ma ten wylew agresji?

Na razie przeczekuję wybuch, staram się rozładować sytuację dowcipami (nie jak dominator, prawda?), Młody w końcu daje się przekonać. Ewentualnie upewnia się czy np. na basenie będzie mógł robić coś tam...
Od zawsze wiedziałam, że mój synek jest INNY. 21 sierpnia 2012 potwierdziło się, że to AS i jak każdy AS wyprzedza swoje czasy, bo AS to ewolucyjnie człowiek XXII wieku. I tego się będę trzymać!

MamaExpresika

Wsparcie

Posty: 1050


Rejestracja:
16-02-2012 19:29

Dzieci: Expresik 7 lat i 3 mc - prawdopodobnie ADHD (zdania uczonych są podzielone)

Ja: PPP sądzi, że mam ADHD ;)

Post 25-08-2012 19:08

Dosia pisze:MamoExpresika, artykuł już jest gotowy, teraz jest w korekcie, dziękuję za pomysł. :OK:

Super :) Czekam niecierpliwie na lekturę :D
W każdym z nas tkwi talent ważne by go dostrzec i w niego uwierzyć...

Zofia

Awatar użytkownika

Dama/Kawaler Złotego Orderu ADHD

Posty: 174


Rejestracja:
15-06-2011 14:53

Lokalizacja: Warszawa

Dzieci: syn 13 lat - ZA i ADHD

Post 04-09-2012 01:58

Dla mnie ten artykuł jest jak objawienie. :jestes_wielki: Bardzo rozjaśnia w głowie, a też mam problemy ze zbytnią uległością.
Przypomniał mi się fragment książki "Żyć w rodzinie i przetrwać", kiedy autor tłumaczy na czym polega rola silnego rodzica, który stawia granice i tym samym daje dziecku oparcie, poczucie bezpieczeństwa. Porównał dziecko do osoby, która siedzi na krześle w pomieszczeniu pogrążonym w absolutnej ciemności. Osoba wstaje z krzesła i idzie przed siebie, nie napotykając nic oprócz pustki i ciemności. Im dłużej to trwa, tym bardziej się boi, błądzi, aż w końcu nie potrafi odnaleźć swojego krzesła. Lecz kiedy w tych ciemnościach dotknie ściany, a potem kolejnej, ciemność jest oswojona. Wiadomo, że nic nie czai się w mroku, wiadomo gdzie są granice i gdzie jest krzesło.
Niby wszystko oczywiste. Szkoda tylko, że tak trudno mi przejść od teorii do praktyki.
Właśnie w minione wakacje po raz kolejny ocknęłam się w koszmarze, ponieważ "w nagrodę" za ciężką pracę w roku szkolnym i zdobycie wzorowego ucznia pozwoliłam kochanemu dziecku za bardzo rządzić. Jeszcze w lipcu "jechał na oparach", zgłaszając się na ochotnika do robienia zakupów, sprzątania. Mówiłam mu - nie tylko wzorowy uczeń ale wzorowy syn. On promieniał a ja z tej radości pozwoliłam decydować - robimy to co dziecko chce, basen czy spacer -niech on wybierze. Synek nie chce, to nie idziemy. :foch: Taka polityka ma bardzo krótkie nóżki, nasz wspaniały chłopiec bardzo szybko pokazał na co go stać jeśli mu się za dużo pozwoli. :foch z przytupem:
No i znowu trzeba zakasać rękawy i odgruzować.
"Bo ty cłeku ni mozes zyć tak, ze se ino zyjes: jak se pojes, to ci sie spać fce, jak sie wyśpis, to ci sie jeść fce. Tobie trza wyrozumieć, po co robis i co!" Ks. Józef Tischner
Następna

Wróć do O naszym portalu - ADHD.org.pl



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.